Strona 6 z 16
: 02 kwietnia 2016, 16:50
autor: Keth
Gabinet doktora Kruka, niedziela 28 lutego 2016
Wiktor ukrył twarz w dłoniach przymykając na chwilę zmęczone oczy. Chociaż noc okazała się dla niego wyjątkowo męczącym przeżyciem, po powrocie do domu nie potrafił zasnąć. Przewracał się w łóżku pół godziny, potem wstał wbew samemu sobie i zabrawszy z lodówki umieszczone tam próbki z krwią pojechał poprzez deszczową noc do swego gabinetu.
W drodze widział przez krótką chwilę migoczące na Wzgórzu niebieską poświatą światła policyjnych pojazdów, przypominające o tragedii, która się tam niedawno rozegrała.
Doktor Kruk korzystał na co dzień z usług laboratorium medycznego w Kołobrzegu, tam wysyłał wszelkie próbki do analizy. Miał jednak w swoim gabinecie nieskomplikowany analizator do badania krwi, z którego praktycznie nigdy nie korzystał, głównie z powodu małego zakresu testów diagnostycznych urządzenia.
Tym razem nie potrzebował jednak żadnych skomplikowanych analiz. Umieściwszy pobraną w domostwie Bukowskiego krew w urządzeniu spędził resztę nocy na czytaniu fachowej literatury. Burza dobiegła końca tuż przed świtem, mokry od deszczu świat powitał nadchodzący niemrawo blady chłodny poranek.
Analizator wydał z siebie serię donośnych piśnięć, zakomunikował wszem i wobec zakończenie pracy. Lekarz podniósł się z fotela, zerknął przelotnie na zawieszony na ścianie zegar. Dwadzieścia po dziesiątej rano. Dobry Boże, nic dziwnego, że kleiły mu się oczy.
Niewielka laserowa drukarka podłączona do stacji diagnostycznej zaszumiała cicho, wysunęło się z niej kilka kartek pokrytych równymi liniami tekstu uchodzącego w oczach ludzi spoza profesji lekarskiej za niezrozumiały medyczny żargon. Wręczone do ręki przeciętnego mieszkańca Dźwirzyna kompletnie nic by mu nie powiedziały, ale Wiktorowi wystarczył jeden rzut okiem na wykaz istotnych współczynników, by opuściła go narastająca uporczywie senność.
Analizator mógł mieć skromne spektrum zastosowań, ale jego producent wykluczał możliwość popełnienia rażących błędów w rezultatach testów, jeśli próbka nie była niczym zanieczyszczona.
Studiujący wzrokiem po raz wtóry tabelę współczynników Wiktor uznał, że istnieją tylko dwa wyjaśnienia dla wyników badania - albo próbka była niezwykle silnie zanieczyszczona albo analizator właśnie kompletnie sfiksował wbrew gwarancjom producenta.
Centurion wrzucił pod moim wpisem technicznym emotkę z akceptacją propozycji działania, ale propozycje były dwie - uznałem zatem, że sam mogę zadecydować jako MG. Wybrałem opcję spędzenia nocy na badaniach pobranej w domostwie krwi (zużyta została jedna próbka, druga wciąż pozostaje w lodówce).
: 02 kwietnia 2016, 17:03
autor: Jarlaxle
W sumie to chciałem pojawić się na sumie

ale mnie ubiegłeś.
Zatem poczekam na pierwszych wychodzących by mieć pewność, że msza skończona i udam się do zakrystii. Może wybawię proboszcza od tłumu żądnych newsów parafian.
Przed wyjazdem z Kołobrzegu chciałem jeszcze kupić pre-paida. To do rozmów z naczelnym, bo jestem przekonany, że do operatora wpłynął już wniosek o podsłuch mojego stałego numeru.
: 02 kwietnia 2016, 18:20
autor: Keth
Dźwirzyno, niedziela 28 lutego 2016
Tydzień urlopu. Przesłuchiwany najdłużej z wszystkich uczestników wyprawy do domu Bukowskiego, posterunkowy Mazur mimo ogromnego zmęczenia nie zdołał zmrużyć oka aż do świtu. Niefortunny incydent z myśliwskim trofeum mógłby uchodzić za coś zabawnego, gdyby nie towarzyszące mu okoliczności, przez cały czas budzące w policjancie zimne ciarki. Właściciel posesji zniknął pozostawiając po sobie ogromną kałużę krwi i mimo obecności na miejscu potencjalnej zbrodni sporego zespołu dochodzeniowego nie został jeszcze odnaleziony.
