Strona 6 z 42

: 12 czerwca 2016, 00:14
autor: Waylander
Snowid starł się jak najdokładniej przyjrzeć ciału kobiety aby zapamiętać jak najwięcej detali ubioru i tym podobnych rzeczy. Miał nadzieje że pozwoli im to rozpoznać ściganych w razie wątpliwości. Ostatnie czego chciał to wymordować grupę niewinnych wędrowców.
Po chwili wypowiedział lekko niepewnym głosem sugestie która przyszła mu do głowy:

- Mają nad nami sporą przewagę, pościg może nam zabrać sporo czasu. Może dobrym pomysłem byłoby pobiec do domu po worek z prowiantem? Zajmie to chwilę ale gdyby pościg przeciągnął się do kilku dni to nie musielibyśmy marnować czasu na zdobywanie żywności co zwróci nam czas z nawiązką. Reszta w tym czasie ruszyła by już w drogę idąc po śladach.
Mistrzu jedno pytanie, czy w naszej osadzie mamy psy? Jeśli tak to sądzę że najlepiej byłoby zabrać chociaż jednego w razie wyrażenia zgody na powrót. Co jak co ale psi węch w trakcie tropienia kogoś to potężny atut.

P.S. Mam nadzieje że nikt nie ma mi za złe że moja postać wyraziła sugestię o zapasach. Po prostu też o tym pomyślałem czytając posty ;).

: 12 czerwca 2016, 00:46
autor: 8art
Yuran z Draganem byli zasadniczo gotowi do pościgu. Bedąc od pewnego czasu poza osadą, mieli ze sobą trochę wody i prowiantu, ale reszta grupy była kompletnie nie gotowa. Ścigani mieli co najmniej kilkanaście godzin przewagi. Sporo, ale jeśli ich stan fizyczny był podobny do starej, to znaczy byli wygłodzeni i zmęczeni, to przywykłych do długich marszy myśliwych, kilkanaście godzin nie stanowiło wyzwania. O ile reszta grupy dotrzyma kroku wytrzymałym braciom. Nawet jeśli szliby wolniej, to i tak poruszać się będą sporo szybciej niż wycieńczeni uciekinierzy. Po za tym domyślał się, że grupa nie będzie zacierała śladów, pozwalając na szybki marsz. Wielki Polanin szybko przekalkulował ile czasu zaoszczędzą zabierając ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy, tym samym nie musząc sie potem troszczyć o czasochłonne polowania czy poszukiwania czystej wody.

- Dobrze gada Snowid. Przygotowanie się i zabranie prowiantu zaoszczędzi czasu. Nie bydymy musieli polować po drodze, tylko ścigać łajdaków. Taką grupę wytropimy nawet jeśli zacznie padać. Trop zostawiają jak stado bydła.
Yuran wyrazi swoje zdanie Markusowi. W końcu obaj z Draganem są myśliwymi, więc wiedzą co mówią. Yuran jako starszy wiekiem i rangą wyrazi się pierwszy.

: 12 czerwca 2016, 11:51
autor: namakemono
Może zatem Yuran i Dragan już ruszą za ściganymi, zostawiając po drodze czytelne ślady, reszta czym prędzej wróci do wioski, żeby szybko spakować niezbędne wyposażenie. Bracia w tym czasie posuną się naprzód, reszta szybko ich dogoni. W ten sposób stracimy mniej czasu, niż gdybyśmy wszyscy wrócili do wioski, a później wrócili do punktu wyjścia, żeby z opóźnieniem rozpocząć pościg od miejsca, w którym właśnie jesteśmy.

: 12 czerwca 2016, 12:14
autor: Jarlaxle
Dragan ucieszył się, że nie on jeden uznał pośpiech za nieroztropny.
- To nie polowanie, - dodał - idziemy właściwie na wojnę. Dogonimy te łajzy, ale już nie na naszym terenie. Za dużą maja nad nami przewagę. To oznacza, że możemy spotkać więcej przeciwników niż tylko tę złodziejską rejzę.
- Prócz zapasów potrzeba nam więcej broni - potrząsnął włócznią, która była jego jedynym uzbrojeniem na rutynowym obchodzie sideł - oraz pancerzy. - wskazał na kilku odzianych w "ubrania robocze" - Przygotowania nie zajmą nam więcej niż godzinę.

