Strona 50 z 95

: 03 września 2014, 22:46
autor: Keth
Przedmieścia Nipton

Przestraszony bezwzględnym zachowaniem Johna więzień przestał się szarpać, spoglądając w zamian szeroko otwartymi oczami na wylot lufy Beretty przystawionej dla większego wrażenia do jego czoła.

- Gadasz albo giniesz - powtórzył grobowym tonem Flanagan - Wybieraj!

Roznegliżowany biegacz przełknął nerwowo ślinę, ściskając swój szczęśliwy los w małą papierową kulkę.

- Nie chcę ginąć - wykrztusił ledwie zrozumiale, mocno się przy tym śliniąc - Przecież wygrałem los.

- Co to była za loteria? Kto ją zorganizował? - dociekał dalej John, przyciskając lufę pistoletu do głowy więźnia - Gadaj szybko!

- Psiogłowcy! - jęknął mężczyzna, a na jego twarzy z miejsca pojawił się grymas skrajnego przerażenia - Złapali wszystkich, kazali ciągnąć losy! Szczęśliwy wygrywał, był tylko jeden, rozumiesz? Ja go wygrałem... puśćcie mnie, oni powiedzieli, że wygrałem!

John cofnął się o krok wyczuwając coraz silniejszą nutę histerii w głosie więźnia, dostrzegając jego narastające drżenie członków.
Dalsze pytania, dalsze poczynania?

: 03 września 2014, 22:56
autor: Araven
Uspokój się, wygrałeś, los jest twój, jak będziesz gadał nic ci nie zrobię (chowam broń).

Ilu ich było? Zabili wszystkich innych czy kogoś pojmali?

Mówili czemu niszczą miasto? Jak dawno temu odeszli?

: 04 września 2014, 07:19
autor: Kargan
Ulice Nipton

..."Tylko nie zwymiotuj, tylko nie zwymiotuj" tłukło się w głowie Sue, która widziała przecież nie jedną zbrodnię ale nigdy czegoś tak...nieludzkiego.
Usiłując powstrzymać torsje do których zmuszał zarówno widok jak i potworny zapach dziewczyna przyglądała się uważnie ukrzyżowanym mieszkańcom miasteczka
chcąc upewnić się z tej bezpiecznej odległości, że wszyscy są martwi i nie ma potrzeby podchodzić bliżej. Coś jej jednak mówiło, że najgorsze jeszcze przed nimi...

- Musimy... - Sue przełknęła ślinę - Musimy tam iść...sprawdzić czy ktoś jeszcze żyje.

Sue spojrzała na pobladłą twarz Neila z niemym pytaniem i nikłą nadzieją, że może Neil ma inny pomysł...

: 04 września 2014, 17:47
autor: Procjon
- Kurwa, co to za potwory... Sue, jak któryś żyje, to najlepsze co możemy mu zrobić, to dobić.

W przeciwieństwie do Sue, u której na takie widoki reagowało ciało, Neil miał pod tym względem wrażliwy umysł. Obrazy mordów i ich ofiar nie wywoływały u niego ani krztyny mdłości. Za to powracały do niego wizje przeszłości. Tych najgorszych chwil, o których śniąc nadal budził się i odruchowo sięgał po broń, ledwo powstrzymując się od krzyku. Gdyby nie ryzyko śmierci podobnej do mieszkańców Nipton, Neil pewnie nie mógłby nawet się poruszyć.

: 05 września 2014, 21:40
autor: _stone_
Warto dopytać ilu było psiogłowych, jak uzbrojonych, gdzie się udali?

I dlaczego zrobili to co zrobili? - o ile nasz zdecydowanie przeciążony emocjonalnie kolega ma o tym jakieś pojęcie.

: 05 września 2014, 21:47
autor: 8art
Chudzielec rzygnął brązowawym pawiem, ale ciężko było uznać to za coś niespodziewanego. Skala potworności jakie ujrzał zmasakrowała ego Simpsona. Usaidł i skrył twarz w dłoniach. Po chwili z pomiędzy palców mężczyzny zaczęły wydobywać się wąskie strużki łez. Po chwili wyłkał słabym głosem, pokazując czerwone od płaczu oczy:

- Co... oni zrobili... skurwysyny...

