PBF - Grzechy ojców
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Duviku, noc
Nie mogąc zmarnować tak wyśmienitej okazji Skela złapał oburącz włócznię i skoczył w stronę uwięzionego w wąskim przejściu arkana mierząc grotem broni w szczelinę pomiędzy zakrywającymi jego górną część torsu chitynowymi płytami. Podłużne ostrze weszło w cielsko martwego potwora z odrażającym mlaśnięciem, zaklinowało się pomiędzy tarczkami pancerza. Masywne żuwaczki poruszyły się gwałtownie próbując pochwycić drzewce broni i przeciąć je jednym kłapnięciem.
Tropiciel stracił już w ten sposób wcześniejszą broń. Nie chcąc dać arkanowi szansy na zniszczenie nowej włóczni wyszarpnął ją czym prędzej z cielska bestii i odskoczył o krok od mrówkoluda. Ruch ten najpewniej ocalił mu życie, bo w tej samej chwili napierająca na wsporniki dachu istota wydostała się w końcu na górę rozwalając siłą swych martwych mięśni część przejścia i wyciągając w stronę Skeli swe uwolnione z uścisku budowli szczypce.
Potwór wyrósł ponad człowiekiem i świadomość jego odrażającej nekromantycznej natury sprawiała, że budził swym wyglądem jeszcze większą grozę. Ściskający oburącz włócznię Skela cofnął się jeszcze o krok, a przez jego umysł przemknęła spóźniona konkluzja, że popełnił największy błąd swego życia decydując się na atak miast ucieczki.
Coś grzmotnęło w dach za jego plecami z ogłuszającym hukiem; coś, czego ciężar sprawił, że gliniana warstwa pokrycia dachu popękała w jednej chwili naznaczona siateczką cienkich rys. Skela skamieniał wyczuwając ruch za plecami i pojmując, że cokolwiek się tam znalazło, dalece przewyższało go rozmiarami.
Śmierć przybyła, by zebrać swe żniwo.
Wątek techniczny
Co tu właściwie zrobić, by przeżyć? Opcji zasadniczo niewiele, oddaję komendę graczowi...
Nie mogąc zmarnować tak wyśmienitej okazji Skela złapał oburącz włócznię i skoczył w stronę uwięzionego w wąskim przejściu arkana mierząc grotem broni w szczelinę pomiędzy zakrywającymi jego górną część torsu chitynowymi płytami. Podłużne ostrze weszło w cielsko martwego potwora z odrażającym mlaśnięciem, zaklinowało się pomiędzy tarczkami pancerza. Masywne żuwaczki poruszyły się gwałtownie próbując pochwycić drzewce broni i przeciąć je jednym kłapnięciem.
Tropiciel stracił już w ten sposób wcześniejszą broń. Nie chcąc dać arkanowi szansy na zniszczenie nowej włóczni wyszarpnął ją czym prędzej z cielska bestii i odskoczył o krok od mrówkoluda. Ruch ten najpewniej ocalił mu życie, bo w tej samej chwili napierająca na wsporniki dachu istota wydostała się w końcu na górę rozwalając siłą swych martwych mięśni część przejścia i wyciągając w stronę Skeli swe uwolnione z uścisku budowli szczypce.
Potwór wyrósł ponad człowiekiem i świadomość jego odrażającej nekromantycznej natury sprawiała, że budził swym wyglądem jeszcze większą grozę. Ściskający oburącz włócznię Skela cofnął się jeszcze o krok, a przez jego umysł przemknęła spóźniona konkluzja, że popełnił największy błąd swego życia decydując się na atak miast ucieczki.
Coś grzmotnęło w dach za jego plecami z ogłuszającym hukiem; coś, czego ciężar sprawił, że gliniana warstwa pokrycia dachu popękała w jednej chwili naznaczona siateczką cienkich rys. Skela skamieniał wyczuwając ruch za plecami i pojmując, że cokolwiek się tam znalazło, dalece przewyższało go rozmiarami.
Śmierć przybyła, by zebrać swe żniwo.
Wątek techniczny
Co tu właściwie zrobić, by przeżyć? Opcji zasadniczo niewiele, oddaję komendę graczowi...
Skela jeszcze nie zginął, cokolwiek znajduje się za nim.
Wykorzystując "Walkę w trudnych warunkach" - zakładam że oni nie posiadają tej umiejki - , cios z wyskoku nogą (drajiku-) w tego samego arkana. Po zadanym ciosie staram się tak wylądować i ustawić w pozycji obronnej ( "Powstrzymanie" ) aby widzieć obu przeciwników. Nawet pomimo przewagi jednego przeciwnika umiejętności obronne Skeli cą całkiem przyzwoite więc liczę na to że jednak to przeżyję.
