Posterunek Epsilon 420, Baraban, 100.827.M41
Walka między dzikimi xenos a żołnierzami Imperium rozgorzała z nową mocą. Horda krootów bez wytchnienia szturmowała barykadę a broniący jej oddział gwardzistów topniał w oczach. Obcy nie znali litości, szeregowcy ginęli od ciosów maczet, zakrzywionych ostrzy i z gardłami rozszarpanymi zębami ogarów, a jednak pojawienie się bohaterskich Astartes wlało w ich serca nową nadzieję i nie bacząc na straty stawiali twardy opór fali xenos jakby bronili Pałacu Imperialnego a nie zagubionego w lesie posterunku na spustoszonej planecie.
Erias otoczony przez wrogów bitewnymi okrzykami zagrzewał żołnierzy do walki. Energetyczne ostrze zataczało szerokie łuki w błyskawicznych cięciach a tam, gdzie przemknęło ciała xenos waliły się na ziemię zostawiając luki w ich szeregach. Krootowie byli dziesiątkowani, nie mogąc równać się z furią Czarnego Templariusza. Na ich dzikich obliczach zaczynało malować się zwątpienie a chwilę później lęk. Gigant w czarnym pancerzu wydawał się niewrażliwy na ich ataki a każdy jego cios przynosił śmierć pobratymcom.
Żelazny Wąż uznał problem artylerii krootów za rozwiązany. Teraz najistotniejsze wydało mu się udzielenie pomocy walczącemu w osamotnieniu Eriasowi.
- Ragnar, Leonatos, zajmijcie pozycje na dachu tego bunkra. - powiedział, wskazując opancerzoną dłonią na niemal całkowicie strzaskaną kopułę ze zbrojonego betonu - Ja posadzę ścigacz za barykadę i dołączę do walki.
Dewastatorzy skinęli głowami i jak na komendę odpalili uprzęże grawitacyjne. Ragnar szybko korygował trajektorię. Wiedział, że paliwa wystarczy mu tylko na kilka sekund a uprząż, przeznaczona dla oddziałów zwiadowczych, nie poradzi sobie z jego masą. Z impetem uderzył o strop schronu, drobne odłamki betonu pomknęły na wszystkie strony. Wilk zajął wygodną pozycję, zwracając ciężki bolter w stronę wroga.
Leonatos miał jednak inny plan. Gwałtowny impuls z obu dysz wyrzucił go wysoko w górę, Krwawy Anioł, podobnie jak wszyscy jego bracia, uwielbiał błyskawiczne ataki z powietrza. Postanowił zaryzykować, wierząc że suspensor ustabilizuje broń na tyle, by oddać celną serię mimo braku oparcia. Ciężki bolter zagrzmiał złowrogo a ogromne pociski spadły na niespodziewającego się wroga, eksplodując w ciałach trafionych krootów i zasupując ich towarzyszy odłamkami gorącego metalu i kości. Tylne szeregi nacierających xenos w mgnieniu oka zmieniły się w rząd martwych bądź wijących się w agonii ciał. Dewastator skorygował trajektorię, zmienioną przez potworny odrzut broni i wylądował miękko tuż obok Kosmicznego Wilka.
Tiberius wolał działać z ukrycia, uderzając precyzyjnie i w dogodnym momencie. Wyskoczył ze ścigacza chwilę przed marines z ciężką broń planując lądowanie na flance wroga. Z tej pozycji mógłby reagować na zmiany na polu bitwy, wspierając braci ostrzałem lub szarżą. Już w locie zauważył, że jeden z xenos próbuje dosiąść osamotnionego krootoxa. Kruk wyrecytował w myślach inwokację do Prymarchy, wpajaną mu od początku szkolenia, by skupić myśli i uspokoić rękę. Wystrzelił tylko jeden pocisk, trafiając wroga w pierś i strącając go z siodła. Siła eksplozji rozerwała jego muskularne ciało.
Atakowana zewsząd horda obcych była już mocno przerzedzona a w ich sercach pojawił się strach. Krootowie odstąpili od barykady, cofając się trwożliwie przed gniewem Aniołów Śmierci. Jeden z xenos pozostał samotnie na przedpolu. Jego sylwetka górowała nad pobratymcami a muskularne ciało pokrywały liczne blizny. W jego dłoniach spoczywało łańcuchowe ostrze, bez wątpienia zrabowane poległemu oficerowi Gwardii. Kroot spojrzał wyzywająco na Eriasa, stojącego pośród sterty trupów, i zawył dziko, rzucając się w stronę Templariusza. Uniesiony miecz zawył złowrogo.
Astartes, pozwolicie by wasz brat walczył w pojedynkę z czempionem krootów czy załatwicie go może niekoniecznie honorowo, ale szybko i skutecznie? Losy bitwy wydają się przesądzone, krootowie chcą się wycofać i tylko wola wodza sprawia, że nie rzucili się jeszcze do panicznej ucieczki. W kilka chwil stracili blisko połowę wojowników.