PBF - New Orleans by Night

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 09 kwietnia 2016, 22:00

[center]Rezydencja Księcia Rubis d'le Nuit, Mardi Gras - luty 1994[/center]

Słuchając dobitnych słów księcia, noga Ventrue rozdygotała się na dobre niczym igła sejsmometru w czasie trzęsienia ziemi. Z każdym kolejnym zdaniem Richard zachowywał kamienną twarz, jednak wewnątrz robił się coraz mniejszy. W pomieszczeniu w którym siedzieli, zrobiło się wyraźnie cieplej. Now, we are done for good... Richard w myślach układał już sobie plan rozpoczęcia życia od nowa w innymi miejscu, co i tak było utopijno-optymistycznym zakończeniem tej awantury.

Przemknął spojrzeniem po pozostałych uczestnikach spotkania - na twarzach Nosferatu oraz Tremere'a malował się strach i niepewność, zaś niedoszły maestro Bertone skurczył się jak foliowa torebka wrzucona w ogień. Gdyby mógł, wcisnąłby się w szpary w kanapie i tam przeczekał gradobicie słów Marcela.

Wtem do pomieszczenia weszli Christopher i Anthony* studząc temperament swego ojca. Tak jakby ktoś otworzył okno, uff... Zmiana zdania przez Marcela nastąpiła tak gładko, że zbudziło to podejrzenia Ventrue. Gdy na dokładkę dorzucił "propozycję" rozwikłania zagadki porwań, całość splotła się w obraz niezbyt wyszukanej zagrywki psychologicznej. Niemal całe napięcie zeszło błyskawicznie z młodego wampira. Wstrząsy ustały.

Na słowa o podjęciu się zadania, Toreador wypełzł ze szczelin w kanapie i ...przemówił! Najwyraźniej policzył już wszystkie zgromadzone tam okruszki - pomyślał sarkastycznie Richard. Ciężka to będzie misja, bo team o takim zestawieniu bardziej nadaje się do pracy operacyjnej niż do działań w terenie. Zatem nie pozostało nic innego jak przyjąć "ofertę" księcia z uśmiechem nr 2 na twarzy:

- Oh, great idea, Marcel. Z przyjemnością zajmiemy się rozwikłaniem tej zagadki - zawtórował śpiewakowi Ventrue - co jeszcze mógłbyś nam powiedzieć odnośnie tej sprawy?
*Zakładam, że znam choćby minimalnie synów Marcela.
Info dla pozostałych graczy: chciałbym przybliżyć Wam jeden szczegół dot. postaci Richarda. Amerykanizmy, którymi posługuje się w myślach i wypowiedziach, są czymś w rodzaju sposobu mówienia wujka-biznesmena, który od 10 lat siedzi w Stanach i właśnie próbuje rozmawiać po polsku z tym śmiesznym amerykańskim akcentem. Wyobraźcie to sobie (a właściwie usłyszcie)!

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 10 kwietnia 2016, 14:55

Rezydencja Księcia Rubis d'le Nuit, Mardi Gras - luty 1994

- Carter jest dowódcą New Orlean Special Task Force, w skrócie N.O.S.T.F. Oczywiście od dawna wiem o jego obecności i działaniach w moim mieście. Jak dotąd zajmowali się tylko likwidowaniem renegatów poruszających się po Nowym Orleanie. Dzięki niemu nie mam problemu z utrzymaniem Maskarady. Ci którzy są mało ostrożni i zostawiają świadków, trafiają w ręce Cartera i jego ludzi.

Marcel zrobił pauzę przyglądając się uważnie reakcji swoich podwładnych na nowe informacje.

- N.O.S.T.F. jest tajną, oddzielną sekcją w New Orleans Police Department N.O.P.D. Przypuszczam, że Carter z niewiadomych dla mnie pobudek zaczął polować na kogo popadnie, nie zastanawiając się na jakiego obywatela miasta trafił. Jeżeli tak jest, to oznacza, że przekroczył granicę i zostanie zlikwidowany. Tak więc, wasze śledztwo zacząłbym od udania się okolice cmentarza Saint Louis III.