Wykorzystując "Walkę w trudnych warunkach" - zakładam że oni nie posiadają tej umiejki - , cios z wyskoku nogą (drajiku-) w tego samego arkana. Po zadanym ciosie staram się tak wylądować i ustawić w pozycji obronnej ( "Powstrzymanie" ) aby widzieć obu przeciwników. Nawet pomimo przewagi jednego przeciwnika umiejętności obronne Skeli cą całkiem przyzwoite więc liczę na to że jednak to przeżyję.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
- Za mało nas do walki z tymi okropieństwami.. Zwołujcie towarzyszy, bo w pojedynkę nie dadzą rady. Tego tu nieszczęśnika nie możemy tak zostawić, bo jeszcze ktoś wykorzysta jego zwłoki przeciwko nam. Poległ mężnie i zasługuje na szacunek, ale trzeba go unieruchomić, choćby uszkadzając mu ścięgna nóg. Musimy dostać się do miejsca, gdzie leży porzucony oręż. Włócznie dadzą wam pewną przewagę nad wrogami, ja najlepszy użytek zrobiłbym z długich strzał, a jeśli ich nie ma w zanadrzu, to chociaż schwyciłbym jakąś lekką tarczę. Słyszę przed nami odgłosy walki, więc ktoś się nadal broni.
Wątek techniczny
Czekam na reakcję Duvikan i jeśli się nie sprzeciwiają tnę wewnętrzną stronę stawów kolanowych poległego. Następnie przygotowuję łuk i ostatnią pozostałą mi strzałę. Priorytetem pozostaje dotarcie do miejsca, gdzie obrońcy złamali szyk i porzucili ekwipunek. W wypadku nacierającego na naszą grupkę wroga, poślę mu tę ostatnią strzałę, a w następnej kolejności nóż, dopiero w ostateczności sięgając po szablę. Będę próbował znaleźć przydatną mi amunicję (strzały, noże) i razić nią wrogów, a jeśli się nie uda, to chociaż małą tarczę. W przypadku napotkania sojuszników uwikłanych w walkę, idziemy im z odsieczą, w kiepskiej sytuacji staramy się umożliwić im odwrót.
Wątek techniczny
Czekam na reakcję Duvikan i jeśli się nie sprzeciwiają tnę wewnętrzną stronę stawów kolanowych poległego. Następnie przygotowuję łuk i ostatnią pozostałą mi strzałę. Priorytetem pozostaje dotarcie do miejsca, gdzie obrońcy złamali szyk i porzucili ekwipunek. W wypadku nacierającego na naszą grupkę wroga, poślę mu tę ostatnią strzałę, a w następnej kolejności nóż, dopiero w ostateczności sięgając po szablę. Będę próbował znaleźć przydatną mi amunicję (strzały, noże) i razić nią wrogów, a jeśli się nie uda, to chociaż małą tarczę. W przypadku napotkania sojuszników uwikłanych w walkę, idziemy im z odsieczą, w kiepskiej sytuacji staramy się umożliwić im odwrót.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Duviku, noc
Zaciskając z bólu zęby Skela kopnął z całej siły podbrzusze martwiaczego arkana i odskoczył czym prędzej w bok, ku swej bezsilnej złości stwierdzając, że zadany ciężkim butem cios nie wywarł na potworze najmniejszego wrażenia. Obracając włócznię w rękach tropiciel wylądował na ugiętych nogach na krawędzi dachu, błyskawicznie odzyskując równowagę i spoglądając jednocześnie na napastnika, który ledwie chwilę temu wylądował z takim impetem na dachu za jego plecami.
Był to arkan, również przewyższający człowieka wzrostem o dobrą głowę i równie potężnie zbudowany, co pierwszy mrówkolud. Od prześladowcy Skeli różnił go jednak wygląd górnej pary kończyn, miast szczypiec miały one bowiem podobne do człowieczych trójpalczaste dłonie, ściskające dwa osadzone na długich metalowych trzonkach młoty o obustronnych głowicach. Pozostałe dwie kończyny dzierżyły trójkątne tarcze o połyskliwej krystalicznej powłoce, zdające się wsysać do swego ciemnego wnętrza resztki rzucanej przez porzuconą na dachu olejną lampę poświaty.
