Strona 50 z 70

: 30 listopada 2015, 20:11
autor: Kargan
Septimus musiał wybrać akurat Nathana ? ;) widać chłopak się w sobie zaciął :D

: 01 grudnia 2015, 10:39
autor: 8art
Silvanus nie przywoązywał większej wagi do dantejskich scen jakie były udziałem psykera, spowiednika i innych. Słyszał Lazadiego wrzeszczącego na psykera i utwoerdzało go to tylko w przekonaniu, że Hoster miał ciągoty nie tylko do samego Nathana, ale nawet do starca jakim był ocjciec spowiednik. Przeszedł go zimny dreszcz, gdy pomyślał, że Merisier mógłby użyć swych plugawych mocy aby otumanić mężczyznę i potem wykorzystać w akcie obrzydliwej sodomii.

Wzdrygnął się i skupił na czymś innym. Próbował dostać się do wyrzutni rakiet aby spróbować bronić grupy, ale w miekscu zatrzymał go rozkaz Septimusa. Obrócił się na pięcie i skoczył do komunikatora. Był nawykły do radiowego slangu. W końcu lata na służbie nauczyły go tego i owego:

- Romeo313, tu Karmazynowa Dama. Tryb Sierra Oskar Sierra. SOS. Podaje koordynaty...
może dlatego wybrał bylego regulatora, bo bedzie wiedzial co powiedziec:p

: 03 grudnia 2015, 20:10
autor: Keth
Głębia Grendela, 215.815.M41

Wstrząsy targające statkiem nie ustawały, a czarne cielska widoczne za szybami mostka zderzały się ze sobą z niesłabnącą zaciekłością. Jakiś srodze poturbowany marynarz krzyczał na całe gardło, dopóki nie uderzył głową w metalową obudowę konsolety sterowania. Przygnieciony jego ciałem Tauron sprawiał wrażenie martwego, leżał z przekrzywioną w bok głową i zamkniętymi oczami. Pozostali członkowie komórki Ordo z największym trudem utrzymywali się na swoich pozycjach napinając z całej siły mięśnie i modląc się jednocześnie w duchu o łaskę Złotego Tronu.

- Tu R-313! - komunikator ożył ponownie, chociaż towarzyszący zagładzie "Karmazynowej Damy" - Przyjęliśmy do wiadomości waszą pozycję. Ornitoptery startują, powinny być na miejscu w ciągu jedenastu minut. Potwierdźcie odbiór!

Jedenaście minut! Uwieszony konsolety Silvanus jęknął mimowolnie dochodząc do wniosku, że statek nie przetrwa nawet pięciu. Jednostka osiadała coraz silniej na rufę, niewątpliwie nabierając wody i tracąc do końca sterowność.

Los "Karmazynowej Damy" był już przesądzony i nawet nie mający pojęcia o morskim rzemiośle Nathan nie miał co do tego żadnych wątpliwości.

- Pomoc w drodze! - krzyknął Septimus - Musimy się przedostać na pokład, im wyżej, tym lepiej!
Ornitoptery LaGrando będą nad Wami za około jedenaście minut!

: 03 grudnia 2015, 21:06
autor: Keth
Głębia Grendela, 215.815.M41

Cztery żółte ornitoptery nadleciały nad statek pośród łoskotu rotorów osiem minut po odebraniu przez platformę wezwania o pomoc. Furia grzbietopławów zdążyła w międzyczasie wygasnąć albo też ogromne morskie bestie spłoszyły się poczynionym przez latacze hałasem, bo ich czarne kształty zniknęły niemal równocześnie pod spienioną powierzchnią wody.

"Karmazynowa Dama" tonęła coraz szybciej, wsuwając się rufową sekcją w otchłań oceanu, celując coraz wyżej w przestworza dziobem. Ocaleli z katastrofalnego połowu rozbitkowie tłoczyli się na pokładzie widokowym oraz na szczycie nadbudówki, wymachując w stronę nadlatujących maszyn rękami i strzępami ubrań. Połowy załogi nigdzie nie było widać; spectoriańscy marynarze albo zostali zmyci z pokładu albo pod nim uwięzieni przez szybko tonący statek.