Marcin miał na ten temat aktualne informacje, bo mimo swego zawieszenia - oficjalnie z powodu nadmiernego obciążenia emocjonalnego - już o siódmej rano pojechał na komisariat. Okupujący go śledczy z Kołobrzegu okazali miejscowemu gliniarzowi dość uprzejmości, by poinformować go, że Bukowski nadal się nie odnalazł i że nigdzie nie natrafiono na ślad ewentualnego sprawcy napaści. Potem, wciąż okazując głęboką uprzejmość, odesłali zawieszonego mundurowego do domu. Żaden z nich nawet słowem nie wspomniał o rozstrzelanym bezceremonialnie niedźwiedziu, ale idący do swego samochodu Mazur nie mógł się oprzeć wrażeniu, że odprowadzają go pełnymi drwiny spojrzeniami.
Nie miał pojęcia, czym mógłby się przez ten tydzień zająć. Praca w policji była jego życiem, jego pasją. Odsunięty od obowiązków, znalazł się znienacka w stanie zawieszenia poza rzeczywistością.
Burczenie żołądka uświadomiło mu jak bardzo zrobił się głodny. Dochodziła już jedenasta, a on od wczorajszego wieczoru niczego nie zjadł. Podjechał do otwartej w niedzielę niewielkiej piekarni przy rynku, zaparkował przy niej zamierzając kupić parę bułek.
Jego komórka zadźwięczała w rytmie popularnego przeboju, zaczęła wibrować w jednej z kieszeni kurtki. Wyjąwszy urządzenie zerknął pośpiesznie na jego cyfrowy wyświetlacz.
Natalia.
Odebrał bez zastanowienia, oczami wyobraźni oglądając okoloną kasztanowymi lokami twarz dziewczyny, jej wiecznie roześmiane żywe oczy i kształtne usta.
- Cześć, Marcin - w głośniku rozległ się natychmiast znajomy głos. Mazur stężał mimowolnie wyczuwając w nim dziwną niecodzienną nutę, zdradzającą nie dość dobrze skrywane zmieszanie. Bądź zaniepokojenie.
- Cześć, Nati. Coś się stało?
- Przepraszam, że niepokoję, ale wczoraj przytrafiło mi się coś dziwnego. W przychodni. Nie wiem, czy bardzo jesteś zajęty, ale może znalazłbyś chwilę, żeby do mnie podjechać?
Natalia Serman to dalsza kuzynka Mazura, bardzo ładna i inteligentna młoda kobieta, w której posterunkowy skrycie się podkochuje. Prowadzi w Dźwirzynie wyjątkowo mało dochodowy interes, mianowicie miniaturową przychodnię weterynaryjną. Oczywiście Marcin może mieć inne plany na ten dzień, ale może da się skusić na spotkanie?
: 02 kwietnia 2016, 20:52
autor: Fobetor
Dźwirzyno, niedziela 28 lutego 2016
Mam czas. - Dodając w myślach - Dla ciebie zawsze znajdę czas.
- Przyjadę do ciebie do pracy kiedy będziesz kończyć, pasuję?
-Tak to chyba będzie najodpowiedniejszy moment.
-Zatem do zobaczenia.
-Do zobaczenia - Po czym schował komórkę.
Na twarzy Mazura pojawił się chwilowo uśmiech. Jednak szybko znikł pod naporem wspomnień ostatnich wydarzeń. Mimo urlopu nie chciał być odsunięty od sprawy. Mimo wszystko chciał dowiedzieć się co tam się wydarzyło.
Przeszukał cały teren tej posiadłości i całe wzgórze w deszczu wiedząc, że są nikłe szanse na odnalezienie śladów sprawcy.