I w przeciwieństwie do martwego arkana ten wydawał z siebie dźwięki miast jedynie niemo się poruszać. Potężne żuwaczki zaszczękały, a z rozwartej gardzieli stwora wydobył się bulgoczący pomruk przechodzący natychmiast w podnoszący włosy na karku syk.
I Skela z miejsca pojął, że dźwięk ten nie mógł być niczym innym jak tylko rzucanym martwiakowi wyzwaniem!
Zaciskając z bólu zęby Skela kopnął z całej siły podbrzusze martwiaczego arkana i odskoczył czym prędzej w bok, ku swej bezsilnej złości stwierdzając, że zadany ciężkim butem cios nie wywarł na potworze najmniejszego wrażenia. Obracając włócznię w rękach tropiciel wylądował na ugiętych nogach na krawędzi dachu, błyskawicznie odzyskując równowagę i spoglądając jednocześnie na napastnika, który ledwie chwilę temu wylądował z takim impetem na dachu za jego plecami.
Był to arkan, również przewyższający człowieka wzrostem o dobrą głowę i równie potężnie zbudowany, co pierwszy mrówkolud. Od prześladowcy Skeli różnił go jednak wygląd górnej pary kończyn, miast szczypiec miały one bowiem podobne do człowieczych trójpalczaste dłonie, ściskające dwa osadzone na długich metalowych trzonkach młoty o obustronnych głowicach. Pozostałe dwie kończyny dzierżyły trójkątne tarcze o połyskliwej krystalicznej powłoce, zdające się wsysać do swego ciemnego wnętrza resztki rzucanej przez porzuconą na dachu olejną lampę poświaty.
I w przeciwieństwie do martwego arkana ten wydawał z siebie dźwięki miast jedynie niemo się poruszać. Potężne żuwaczki zaszczękały, a z rozwartej gardzieli stwora wydobył się bulgoczący pomruk przechodzący natychmiast w podnoszący włosy na karku syk.
I Skela z miejsca pojął, że dźwięk ten nie mógł być niczym innym jak tylko rzucanym martwiakowi wyzwaniem!
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Staram się wycofać bez rzucania w Sanne toporkiem, no chyba, że będzie ona doskonale widoczna, ale wycofuje się i to szybko, jeśli po drodze znajdę jakieś strzały, czy porzucone topory to...... ale wycofuje się w głąb osady i reszty obrońców.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
No teraz to już mogę w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zająć się grzechami Sanny, ciężkimi niczym sumienie Kuby Rozpruwacza. Niniejszym kieruję się czym prędzej w stronę hasarytki. Przed zwarciem znów spróbuję rzucić atak bólu a wcześniej jeśli jest taka potrzeba rozświetlenie - nie wiem ile rund minęło i ew jak długo jeszcze czar będzie trwał Nie chciałbym, żeby ew w połowie walki ogarnęły nas całkowite ciemności.
No teraz to już mogę w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku zająć się grzechami Sanny, ciężkimi niczym sumienie Kuby Rozpruwacza. Niniejszym kieruję się czym prędzej w stronę hasarytki. Przed zwarciem znów spróbuję rzucić atak bólu a wcześniej jeśli jest taka potrzeba rozświetlenie - nie wiem ile rund minęło i ew jak długo jeszcze czar będzie trwał Nie chciałbym, żeby ew w połowie walki ogarnęły nas całkowite ciemności.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Duviku, noc
Dzierżący wielkie młoty arkan skoczył do przodu z zadziwiającą szybkością, zupełnie niepodobną do niemrawych ruchów swego ożywieńczego ziomka. Skela ledwie się zdążył poruszyć robiąc za pomocą wygiętej w łokciu ręki dziwaczny gest, kiedy stwór dopadł martwiaka wymierzając mu dwa potworne ciosy w korpus wyprowadzone w jednej chwili parą młotów. Pękająca chityna chrupnęła donośnie i spory fragment torsu mrówkoluda dosłownie się zapadł do środka pośród fontanny tryskających na wszystkie strony zepsutych fluidów.
Zamierzający się włócznią do ciosu tropiciel mógł tylko patrzeć jak wielki zezwłok arkana wylatuje w powietrze na podobieństwo odrzuconej przez dziecko szmacianej zabawki, spadając ponad krawędzią dachu na sąsiednią uliczkę. Młocarz odwrócił się zwinnie w miejscu, przeniósł spojrzenie swych owadzich czarnych oczu na człowieka poruszając rytmicznie żuwaczkami.