Marcel spojrzał na rolexa na ręku, dając do zrozumienia zebranym, że czas młodej koterii właśnie dobiegł do końca:

- Im więcej dowodów i informacji mi dostarczycie tym lepiej dla was. Być może to sprawi, że zapomnę o incydencie w moim domu. Macie czas do końca karnawału. Jeżeli wam się nie uda, cofnę waszej czwórce pozwolenie na pobyt w mieście, dając dobę na opuszczenie Nowego Orleanu.

Książę wstał z sofy spoglądając na swoich synów powiedział:

- Poczekajcie w moim biurze. Zaraz do was dołączę.

- Jak sobie życzysz ojcze - odpowiedział Christopher.

Anthony skinął głową, po czym razem z bratem opuścił główny hol. Po wyjściu obydwu Ventrue, Książę powrócił do swojego poprzedniego złowrogiego nastawiania:

- Opuszczenie miasta choćby przez jednego z was przed końcem karnawału, będzie dla mnie równoznaczne z przyznaniem się do konspiracji przeciwko Camarilli. Jest tylko jeden sposób byście zobaczyli mnie ponownie - powiedział z śmiertelnie poważną miną Ventrue.

- Konkretne dane...

Do pokoju weszło dwóch tych samych mężczyzn, którzy przywitali koterię na schodach prowadzących do rezydencji.

- Powodzenia - dodał na koniec uprzejmym, aczkolwiek chłodnym tonem.

Książę nie dał wam żadnej możliwości na zadanie dodatkowych pytań. Jego dwóch ochroniarzy odprowadziło was do wyjścia. Na parkingu przed rezydencją czeka stojący przed samochodem Frank.

N.O.P.D. znajduje się na końcu Loyola Avenue. Niedaleko cmentarza o jakim wspomniał Książę.

Co robicie dalej?
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 kwietnia 2016, 15:16

Przed rezydencją Księcia Rubis d'le Nuit, Mardi Gras - luty 1994

Ale nas chujek wydymał. Cwany jest, nie da się ukryć. Cwańszy niż my wszyscy razem wzięci i jeszcze do tego jest zasranym księciem...

Decyzja Marcela wiązała czwórkę spokrewnionych "na śmierć i życie", a sprawa chyba wcale nie była taka trudna jak się wydawało. Dostali solidny trop, do tego jeszcze w strukturach policji. Łatwizna, dla kogoś kto zna metody operacyjne. A Westwood je znał i to całkiem nieźle. Prześwietli tego całego Cartera, odnajdzie blondyna i damulkę. Jeśli pracowali dla NOPD, to byli na payrollu. Mógł o nich nie wiedzieć szef, nie kojarzyć nawet pieprzony komisarz, ale księgowość nigdy o takich ludziach nie zapominała.

Bradley'owi tylko jedna wydawała się dziwna. Skoro Carter był gliną, to czemu nie wywarto na nim odpowiednich nacisków? Przecież niemożliwe było, aby NOPD nie siedziało w kieszeni Kainitów. Skąd zresztą Marcel miał te dane? Przecież nie z bulwarówki. Wystarczyło szepnąć słowo tu i ówdzie i Robercik dostał by delikatne pouczenie, żeby nie szkalować bogu ducha winnych mieszkańców miasta po nocach.

A co jeśli mamy zostać kozłami ofiarnymi? Przecież jesteśmy nikim. Co mógłby uzyskać Marcel poświęcając nikomu nie znaną czwórkę Spokrewnionych? Coś tu nieźle śmierdzi i niekoniecznie kanałem.
Bradley sobie rozmyśla i zaczyna mu w głowie chodzić plan działania.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 kwietnia 2016, 15:20

Rezydencja Księcia Rubis d'le Nuit - luty 1994

Nicholas potarł podbródek gestem wyniesionym jeszcze z czasów śmiertelnego życia, przystanął obok samochodu czekając, aż pozostali Spokrewnieni do niego dołączą.

