Wiktor ukrył twarz w dłoniach przymykając na chwilę zmęczone oczy. Chociaż noc okazała się dla niego wyjątkowo męczącym przeżyciem, po powrocie do domu nie potrafił zasnąć. Przewracał się w łóżku pół godziny, potem wstał wbew samemu sobie i zabrawszy z lodówki umieszczone tam próbki z krwią pojechał poprzez deszczową noc do swego gabinetu.
W drodze widział przez krótką chwilę migoczące na Wzgórzu niebieską poświatą światła policyjnych pojazdów, przypominające o tragedii, która się tam niedawno rozegrała.
Doktor Kruk korzystał na co dzień z usług laboratorium medycznego w Kołobrzegu, tam wysyłał wszelkie próbki do analizy. Miał jednak w swoim gabinecie nieskomplikowany analizator do badania krwi, z którego praktycznie nigdy nie korzystał, głównie z powodu małego zakresu testów diagnostycznych urządzenia.
Tym razem nie potrzebował jednak żadnych skomplikowanych analiz. Umieściwszy pobraną w domostwie Bukowskiego krew w urządzeniu spędził resztę nocy na czytaniu fachowej literatury. Burza dobiegła końca tuż przed świtem, mokry od deszczu świat powitał nadchodzący niemrawo blady chłodny poranek.
Analizator wydał z siebie serię donośnych piśnięć, zakomunikował wszem i wobec zakończenie pracy. Lekarz podniósł się z fotela, zerknął przelotnie na zawieszony na ścianie zegar. Dwadzieścia po dziesiątej rano. Dobry Boże, nic dziwnego, że kleiły mu się oczy.
Niewielka laserowa drukarka podłączona do stacji diagnostycznej zaszumiała cicho, wysunęło się z niej kilka kartek pokrytych równymi liniami tekstu uchodzącego w oczach ludzi spoza profesji lekarskiej za niezrozumiały medyczny żargon. Wręczone do ręki przeciętnego mieszkańca Dźwirzyna kompletnie nic by mu nie powiedziały, ale Wiktorowi wystarczył jeden rzut okiem na wykaz istotnych współczynników, by opuściła go narastająca uporczywie senność.
Analizator mógł mieć skromne spektrum zastosowań, ale jego producent wykluczał możliwość popełnienia rażących błędów w rezultatach testów, jeśli próbka nie była niczym zanieczyszczona.
Studiujący wzrokiem po raz wtóry tabelę współczynników Wiktor uznał, że istnieją tylko dwa wyjaśnienia dla wyników badania - albo próbka była niezwykle silnie zanieczyszczona albo analizator właśnie kompletnie sfiksował wbrew gwarancjom producenta.