Skela odrzucił włócznię przyklękając na jedno kolano i zadzierając bezceremonialnie lewy rękaw swej koszuli, nie bacząc zupełnie na to, czy przypadkiem sobie ubrania nie rozedrze. W gęstym półmroku panującym na dachu chaty dało się dostrzec egzotyczny tatuaż wytrawiony w ramieniu człowieka za pomocą jakiegoś kwasu, tworzący kilka zachodzących na siebie symboli będących najwyraźniej hieroglifami.
Tropiciel wbił wzrok w pokryte małymi tarczkami muskularne nogi stwora, umięśnione zupełnie inaczej niż w przypadku ludzi i zakończone chwytnymi lepkimi palcami wystającymi z dziwacznych sandałów. Z ust mężczyzny popłynął strumień nieludzkich dźwięków, artykułowanych z zauważalnym trudem wskutek braku odpowiednich narządów mowy. Arkan przechylił w bok swój potworny owadzi łeb, przysłuchując się przez krótką chwilę mowie Skeli, potem zaś nie dając żadnej odpowiedzi ugiął nogi i jednym skokiem opuścił dach oddalając się w sobie tylko znanym kierunku.
Wciąż oparty jednym kolanem o dach tropiciel wypuścił z płuc wstrzymywany z napięciem oddech, pozwalając sobie na pełne ulgi westchnienie. Jakby tknięty przeczuciem, podniósł wraz głowę ku ścianie przepaści wyrastającej ponad dachami duvikańskiej osady, próbując przebić wzrokiem wypełniające wnętrze wielkiej rozpadliny nocne ciemności.
Niczym wielkie pająki lub bardziej im bliskie mrówki, arkany pełzły głowami w dół ku budowlom Duviku, wbrew oczekiwaniom Skeli nie odpadając od porowatej skały i szybko zmiejszając dzielący je od dna przepaści dystans.
Było ich wiele, a tropiciel nie mógł się oprzeć wrażeniu, że w górze znajdowało się tych stworów jeszcze więcej, wciąż ukrytych przed jego spojrzeniem w ciemnościach nocy.
Wątek techniczny
Cokolwiek Skela właśnie wydukał, chyba wystarczyło na tyle, by młotodzierżca stracił zainteresowanie osobą kruchego tropiciela. Arkan opuścił dach domku, ale w górze jest więcej jego ziomów i wszyscy dość szybko zmierzają w stronę ulic osady. Jakieś nowe deklaracje?
Dzierżący wielkie młoty arkan skoczył do przodu z zadziwiającą szybkością, zupełnie niepodobną do niemrawych ruchów swego ożywieńczego ziomka. Skela ledwie się zdążył poruszyć robiąc za pomocą wygiętej w łokciu ręki dziwaczny gest, kiedy stwór dopadł martwiaka wymierzając mu dwa potworne ciosy w korpus wyprowadzone w jednej chwili parą młotów. Pękająca chityna chrupnęła donośnie i spory fragment torsu mrówkoluda dosłownie się zapadł do środka pośród fontanny tryskających na wszystkie strony zepsutych fluidów.
Zamierzający się włócznią do ciosu tropiciel mógł tylko patrzeć jak wielki zezwłok arkana wylatuje w powietrze na podobieństwo odrzuconej przez dziecko szmacianej zabawki, spadając ponad krawędzią dachu na sąsiednią uliczkę. Młocarz odwrócił się zwinnie w miejscu, przeniósł spojrzenie swych owadzich czarnych oczu na człowieka poruszając rytmicznie żuwaczkami.
Skela odrzucił włócznię przyklękając na jedno kolano i zadzierając bezceremonialnie lewy rękaw swej koszuli, nie bacząc zupełnie na to, czy przypadkiem sobie ubrania nie rozedrze. W gęstym półmroku panującym na dachu chaty dało się dostrzec egzotyczny tatuaż wytrawiony w ramieniu człowieka za pomocą jakiegoś kwasu, tworzący kilka zachodzących na siebie symboli będących najwyraźniej hieroglifami.
Tropiciel wbił wzrok w pokryte małymi tarczkami muskularne nogi stwora, umięśnione zupełnie inaczej niż w przypadku ludzi i zakończone chwytnymi lepkimi palcami wystającymi z dziwacznych sandałów. Z ust mężczyzny popłynął strumień nieludzkich dźwięków, artykułowanych z zauważalnym trudem wskutek braku odpowiednich narządów mowy. Arkan przechylił w bok swój potworny owadzi łeb, przysłuchując się przez krótką chwilę mowie Skeli, potem zaś nie dając żadnej odpowiedzi ugiął nogi i jednym skokiem opuścił dach oddalając się w sobie tylko znanym kierunku.
