Moje podejście do sesji kształtowane jest przez kilka rożnych czynników - lub też, zgrabniej byłoby powiedzieć, posiada wiele aspektów.
Primo, jest to oczywiście doskonała okazja do zagrania w Wampira na wysokim poziomie. Taka zresztą idea nam przyświecała z Lightstormem, gdy wpadliśmy na pomysł, żeby coś takiego zrobić. Eksperyment uważam za niezwykle udany i mam nadzieję, że tak zostanie.
Nie mogę narzekać ani na MG, ani na graczy - którzy także świetnie się spisują na sesji. Pomysły Lightstorma są jak zwykle nietuzinkowe i zaskakujące. Lubię sposób w jaki prowadzi, bowiem trudno przewidzieć zmiany fabuły, a każda, nawet najprostsza zdawałoby się sytuacja, może niespodziewanie zmienić kierunek przygody. Do tego nasz MG daje graczom dużą wolność, co zawsze doceniam. Świat Lightstorma jest interaktywny i właściwie można w nim robić wszystko, co tylko przychodzi do głowy... Poza tym działania postaci (nawet jeśli początkowo zdają się mało istotne) mają oczywiście swoje konsekwencje, co także lubię... A konsekwencje czasami potrafią zaskoczyć (o czym ostatnio przekonaliśmy się na przykładzie Prezencji Lasombry
Ekipa do gry także jest świetna. Postacie są zróżnicowane i mają własny charakter, co pozwala na szeroką gamę interakcji między nimi. Właściwie każda w nosi coś nowego - czy to przez swoją wiedzę, czy działania, czy po prostu styl zachowań... Generalnie uwielbiam grać w ten sposób ponieważ tego rodzaju sesja ma wiele poziomów i jest ciekawa - nie tylko na poziomie czysto fabularnym - ale także psychologicznym. A ja generalnie jestem fanem psychologicznego grania w Wąpierza.
Tak, jak już ktoś wcześniej zauważył - widać, że każdy włożył w swojego bohatera wiele serca. A to jest ważna rzecz w WoDzie. Także Suriel doskonale sobie poradził z przejęciem postaci po Koszalu i zdecydowanie dodał jej głębi i charakteru (zwłaszcza w retrospekcjach).
Secundo: Do całego tego doświadczenia podchodzę nie tylko jako do okazji do gry, lecz także jako do pewnego eksperymentu twórczego. Zauważyłem, że traktuję swoje posty bardziej jako ćwiczenia z prozy, niż jako elementy sesji RPG. I jest to ciekawa sprawa.
Generalnie dawniej trochę bardziej siedziałem w epice niż w liryce (przynajmniej chwilami). W szkole średniej i na studiach pisałem opowiadania fantastyczne. Mam za sobą także dwie przymiarki do bardziej poważnej formy w postaci minipowieści. Niemniej później znudziło mnie to, generalnie. Proza rzadko stanowi dla mnie wyzwanie (ja lubię wyzwania), a poza tym trzeba cholernie dużo czasu nad nią spędzić, by efekt był dobry. Gdzieś po drodze chyba też przestałem wierzyć w to, że samo opowiadanie historii innym, jest fajne... Wolę gry RPG - gdzie historie stają się interaktywne, żywe, dynamiczne...
Tutaj pojawia się ten element. Zwłaszcza, że sam nie tworzę fabuły, lecz jedynie opowieść o mojej postaci. Sprawia to, że całość jest dużo mniej przewidywalna i ciekawa. Różne sytuacje tworzone przez współgraczy i MG stawiają mojego bohatera w coraz to nowych ujęciach - na które muszę zareagować nie tylko jako postać, lecz i jako pisarz. Szukanie odpowiednich sposobów narracji jest samo w sobie bardzo ciekawe. Wychodząc poza granicę własnego planowana (która nieodmiennie pojawia się, gdy piszemy własną powieść czy opowiadanie) spotykam się z tym co lubię najbardziej - czyli z wyzwaniem.
Dlatego nie umiem do końca porównać tego doświadczenia do sesji... W moim przypadku ma ono raczej twórczy, literacki charakter... Staram się, by każdy post był po prostu kawałkiem dobrze napisanej prozy. Co oczywiście sprawia czasami, że potrafię edytować go kilkanaście razy, siedząc nad jakimś fragmentem przez cztery godziny... No cóż, w tych sprawach bywam perfekcjonistą. Mam nadzieję, że to wam nie przeszkadza - nawet wtedy, gdy marudzę komuś, że zrobił jakiś błąd w poście.
Dziękuję wszystkim za możliwość tego doświadczenia, które jest równie dobrą zabawą jak i pouczającym treningiem warsztatu.