Drwiny za plecami przeszkadzały Mazurowi, jednak bardziej doskwierało mu to - że nie znalazł sprawcy, że zawiódł ofiarę, że nie zdołał pomóc komuś kto bardzo potrzebował jego umiejętności...
KHHH Znikać! Krwi było tak wiele - Krwi było naprawdę dużo a zaginięć ludzi... ale może to była zwierzęca krew?
W tym momencie przypomniał sobie, że doktor pobrał próbkę krwi z kałuży, pełen nadziei wyciągnął komórkę po raz drugi dzwoniąc do lekarza tym razem aby zapytać czy przeprowadził już analizę krwi.
Może to co Natalia chce mi powiedzieć jest również związane ze sprawą? A może po prostu moje założenia są gówno warte? Sprawdzę każdą z możliwych poszlak i dowiem się co się stało. Urlop czy nie dowiem się co się tam wydarzyło.
: 02 kwietnia 2016, 22:32
autor: Keth
Dźwirzyno, niedziela 28 lutego 2016
W piekarni nikogo nie było, co niespecjalnie dziwiło zważywszy na porę dnia. Zamieszkujący miasteczko ludzie uchodzili za względnie konserwatywnych, dlatego zdecydowana większość z nich była właśnie na nabożeństwie. Wysiadając z samochodu Mazur spojrzał w stronę widocznej w oddali dzwonnicy kościoła, dzięki usytuowaniu na wzniesieniu terenu widocznej ponad niższymi dachami kamienic.
Krążące wokół wysokiej wieży stado czarnych ptaków wydało mu się jakimś głęboko symbolicznym znakiem, metaforycznym wykrzyknikiem.
Telefon zadzwonił ponownie, na wyświetlaczu znów pojawiło się zdjęcie Natalii.
- Dawno się nie słyszeliśmy - rzucił do mikrofonu siląc się na wesołość.
- Marcin, przyjedź natychmiast - nuta niepokoju w głosie Natalii uległa niezaprzeczalnemu nasileniu, zaczynała brzmieć jak strach - Jestem w lecznicy. Musisz coś zobaczyć. Przyjedziesz?
Coś się chyba skomplikowało...
: 02 kwietnia 2016, 23:33
autor: Keth
Kościół, niedziela 28 lutego 2016
Zgodnie z przewidywaniami, natychmiast po zakończeniu mszy w zakrystii pojawiło się kilkanaście osób, przede wszystkim członków rady parafialnej. Osaczyli wspólnymi siłami nieszczęsnego proboszcza wypytując go o szczegóły policyjnej interwencji na Kruczym Wzgórzu.
- Co tam się stało, proszę księdza? - nie ustępowała w dochodzeniu nobliwa Marta Dobrzańska, przewodnicząca miejscowego kółka różańcowego, która w opinii proboszcza doskonale nadawała się na prokuratora - Napad? Kradzież?
- Obawiam się, że nie mogę zbyt wiele powiedzieć, jeszcze nie teraz - odparł wymijająco duchowny - To prawda, że wczoraj w nocy na Wzgórzu była policja. Pan Bukowsky podobno zaginął, jest poszukiwany. Czy ktoś z was może go widział?
Członkowie rady parafialnej wymienili między sobą niepewne spojrzenia, jeden po drugim zaprzeczyli ruchami głów.
- Przecież on prawie z domu nie wychodził - oznajmiła Dobrzańska - Odludek, odszczepieniec. Pewnie się ktoś skusił na te dolary, które podobno zakopał w ogrodzie.
- Dobrze się ksiądz czuje? - zapytał jeden z szafarzy, Artur Kulpok - Nie wygląda ksiądz za dobrze...
BG napastowany przez członków kółka różańcowego - dla niektórych graczy to doświadczenie warte utraty poczytalności! Czy proboszcz zechce przybliżyć wiernym zajścia minionej nocy czy zachowa je w tajemnicy?
: 03 kwietnia 2016, 13:36
autor: Jarlaxle
Ordycz przemknął przez prezbiterium i przeszedł przez sklepione ostrym łukiem odrzwia. Z irytacją zaobserwował, że wielu wyprzedziło go w tej drodze.
