Głębia Grendela, 215.815.M41
Haxtan Stern wpadł do morza rozbryzgując na wszystkie strony wodę, niczym ciśnięty z dużą siłą kamień posłany w środek ogrodowej sadzawki. Odprowadzający towarzysza wzrokiem Hoster wciągnął mimowolnie oddech mamiąc się nadzieją, że łowca nagród potrafił pływać. W tej samej chwili wciągarka ornitoptera ruszyła ponownie, lina zaczęła się nawijać na rolkę podciągając piątkę agentów Świętego Oficjum w górę.
Merisier nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, wciąż nie potrafiąc oderwać spojrzenia od rozmytego ludzkiego kształtu zanurzonego pod powierzchnię oceanu, ale wciąż widocznego z wysokości ratunkowej uprzęży. Haxtan zaczął machać rękami i nogami, sukcesywnie zmierzając ku tafli wody.
Wielki czarny cień przesunął się bez ostrzeżenia pod nogami walczącego z ciężarem mokrego ubrania człowieka, mrożąc Hosterowi krew w żyłach swymi niedopowiedzianymi rozmiarami. Jeden z ostatnich grzbietopławów zawrócił w górę wyczuwszy znienacka obecność żywej ofiary, przepłynął tuż poniżej pracujących rytmicznie stóp człowieka pozornie nie przejawiając zainteresowania dziwną zdobyczą.
Paszczęka osadzona w części ogonowej bestii pochwyciła nieświadomego niebezpieczeństwa Sterna, gdy ten przebił się przez powierzchnię wody i wyciągnął w górę rękę w geście tryumfu. Woda skotłowała się w ułamku chwili, spieniła na biało, ale ów kolor przeszedł natychmiast w barwę rozcieńczonej czerwieni. Wpatrzony w ornitopter Haxtan zniknął pociągnięty w dół, przepadł bez śladu. Smugi karmazynu nałożyły się hipnotycznym wzorem na wodę tworząc ruchliwy wzór, który przykuł w osobliwy sposób całą uwagę wstrząśniętego na wskroś psykera. Życiodajna krew Sterna, rozpływająca się rozmazanymi spiralami po zielonkawym oceanie.
- Krew - wymamrotał nieswoim głosem młodzieniec, bezwiednie wbijając sobie paznokcie dłoni w poduszeczki kciuków - Ten kształt... ten wzór... to się dopiero stanie. Nadejdzie!
- Co nadejdzie?! - odkrzyknął przyciśnięty do Merisiera plecami Nathan, bezskutecznie próbujący odwrócić w stronę psykera głowę.
- Czerwony Anioł! Stanie przed obliczem jedynego syna, by posiąść jego duszę! A wokół ogień przeklęty i zatracenie śmiertelnych! To się dopiero stanie! A wszystko zapoczątkuje róża o czarnych płatkach, z woli tego o trzech oczach, który z zawiści postradał zmysły! Już wiem, czyja to wina! To...
Ogarnięty skrajną desperacją ojciec Kazadi odsunął w bok prawą nogę biorąc nią potężny zamach, po czym kopnął bezceremonialnie w głowę Hostera. Pogrążony w proroczym transie psyker zwiotczał w jednego chwili, zawisł na uprzęży bez ruchu z cieknącą po skroni krwią.
- Wpadł w amok Osnowy! - krzyknął duchowny - Opętały go syrenie głosy demonów. Módlmy się, by to doświadczenie nie pozostawiło mu trwałej traumy.
Wciągarka ornitoptera przyśpieszyła, podciągając rozbitków coraz bliżej wiszącej w powietrzu maszyny.
Możecie przyjąć za pewnik, że zostaliście uratowani! Gratulacje!