Northside, 19 grudnia 2021, 23:10
Kumple Zhu z oczywistych powodów nie darzyli okaleczonego krajana sympatią, ale dwóch z nich pomogło niechętnie medykowi i przytrzymało zszokowanego Tiena, gdy Clarens przypalał mu kikut przedramienia. Monokrystaliczne szpony Zhu pozostawiły po sobie czyściutką ranę, idealnie gładko przecinając mięśnie, ścięgna i kość.
Sam szok nie wystarczył, aby system nerwowy rannego całkowicie zignorował słane przez ciało bodźce. Dotknięty gazowym płomieniem palnika, Tien wrzasnął na całe gardło. Sekundę później ucichł, zwiotczał tracąc miłosiernie przytomność. Zadowolony z takiego obrotu sprawy, Białas spryskał poczerniałą ranę z osobna środkiem odkażającym i preparatem silnie znieczulającym ból, a potem założył na kikut porządnie wyglądający opatrunek.
- Musisz się z nim tak pieścić? - mruknął przez wyszczerzone w fałszywym uśmiechu zęby Eduardo - Czas nam sie kończy, Garcia czeka. Kilka patoli przeleci nam koło nosa za friko.
- Friko? - Clarens uniósł znacząco brwi, wrzucił medyczne przybory do walizki i kiwnął głową Zhu. Chińczyk siedział na przywleczonym skądś do magazynu bujanym fotelu, popijając Grzmota i rozmawiając przyciszonym głosem z leżącą na posłaniu ofiarą nożownika. Zoperowany przez Clarensa Chińczyk pozostawał przytomny, chociaż grymas na jego twarzy zdradzał, że zapewne wolałby raczej w obecnej sytuacji stracić na dłuższy czas przytomność.
- Co do tego tutaj, ryzyka zakażenia praktycznie nie ma - powiedział czarnoskóry medyk celując serdelkowatym palcem w Tiena - Bardzo czysta rana i dobrze zabezpieczona. Jakby coś się zaczęło paskudzić, znacie mój numer, ale widzę jak kolesia lubicie, więc chyba nie mam co liczyć na telefon, co?
Zhu nic nie odrzekł, wzruszył ramionami w sposób, który mógł znaczyć wszystko. Jeden z jego towarzyszy, rzucający na plamę krwi Tiena podarte na mniejsze kawałki papierowe ręczniki, zaśmiał się na dźwięk słów Clarensa w bardzo nieprzyjemny sposób.
Wyglądało na to, że zbyt ochoczo sięgający po nóż Azjata stracił przychylność swoich pobratymców, a to w mrocznym chińskim półświatku nie wieściło mu niczego dobrego.
- Nie musicie powtarzać, że kiepsko stoicie z kasą - dodał Clarens łapiąc za metalowy uchwyt walizki - Wybredny nie jestem, wezmę w rozliczeniu jego spluwę, komuś się opchnie.
Zhu zerknął na leżący w rogu sofy pistolet Tiena. Teraz on dla odmiany uniósł brwi.
- Dostałeś jego szpony, nie wystarczą? -zapytał Chińczyk, charakterystycznym dla siebie obojętnym tonem - Aż tak bardzo cenisz swoje usługi?
Kwestia kompletnej zapłaty za robotę Clarensa pozostaje otwarta. Jeśli o pozostałe plany idzie, przypominam, że ktoś z Was musi się umówić jak najszybciej z Bobem, bo Indianiec ciągle czeka na informację, co dalej z dealem - na razie tylko potwierdził, że wchodzi w interes. Musicie go ściągnąć z powrotem do centrum, jak najszybciej, za godzinę musicie być pod podanym Gonzowi adresem, gdzie czeka na Was ktoś władny przygotować lewą kartę ID!