PBF - Ach, ci przeklęci korsarze!

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 22 maja 2015, 08:36

Galvat, a czemu się ty tak przyglądałeś, nie zabrałeś aby czegoś świecącego i cennego oraz przeklętego z tego miejsca?

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 22 maja 2015, 09:42

Wstępne oględziny tajemniczej bransolety nie wykazały u niej żadnej magicznej właściwości. Galvat stwierdził, że w zasadzie wyglądała, jakby była zrobiona według najnowszej Aquilońskiej mody wśród zamożnych arystokratów; drogie kamienie lapis lazuli nawleczone na srebrną nić i przeplatane złotem.

Wygląd bransolety na rękę: (ta wasza jest zapięta a kamienie są równe i oszlifowane)
Obrazek

Po tym awanturnicy powoli zaczęli opuszczać zrujnowaną świątynie dawno zapomnianych bóstw. Ostrożnie wycofując się, schodzili po pokruszonych schodach. Nehaher jeszcze naprędce pakował do torby zwoje z przerysowanymi symbolami, oraz te bardziej płytkie parę kamieni z takowymi znakami.

Gdy wejście zdawało się być tuż tuż, ruinami ruszyło w posadach. Ogromny wstrząs rzucił wszystkich na ziemię. Zaraz po nim, ogromnych echem rozległ się głos w dziwnym, demonicznym języku.
Spoiler!
Głos mówi po acherońsku:
- Nikt stąd nie wyjdzie, dopóki ofiara nie zostanie zaspokojona!
Następnie było słychać tarcie kamienia o kamień. Garro obrócił się i ze zgrozą obserwował, jak posąg-ropucha idzie szybkim krokiem w waszą stronę. Oczy świeciły mu potwornie, niczym w krwawym szale. Wkrótce reszta awanturników zobaczyła idącą ku nim statuę dawnego, zapomnianego bóstwa.
Do drzwi macie 10 metrów, posąg jest za wami jakieś 20 metrów. Idzie on w tempie lekkiego ludzkiego truchtu i dopadnie was za kilka sekund, jeżeli dalej będziecie stać w miejscu.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 22 maja 2015, 11:17

Wyspy Baracha, Świątynia Bezkształtnego, noc

Czas się zrywać! - przemknęło przez głowę czarownika. Nagle poczuł ogromną potrzebę zaczerpnięcia świeżego powietrza. I autentyczne obrzydzenie względem ropuch. Głownie wielkich, kamiennych i ośmiookich.

- Set n uat er Nehaher teh-k-na Nehaher gesth-a...* - wymamrotał, zbierając się z ziemi, po czym zerwał się i z szybkością zadziwiającą dla jego towarzyszy pomknął do wyjścia.

- Chyżo, Bezkształtny chce nas pożreć! - zawołał jeszcze, ostrzegając pozostałych. W biegu modlił się, by ten budynek zawalił się potworowi na głowę, gdy tylko uda im się wydostać przez drzwi... A także o to, by ropucha nie potrafiła skakać...
Wieję stąd ile sił w nogach, tak, by pozostał po mnie jedynie milknący w oddali stukot hodaków.

* styg. O Secie, otwórz przejście dla Nehahera, by Nehaher mógł zwiać...
Ostatnio zmieniony 22 maja 2015, 17:21 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 22 maja 2015, 12:54

Adoth

Przez głowę barbarzyńcy przetaczały się rozmaite myśli, choć dwie dominowały Oby ta poczwara nie mogła opuszczać świątyni i druga Jak uda się stąd zwiać cało w ramach nauki trzeba Nehaherowi obić ryj
Przemyślenia nie przeszkadzały Cymeryjczykowi w szybkim pozbieraniu się z posadzki i raźnym podążaniu za Nehaherem