Wciąż oparty jednym kolanem o dach tropiciel wypuścił z płuc wstrzymywany z napięciem oddech, pozwalając sobie na pełne ulgi westchnienie. Jakby tknięty przeczuciem, podniósł wraz głowę ku ścianie przepaści wyrastającej ponad dachami duvikańskiej osady, próbując przebić wzrokiem wypełniające wnętrze wielkiej rozpadliny nocne ciemności.
Niczym wielkie pająki lub bardziej im bliskie mrówki, arkany pełzły głowami w dół ku budowlom Duviku, wbrew oczekiwaniom Skeli nie odpadając od porowatej skały i szybko zmiejszając dzielący je od dna przepaści dystans.
Było ich wiele, a tropiciel nie mógł się oprzeć wrażeniu, że w górze znajdowało się tych stworów jeszcze więcej, wciąż ukrytych przed jego spojrzeniem w ciemnościach nocy.
Wątek techniczny
Cokolwiek Skela właśnie wydukał, chyba wystarczyło na tyle, by młotodzierżca stracił zainteresowanie osobą kruchego tropiciela. Arkan opuścił dach domku, ale w górze jest więcej jego ziomów i wszyscy dość szybko zmierzają w stronę ulic osady. Jakieś nowe deklaracje?
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Wątek techniczny.
Staram się dotrzeć do Uhry i zorganizować kolejną linię obrony w jakimś wąskim przejściu, czy między chatami, tak abyśmy wykorzystali jakieś ukształtowanie terenu gdzie kilka osób może bronić się przed jednym dwoma przeciwnikami.
Staram się dotrzeć do Uhry i zorganizować kolejną linię obrony w jakimś wąskim przejściu, czy między chatami, tak abyśmy wykorzystali jakieś ukształtowanie terenu gdzie kilka osób może bronić się przed jednym dwoma przeciwnikami.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostatnia rubież Duviku, noc
Eithart wyrwał swój miecz lewą ręką z truchła odrażającego mrówkoluda, po czym odwrócił się w miejscu podnosząc wolną od broni prawicę i poruszając szybko palcami w rytm mamrotanych pod nosem słów. Przez naznaczone zmęczeniem i udręką oblicze gorlamity przemknął kolejny spazm bólu, kiedy uwolniony czar wydarł z jego jaźni następną cząstkę sił witalnych.
Przygasająca już magiczna poświata podświetlająca ciemne sylwetki ożywieńców rozbłysła silniejszym blaskiem, rozpraszając nadnaturalne ciemności zalegające w tyle nieumarłych najeźdźców.
- Gdzieś ty jest?! - wysyczał nienawistnie gorlamita wytężając wzrok, ale nie dostrzegając nigdzie nawet śladu Sanny Wehael.
Wątek techniczny
Sanna gdzieś przepadła, najpewniej dała nogę, kiedy Eithart walczył z mrówkoludem. Gorlamita jest teraz w towarzystwie cofającego się Mordila, Uhrę i kilku Duvikan, przed sobą ma sześć martwiaków, za sobą dwa martwe arkany, dalej zmierzającego w jego stronę Trehanta z trójką Duvikan. Jared Brunta nie żyje, Harmun Hakan gdzieś zniknął. Co dalej?
Eithart wyrwał swój miecz lewą ręką z truchła odrażającego mrówkoluda, po czym odwrócił się w miejscu podnosząc wolną od broni prawicę i poruszając szybko palcami w rytm mamrotanych pod nosem słów. Przez naznaczone zmęczeniem i udręką oblicze gorlamity przemknął kolejny spazm bólu, kiedy uwolniony czar wydarł z jego jaźni następną cząstkę sił witalnych.
Przygasająca już magiczna poświata podświetlająca ciemne sylwetki ożywieńców rozbłysła silniejszym blaskiem, rozpraszając nadnaturalne ciemności zalegające w tyle nieumarłych najeźdźców.
- Gdzieś ty jest?! - wysyczał nienawistnie gorlamita wytężając wzrok, ale nie dostrzegając nigdzie nawet śladu Sanny Wehael.