Widok proboszcza oblężonego przez grupę żywotnych starszych pań był nawet zabawny. Energia parafian dziwnie kontrastowała z chorobliwym zmęczeniem wypisanym na twarzy księdza.
Tomasz, także czuł zmęczenie i wcale nie chciał czekać, aż wszystko rozejdzie się po kościach. Zgromadzeni byli zdeterminowani w dążeniu do poznania szczegółów zdarzeń na wzgórzu w sposób, który w innych okolicznościach wzbudził by podziw reportera... ale nie dziś. Postanowił spróbować przerwać to ludowe przesłuchanie.
- Szczęść Boże! Nie przeszkadzam? - zakrzyknął ponad głowami rady parafialnej. - Mam nadzieję, że ksiądz proboszcz nie zapomniał o umówionym spotkaniu. - dodał wodząc wzrokiem po zgromadzeniu z fałszywym wyrazem zakłopotania na twarzy i zatrzymując się na zmęczonej twarzy duszpasterza.
"To jedyne koło ratunkowe jakie mam. Łap!" zdawały się mówić oczy Jarla.
: 03 kwietnia 2016, 15:26
autor: Centurion
Gabinet doktora Kruka, niedziela 28 lutego 2016
Wiktor nie należał do ludzi przesądnych, którzy wierzą w duchy, demony i zjawiska nadprzyrodzone. Uważał, że człowiek jeszcze bardzo mało wie o wszechświecie i niektórych rzeczy nie jesteśmy w stanie wytłumaczyć nauką którą dysponujemy. Jednak wczorajsza noc wprawiła go w niemałą konsternację i wywołała mętlik w głowie, który wraz ze zmęczeniem i brakiem snu przerodził sie w stan otępienia połączony z bólem w czasce.
Nie wiedzial już czy może ufać swoim oczom i rozumowi bowiem wyniki badań, które miał przed swoim obliczem, dodawały kolejny ciężarek na szalę zestresowania i niepokoju. Ich rezultat, zważywszy na okoliczności pochodzenia próbki krwi, był nieprawdopodobny. Dreszcz przeszedł po plecach doktora.
- Może... może analizator się zepsuł? - głucho wypowiedział spiechrzniętymi ustami aby następnie podejść do okna gabinetu i spojrzeć pustymi oczyma na okoliczne zabudowania Dźwirzyna. Gdybyś ktoś widział stojącego przy parapecie lekarza to mógłby pomyśleć, że ten zaraz się przewróci.
Potrzebuję pomocy z tą pieprzoną krwią i badaniami. Serman powinna być u siebie, w przychodni, a to jedyna osoba w okolicy, która może mi teraz pomóc.
Kruk, nie zastanawiając się już więcej, ubrał się i zabrał ze sobą fiolkę z krwią oraz kartki z wynikami badań. Przychodnię weterynaryjną od jego własnej dzielił spory kawał drogi toteż znów skorzystał z samochodu, choć zdawał sobie sprawę, że po nieprzespanej nocy nie może jechać za szybko i musi być ostrożny. Doktor rozpłynął się w starym ale wygodnym fotelu Volvo i włączył radio, żeby umilić sobie podróż.
: 03 kwietnia 2016, 18:02
autor: Fobetor
Dźwirzyno, niedziela 28 lutego 2016
-Zaraz u ciebie będę. Po czym roztłoczył się i szybko włożył telefon do kieszeni spodni.
Rozpoznał tą notę zaniepokojenia w jej głosie, to musiało być coś poważnego.
Wsiadł do auta wiedział, że jest to niedaleko jednak podjechanie na miejsce zajmie dosłownie parę minut.
Będę szybciej pomyślał.
: 03 kwietnia 2016, 18:55
autor: Knurion
Bezlitośnie brzęczący sygnał budzika wyrwał wyczerpanego księdza Marka z objęć głębokiego snu. Poprzez ból głowy przebijały się skrawki niepokojących myśli.
Nie ma możliwości aby te wszystkie zdarzenia były zbiegiem okoliczności. Zniszczone groby, dziwne informacje o zaginięciach psów i jeszcze ta cała afera na Kruczym Wzgórzy. Będę musiał zadzwonić do Mazura byćmoże dowiedział się czegoś więcej. W sumie to dobry z niego chłop muszę zaprosić jego kiedyś na plebanie na 'kropelkę' A teraz służba czeka.