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 22 maja 2015, 15:25

Wyspy Baracha, Świątynia Bezkształtnego, noc

- Ktoś tutaj musiał być przed nami, a to oznacza... - Zamorańczyk nie dokończył, albowiem ogromny wstrząs powalił wszystkich na ziemię. Co do chuja? - zadał pytanie w myślach zaskoczony. Po chwili Galvat usłyszał demoniczny głos mówiący coś, czego on kompletnie nie rozumiał. Nehaher powiedział coś o pożeraniu, co sprawiło że Galvat natychmiast zerwał się do ucieczki. Wypierdalam z tej mety - pomyślał. W biegu spojrzał w kierunku wyjścia i ocenił, że to na szczęście nie jest tak bardzo daleko.
Uciekam najszybciej jak się da do wyjścia. Jak wydostanę się na zewnątrz ogarnę wzrokiem okolicę, czy przypadkiem tam też nie ma wrogów.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 22 maja 2015, 17:59

Gdyby w Hyborei odbywały się mistrzostwa w sprincie, z pewnością pierwsze miejsce zająłby Garro, drugie zaś: deptający mu niemal po piętach Nehaher. Obaj mężczyźni jak jeden mąż rzucili się do panicznej ucieczki, ruszając się szybciej niż atakujący wąż. Zaraz za nimi skoczył Galvat, zaś na końcu obaj barbarzyńcy, którzy z racji swojej tuszy biegli tylko troszeczkę wolniej, niż reszta.

Posąg również nieco przyśpieszył, a jego żabie nogi śmiesznie klapały o kamienną posadzkę. Parę sekund po wstrząsach wszyscy wypadli na zewnątrz, w gnieździstą noc. Wokoło panowała cisza, przerywana jedynie sapaniem i poruszającym się posągiem, który wypadł ze świątyni, burząc boki ogromnych drzwi i powodując zawalenie się całej konstrukcji. Rumor rozniósł się po całej okolicy, podrywając ptaki z całej wyspy. Oto awanturnicy stali na szczycie najwyższego wzniesienia, patrząc z przerażeniem na wyłaniający się spod gruzów ożywiony posąg. Przed nimi stała mroczna ściana wyspiarskiej dżungli, z boku zaś ogromny klif, z rzeką na dole. Skok stamtąd to z pewnością byłoby samobójstwo.
Ucieczka może się powieść, pod warunkiem, że wszyscy będziecie biegli sprintem i modlili się do bóstw, by to coś przestało was gonić...
To co was ściga wygląda mniej więcej tak jak poniżej (wielkości nieco większej, niż bizon)
Obrazek
Ostatnio zmieniony 22 maja 2015, 18:06 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

adamwl
Reactions:
Posty: 163
Rejestracja: 21 stycznia 2015, 20:38

Post autor: adamwl » 22 maja 2015, 18:15

Adoth

Uciekamy czy lejemy żaboluda? wykrzyczał rozglądając się za drogą dalszej ucieczki

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 22 maja 2015, 18:16

Wyspy Baracha, szczyt świątynnego wzgórza, noc

Huk walących się głazów wydawał się ogłuszający wśród nocnej ciszy. Mimo to, nawet ciężkie odłamki, spadające z dachu świątyni nie były w stanie zatrzymać bestii. Jej siła i żywotność wydawała się zaiste niewyczerpana. Pośród pyłu i ruin osiem rubinów jarzyło się nadal iście demoniczną mocą.

- Spróbujmy... Zrzucić go... Z klifu... - wydyszał Nehaher, zatrzymując się na chwilę i wspierając na niewysokiej skałce. Szeroko otwartymi oczyma śledził poczynania potwornego posągu. - Moje zaklęcia niewiele tu pomogą... Mamy jakąś linę...? Lub taran...?

Rozejrzał się dookoła szukając czegoś odpowiedniego, co pomogłoby im w realizacji tego planu.
Szukam sposobu by zrzucić posąg z klifu. Czy dałoby się go np zwabić na krawędź i zepchnąć? Może w okolicy jest jakiś pień drzewa, kamień etc? Ewentualnie może sam układ terenu pozwala na coś takiego (np. przez spowodowanie lawiny)?
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 22 maja 2015, 18:41

Jest to wysoce prawdopodobne. Posąg prastarego bóstwa nie należy do tych z rodzaju inteligentnych.