Wątek techniczny
Sanna gdzieś przepadła, najpewniej dała nogę, kiedy Eithart walczył z mrówkoludem. Gorlamita jest teraz w towarzystwie cofającego się Mordila, Uhrę i kilku Duvikan, przed sobą ma sześć martwiaków, za sobą dwa martwe arkany, dalej zmierzającego w jego stronę Trehanta z trójką Duvikan. Jared Brunta nie żyje, Harmun Hakan gdzieś zniknął. Co dalej?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
No i teraz przydałyby się nasze konie - pomyślał kapłan - Ale cóż, jak się nie ma co się lubi... Domyślał się, że Sanna, nawet jeśli jej plany w Duviku zostały pokrzyżowane, a rytuał przerwany, może dokończyć przeraźliwego dzieła przywołania później. A możliwość walki, choćby z najsłabszym demonem nie była w smak Eithartowi. Zmęczenie dawało się we znaki niemłodemu już gorlamicie, chyba tylko potworne wydarzenia dzisiejszej nocy trzymały go wciąż w akcji. Wiedział, że będzie musiał odespać tę nieprzespaną, pełną wrażeń noc, jak tylko... Jak tylko dopadną Sannę...
Wątek techniczny
Kończmy z martwiakami i ruszajmy za hasarytką. Moje obawy opisałem powyżej. Nie powinniśmy dać jej uciec. Jeżeli miejscowi dadzą radę niedobitkom, to w zasadzie możemy ruszyć jeszcze szybciej. W końcu nawet 3-4 rundy mogą mieć znaczenie...
Wątek techniczny
Kończmy z martwiakami i ruszajmy za hasarytką. Moje obawy opisałem powyżej. Nie powinniśmy dać jej uciec. Jeżeli miejscowi dadzą radę niedobitkom, to w zasadzie możemy ruszyć jeszcze szybciej. W końcu nawet 3-4 rundy mogą mieć znaczenie...
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Watek techniczny
Drogi kapłanie ja ledwo na nogach się trzymam, cały czas biorąc na swe małe barki walkę z martwiakami tak samo Uhra więc wybacz ale nie za bardzo uśmiecha mi się ganianie za jakąś dziewoją a poza tym to pewnie nasze dzielne rumaki już są w połowie drogi do Ostrogaru bo przecież tak były wystraszone że.... Ale jeśli okaże się, że mój dzielny Gulmak jest tutaj to proszę Eitharta o uleczenie moich ran i zaraz w te pędy ruszę z nim w pogoń za tą bezczelną dzierlatką.
A póki co stawiam opór reszcie nieumarłych, z całą swoją stanowczością chcę wgnieść te ścierwa w ziemie i rozczłonkować! Baba Dunia Mama Sun!
Drogi kapłanie ja ledwo na nogach się trzymam, cały czas biorąc na swe małe barki walkę z martwiakami tak samo Uhra więc wybacz ale nie za bardzo uśmiecha mi się ganianie za jakąś dziewoją a poza tym to pewnie nasze dzielne rumaki już są w połowie drogi do Ostrogaru bo przecież tak były wystraszone że.... Ale jeśli okaże się, że mój dzielny Gulmak jest tutaj to proszę Eitharta o uleczenie moich ran i zaraz w te pędy ruszę z nim w pogoń za tą bezczelną dzierlatką.
A póki co stawiam opór reszcie nieumarłych, z całą swoją stanowczością chcę wgnieść te ścierwa w ziemie i rozczłonkować! Baba Dunia Mama Sun!
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wątek techniczny
Moge rzucic czar Leczenie lekkich obrażeń. Z moimi umiejkami i na moim poz wylecze Ci... 10 obrażeń:):), więc szkoda zachodu i PM. A lepiej chyba dzierlatkę dorwać samą niźli z w towarzystwie ewentualnego demona. Po za tym, może miłościwy MG zostawi nasze wierzchowce czekające gdzieś w pobliżu cierpliwie:D
Moge rzucic czar Leczenie lekkich obrażeń. Z moimi umiejkami i na moim poz wylecze Ci... 10 obrażeń:):), więc szkoda zachodu i PM. A lepiej chyba dzierlatkę dorwać samą niźli z w towarzystwie ewentualnego demona. Po za tym, może miłościwy MG zostawi nasze wierzchowce czekające gdzieś w pobliżu cierpliwie:D
Wątek techniczny
Jak zareagowali Duvikanie na zamiar okulawienia trupa? Czy udało się odnaleźć przydatną Trehantowi amunicję?
Jak zareagowali Duvikanie na zamiar okulawienia trupa? Czy udało się odnaleźć przydatną Trehantowi amunicję?
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35