Zerknął na dziwnie poruszonego Markusa, oceniając na ile ich wystąpienie przekonało przywódcę.
Nie wiemy gdzie pójdzie grupa po opuszczeniu naszych terenów.
Starszyzna powinna rozważyć konsekwencje. Nie było by dobrze, gdyby nasz pościg został odebrany przez sąsiadów jako agresja i wywołał konflikt.

: 12 czerwca 2016, 17:38
autor: dretch
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]

Gerard długo przyglądał się babie leżącej we wnykach. Patrząc na jej wypukłe, naciągnięte piersi, długie wygięte nogi i ciało prężące się w konwulsjach - miał przed obrazem jakąś zmorę niż Babe jagę z opowieści i czytanek Gerdy. Oglądał również reakcję zebranych. Nie przypuszczał, że obcy mogą zostawić na pastwę losu kogoś ze swojej grupy. Myśląc o tym zaczął kipieć również jak jego ojciec.

Patrzył jak baba wiła się niczym wąż pochwycony w drewniany chwytak. Jego oczy wodziły od jej zakrwawionej nogi, aż po oplutą mazią twarz. Słysząc rozmowę pomiędzy jędzą, a Markusem coraz to bardziej czuł niedowierzanie, że to wszystko spotkało ich, zastawiał się również o czym nie powiedział im Markus.

Z natłoku myśli wyrwało go słowo przywódcy.

Zabić! Wszystkich bez wyjątku.

Popatrzył na Markusa, a później na Antona z niedowierzaniem. Jednak ich twarze wyrażały bardzo stanowczą postawę. Młody anabaptysta wiedział, że to nie czas na gierki, sarkazm i dodatkowe pytania. Całe szczęście ktoś z grupy zaproponował powrót do Koronapanu po prowiant. Wszak rudzielec, zabrał ze sobą podstawowe zapasy na dzień wędrówki, potrafił co prawda zadbać o siebie, oczyścić wodę, czy nastawić sidła na zające. Jednak to nie były jego mocne strony i wolał lepiej się przygotować.

- Na św. Rabisa wymierzymy im sprawiedliwą karę dla nas dla Koronapanu - Rudzielec odezwał się patrząc na ojca, szukając w jego oczach nuty wsparcia.

Będę gotowy muszę tylko zabrać kilka rzeczy z domu, kto wraca?
Wracam z grupą do centrum. Zabieram zatem jeszcze ubranie wzmacniane metalowymi płytki zapewniające większa ochronę przed atakami niż robocze ubranie. Oraz prowiant na kilka dni, mam nadzieje, że Gerda nie obrazi się jak zakoszę z domu kawałki wędzonego mięsa oraz dwa dodatkowe butelki wody? Zabieram tez kilof i jak najszybciej melduję gotowość we wskazanym miejscu zbiórki.

: 12 czerwca 2016, 17:58
autor: namakemono
Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale jeśli wszyscy wrócimy do wioski, żeby spakować plecaczki, to zbiegowie zwiększą dystans, a bagaż będzie nas obciążał. Wydaje mi się, że część pożywienia i wody zdobędziemy po drodze (spokojnie możemy się rozdzielić, część będzie tropić dalej, a część, jeśli będzie to potrzebne, nazbiera jagódek, poziomek, grzybków i upoluje zająca), jako pościg nie musimy zacierać za sobą śladów, a zbiegowie też muszą pozyskiwać żywność i wodę (będą szukać strumieni, a my skorzystamy z tych samych źródeł wody bez straty czasu na poszukiwania). Po prostu pamiętajmy, że to jest pościg, a nie biwak. Proponuję zabrać suszone mięso, jakieś suchary, trochę wody i nic więcej. Z bronią też nie należy przesadzać, jeśli ktoś ma włócznię, to chyba nie ma potrzeby brać jeszcze topora, trzech noży, i jeszcze jednej włóczni, tak na wszelki wypadek. Wszyscy mamy wątpliwości co to celu misji, szczególnie od strony moralnej, ale jak na razie wiemy, że zagrożone jest bezpieczeństwo Koronapanu. Jeśli chcemy rozjaśnić nieco sytuację, to pierwszym krokiem będzie wykonanie pierwszej części polecenia Marcusa, a nie uda nam się to, jeśli się nie pospieszymy.