Ku wściekłości i zgrozie Hostera dwa pierwsze ornitoptery zdjęły z pokładu widokowego dwunastu stłoczonych tam marynarzy, podciągając ich w górę na spuszczonych ku wrakowi uprzężach. Trzecia maszyna krążyła szerokimi łukami po zewnętrznej granicy strefy katastrofy, czwarta zaczęła podchodzić od strony zachodu do nadbudówki, na której ratunku wyczekiwali zakamuflowani agenci Świętego Oficjum.

Prócz wściekłości w umyśle Merisiera dominowało poczucie ogromnego żalu. Sędziwy Tauron pozostał piętro niżej, na zakrwawionej podłodze mostka, leżąc nieruchomo z wyrazem zdumiewającego spokoju na pomarszczonej twarzy. Septimus, Medea, Nathan, Haxtan, ojciec spowiednik i sam Hoster trzymali się masztu "Damy" wbijając zdesperowane spojrzenia w pomalowany na żółto brzuch ornitoptera.

Ich ostatniej deski ratunku na szczycie szmaragdowej otchłani.
Ratunek już na wyciągnięcie ręki!

: 03 grudnia 2015, 22:33
autor: Suriel
Hoster czuł olbrzymi żal. Starzec był jedynym, który potraktował go jak człowieka. Już dawno nie czuł czegoś takiego. Przez lata spędzone na czarnym statku i później zapomniał jak to jest być traktowanym jak normalna ludzka istota pełna światła Imperatora. Miał do siebie żal, że zamiast pomóc Tauronowi ratował, czy raczej próbował ratować ojca spowiednika...
Zacisnął pięści i w myślach postanowił sobie, że więcej się to już nie powtórzy. Że zawsze już będzie wiedział jakie są priorytety.
Cała ta akcja zdawał się ponad jego siły.

A wszystko to po co? Tyle śmierci, żeby znaleźć jakich handlarzy jedna podejrzaną baterią... - pokręcił z powątpiewaniem głową Nie... to musi mieć jakiś głebszy sens, po prostu musi..
Znów zaczął się rozglądać z niepokojem dookoła w poszukiwaniu niebezpiecznych paszcz o których na moment zupełnie zapomniał...

Szkoda że nie zabrałem, jego danych z czytnika. Na pewno by tego chciał. Pomyślał ze smutkiem i przez chwilę rozważał powrót pod pokład...

: 04 grudnia 2015, 21:57
autor: Keth
Głębia Grendela, 215.815.M41

Statek tonął coraz szybciej, jakby nienasycony ocean chciał go czym prędzej zagarnąć w swe objęcia. Czwarty ornitopter opadł kilka metrów niżej, spod jego brzucha zaczęły się opuszczać zakończone elastycznymi zatrzaskami ratownicze liny. Stłoczeni przy maszcie agenci Świętego Oficjum pochwycili je czym prędzej, opięli się linkami z pomocą obeznanych z takim ekwipunkiem Medei i Nathana.

Wychylony z kabiny maszyny człowiek w żółtym lotniczym hełmie pomachał rozbitkom dłonią, po czym zniknął we wnętrzu ornitoptera. Hydrauliczna wciągarka ruszyła ciągnąc linę wraz z przyczepionymi do niej ludźmi w górę.

Kilkanaście metrów powyżej nadbudówki "Damy" lina przestała się znienacka przemieszczać, a przytrzymujący się wzajemnie rozbitkowie podskoczyli w powietrzu na elastycznych uprzężach. Głowa w żółtym hełmie wychynęła ponownie z kabiny, gestykulując szaleńczo rękami. Spoglądający w stronę ratownika obcoświatowcy nie zrozumieli w pierwszej chwili, co takiego mężczyzna w ornitopterze miał na myśli, chociaż wszyscy podświadomie spodziewali się czegoś niedobrego.