: 06 września 2014, 12:30
autor: Kargan
Takie pytanie techniczne - Chudzielec wciąż jest na przedmieściach z tym specjalistą od loterii czy już do nas dołączył ? Bo jeśli jest tam to potworności jeszcze nie widział, a jeśli dołączył do nas to warto by jakoś to zgrabnie opisać :) I co z tym "przesłuchiwanym" ? Keth rozdzielił akcję na dwie lokacje: Przedmieścia i Ulice Nipton ;)

: 06 września 2014, 20:38
autor: Keth
Słuszne spostrzeżenie - Sue i Neill są w innej części Nipton, Bart, Jim i John w innej. Trójka ciemiężycieli więźnia nie ma jeszcze pojęcia o tym, co zwiadowcy odkryli w głębi spalonego miasteczka...

: 06 września 2014, 21:02
autor: Keth
Przedmieścia Nipton

John na dźwięk słów pojmanego człowieka rozejrzał się uważnie wokół siebie, z rozmysłem nie wyciągając zza paska spodni pistoletu. Nie chciał widokiem dobytej znienacka broni zdenerwować szczęśliwego zwycięzcy loterii, ale przesunął obie dłonie na biodra w taki sposób, by w razie potrzeby natychmiast sięgnąć po Berettę.

- Ilu było tych psiogłowych? Byli uzbrojeni? - Jim Doe również zaczął się rozglądać po najbliższej okolicy, zdradzając przejawy lekkiego niepokoju - Dokąd poszli?

- Było ich mnóstwo, całe mnóstwo - więzień zaczynał mówić w coraz bardziej nieskładny sposób, wyraźnie się denerwując - I mieli pełno spluw, różnych, nawet maszynowych... ale woleli używać maczet albo tych siekier, tych kurewskich rzeźniczych tasaków!

- Co to w ogóle znaczy psiogłowi, kurwa?! - odezwał się Simpson, który przez cały czas z chorobliwym ożywieniem przestępował z nogi na nogę - Że niby jakieś mutanty? Patrz na mnie jak do ciebie gadam, świrze jeden! Jezu, cały ten świat pełen jest świrów, gdzie się nie obejrzę, tam się jakiś trafi. Gadaj, to jacyś ludzie z głowami kundli, jacyś supermutanci czy co?

Podniesiony głos Barta sprawił, że pojmany przez zwiadowców nieszczęśnik skulił się w przejawie grozy, osłaniając głowę rękami.

- Niektórzy mieli głowy kundli! - wrzasnął - Przyszli od rzeki! To źli ludzie, ale ja wygrałem loterię, mi dali spokój!

- Dokąd poszli, pytałem? - powtórzył Doe.

- Dokąd? - więzień spojrzał na Jima przez palce, skrzywił się w grymasie przestrachu - Nigdzie nie poszli. Ciągle tu są!

: 06 września 2014, 21:11
autor: Araven
Kurwa, są miasteczku? Czy w okolicy
Simpson, biegnij do Sue i Neilla, ostrzeż ich, że psiogłowi nie odeszli, ale nie drzyj jadaczki po drodze.

: 06 września 2014, 21:45
autor: Keth
Centrum Nipton

Stawiając kroki w tempie tak powolnym jak gdyby szli poprzez roztopioną smołę, Sue i Neill zbliżyli się do rzędu ukrzyżowanych ludzkich ciał wodząc po zamordowanych w okrutny sposób ludziach pełnymi grozy spojrzeniami.

- Ten chyba jeszcze żyje! - krzyknął znienacka Jackson, rzucając się przed siebie w zamiarze doskoczenia do jakiegoś rozpiętego na prowizorycznym krzyżu mężczyzny w podróżnym stroju rozchełstanym na piersiach na tyle, by bystre oczy Neilla zdołały dostrzec jego poruszający się w płytkim oddechu tors.

- Człowieku, słyszysz mnie?! - Sue zarzuciła karabin na ramię i dotknęła niepewnie nogi nieszczęśnika - Rozumiesz, co do ciebie mówię?!

- Jak my go ściągniemy? - jęknął Neill - Ręce ma przybite gwoździami, kurwa mać! Wykopiemy krzyż i go opuścimy?

Sue rozejrzała się z błyskiem desperacji w oczach, szukając w pobliżu jakiegokolwiek narzędzia albo przynajmniej podnóżka, dzięki któremu mogłaby wspiąć się w górę krzyża. Widząc dużą drewnianą skrzynię skoczyła w jej stronę zamierzając przyciągnąć przedmiot pod miejsce kaźni.