Edit: Trzeba by się zastanowić dlaczego zostawili babę. Albo się rozdzielili i baba wpadłszy we wnyki była bezsilna pozbawiona kontaktu z grupą, albo może grupa była za słaba, żeby pomóc babie w opresji. Znaczyło by to, że nie mamy się czego obawiać, jeśli chodzi o siłę fizyczną. Tak czy inaczej warto się nad tym zastanowić.

Albo była teściową jednego z bandziorów, a ten upiekł dwie pieczenie przy jednym ogniu: zostawił fałszywy ślad i pozbył się wrednej teściówki.

: 12 czerwca 2016, 19:58
autor: Waylander
Oczywiście Snowid o tym raczej nie wie ale mi ich zachowanie kojarzy się z kultem "apolaptików". Są w końcu znani z tego że żyją z przeróżnych kradzieży i handlu używkami, w tym Burnem. Po za tym panuje u nich swoisty kult młodości który powoduje że wypychają ze swoich grup starych członków w mniej lub bardziej subtelny sposób.

Mistrzu jaki dystans w ogóle dzieli nas od domu? Bo mi się wydaje że jesteśmy naprawdę blisko może z jakiś kilometr góra dwa od wioski, mylę się?

W sumie poruszono ważny temat, w wypadku napotkania innych mieszkańców okolicy mamy ich informować o tym że ścigamy niebezpiecznych złodziei czy zachować milczenie. A co ważniejsze gdybyśmy dogonili złodziei którzy rozmawiali by w tym czasie np. z dzikimi Liszajami to co mamy zrobić, zabić wszystkich?

: 13 czerwca 2016, 10:09
autor: el009
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]

Werk był w lekkim szoku. Jeszcze wczoraj Koronapan był senną wioską, odciętą od świata i żyjącą swoim własnym, powolnym rytmem. Miejscem, gdzie mógł spokojnie pracować i czuł się bezpiecznie. I w ciągu kilku godzin sytuacja stanęła na głowie. Kradzież, sabotaż, tropienie obcych. Uważał, że to zdecydowanie zbyt wiele jak na jeden dzień. Był zadowolony, że nie wyznaczono go do grupy pościgowej. Wolał zostać w wiosce i zająć się czymś pożytecznym, praca go uspokajała. Szklaneczka samogonu i cycuszki Eleni mogłyby uspokoić go jeszcze skuteczniej a tych na pewno nie znajdzie w bezkresnych puszczach.

Ja, ja... Das ist kajn arbajt dla mnie. - mruknął w stronę otaczających go łowców - Ich muss maszynę ganc repariren, będzie szwer ale dam radę, ja, ja...

Bayer nie uważał się za wojownika, owszem w sytuacji zagrożenia nie wahał się przed odstrzeleniem cudzej głowy ale pchać się do lasu, w potencjalną zasadzkę zarażonych dzikusów? Zupełnie go ta perspektywa nie kusiła.
Jeżeli nikt nie wyrazi sprzeciwu to mechanik dyskretnie się ulotni. Zacząłbym od inspekcji magazynu i załatania dziury w ścianę, potem naprawa młóckarni i może pomyślę nad jakimś systemem wczesnego ostrzegania?

: 13 czerwca 2016, 14:50
autor: Keth
Wpisy fabularne niebawem, teraz zaś na szybko pewne klaryfikacje. Niestety, nie macie w osadzie żadnych psów, napomknąłem o tym już wcześniej tu i tam. Istnieje opcja kupienia tresowanych wulfów od osmańskich kupców, ale dotąd Koronapanu nie było na to stać.

Osada jest w odległości kwadransa biegu od miejsca odkrycia staruchy, więc zabranie prowiantu i sprzętu zajmie Wam naprawdę niewiele czasu - rozkazy Markusa wydają się być podyktowane nie tyle potrzebą chwili, co nienaturalnym wzburzeniem. Do tej pory raczej nikt nie wdawał się z nim w dyskusje, więc chyba przeżył pewnego rodzaju wstrząs.

Aby sprawdzić, na ile będzie podatny na Wasze argumenty, wykonam wieczorem testy sporne pomiędzy nim i Wami!

: 13 czerwca 2016, 16:10
autor: Jarlaxle
namakemono napisał(a):
(...) spokojnie możemy się rozdzielić, część będzie tropić dalej, a część, jeśli będzie to potrzebne, nazbiera jagódek, poziomek, grzybków i upoluje zająca (...) Po prostu pamiętajmy, że to jest pościg, a nie biwak.
:D no właśnie dlatego, że to nie biwak, nie powinniśmy zajmować się zbieractwem :D
Zestawu noży na zapas też nie trzeba, ale np. łukiem nie pogardzę.

