Strona 50 z 70
: 08 stycznia 2013, 22:59
autor: Dobro
Zorian łypnął wzrokiem na Vanko, który najwyraźniej się niczego nie bał. Ostatnio był taki odważny przy pira... zaraz! Jak znowu się schleje, to tym razem może się to skończyć dla nas jeszcze gorzej niż ostatnio! - pomyślał z jeszcze większym przerażeniem aquilończyk. Adrenalina powodowana kolejnym spazmem strachu podsunęła mu pewien pomysł.
- Muszę się odlać - mruknął na tyle głośno, by mieć pewność, że wszyscy go słyszeli, po czym schował się za drzewem i wyciągnął własny bukłak z winem. Najbezpieczniejsze wino i jedzenie zawsze jest w żołądku... myślał, pijąc na szybko, schowany przed wzrokiem reszty.
: 09 stycznia 2013, 00:27
autor: koszal
Zo.. Zorian?!
-niemalże krzyknął zdumiony Vanko dostrzegając przechylony bukłak zza drzewa, za którym skrył się aquilończyk. Po czym ruszył niezgrabnie ku niemu potykając się o wystający korzeń, którego nie zauważył, bo nadto pochłonięty był spostrzeżeniem. Bulgot opróżnianego wina był dla zamorianina łatwiejszy do rozpoznania niż kowalski młot uderzający w kowadło.
Poderwał się z ziemi niczym wygłodzona puna, która dostrzegła tuzin królików. Skoczył ku aquilończykowi, po czym przyłapawszy go pod drzewem bez bukłak ("łotr musiał go gdzieś rzucić!") przybliżył swą twarz ku twarzy skrytowinopijcy. Oczy mężczyzn zetknęły się w mroku. Ciche beknięcie, jakie niespodziewanie wyrwało się z gardzieli Zoriana przerwało niezręczną ciszę. Po czym wydawało się, że moment dzieli ich od momentu, w którym Vanko zacznie dusić kompana.
Nagle, opuściwszy dłonie zamorianin, spokojnym i pełnym zrozumienia głosem rzekł:
Rozumiem. Bałeś się, że i ciebie okradną.
: 09 stycznia 2013, 10:16
autor: Dobro
Zimne oczy Vanko przewiercały mózg Zoriana niby świdrem, ale wojak wytrzymał spojrzenie. Unieruchomione ręce tylko nadludzką siłą woli przestały się trząść, gdy stalowy uchwyt czarnego zabójcy poluzował się. Z gardła aquilończyka wyrwało się małe beknięcie.
- Rozumiem. Bałeś się, że i ciebie okradną - powiedział zamorianin, spokojnym i pełnym zrozumienia głosem.
Zorian tylko energicznie pokiwał głową i wetknął za pazuchę opróżniony bukłak.
- Nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać... - burknął tylko, na gońcu dodając ciche - gulp! - przełykanej śliny.
: 09 stycznia 2013, 10:18
autor: Araven
Po chwili zastanowienia ponownie wkroczyliście na ponure mokradła, tym razem z zamiarem ich opuszczenia. Żar wciąż leje się z nieba, jednak splątane korony drzew sprawiły, że panował tutaj półmrok. Było gorąco i duszno. Po drodze odkryliście nadjedzone i rozkładające się ciało Pikta. Umarł od ran zadanych przez tę samą istotę, która raniła dzika. Wydawało się, że coś sięgnęło po dzikusa z gałęzi ponad nim. Ślady wskazywały, że bestia przytrzymywała się szponami, wbijając je głęboko w drewno.
Co robicie?
: 09 stycznia 2013, 10:24
autor: Procjon
Staram się nie dotykać ścierwa, wyciągan łuk i wypatruję ewentualnych wrogów
: 09 stycznia 2013, 12:38
autor: koszal
Nie znam się nadto na łowach...
-zamyślił się Vanko przyglądając się niedojedzonej papce.
Spójrzcie na to okiem tropiciela -tu zwrócił się do bardziej obeznanych z lasem kompanów-
ile toto kurestwo mogło ważyć? Harpia to jakaś, czy piktyjska baba w rui?
Analizując rozstaw szponów, wysokość na gałęzi itp, moznaby ocenić przyblizoną wielkość i wagę bestii.
: 09 stycznia 2013, 15:58
autor: Araven
Onym kurewstwem okazała się gigantyczna modliszka, a raczej kilka, gdyż jakiś czas potem zaatakował was ów potwór, a raczej kilka potworów. Potężne, szablaste szpony gigantycznej modliszki zdolne rozedrzeć kolczugę.