Łowcy powiązani z policją znacząco podnosili poziom wyzwania. Bertrand nie znał wcześniej Cartera, ale teraz postawił jak najszybciej nadrobić te braki. Stworzenie precyzyjnego planu działania wymagało wielu przygotowań, a każdy błąd mógł oznaczać ostateczną śmierć - Nicholas potrafił bez większego trudu wyobrazić sobie oddział SWAT wdzierający się do jego kamienicy i zupełnym przypadkiem zaprószający za dnia katastrofalny w skutkach pożar.
Chyba czegoś nie zrozumiałem w instrukcjach Księcia - po co nam węszenie na wzmiankowanym cmentarzu?

OD MG:

Zobaczcie na mapie, która jest w technicznym gdzie znajduje się N.O.P.D. Książę wspomniał o cmentarz, bo w tamtej okolicy jest to największy obiekt wokół którego są pozostałe lokacje. N.O.P.D i cmentarz znajdują się na tej samej ulicy, ale po przeciwnych stronach drogi.

I jeszcze jedno: Karnawał kończy się w środę popielcową, a to jest za około 2 tygodnie.
Ostatnio zmieniony 10 kwietnia 2016, 15:49 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 10 kwietnia 2016, 16:32

Rezydencja Księcia Rubis d'le Nuit - luty 1994

Wielkie dzięki szczurze, a mogło być tak pięknie... Bertone w zamyśleniu wstał i skierował się wraz z pozostałymi gośćmi rezydencji do wyjścia. To miał być taki piękny wieczór, udany występ przed księciem, sława oraz wpływy w górę, a wszystko to w poczuciu dobrze spełnionego, estetycznego obowiązku. Ale nie, zawsze się musi znaleźć jakiś idiota, który wszystko spieprzy! Ciekawe, czy już wymyślił dla nas równie żartobliwe sentencje na nagrobki...

Niepokój mieszał się w umyśle Degenerata ze złością. Nie Silvio nie znosił być odciągany od swojego celu, a jednak sytuacja wymusiła na nim zgoła coś innego. Nie pozostało mu więc nic innego, jak zaadaptować się do sytuacji i w tym momencie płynąć z tym przedziwnym prądem.

Jednocześnie wiedział doskonale, że nie ma zielonego pojęcia o śledztwach i pracy policji, co jeszcze bardziej potęgowało frustrację kainity. Trzeba się będzie uporać z tą sprawą możliwie szybko.

Na zewnątrz, gdy zostali we czwórkę, Włoch postanowił dać upuść swojej złości jednocześnie ukrywając brak pomysłów na rozwiązanie tej sprawy:

- Brawo, Bradley, dzisiaj zabłysnąłeś, nie ma co. Eh, nie ma to jak wpuścić Szczura na salony... Może się chociaż zreflektujesz jakimś sensownym planem działania? W końcu jesteście podobno pod każdą podłogą i w każdym orleańskim kiblu, to i słyszeć powinniście co nieco... Poza odłosem spłukiwanej wody, rzecz jasna. A, i nie wiem jak wam, Panowie, ale osobiście potrzebuję trochę vitae po tym wszystkim, co zaszło...
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 10 kwietnia 2016, 17:20

[center]Rezydencja Księcia Rubis d'le Nuit, Mardi Gras - luty 1994[/center]

Audiencja u księcia dobiegła końca niczym ucięta nożem. Młodzi Kainici zostali pozostawieni sami sobie z jednoczesnym naciskiem na opuszczenie rezydencji potężnego Ventrue. Ten z kolei nie pozostawił miejsca na żadne ewentualne pytania i wątpliwości, twardo przedstawiając warunki "umowy".

Świeżo co sformowana koteria została grzecznie, aczkolwiek stanowczo oddelegowana na zewnątrz, gdzie czekał już na nich kierowca z samochodem.