I tak nie dogonimy ich na "naszej" ziemi. Zatem ważniejsze jest gdzie wyjdą z naszego lasu i co zrobimy jak spotkamy niezadowolonych, którzy nie zechcą nas biegających po "ich" ziemi.

"Zabijcie ich wszystkich"... i każdego kto stanie między nami? Taki przejaw histerii u szefa budzi moje szczere obawy.

Jeśli będzie trzeba, to rzucę mu w twarz, że histeryzuje. Jedyna moja nadzieja w warstwie fabularnej, bo umiejek charyzmatycznych mam wszystkiego 1k6 :o

: 13 czerwca 2016, 17:11
autor: namakemono
Zgadzam się, że pobudki Marcusa są wątpliwe. Trzeba będzie to zweryfikować, ale nie uda nam się to, póki nie zakończymy pościgu. Swoją drogą nie mamy najmniejszych podstaw do kwestionowania poleceń starszyzny. W postapokaliptycznych czasach bezwzględna ochrona społeczności jest absolutnym priorytetem, dla którego cel uświęca środki. Dlatego póki nie poznamy prawdziwych pobudek Marcusa, zgadzam się z nim w kwestii ściganych. Nawet teraz mogą być dla nas zagrożeniem, znając słabości naszej obrony, które mogą przekazać naszym wrogom. O zagrożeniu epidemiologicznym nawet nie wspominam.

: 13 czerwca 2016, 20:17
autor: Keth
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Skonfrontowany z argumentami swoich współplemieńców, Markus na krótką chwilę jakby stracił rezon. Obserwujący go uważnie Bayer uświadomił sobie, że pierwszy raz był świadkiem sytuacji, w której polecenia Markusa nie zostały wykonane od ręki. Była to scena tak niezwyczajna, że Borkanin poczuł w duszy wrażenie zaistnienia czegoś, co w Koronapanie praktycznie nigdy nie miało miejsca: niesubordynacji.

- I ciągle nie wiem, co mamy zrobić, jeśli prócz tamtych natrafimy na innych obcych, jehammedańskich kupców albo dzikich - powtórzył zasępiony Dragan, wwiercający się w Markusa wzrokiem - Świadków też mamy zabić?

- Tropy biegną na południowy zachód - powiedział Markus, a w jego głosie ponownie pojawiła się nuta zwyczajowego zdecydowania - Od dawna nie trafiliśmy tam na niczyje ślady, przynajmniej do Nawiedzonych Ruin. Miejscowi dzicy się tam nie zapuszczają, nie znam też żadnych szlaków kupieckich w tamtej okolicy. To dzicz jeszcze większa niż puszcza na północy czy wschodzie.

- Jeśli będzie trzeba, ja podejmę decyzję - wtrącił stający u boku Markusa Anton. Rosły ojciec Gerarda wciąż był czerwony z wściekłości, a jego głos dygotał od kipiącej w sercu wściekłości - Powinniśmy wszyscy modlić się w drodze, by Bóg ochronił nas przed zakusami Demiurga, zwłaszcza ci stroniący na co dzień od prawdziwej wiary. Jeśli Pan tak zechce, niewinni nie skrzyżują swych ścieżek z tymi przeklętnikami.

Surowe spojrzenie anabaptysty zatrzymało się na postaciach obu zbrojnych we włócznie polańskich braci. Yuran i Dragan wymienili między sobą szybkie spojrzenia, po raz kolejny utrwalając się w przeświadczeniu, że Anton wiedział równie wiele co Markus na temat obcych i reprezentowanego przez nich niebezpieczeństwa - dla obu braci pełnego tajemnic i niedopowiedzeń.

- Dobrze, wróćcie do wioski po niezbędny sprzęt - zgodził się w końcu Markus przyglądając się z dużo spokojniejszym obliczem Snowidowi i Draganowi - Ale nie wolno wam mitrężyć czasu, naprawdę. Muszę was poprosić o okazanie zaufania dla mego osądu. Ci ludzie są bardzo niebezpieczni, dużo bardziej niż wam się może wydawać... Werk, a ty dokąd?