I wtedy Haxtan Stern dojrzał pękniętą wiązkę stalowych drutów, z których spleciono linę.

- Jesteśmy zbyt ciężcy! - krzyknął łowca nagród odchylając w tył głowę i wodząc szeroko otwartymi oczami po uszkodzonej linie - Zaraz się zerwie!
:o

: 04 grudnia 2015, 22:01
autor: 8art
Nathan spojrzał wymownie na przełozonego komórki. Wiedział, że jest największym obciążeniem na cienkiej linie. Nie chciał ale był gotów. Jesli tylko dostanie rozkaz...
No to pewnie Nathan jest najcięższy. Jesli Septimus pozwoli to regulator odda się w los Imperatora i odepnie, choć pewnie MG planuje spektakularną śmierć dla Sterna:o

: 04 grudnia 2015, 22:16
autor: Keth
Głębia Grendela, 215.815.M41

Spetimus zmełł w ustach przekleństwo, uniósł w górę zaciśniętą pięść dając ratownikowi znak, by wciągarka znów ruszyła. Młócąca powietrze rotorami maszyna zaczęła przesuwać się w bok odlatując znad tonącego statku.

- Litościwy Imperatorze, myślą, że spadniemy! - wyszeptała zbielałymi ustami Medea - Nie chcą, żebyśmy spadli na wrak! Nie wiedzą... że nie potrafimy pływać!

Zadzierający głowę Hoster dostrzegł oczy zabójczyni i ujrzał w nich coś, czego długo nie miał zapomnieć: wyrywający się spod żelaznej kontroli strach przed śmiercią, której Trix nigdy sobie nie próbowała wyobrazić; przed pochłonięciem na zawsze w szmaragdowej otchłani.

Nathan przełknął ślinę, zacisnął dłonie na swej uprzęży chcąc zapanować na ich drżeniem. Poczucie obowiązku poraziło go szaleńczym pomysłem, ale coś powstrzymało regulatora w ostatniej chwili przed rozpięciem karabińczyka.

Wiszący nieco wyżej Haxtan Stern wyciągnął z buta niewielki nóż o monokrystalicznym ostrzu, przez cały czas nie odrywając wzroku od szepczącego coś do niego Septimusa. Przywódca sekcji miał stężałe oblicze, ale jego oczy płonęły posępną determinacją.

Silvanus nie miał pojęcia, co Septimus powiedział Haxtanowi. Nie wiedział, czemu Stern nagłym pociągnięciem ostrza przepołowił swoją uprzęż, odbijając się jednocześnie kolanami od pleców ojca Kazadiego.

- Złoty Tronie! - wrzasnął Hoster, kiedy łowca nagród przemknął obok niego z rozłożonymi na boki ramionami, spadając prosto w morze - Haxtan!
:o

: 04 grudnia 2015, 23:17
autor: 8art
Anielski orszak niech twą dusze przyjmie...:o

: 05 grudnia 2015, 00:27
autor: Suriel
Smutek Hostera zniknął razem z przelatującym koło niego Haxtanem. Błękitna kipiel zabrała towarzysza wylewając jednocześnie kubeł zimnej wody na głowę psykera. A może to nie było to... Może to coś ciemnego, na co dzień schowanego w mroczne zakamarki jego duszy teraz na widok śmierci i zniszczenia zaczęło mu podpowiadać.

Jeszcze się nie skończyło, jeszcze giniemy. - pomyślał wypatrując ratunku z powietrza. Nie zamierzał jednak umierać bezczynnie czekając. Szybko zaczął się rozglądać za czymś co utrzyma go na wodzie. Zamierzał w razie wpadnięcia do wody użyć mocy przeklętej Osnowy by go uratowała. Tyle że nie umiał pływać.
Deklaracja na "jakby co". Szukam czegoś do czego się będę mógł przyczepić by mnie unosiło na wodzie a już najlepiej jęsli nie musiałbym się tego trzymać (nie jestem jednak wybredny). Jeśli bym wpdał to nabieram powietrza w płuca i koncentruję się na użyciu mocy Kamleona, kto wie może diabli swego przeoczą...

