Słuchając dobitnych słów księcia, noga Ventrue rozdygotała się na dobre niczym igła sejsmometru w czasie trzęsienia ziemi. Z każdym kolejnym zdaniem Richard zachowywał kamienną twarz, jednak wewnątrz robił się coraz mniejszy. W pomieszczeniu w którym siedzieli, zrobiło się wyraźnie cieplej. Now, we are done for good... Richard w myślach układał już sobie plan rozpoczęcia życia od nowa w innymi miejscu, co i tak było utopijno-optymistycznym zakończeniem tej awantury.
Przemknął spojrzeniem po pozostałych uczestnikach spotkania - na twarzach Nosferatu oraz Tremere'a malował się strach i niepewność, zaś niedoszły maestro Bertone skurczył się jak foliowa torebka wrzucona w ogień. Gdyby mógł, wcisnąłby się w szpary w kanapie i tam przeczekał gradobicie słów Marcela.
Wtem do pomieszczenia weszli Christopher i Anthony* studząc temperament swego ojca. Tak jakby ktoś otworzył okno, uff... Zmiana zdania przez Marcela nastąpiła tak gładko, że zbudziło to podejrzenia Ventrue. Gdy na dokładkę dorzucił "propozycję" rozwikłania zagadki porwań, całość splotła się w obraz niezbyt wyszukanej zagrywki psychologicznej. Niemal całe napięcie zeszło błyskawicznie z młodego wampira. Wstrząsy ustały.
Na słowa o podjęciu się zadania, Toreador wypełzł ze szczelin w kanapie i ...przemówił! Najwyraźniej policzył już wszystkie zgromadzone tam okruszki - pomyślał sarkastycznie Richard. Ciężka to będzie misja, bo team o takim zestawieniu bardziej nadaje się do pracy operacyjnej niż do działań w terenie. Zatem nie pozostało nic innego jak przyjąć "ofertę" księcia z uśmiechem nr 2 na twarzy:
- Oh, great idea, Marcel. Z przyjemnością zajmiemy się rozwikłaniem tej zagadki - zawtórował śpiewakowi Ventrue - co jeszcze mógłbyś nam powiedzieć odnośnie tej sprawy?