Wycofujący się chyłkiem mechanik stężał pochwycony przez Markusa wzrokiem, wzruszył bezradnie ramionami.

- Twoi bracia będą potrzebowali każdej pary rąk - oznajmił surowo przywódca osady - Pójdziesz z nimi, przecież masz kulomiot!
Jako się rzekło, w ruch poszły kostki. Dla Markusa wykonałem test CHA+Leadership, dla jego oponentów CHA+Negotiation. Zasady mówią, że poziomem trudności w teście jest najlepszy wynik - inaczej mówiąc, zwycięża postać z największą ilością sukcesów.

Markus ma CH 4 + Leadership 4, razem 8 kości (3, 4, 3, 4, 2, 4, 5, 6) - pięć sukcesów, jeden trigger. Dragan 1 kostka, Yuran 1 kostka, Snowid 1 kostka (wszyscy mają jeden punt CHA, ale zero w umiejętności Negocjacje). Rzuciłem 3k6 z wynikiem 2, 1, 5. Przegraliście ten test z kretesem, ale ku zaskoczeniu wszystkich Markus jednak przystał na propozycję uzupełnienia zapasów... na zmianę jego decyzji nie wpłynęły zatem Wasze argumenty, a jakiś inny czynnik...

: 17 czerwca 2016, 08:15
autor: el009
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]

Aber ja jestem kajn jeger, gdzie mnie do lasu... - mruknął niezadowolony Werk - Ciekaw jestem kto będzie reperował maszyny jak mnie dzikusy zjedzą. Ale jak mus to mus.

Bayer zrobił w myślach krótką listę rzeczy, których potrzebował. Zabranie złomiarskiego wózeczka na bezdroża mijało się z celem, więc ekwipunek musiał być ograniczony do minimum.
Zabiorę strzelbę, wszystkie 4 naboje, płaszcz, nóż i nieco prowiantu.

: 17 czerwca 2016, 14:36
autor: Jarlaxle
Dragan wpadł do domu jak burza. Skierował się do swojej izby, a zdziwionej siostrze rzucił tylko przez ramię - Szykuj nasze plecaki na czarną godzinę!

Zamknąwszy się w izbie zaczął kompletować resztę ekwipunku. Wziął shajdak z łukiem, sprawdził czy jest tam druga cięciwa, uzupełnił strzały. Wziął pojemniczek z trucizną. Przez moment zastanawiał się czy nie nanieść jej na groty, ale stwierdził, że przez dzień, może dwa, nie spotkają rabusiów, więc będzie na to jeszcze czas, wszak trucizna winna być świeża.

Otworzył skrzynię "na wojenny czas". Pokłonił się po czterokroć czterem duchom wiatrów i wyjął z niej skórzany zawój, kilka pojemników i małą skrzyneczkę.
Ukląkł i w skupieniu nastroszył włosy na czubku głowy barwionym na czerwono tłuszczem zwierzęcym, Następnie naniósł wojenne barwy na tors, ramiona i twarz.
Rozwinął skórzany zawój i z zadowoleniem spojrzał na błyszczącą, dobrze naostrzoną i naoliwioną klingę. Zakupił ją na targu we Wrocławiu w ubiegłym roku. To nie była broń myśliwska. To była broń do zabijania w czasie wojny. Nie przypuszczał, że będzie musiał po nią sięgnąć tak szybko.
Przypasał broń i otworzył małą skrzyneczkę. Był w niej ryngraf - wojenny totem Dragana. Błyszcząca blaszka, na której pieczołowicie, przez wiele godzin, wytłoczył wizerunek dzikiego kota w skoku. Taki sam, jak ten na opasce, którą znalazł podczas pierwszych łowów. Zdjął oryginał i schował do skrzyneczki, a trwały "model bitewny" zawiesił na piersi.
Uniósł w górę ręce z zakrzywionymi palcami, jakby chciał rozdrapać sufit i wyrzucił z siebie donośny, nieludzki ryk, od którego zadrżały ściany.

Wszedł do głównej izby. Ze stojaka zabrał skórznię.
Podszedł do bladej siostry i wziął z jej rąk plecak. Chciała o coś zapytać, ale zdecydowanie pokręcił głową. Delikatnie pogłaskał ją po twarzy i rzekł - Wrócimy niebawem. Bądź dobra, nie zasmucaj naszego brata. - powiedział, mając na myśli negatywne emocje, jakie wzbudzają u Yurana miłosne przygody Eleni.
- Nie chcę by się rozpraszał - dodał, uśmiechnął się lekko i wyszedł.