- Gentlemen, przydałoby się nam naradzić - rzekł Richard zaciągając się wilgotnym powietrzem lutowej nocy - proponowałbym our favourite Zaćmienie Club.

Przemknął wzrokiem po zatopionej w mrokach nocy posiadłości księcia, czując ulgę, że spotkanie dobiegło już końca. Choć zazwyczaj nie był skory do ckliwych wzruszeń, docenił blask gwiazd na niebie i spokój nowoorleańskich przedmieść. Ah, przynajmniej kupiliśmy sobie jakieś 2 tygodnie czasu. Opcja z nowym początkiem w innym miejscu wciąż pozostawała otwarta. Ventrue niezauważalnie uśmiechnął się pod nosem - zawsze to jakieś wyjście.

W gruncie rzeczy mieli jeden mocny trop i kilka mniejszych, które za moment mogą się urwać. Węszenie wokół tajnych jednostek służb rzadko kończy się well, szczególnie kiedy zajmują się tropieniem wampirów god damnit.

Więc jak będzie, panowie? - spytał Richard pozwalając by pytanie zawisło w powietrzu.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 kwietnia 2016, 18:16

Rezydencja Księcia Rubis d'le Nuit, Mardi Gras - luty 1994

-No, Bradley, dzisiaj zabłysnąłeś, nie ma co. Eh, nie ma to jak wpuścić Szczura na salony...

-Czepiasz się Silvio. Poczekajmy aż ktoś wpuści Degenerata w kanał. Czep się Nicholasa. Jakby nie zaczął gadać bzdur... Zresztą mniejsza z tym. Gdyby Marcel nie dowalił się o mój dowcip, to doczepiłby się, że masz krawat krzywo w półwindsora związany bez cipki i skończyłoby się tak samo. Nie widzicie tego? Że jego synalki wpadli tam przypadkiem. Tak miało być. Zagrał sobie na nas jak na cymbałach.

-Może się chociaż zreflektujesz jakimś sensownym planem działania? W końcu jesteście podobno pod każdą podłogą i w każdym orleańskim kiblu, to i słyszeć powinniście co nieco... Poza odłosem spłukiwanej wody, rzecz jasna.

-A żebyś się nie zdziwił. Ja sie zajmię śledztwem, a ty Silvio co? Może potrenuj do przyszłej direct action, żebyś potem za daleko nie zwiał, bo wiesz, Nowego Orleanu nam nie wolno opuścić.

Sprzeczkę uciął Richard sugerując naradę w Zaćmieniu i zawieszając w powietrzu ważne pytanie.

Wreszcie coś konstruktywnego...

Nosferatu wiedział, że są na siebie skazani i nie miał zamiaru uciekać od współpracy. Mieli nóż na gardle, a Bradley miał niedokończone klanowe sprawy w mieście do załatwienia. Ventrue zasugerował koteryjną naradę w Zaćmieniu. Co prawda wolałby pogadać w bardziej ustronnym miejscu, ale w klubie był może jeszcze Brujah, a z nim Bradley chciał też zamienić słowo.

-Od niedawna jesteśmy koterią i musimy współpracować, więc kłótnie na bok, ok? Przeparaszam ża konsekwencje mojego żartu i ciebie też Silvio za złośliwe przytyki. Koniec kropka. Mam kilka pomysłów. Obgadajmy to jak biali ludzie w tym całym Zaćmieniu. - stwierdził skrywający się pod maską murzyna Westwood.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 10 kwietnia 2016, 19:06

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Gdy wszyscy wsiedli do samochodu, siedzący za kierownicą Frank zadał jedno pytanie:

- Gdzie jedziemy?

- Klub Zaćmienie - odpowiedział Richard.

Mężczyzna zgasił papierosa w samochodowej popielniczce, po czym przekręcił kluczyk uruchamiając silnik. Jechali mniej więcej tyle samo czasu, co poprzednio. Nie zamierzali rozmawiać przy Franku o tym, co zaszło w rezydencji Księcia. Czekali, aż dojadą na miejsce.