: 05 grudnia 2015, 14:25
autor: Keth
Głębia Grendela, 215.815.M41

Haxtan Stern wpadł do morza rozbryzgując na wszystkie strony wodę, niczym ciśnięty z dużą siłą kamień posłany w środek ogrodowej sadzawki. Odprowadzający towarzysza wzrokiem Hoster wciągnął mimowolnie oddech mamiąc się nadzieją, że łowca nagród potrafił pływać. W tej samej chwili wciągarka ornitoptera ruszyła ponownie, lina zaczęła się nawijać na rolkę podciągając piątkę agentów Świętego Oficjum w górę.

Merisier nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, wciąż nie potrafiąc oderwać spojrzenia od rozmytego ludzkiego kształtu zanurzonego pod powierzchnię oceanu, ale wciąż widocznego z wysokości ratunkowej uprzęży. Haxtan zaczął machać rękami i nogami, sukcesywnie zmierzając ku tafli wody.

Wielki czarny cień przesunął się bez ostrzeżenia pod nogami walczącego z ciężarem mokrego ubrania człowieka, mrożąc Hosterowi krew w żyłach swymi niedopowiedzianymi rozmiarami. Jeden z ostatnich grzbietopławów zawrócił w górę wyczuwszy znienacka obecność żywej ofiary, przepłynął tuż poniżej pracujących rytmicznie stóp człowieka pozornie nie przejawiając zainteresowania dziwną zdobyczą.

Paszczęka osadzona w części ogonowej bestii pochwyciła nieświadomego niebezpieczeństwa Sterna, gdy ten przebił się przez powierzchnię wody i wyciągnął w górę rękę w geście tryumfu. Woda skotłowała się w ułamku chwili, spieniła na biało, ale ów kolor przeszedł natychmiast w barwę rozcieńczonej czerwieni. Wpatrzony w ornitopter Haxtan zniknął pociągnięty w dół, przepadł bez śladu. Smugi karmazynu nałożyły się hipnotycznym wzorem na wodę tworząc ruchliwy wzór, który przykuł w osobliwy sposób całą uwagę wstrząśniętego na wskroś psykera. Życiodajna krew Sterna, rozpływająca się rozmazanymi spiralami po zielonkawym oceanie.

- Krew - wymamrotał nieswoim głosem młodzieniec, bezwiednie wbijając sobie paznokcie dłoni w poduszeczki kciuków - Ten kształt... ten wzór... to się dopiero stanie. Nadejdzie!

- Co nadejdzie?! - odkrzyknął przyciśnięty do Merisiera plecami Nathan, bezskutecznie próbujący odwrócić w stronę psykera głowę.

- Czerwony Anioł! Stanie przed obliczem jedynego syna, by posiąść jego duszę! A wokół ogień przeklęty i zatracenie śmiertelnych! To się dopiero stanie! A wszystko zapoczątkuje róża o czarnych płatkach, z woli tego o trzech oczach, który z zawiści postradał zmysły! Już wiem, czyja to wina! To...

Ogarnięty skrajną desperacją ojciec Kazadi odsunął w bok prawą nogę biorąc nią potężny zamach, po czym kopnął bezceremonialnie w głowę Hostera. Pogrążony w proroczym transie psyker zwiotczał w jednego chwili, zawisł na uprzęży bez ruchu z cieknącą po skroni krwią.

- Wpadł w amok Osnowy! - krzyknął duchowny - Opętały go syrenie głosy demonów. Módlmy się, by to doświadczenie nie pozostawiło mu trwałej traumy.

Wciągarka ornitoptera przyśpieszyła, podciągając rozbitków coraz bliżej wiszącej w powietrzu maszyny.
Możecie przyjąć za pewnik, że zostaliście uratowani! Gratulacje!