Obrazek
Dragan zabrał skórznię, włócznię, khopesh oraz łuk i 20 strzał +trucizna uwarzona z naturalnych składników.

W plecaku ma suszone mięso, kawałki twardego wędzonego sera, tykwę z wodą, szarpie i zioła do opatrywania ran, niezbędnik survivalowy ;) czyli coś do rozpalania ognia, naczynie do zagotowania np. wody, haczyki i linki/żyłki, nóż itp.
Ma też używki - fajkę i tytoń (choć na palenie raczej czasu nie będzie) i posiekany ostrokrzew, z którego robi energy drink, bo nie musi być zalewany wrzątkiem (takie postapokaliptyczne yerba mate).

Modlitwa i "makijaż" zabrały mu ok. 15-20 minut, plecak był spakowany, więc po nie więcej niż 0,5h maszeruje prosto do wyznaczonego punktu zbornego.

: 17 czerwca 2016, 22:45
autor: Keth
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Niecałe pół godziny wystarczyło, by niemal wszyscy mieszkańcy osady zorientowali się, że dzieje się coś złego. Gromada nienaturalnie spiętych mężczyzn, w przeważającej mierze młodych i przynależących do koronapańskiej milicji, przemknęła ulicami osady w kierunku swoich domostw ignorując niespokojne pytania ziomków. Sprzątający wokół uszkodzonej maszyny do młócenia osadnicy jęli się gromadzić w niewielkich grupkach, komentując żywo dziwną aktywność współplemieńców.

Atmosferę z miejsca podgrzały gniewne okrzyki dobiegające z domostwa Antona i Gerdy, zakończone wysokim trzaskiem zatrzaśniętych z całej siły drzwi. Przywódca miejscowych anabaptystów i jego najstarszy syn wypadli z drewnianej chaty ścigani przez rozzłoszczoną czymś żonę i matkę, objuczeni tobołkami zdradzającymi chęć niezwłocznego opuszczenia Koronapanu.

- Anton, dokąd wyruszacie?! - zakrzyknął schodzący z wieży strażniczej Rudolf - Co się stało?!

Ojciec Gerarda zawahał się na ułamek chwili, ale zaraz odzyskał rezon spoglądając na pytającego surowym wzrokiem.

- Wściekle borsuki! - rzucił potrząsając zaciśniętą pięścią - Yuran i Dragan je odkryli w gnieździe! Przerośnięte jak pomiot Demiurga, żądne mięsa! Markus wybrał drużynę, która je wytłucze, a reszta ma siedzieć w osadzie i nosa nie wystawiać!

Rudolf zrobił dziwną minę. Otworzył usta chcąc chyba zaoponować, ale mowę odebrał mu natychmiast widok nadbiegającego środkiem uliczki Dragana. Rosły Polanin miał twarz pokrytą kompletnym bitewnym malunkiem, przydającym myśliwemu wyglądu leśnego demona.

- Niech nas duchy przodków mają w opiece! - stara Zenobia podniosła przeraźliwy lament, kiedy jej nękane zaćmą oczy dostrzegł odległego na wyciągnięcie ręki Dragana - Borsułak! Uciekajcie, uciekajcie!

- Zamilcz, szalona kobieto! - sarknął głośno Anton - Wracajcie do domostw, zaprzyjcie drzwi! Kiedy wrócimy, niebezpieczeństwo zostanie zażegnane!

- Lepiej na siebie uważajcie - powiedział nagle Rudolf, spoglądający na coś ponad ramieniem wyraźnie zatroskanego Werka - Dziwne te borsuki, ani chybi bardzo niebezpieczne! Nauczyły się ogień podkładać czy co?

Ostatnie słowa strażnika miały być w zamierzeniu sarkazmem, ale ich drwiący ton nie zdołał ukryć do końca zaniepokojenia Rudolfa. Odwracając twarze w tym samym kierunku osadnicy ujrzeli wyrastający ponad wysokie korony drzew słup czarnego dymu.

- Po to mu były potrzebne te kanistry - mruknął ze zgrozą któryś z członków patrolu - Do palenia...
Wszyscy już chyba gotowi do drogi, co?