Ksiądz oporządził się w oka mngnieniu. Nie miał apetytu więc wypił tylko dużą ilość wody i pognał do kościoła. Po mszy, został otoczony wianuszkiem parafian z którymi przeprowadził, krótką rozmowę.
- Pani Dobrzańska niewątpliwie dzieje się coś niedobrego ale narazie ciężko cokolwiek jednoznacznie stwierdzić. Jak będę wiedział coś więcej to poinformuję o tym parafian.
- Dobrze się ksiądz czuje? - zapytał jeden z szafarzy, Artur Kulpok - Nie wygląda ksiądz za dobrze...
Proboszcz uśmiechnął się blado do Artura i rzekł - Dziękuję za troskę najwidoczniej wydarzenia, które miały miejsce wczorajszej nocy wywarły na mnie głębsze piętno aniżeli przypuszczałem. Proszę pomódlcie się za mnie . - ks. Jeż poklepał po ramieniu Kulpoka .
Dostrzegł dziennikarza dlatego pożegnał się z parafianami i zawołał
- Panie Ordycz poczeka Pan chwilkę . Jedziemy na te groby zobaczymy czy coś dostrzerzemy osobliwego ? Dowiedział się pan może czegoś więcej ?
: 03 kwietnia 2016, 20:02
autor: Keth
Lecznica dla zwierząt, niedziela 28 lutego 2016
Lecznica Natalii znajdowała się na zachodnim krańcu miasteczka, na ogrodzonej wysokim parkanem parceli przy drodze wylotowej. Dziewczyna oddawała się swej pracy z ogromnym zaangażowaniem, toteż często przebywała tam również w niedzielę, chociaż oficjalnie lecznica była wówczas zamknięta. Marcin wiedział, że przebywające na terenie posesji zwierzęta, od przygarniętych bezpańskich psów po trzymane w klatkach egzotyczne ptaki, wymagały codziennej opieki, a Natalia była niezwykle konsekwentną kobietą.
Brama zagradzająca wjazd na parking była otwarta. Posterunkowy zjechał z drogi, zatrzymał swój samochód obok ciemnozielonego Volkswagena pani weterynarz. Nie potrafiąc się wciąż wyzbyć niepokoju zrodzonego drugim telefonem dziewczyny, odpiął pas bezpieczeństwa i otworzył drzwi wysiadając z wozu.
Nim zdążył przejść do drzwi lecznicy, na parking wjechał drugi samochód. Mazur odwrócił w kierunku bramy głowę i zmarszczył czoło dostrzegając zatrzymujące się za jego własnym pojazdem Volvo. Za kierownicą wozu siedział doktor Wiktor Kruk.
Cóż za niezwykły zbieg okoliczności! Dwaj moi BG spotkali się równocześnie w jednym miejscu. Zostawię Wam chwilkę na ewentualną konwersację, potem pchnę akcję dalej przenosząc ją do wnętrza lecznicy.
: 03 kwietnia 2016, 20:22
autor: Keth
Zabytkowy cmentarz, niedziela 28 lutego 2016
Proboszcz wyglądał jak ostatnie nieszczęście, ale Ordycz miał w sobie dość taktu, by tego stanu rzeczy nie komentować. Dojechali do starego cmentarza w piętnaście minut, zostawiając pod kościołem dziesiątki niespokojnych parafian, nie przejawiających ochoty do powrotu do domu.
Wedle słów księdza zabytkowy cmentarz miał ponad trzysta lat i wysiadający na dojazdowej drodze dziennikarz nie miał powodu, by w te zapewnienia nie uwierzyć. Stare grobowce były w wielu przypadkach tak zniszczone erozją, że nie sposób było odczytać niczego z ich tablic. Porastające je mchy przydawały całemu miejscu niezwykłej atmosfery.
- Ostatni zmarli zostali tu pochowani w czasie wojny - oznajmił proboszcz prowadząc gościa pomiędzy grobami - Przesiedleńcy zbudowali własny cmentarz w innej części miejscowości. Animozje narodowościowe, sam pan rozumie. Te zdewastowane nagrobki są tam. Proszę patrzeć pod nogi, łatwo się tu potknąć.