Modliszek jest 5, średnio dwóch na jedną modliszkę licząc Liguryjczyków, co robicie? walczycie, czy uciekacie, jeden raz można strzelić, lub rzucić bronią miotaną.
: 09 stycznia 2013, 16:29
autor: Procjon
Oż niech to plugastwo piekło chędożone pochłonie!!! Kurestwo jedno, w życiu takiego paskudztwa żem nie widział!
Czy jeżeli zacznę strzelać, będę zobligowany do walki wręcz? Jeżeli nie, strzelam jeden raz i biorę nogi za pas. Jeżeli tak - po prostu uciekam. Jeszcze jedno - czy zdążę wejść na drzewo zanim mnie dopadną i ile mniej więcej zajmie im wejście za mną? Oczywiście wycofam się na drzewo jedynie w wypadku decyzji o walce, a jeżeli będę strzelać to w modliszkę która wygląda najgroźniej ew. z łap ścueka jej jakaś trucizna czy coś. Aha, jeżeli da mi to trochę czasu, w wypadku wejścia na drzewo rezygnuję z pierwszego strzału.
: 09 stycznia 2013, 17:12
autor: Dobro
- Ło kurwaaaa! - krzyknął Zorian, i nie czekając na jakiekolwiek komendy wystrzelił z kuszy wprost na najbliższą modliszkę. - Żryj to! Żryj! - krzyczał, odrzucając już bezużyteczną kusze, i dobywając miecz i tarczę.
Alkohol spożyty na szybko w dusznym i ciepłym klimacie zadziałał znacznie mocniej, niż aquilończyk się spodziewał. Strach ustąpił woli walki, a przede wszystkim chęci do dalszego żywota.
Zorian wiedział, że uciekając tylko skaże się na pewną śmierć.
: 09 stycznia 2013, 17:14
autor: Procjon
Po deklaracji Dobro decyduję się na opcję "strzał i nawalanie":)
: 09 stycznia 2013, 18:20
autor: Araven
Znaczy można strzelać ale pięciu z was musi związać modliszki walką wręcz wtedy reszta może siać z dystansu, jakoś się w pary dobierzcie czy coś, by je pokonać, one sa niebiezpieczne, szybkie i duże.
: 09 stycznia 2013, 18:30
autor: Procjon
Gdyby znalazł się ktoś kto zechciałby osłaniać jednego z trzech najlepszych strzelców w drużynie, to będę strzelał. Mogę też osłaniać wręcz Zoriana czy Belvasa, ale moim skromnym zdaniem Druss i Vanko nadają się do tego dużo lepiej.
Jeszcze takie pytanie: czy Liguryjczycy mają łuki, kusze czy nawet proce?
: 09 stycznia 2013, 18:51
autor: Araven
Liguryjczycy mają łuki, dwóch strzela dwóch osłania. Więc wasza 6 tworzy trzy pary bojowe. Cadmon jest niezależny.
: 09 stycznia 2013, 19:21
autor: Procjon
Dobra, ja strzelam. Przechodzę do walki wręcz jeżeli osłaniający stanie się niezdatny do walki.
: 09 stycznia 2013, 22:11
autor: koszal
Rzuciwszy sztyletem w najbliższe paskudztwo Vanko stanął u boku Zoriana.
Giń sukooo!!! -zakrzyknął unosząc do góry sejmitar i wraz z kompanem pędzeni raczej strachem przed niechybną śmiercią natarli niczym sztorm zniszczenia na najbliższą bestię.
Vanko nie na żarty wystraszył się bestii, widział je kiedyś na rynku w Zingarze i nawet małe budziły podziw i obrzydzenie zarazem, lecz naonczas miały one swe naturalne rozmiary i wiele srebra wtedy stracił w nieprzeliczonych zakładach owadzich pojedynków. Wówczas wiele mu zabawy przyniosły chwile spędzone w karczmie "Pod powiesznym bykiem", prowadzonej przez niepopularną już, starą dziwkę Melissę. Gdyby miał chwilę jeszcze przypomniałby sobie, że samice owadów wzajemnie się zwalczały. Te tutaj prowadzić musiało zatem czarostwo, lub gorsze jeszcze przekleństwo.
Na szczęście jednak, wszystko toczyło się zbyt szybko, by teraz o tym rozmyślać.
Z racji wcześniejszej sytuacji Vanko z pewnością będzie w parze z Zorianem. Taktycznie, jesli będzie to możliwe wspieramy się chroniąc nawzajem- Vanko i Zorian.