BTW panowie, wyjeżdżam na ten weekend, nie będę miał dostępu do internetu, wracam dopiero w poniedziałek wieczorem.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 maja 2015, 19:39

Wyspy Baracha, szczyt świątynnego wzgórza, noc

Złe przeczucia uzdrowiciela ucieleśniły się w postaci przerażającego antycznego żaboluda, który wbrew swej naturze ożył i zaczął ścigać przypadkowych intruzów z zajadłością przyprawiającą Zingarczyka o obłęd. Uciekający ze świątyni na złamanie karku, Garro przewrócił się kilkakrotnie na nierównościach terenu, zgubił w mroku swój upuszczony przypadkiem miecz i rozdarł na ostrych skałach i tak bardzo sponiewieraną torbę.

Uzdrowiciel nie dbał o nic, pamiętny swego równie strasznego spotkania z parą demonów w Kordawie. Zaiste, boski Mitra nie wiedzieć czemu ciężko doświadczał swego pokornego sługę wystawiając go co rusz na okropne niebezpieczeństwa.
Garro oczywiście ucieka, ale z głową - generalnie w tym samym kierunku, co reszta drużyny!

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 22 maja 2015, 20:15

Ostatnio częściej uciekamy niż walczymy, za dużo mamy tych od myślenia...
Też zwiewam.

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 22 maja 2015, 20:22

Wyspy Baracha, szczyt świątynnego wzgórza, noc

- Musimy ją zwabić na klif! - krzyknął Stygijczyk do pozostałych, machajac rękami i wskazując w stronę urwiska. - Zwabić i zrzucić w dół! Pomyślcie, to kamienny posąg! On nie przestanie nas ścigać, nie zmęczy się, ani nie osłabnie! Musimy go zniszczyć, puki mamy szansę!

- Galvacie, jesteś z nas wszystkich najsprytniejszy i najszybszy, postaraj się ściągnąć tam potwora! Sigurd i Adoh mogliby go wtedy zepchnąć w dół! To nasza jedyna szansa!
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 maja 2015, 22:40

Wyspy Baracha, szczyt świątynnego wzgórza

Okrzyki stygijskiego maga przebiły się przez całun paniki spowijający szczelnie myśli uzdrowiciela, przywrócił mu odrobinę zdrowego rozsądku. Przyciskający do piersi rozerwaną torbę Garro potoczył wokół siebie przerażonym wzrokiem, ale w głębokich ciemnościach nocy nie potrafił dostrzec żadnego klifu.

Ziemia zauważalnie trzęsła się pod nogami zbiegów wprawiana w drżenie ogromnymi kończynami kamiennego posągu o morderczych zapędach.

- Gdzie ten klif?! - wrzasnął na całe gardło Garro - Po której stronie?!
Uzdrowiciel chce się zorientować, gdzie jest klif, aby uniknąć ryzyka spadnięcia zeń w ciemnościach!

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 22 maja 2015, 23:43

Wyspy Baracha, szczyt świątynnego wzgórza

Galvat doskonale był zorientowany w okolicy, albowiem zwiedził ją wcześniej. Spojrzał na wystraszonego medyka, po czym zaczął zdejmować z ramienia linę z hakiem.

- Tam jest klif! - wrzasnął do Garro wskazując ręką stronę z urwiskiem.

Zamorańczyk nigdy nie był w podobnej sytuacji. Bał się, przeklinając w duchu każdą chwilę w której mógł bardziej się przyłożyć do pracy nad swoją szybkością. Kurwa, coś trzeba zrobić - pomyślał. Praca w stresie była częścią życia w Zamorze, tak więc dłonie Galvata nie trzęsły się i teraz. On jest taki ciężki - myślał dalej.

Łotr sprawnymi ruchami zaczął obwiązywać linę w pasie, w prawej dłoni trzymając jej drugi koniec z hakiem. Zrób to tak jak przy skoku z wieży strażniczej dwa lata temu - układał w głowie kolejne działania.