Kierowca zatrzymał pojazd dwie przecznice wcześniej.

- Dalej mamy zakaz wjazdu. Ulice są pełne ludzi, więc musicie iść pieszo.

Tremere i Nosferatu wysiedli pierwsi. Za nimi pojawił się Silvio. Siedzący obok kierowcy Richard otworzył portfel i wyciągnął z niego zieloną stówę.

- To za fatygę Frank - powiedział podając banknot do ręki kierowcy.

- Nie ma za co Richard. Powodzenia - powiedział z uśmiechem na ustach.

Ventrue dołączył do pozostałych towarzyszy, po czym wszyscy ruszyli do Zaćmienia. Karnawał trwał w najlepsze. Nie było jeszcze północy, a większość ludzi była pod wpływem alkoholu lub innych egzotycznych używek. Miasto nocą tętniło życiem. Mając na uwadze poprzednie doświadczenia, trzymali się blisko siebie bacznie obserwując okolicę.

W końcu bezpiecznie dotarli do klubu. Wewnątrz nie było nikogo po za przedstawicielami klanu Brujah. Jake Almerson siedział przy jednym z stolików po lewej stronie, grając w karty z dwoma innymi Krzykaczami. Kobieta miała na głowie ciemnoniebieskiego irokeza, ubrana w luźną kamizelkę z naszywkami oraz czarnymi jeansami. Tuż obok niej siedział starszy facet z długą brodą, przypominający wyglądem typowego harleyowca.

Gdy członkowie koterii weszli do środka, dwójka nowych Brujahów spojrzała się na nich z wyraźną pogardą. W tym czasie Jake powiedział:

- Kareta... a wy, co macie?

- Fuck - odezwał się brodacz.

- Grasz lepiej od Ravnoskich śmieci Jake - dodała młoda dziewczyna.
Nie znacie nowej dwójki, ale wiecie że są to przedstawiciele klanu Brujah. Wasze postacie kojarzą tylko Almersona z poprzedniej rozmowy.

Możecie spokojnie naradzić się co dalej robić. Po prawej stronie nikogo nie ma i na pewno nikt was tam nie usłyszy.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 kwietnia 2016, 20:45

Klub Zaćmienie

Tremere zerknął na noszony na prawym nadgarstku zegarek i zmarszczył z dezaprobatą czoło. Czas uciekał w niewiarygodnym tempie, zbliżała się północ.

Nicholas usiadł przy stoliku oddalonym najbardziej od uprawiających hazard Brujahów, przywołał spojrzeniem swych towarzyszy czując w głowie zupełną pustkę. Zlecona przez Księcia misja, strasząca na dodatek srogimi konsekwencjami w przypadku porażki, wydawała się pozornie pozbawiona punktu zaczepienia.

Chwilę potem przypomniała mu się scenka sprzed wyjazdu Spokrewnionych do posiadłości Księcia, kiedy w klubie padła zdawkowa wypowiedź o zniknięciu na mieście jakiegoś Brujaha. Czyżby padł ofiarą łowców Cartera? Czy klan Krzykaczy mógł się okazać instrumentem w realizacji zlecenia Marcela.

- Karty na stół - powiedział, kiedy pozostali Kainici usiedli przy stoliku - Jak rozpoczniemy to fascynujące dochodzenie?
Nie bardzo wiem jak rozpocząć śledztwo - ktoś podrzuci rozwiązanie?

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 11 kwietnia 2016, 01:41

[center]Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994[/center]

Przekraczając próg Zaćmienia, Richard dostrzegł trójkę Brujahów grającą w karty, spośród których kojarzył tylko Jake'a Almersona. Nowe twarze w klubie - grymas niezadowolenia przemknął po twarzy Ventrue - co do zasady miał alergię na Krzykaczy. Ponadto, nie był w stanie strawić ich obecności w tym miejscu, którą to sprowadzali Klub do rangi speluny. Nieco inaczej wyobrażał sobie rolę tego miejsca... Z drugiej strony...