: 05 grudnia 2015, 23:29
autor: Keth
Bezmiar Krakenów, 215.815.M41

Ornitopter leciał z otwartymi bocznymi drzwiami i wartkie strumienie powietrza wpadały do jego wnętrza osuszając przemoczone ubrania rozbitków. Hoster leżał w pasach z przekrzywioną w bok głową, wciąż nieprzytomny po morderczym kopniaku Kazadiego. Septimus siedział tuż przy drzwiach, naprzeciw Medei, wyglądając na zewnątrz maszyny. Obserwując profil mężczyzny Malfianka uległa irracjonalnemu urokowi, którego już dawno nie odczuwała. Wysłannik quatora Ludda był na swój sposób przystojnym człowiekiem, o ostro zarysowanym obliczu i proporcjonalnej sylwetce. Oddana swej powinności wobec Świętego Oficjum, Trix dotąd tego nie dostrzegała.

Zmieszana swymi myślami, odwróciła głowę w kierunku, w którym spoglądał dowódca komórki. Cztery lecące blisko siebie ornitoptery położyły się w lekkim skręcie obniżając pułap.

Zmierzały ku najeżonemu szpicami wież krakingowych metalowemu miastu kołyszącemu się na łagodnych falach oceanu.

- Lądujemy za minutę - uprzedził poklepujący Hostera po policzku ratownik.
Lądowanie w toku...

: 06 grudnia 2015, 16:04
autor: Keth
Platforma R-313, 216.815.M41

Uratowani z "Karmazynowej Damy" rozbitkowie zostali przeprowadzeni na krawędź płyty lądowiska, z dala od łopat wyłączających silniki ornitopterów. Należący do załóg maszyn ratownicy zajęli się natychmiast opatrywaniem mocniej pokiereszowanych ofiar, pozostałych gości poproszono zaś o nieopuszczanie wskazanego im miejsca. Sącząca podane naprędce odżywki gromada przemoczonych ludzi usiadła zatem wprost na metalowej płycie lądowiska.

Nathan odsunął się w końcu od wracającego do świadomości Hostera, wciąż niespokojny na wspomnienie jego nadnaturalnego transu. Regulator z racji swego pobożnego charakteru nie potrafił się oprzeć trwożnym dreszczom za każdym razem, gdy powracał pamięcią do niezrozumiałych słów wieszczącego w transie Merisiera, ale pragnął wierzyć, że sankcjonowany przez Święte Oficjum psyker nie przeistoczył się w źródło trwałego zagrożenia dla reszty komórki.

Było nie było, zaimplementowane w jego psychice mechanizmy obronne nie wymusiły na młodzieńcu popełnienia samobójstwa. Przypomniawszy sobie usłyszaną na ten temat opinię ojca Kazadiego Nathan uspokoił się nieco, rozluźnił lustrując w zamian spojrzeniem najbliższe otoczenie.

Zdolne do pomieszczenia sześciu ornitopterów jednocześnie, lądowisko wisiało w powietrzu na wysokości dziesiątego piętra przynitowane do ramy głównej konstrukcji platformy. Pływające metalowe miasto roiło się od dziwacznych budowli, połączonych pomostami i spiralami schodów, pełne kratownic, kominów i splątanych ze sobą rur. Grupa kilkudziesięciu osób w żółtych roboczych kombinezonach stłoczyła się opodal lądowiska śledząc wzrokiem poczynania ratowników, ale szybko zniknęła na widok nadchodzących ku płycie osób w strojach nadzorców.

Nathan podchwycił ostrzegawcze spojrzenie Septimusa, stężał gotowiąc się na oficjalne powitanie włodarzy R-313, zerknął ponad ramieniem na Medeę i Hostera.

Przez jego umysł przemknęła znienacka myśl, która przyprawiła regulatora o ciarki. Merisier nie miał przy sobie żadnego dobytku, żadnego osobistego przedmiotu prócz samego ubrania. Na zatopionym statku przepadło nawet jego ceremonialne ostrze... jak zatem w razie konieczności miał popełnić samobójstwo?