- Postaram się go zaciągnąć nad klif, a wy - wrzasnął do barbarzyńców - musicie go zepchnąć. Pokażcie w końcu ile pary macie w muskułach!

To powiedziawszy biegiem ruszył w stronę nacierającego posągu. Wyciągnął sztylet i czekał na odpowiedni moment.
W prawej ręce mam hak z liną w lewej zaś nóż do rzucania. Chcę znaleźć się między klifem, a posągiem. Rzucam w niego nożem, ale nie po to by go zranić, lecz by zwrócić na siebie jego uwagę. Wyciągam kolejne noże i rzucam cały czas, starając się by potwór nie dopadł mnie w walce wręcz. Trzymam go na dystans, ale ne tyle niewielki, aby miał ochotę za mną podążyć. Gdy dotrę do klifu, zaczepiam hak o jego krawędź i rzucam się w przepaść. Linę przewiązuję w formie siodełka wokół pasa i ud (tak jak się to robi podczas wspinaczki górskiej). Nie chce połamać sobie kręgosłupa, ale mam sporo Zwinności, by potrafić to zrobić bezpiecznie.
Ostatnio zmieniony 23 maja 2015, 00:15 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Sigil
Reactions:
Posty: 1972
Rejestracja: 08 stycznia 2015, 20:11
Been thanked: 1 time
Kontakt:

Post autor: Sigil » 22 maja 2015, 23:59

Wyspy Baracha, szczyt świątynnego wzgórza, noc

Stygijczyk złapał uzdrowiciela za ramię:
- Spokojnie, Garro. Nie miotajmy się po ciemku. Teraz trza mu zejść z oczu i to cicho... - pociągnął przyjaciela za niewysokie skałki.

Umysł Nehahera pracował intensywnie, gdy oceniał sytuację i możliwe sposoby wyjścia z niej. Właściwie nie czuł strachu. W którymś momencie wzniósł się jakby ponad niego i myślał teraz z niesamowitą klarownością. Tak jakby obserwował wszystko z boku: kamiennego potwora i sylwetki ludzi, biegnących przez wzgórze. Czuł zmęczenie mięśni i ból w płucach, a jednak był jednocześnie jakby obok tych doświadczeń, oceniając i planując działania. Czas w przedziwny sposób wydawał się zwalniać...

- Niech Galvat ściągnie go na siebie. Ma linę, poradzi sobie... - szeptał uspokajająco, do przerażonego Garro - Stwór nie może pójść za nami. Muszą go zrzucić w dół... Klif jest niedaleko.

Zastanawiał się, czy w jakikolwiek sposób mógłby wspomóc dzielnego Zamorańczyka, lecz musiał przyznać, ze w tej sytuacji jego zdolności były bezużyteczne... Całe lata studiów spędzonych na zgłębianiu sekretów umysłu i ducha można w tym momencie rzucić krokodylom na pożarcie! - pomyślał z przekąsem. - Co za pech! Czemu nigdy nie zainteresowałem się elementalizmem? Czemu uznałem, że jest zbyt prymitywny...? Oddałbym teraz brodę włąsnego mistrza za mały pokaz prymitywnej siły! Choćby niewielką lawinę, albo jakąś telekinezę... Czuł się nieco sfrustrowany - niczym fechmistrz, który nagle odczuł brak zwykłej, prozaicznej maczugi... Zanotował w pamięci, że jeśli z tego wyjdzie, spróbuje nauczyć się choć jednego z tych prostych, lecz jakże przydatnych życiowo czarów!
Staram się zejść potworowi z oczu, chowając się za jakieś skałki czy kamienie. Tak, by Galvat był główną osobą, na której stwór się skupi. Ciągnę za sobą Garro, żeby nie stał tak na środku wzgórza i też się ukrył.
Ostatnio zmieniony 23 maja 2015, 12:19 przez Sigil, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]No beast so fierce but knows some touch of pity. But I know none, and therefore am no beast.[/center]

ODPOWIEDZ