Oględziny uszkodzonych miejsc pochówku w osobnym wpisie...
: 04 kwietnia 2016, 15:13
autor: Centurion
Lecznica dla zwierząt, niedziela 28 lutego 2016
Dojechanie do lecznicy minęło jak z bicza strzelił. Zmęczenie i muzyka wprawiły doktora w trans przez co stracił poczucie upływu czasu. Zbliżając się do bramy przychodni weterynaryjnej zaczął przecierać oczy ze zdumienia. Zaraz obok samochodu panny Serman stał wóz policjanta Mazura.
Mam przywidzenia? Czy tam stoi auto tego Mazura? Cholera, podejrzane zrządzenie losu. No nic, może dowiem się czegoś nowego odnośnie sytuacji na Wzgórzu.
Kruk wyszedł z auta i zmierzył w kierunku policjanta stukając przy tym butami o kostkę brukową, którą wyłożona była ulica przed lecznicą. Okolica była bardzo odprężająca. Szum liści wprawianych w poruszenie morską bryzą był miodem dla uszu lekarza. Zbliżając się do postaci Mazura zauważył wyraz zaciekawienia na jego twarzy.
- Witam panie Mazur - wypowiedział Wiktor podając rękę policjantowi.
- Dzień dobry doktorze. Co pan tutaj robi? - zapytał ściskając rękę nowo przybyłego.
Witkor próbowałby skłamać gdyby miał do czynienia z kimś innym, ponieważ nie widział powdów do zwierzania się obcym, ale policjanta darzył zaufaniem i znał go od momentu przybycia do Dźwirzyna, wiec nie miał zahamowań przed powiedzeniem prawdy.
- Mój aparat do analizy krwi, który ma już swoje lata, przedstawił pewne wyniki. Nie daję jednak im pełnej wiary. Według jego odczytów krew należy do zwierzęcia, a mówiąc dokładniej - ryby. Co jak pan pewnie rozumie jest dość nienaturalne z uwagi na źródło pochodzenia substancji.
Kruk miał wrażenie, że policjant może go wziąć za niepoczytalnego. Przy obecnym zmęczeniu i nieobecnych oczach, które wydawały się patrzeć gdzieś daleko w przestrzeń, doktor nie mógł budzić zaufania.
- A pan w jakiej sprawie przybył w to miejsce? Jeśli oczywiście można zapytać, pamiętam o czymś takim jak tajemnica służbowa. - mówiąc to Wiktor skrzywił twarz w uśmiechu, a raczej grymasie go przypominającym.
: 05 kwietnia 2016, 10:14
autor: Fobetor
Lecznica dla zwierząt, niedziela 28 lutego 2016
Dwaj mężczyźni zbliżali się do wejścia do Lecznicy dla zwierząt. Zawiał porywisty wiatr.
-Ryby? -Wypowiedział z wielkim zaskoczeniem po czym dodał - Spodziewałem się krwi zwierzęcej typu psów. Czy coś takiego. Dobrze, że ryby a nie ludzka. Nie ma to jednak sensu. Dobrze pan robi, że chce ponowić testy. Jeśli można chwiałbym przy tym być. - Marcin zmarszczył brwi - Przyznam się, że nie spodziewałem się takiej układanki w tym śledztwie.
Jeśli to nie krew Pana Bukowskiego to co się tam wydarzyło, kim była kobieta która krzyczała? Tyle pytań i brak odpowiedzi.
-Natalia poprosiła żebym przyjechał tu do niej ma mi coś do powiedzenia. Przez telefon brzmiała dość niepokojąco. Jeśli będzie miało to związek z naszym śledztwie. Jeśli mogę się tak wyrazić.
Spojrzał doktorowi głęboko w oczy szukając zrozumienia w tej kwestii, które odnalazł.
- Proszę o dyskrecje. Czuje, że dzieje się tu coś bardzo dziwnego a wypływ nie pożądanych informacji mógłby wprowadzić zamęt. Musimy wiedzieć więcej co się tu dzieje.