- Witajcie na platformie gildii LaGrando! - prowadzący grupę nadzorców mężczyzna uniósł w geście pozdrowienia swą prawicę - Szczerze współczuję straty! To straszna tragedia!
Pojawiło się miejscowe kierownictwo...

: 07 grudnia 2015, 13:07
autor: Keth
Platforma R-313, 216.815.M41

Grupie blisko dwudziestu skrybów, medyceuszy i specjalistów wyższego stopnia przewodził człowiek, który mimo niskiego wzrostu i niepozornej budowy ciała emanował przywódczą aurą. Jego karnacja sugerowała, że był rodowitym Spectorianinem podobnie jak cała reszta tłumku, ale wysławiał się w niskim gotyku z elegancją człowieka wykształconego i znającego maniery.

- Jestem Erasmus Bolg, główny nadzorca platformy R-313 - oznajmił przybysz przesuwając wnikliwym spojrzeniem po zgromadzonych na krawędzi lądowiska rozbitkach - Wiem, że należycie do załogi statku połowowego, który zatonął w tragicznych okolicznościach. Czy mam przyjemność z kapitanem?

Erasmus Bolg zatrzymał spojrzenie na Septimusie, nie wiedzieć czemu jego najwyraźniej posądzając o komendę nad "Karmazynową Damą".

- Czcigodny kapitan Samsan zmarł przedwcześnie pogrążając nas wszystkich w żałobie - odpowiedział przywódca sekcji Ordo pochylając głowę w geście powitalnego skinięcia - Ja i ta oto skromna świta nie należymy do załogi statku. Jestem rzecznikiem gildii Zarastusa ze Scintilli, a to moi słudzy i przyboczni. Korzystając z przerwy w negocjacjach zapragnąłem zakosztować niezwykle dla nas egzotycznej morskiej przygody, wszelako Imperator nie czuwał dziś równie skutecznie jak zwyczaj.

- Ogromnie ubolewam - Bolg podstąpił o krok ściskając prawicę Septimusa, ukłonił się na dworską modłę stojącej skromnie z boku Medei. Mokre ubranie dziewczyny oblepiało całe jej ciało podkreślając wszystkie krągłości i kuszące linie sylwetki, toteż przelotny błysk zainteresowania w oczach nadzorcy wcale jej nie zdziwił. Sama obserwowała w zamian bacznie opanowanie swego zwierzchnika, nie okazującego śladu najmniejszych emocji po śmierci Taurona i Haxtana.

- Zapraszam w bardziej wygodne miejsce, gdzie będziemy mogli dokończyć naszą rozmowę - Bolg zatoczył ręką łuk wskazując na pomosty wiodące ku wyższym kondygnacjom platformy - Udzielimy wam niezbędnej pomocy medycznej, a później przygotujemy transport do Enkaidenu. Raz jeszcze proszę przyjąć wyrazy ubolewania z powodu tak dramatycznych przeżyć.
Żeby nie było, że piszę książkę, nie pogardziłbym wpisami graczy punktującymi ostatnie wstrząsające przygody! ;)

: 07 grudnia 2015, 13:43
autor: Kargan
Platforma R-313, 216.815.M41

- Czy oprócz niezbędnej pomocy medycznej moglibyśmy również liczyć na skorzystanie z łazienki - Medea uśmiechnęła się delikatnie - Przywrócenie odpowiedniego wyglądu jest mniej ważne niż stan naszego zdrowia niemniej przyjemnie byłoby móc się osuszyć... i ogrzać.

Ton głosu Medei wskazywał jednoznacznie, że odzyskanie stosownego wyglądu jest dużo ważniejsze niż jakikolwiek możliwy do wyobrażenia stan zdrowia z oberwaniem obu kończyn dolnych włącznie. Agentka pomimo przerażających doświadczeń nie wypadała z roli wiernej towarzyszki swojego pryncypała. A przynajmniej miała nadzieję, że odgrywała ją wystarczająco wiarygodnie.
Keth jak Ty piszesz, to jak książkę...aż trochę głupio się wpieprzać z własnymi komentarzami :)