- Pośpiesz się! - krzyknął Neill potrząsając rękami nogę powieszonego na krzyżu człowieka - Słyszysz mnie, gościu? Odezwij się!

Z piersi ofiary wydobył się niski pomruk, ledwie słyszalny, ale wystarczający, by wzbudzić w Jacksonie dziką radość.

- On się odezwał, Sue! - krzyknął najemnik - Gdzie ta skrzynia?

Neill obejrzał się za siebie i poczuł jak jego mięśnie tężeją, a całe ciało przemienia się w statuę. Sue Andersen stała w miejscu z uniesionymi w górę rękami, z zapomnianą skrzynią u stóp.

Kilkunastu mężczyzn w skórzanych ochraniaczach mierzyło do dziewczyny z myśliwskich sztucerów, strzelb i rewolwerów. Wszyscy byli muskularni zbudowani i wysocy, o spalonej na ciemny brąz skórze, która często musiała czuć na sobie dotyk słonecznych promieni. Na głowach nosili przesłaniające twarze maski z płótna pozwalające dostrzec jedynie oczy, chociaż niektórzy chowali je pod ciemnymi goglami. Chociaż chwilę wcześniej nikogo na ulicy nie było, ludzie we wzmocnionych stalą skórzanych pancerzach wychynęli pozornie bezszelestnie z wnętrza okolicznych domostw, zza ogrodzeń, kontenerów na śmieci oraz innych kryjówek, z których zapewne przez dłuższy czas obserwowali intruzów.

Neill przełknął ślinę, kiedy z pobliskiego budynku wyślizgnęli się następni napastnicy, podobnie ubrani i uzbrojeni. Ci do odmiany celowali w Jacksona.

Zwiadowcy pojęli w ułamku chwili, że znaleźli się na łasce śniadoskórych obcych, mogących ich uśmiercić w każdej chwili i bez najmniejszego trudu.

[center]Obrazek[/center]
Mam nadzieję, że dość czytelnie nakreśliłem powagę sytuacji -jakikolwiek agresywny ruch może kosztować Sue i Neilla życie! Na obrazku przykładowy napastnik.

: 07 września 2014, 00:06
autor: Procjon
- No szlag. Jak zaczyna być dobrze, to się zawsze spierdoli. Kim jesteście i co tu się dzieje? - ostatnie zdanie było wyraźnie głośniejsze i, w przeciwieństwie do poprzednich dwóch, skierowane do przybyszy. W pewnym momencie Neila przeszedł dreszcz, gdy do jego umysłu dotarła niezbyt pozytywna wiadomość. Nachylił się do Sue i szepnął:
- Legion Cezara?

: 07 września 2014, 13:59
autor: Kargan
Sue delikatnym wzruszeniem ramion dała znać Neilowi, że nie ma pojęcia kim są otaczający ich ludzie. Jednocześnie uważnie
im się przyglądała usiłując zorientować się który z nich dowodzi tą grupą. Sytuacja nie wyglądała dobrze...

: 07 września 2014, 20:06
autor: Keth
Centrum Nipton

Jeden z mężczyzn postąpił kilka kroków do przodu, mierząc między oczy Sue z ciężkiego rewolweru o długiej lufie. Jej wylot nieodparcie przywodził dziewczynie na myśl mroczny tunel, w głębi którego rozbłysk światełka mógł oznaczać jedynie pewną śmierć.

- Kobieta - odezwał się mężczyzna, chroniący swą twarz pod chustą z ciemnego materiału, obwiązaną wokół szyi i podciągniętą aż pod oczy. Chociaż mówił z silnym akcentem, którego Andersen nie potrafiła zidentyfikować, dziwne brzmienie głosu w najmniejszym stopniu nie maskowało dźwięczącej w nim nuty pogardy - Rzuć broń, kobieto! Ty też, tam przy krzyżu! Vulpes Inculta chce do was przemówić, ale nie myślcie sobie, że was nie uśmiercimy, jeśli zrobicie coś głupiego! Odrzućcie broń!
Nie będą udawał, że macie jakiś wybór, ale oczywiście ostateczna decyzja należy do Was! :P

: 07 września 2014, 20:28
autor: Araven
Dobra, skoro tutaj są nadal, musimy zachować ostrożność, Chudy czekaj, ruszymy w trzech ostrzec naszych, a ty spadaj, skoro wylosowałeś życie.