...znajomy Jake'a zginął bez śladu ostatnimi czasy, a to przecież jest jakiś punkt zaczepienia in our investigation. Zobaczymy czy ten ślad dokądś prowadzi - pomyślał z nadzieją.

Arystokrata miał kilka pomysłów, z której strony można by "ugryźć" temat, ale były to raczej swobodne koncepcje zawieszone jeszcze w oparach niewiedzy i domysłów. Potrzebowali więcej danych. Tymczasem, Nicholas zajął już miejsce przy jednym ze stolików i dawał znaki by reszta koterii dołączyła do niego.

- Karty na stół - powiedział Bertrand - Jak rozpoczniemy to fascynujące dochodzenie?

Dla dobra sprawy, a w ostatecznym rozrachunku każdego z nich, musieli współpracować. Spear o tym wiedział i miał nadzieję, że reszta ekipy również ten pogląd podzielała. Choć traktował Tremere'a i Nosferatu z pewną dozą nieufności, to musiał z nimi współdziałać. Silvio zaś sprawiał wrażenie osoby zainteresowanej głównie swoją osobą i szeroko pojętymi doznaniami estetycznymi, i jako taki nie budził obaw Arystokraty.

- Chciałbyś moją Golden Visa? Nic z tego - rozbrajająco uśmiechnął się Richard jednocześnie żartobliwie wskazując palcami w stronę Nicolasa.
- Panowie, proponuję brainstorm. Każdy z nas po krótce zaproponuje swoje pomysły i co może zrobić dla sprawy, a później wspólnie wyznaczymy cele.
Spoiler!
Używam Empatii by sprawdzić i wyczuć stan emocjonalny pozostałych członków zespołu oraz ich nastawienie.
W swoich wypowiedziach staram się być charyzmatyczny, by skłonić pozostałych do jak najpełniejszego podzielenia się swoją wiedzą.
Ostatnio zmieniony 11 kwietnia 2016, 18:50 przez Mystic, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 kwietnia 2016, 19:46

Klub "Zaćmienie"

Bertrand odchylił się na krześle i skrzyżował na piersiach ramiona taksując członków koterii badawczym spojrzeniem. Ponieważ za nic w świecie nie przyznałby się, że nie ma pojęcia, jak ugryźć tę niebezpieczną sprawę, postanowił zaczekać na opinie i komentarzy pozostałych, a dopiero później opatrzyć je stosownie sarkastycznymi uwagami.

Dwaj bawiący wcześniej w klubie Tremere zniknęli jak na zawołanie, akurat w chwili wielkiej potrzeby. Bertrand chętnie skonsultowałby z nimi zaistniałą sytuację, zwłaszcza z regentem. Dochodzenie zlecone przez Księcia wcale nie musiało iść w parze z interesem Piramidy, a więzy lojalności miały dla Nicholasa znaczenie większe niż perspektywa wygnania z Nowego Orleanu.

Tym bardziej, że Marcel nawet słowem nie zakazał swym wybrańcom korzystania z pomocy innych Spokrewnionych. Tremere nie zamierzał oczywiście prosić regenta, by ten wykonał za niego ambitne zadanie, ale nie pogardziłby dobrą radą.
Jeszcze tej samej nocy, po zakończeniu brain stormu oraz łowach dla uzupełnienia zasobu vitae, Nicholas skontaktuje się z regentem prosząc o pilne spotkanie (MG zapewne podpowie jak się z nim skutecznie skomunikować).