Mazur złapał za klamkę drzwi do lecznicy w celu przejścia przez nie i poznania kolejnych puzzli układanki. Miał nadzieje, że Natalia rozjaśni mu nieco sytuacje.
W końcu nigdy nie wiadomo co może się przydać w tym momencie. Mały niby nic nieznaczący element może w końcu okazać się kluczowy w rozwiązaniu zagadki.
: 05 kwietnia 2016, 18:06
autor: Keth
Lecznica dla zwierząt, niedziela 28 lutego 2016
Natalia była na zapleczu lecznicy, w części przeznaczonej dla drobnych zwierząt domowych pozostających pod jej opieką. Zaalarmowana dźwiękiem zawieszonego przy drzwiach dzwonka, wychynęła z sąsiedniego pomieszczenia. Marcin westchnął w duchu lustrując spojrzeniem jej opięte ciasnymi dżinsami nogi i równie dopasowany czarny sweter.
Lecz kiedy ujrzał wyraz twarzy dziewczyny, skrywany podziw dla jej urody wyparował zastąpiony szczerym zaniepokojeniem.
- Pan doktor? - ogromnie czymś zmartwiona Natalia zmarszczyła czoło dostrzegając u boku Mazura nieoczekiwanego gościa, skinęła mu na powitanie głową - Marcin coś panu mówił?
- Czysty zbieg okoliczności - odpowiedział Wiktor - Wiem, że bywa tu pani w każdą niedzielę z rana. Przyjechałem z nietypową prośbą, wpadliśmy na siebie z panem posterunkowym na parkingu.
- Prosiłaś, żebym pilnie przyjechał - policjant postąpił krok do przodu - Co się właściwie stało?
- Sami spójrzcie - dziewczyna odsunęła się od wejścia na zaplecze, wskazała dłonią za próg. Na jej twarzy ponownie pojawił się wyraz zatroskania graniczącego z przestrachem.
Mazur pierwszy wszedł na zaplecze, przeciągnął wzrokiem po rzędach schludnych klatek dla małych zwierzątek. Nim jeszcze jego umysł pojął znaczenie rejestrowanych oczami obrazów, już poczuł się zaalarmowany niecodzienną w tym miejscu ciszą.
Natalia trzymała na zapleczu lecznicy kłapouche króliki, chomiki i ozdobne ptaki, bądź to akuratnie leczone bądź czekające na nowych właścicieli. Na co dzień cała ta menażeria wypełniała zaplecze czystą esencją beztroskiego życia oraz ptasim świergotem, ale tego posępnego poranka pomieszczenie zionęło martwą ciszą.
Zwierzęta wciąż były w zamkniętych klatkach, leżące pośród wysypanej z misek karmy, w kałużach wody wychlapanej z poideł. Tu i ówdzie na podłodze dostrzec można było barwne ptasie pióra z zakrwawionymi końcówkami.
- Padły w nocy, wszystkie - Natalia podniosła dłoń do ust nie potrafiąc już dłużej zapanować nad emocjami, jej oczy zaszkliły się w jednej chwili - Nie wiem jak to możliwe...
- Umarły w ślepej panice - doktor Kruk przyjrzał się niewielkim truchłom uważnym wzrokiem, starannie unikając widok łez w oczach dziewczyny - Widząc to zwłaszcza w przypadku ptaków. Biły skrzydełkami w pręty klatek, chciały uciec. Nie mam wiele wspólnego z weterynarią, ale sądzę, że coś wprawiło je w skrajne przerażenie, a związany z nim stres wywołał u wszystkich osobników ogólną niewydolność systemu krążeniowo-oddechowego.
Muszę coś Wam podpowiedzieć w celach klaryfikacji. Doktor Kruk jeszcze nic nie wie o licznych zgłoszeniach poprzedniego dnia o zaginionych psach (to wiedza Mazura). Druga kwestia to zasłyszany na Wzgórzu krzyk - to nie był głos kobiety, przypominał zdecydowanie wrzask grozy wydarty z męskiego gardła. Oczywiście posterunkowy siłą rzeczy musi skojarzyć śmierć zwierząt w lecznicy ze znikającymi psami, tylko jakie wyciągnie z tego wnioski?