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 kwietnia 2016, 08:43

Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994

Bradley nie miał zamiaru się specjalnie szczypać w jakiekolwiek podchody, tracić czas na popierdółki jak dzwonienie do "mamusi" lub na wysłuchiwanie wampirzej nowomowy. Czasu mieli niewiele. Do szesnastego lutego, środy popielcowej mieli raptem niecale dwa tygodnie. Na razie uważał, że towarzystwo w jakie wstąpił będzie raczej zbędnym balastem w dochodzeniu, ale intuicja cicho podpowiadała, że mogą jeszcze go pozytywnie zaskoczyć. Rozejrzał się wokół upewniając się, że Nosferatu zmienił momentalnie maskę i przemienił się w detektywa Kojaka. Wstał i bawiąc się nieco lubieżnie nieodłącznym serialowym rekwizytem detektywa - lizakiem i zaczął mówić niczym na policyjnej odprawie:

-Dobra. Sprawdzę jeszcze dziś te kule tradycyjnymi metodami. Zobaczymy czy uda się coś z nich dowiedzieć. - zpauzował na chwilę po czym spytał bardzo poważnym tonem: - Czy ktoś z was posiada dar Nadwrażliwości, bo niektórzy dotykiem potrafią wyczytać przeszłość przedmiotów. Każda poszlaka się liczy, nawet najgłupszy szczegół może nas naprowadzić na ślad jakiego szukamy. Priorytetem na tę chwilę jest ten cały Robert Carter. Jest gliniarzem i na razie jego traktujemy jako głównego podejrzanego. Jutro udam się na komendę i sprawdzę jego teczki. Zakładając, że parka z zaułka pracuje dla niego, to też będą mieli dossier w archiwum. A jeśli nie, to wtedy ugryziemy ich z innej strony. Mam jeszcze blachy vana. To też może być ślad, zobaczymy z czym uda się go połączyć. No i kto chce bogadać z Jake'm? Musimy się dowiedzieć, kto, gdzie, kiedy widział jego kumpla i potem drążyć aż dojdziemy do interesujących nas poszlak. No i są jeszcze dwie sprawy. Przydałyby się nam telefony komórkowe. Ja nie mam floty, żeby je fundować całej koterii. - Nosferatu wymownie spojrzał w stronę Arystokraty.

-No a druga rzecz, to czy ktoś ma wtyki w policji, bo może nie będę musiał ryzykować i dotrzemy do potrzebnych danych bezpieczniejszą drogą.
Podsumowując, Brad chce:
1. Sprawdzić Cartera
2. Sprawdzić vana
3. Poszukać info o blondynie i lasce z zaułka w kontekście ich ewentualnej współpracy z Carterem
4. Sprawdzić kule (jak da radę, to żeby jeszcze ktoś je nadwrażliwością pojechał).
5. Ustalić jak najwięcej o zaginięciu kumpla Jake'a. Jeśli dowiemy się jeszcze o innych zaginięciach, to nanosić je na mapę i próbować ustalić jakiś wzorzec.
6. No i oczywiście zrobić jak najwięcej researchu w shercknecie i innych źródłach.

Przed świtem Westwood uzupełni jeszcze zapas krwi.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 12 kwietnia 2016, 23:49

[center]Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994[/center]

Tok myślenia Bradley'a podobał się Silvio mimo wcześniejszego gniewu skierowanego w stronę Szczura. Dobrze mieć jednak kogoś, kto zna się na zdobywaniu informacji, myślał. Ciekawe tylko, ile uda mu się faktycznie wyciągnąć.

Bertone nie chciał się przyznać do wcześniejszego użycia Nadwrażliwości na nabojach, więc posunął się do małego fortelu:

- Obawiam się, że skanowanie kul na niewiele się zda. Kto trzymał je w ręku ostatni?
Miał cichą nadzieję, że nikt nie zwróci zbytniej uwagi na fakt, że to właśnie on miał je w rękach podczas ostatniej wizyty w tym klubie. Numery vana oraz tożsamość samego detektywa stanowiły same w sobie ciekawy trop, jednak Toreador zastanawiał się, czy ma jakiekolwiek dojścia, by samemu móc to sprawdzić, a przy okazji się wykazać w koterii.

Degenerat miał nadzieję, iż po uzyskaniu jakichś tropów będzie mógł je omówić w kręgu swojego klanu, Ktoś przecież musi znać jakichś śledczych, myślał.
Również, jak już wcześniej wspominałem, uzupełniam zapas krwi tej nocy w miarę możliwości.
Spoiler!
MG, jak to jest z tymi znajomościami? Ja to sam definiuję, czy przydzielane są one niejako z góry? Bo jestem ciekaw, czy mam znajomości w miejscowej policji.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 14 kwietnia 2016, 18:02

Klub "Zaćmienie"

Wysłuchawszy propozycji Westwooda Bertrand skwitował je niskim pomrukiem aprobaty. Dochodzenie wymagało sporej dozy ostrożności, pośpiech byłby w tym przypadku zgubny. Nosferat ogromnie się tej nocy Nicholasowi naraził, wystawił go na celownik Księcia i dopuścił do uszczerbku jego na reputacji, ale Tremere gotów był puścić część swych żalu w niepamięć - pod warunkiem wysokiej skuteczności Westwooda w zbieraniu informacji.

- Spotkajmy się tutaj jutro po zmierzchu - zaproponował zerkając ponownie na opinający rękę zegarek - Wtedy przedyskutujemy wyniki działań Bradleya i ustalimy kolejne kroki. Być może będę uzupełnić informacje o wiedzę pochodzącą z własnych źródeł.
Myślę, że to dobry moment na opuszczenie klubu. Nicholas musi do świtu załatwić dwie kwestie: dokarmianie oraz spotkanie z innymi Tremere w mieście (jeśli są tu dłużej lub/i posiadają wyższy status, mogą mieć jakieś infomacje na temat Cartera) - zależy mi też na radzie regenta, a przynajmniej poinformowaniu go o spotkaniu z Księciem, żeby nie było, że zatajam to przed Piramidą.

Proponuję, żeby z Brujahami pogadał Nosferatu - wydaje mi się, że do niego Anarchowie będą żywili najmniejszą pogardę (zważywszy na skład klanowy koterii).

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 15 kwietnia 2016, 08:23

[center]Klub Zaćmienie, Mardi Gras - luty 1994[/center]

Richard przez moment kalkulował słowa towarzyszy, po czym przemówił:

- Clever ideas, Bradley! Żeby była jasność odnośnie Brujahów - nie ma takie możliwości żebym miał z jednym z nich rozmawiać. Nie trawię sku*wysynów i myślę, że i oni nie darzą mnie zbytnią sympatią - ton głosu wampira z uprzejmego i zdradzającego zadowolenie błyskawicznie zmienił się przesycony agresją.

- Uważam za to, że Silvio wspaniale sprawdziłby się w tej roli - powiedział już spokojnym głosem Ventrue kierując swój wzrok na Toreadora - będziesz miał doskonałą okazję do poszerzenia grona swych fanów, choć wątpię by skuteczność tego działania wynosiła więcej niż zero - dodał w myślach. Spotkasz się z Jake'iem, może jeszcze jednym lub dwoma Brujahami. No nie mów, że nie mógłbyś tego zrobić dla dobra naszego śledztwa - rzekł z rozbrajającym uśmiechem Richard.

- Na początek warto byłoby sprawdzić te kule z pistoletu i numery vana. Nie mam niestety dojść na psach, ale dobrze dogaduję się z czwartą władzą - puścił oczko Arystokrata - poszukam wszelkich informacji prasowych odnośnie Cartera i zobaczymy co można się o nim dowiedzieć. Nie ma ludzi bez przeszłości. Aha, i zobaczę Bradley czy będę mógł spełnić twoją zachciankę, ale jeszcze niczego nie obiecuję.
Ventrue widzi, że jak na razie ciężar śledztwa spoczywa głównie na Westwoodzie i dąży do tego, żeby rozdzielić obowiązki pomiędzy poszczególnych członków koterii.
Jeżeli to koniec spotkania, to Richard wracając do domu wpadnie do jakiejś knajpki/baru/klubu disco na małe randez-vous przy barze z urodziwą, młodą lady i posili się nieco ;)

ODPOWIEDZ