Burga skoczył w las. Rycerz poruszył się obracając w jego stronę, jakby sie zawahał czy gonić uciekającego czy na moście zostać. Po chwili jeno poruszające się gałęzie świadczyły, że przemknął tamtędy zręczny łowca.
W tym czasie Siwy z konia zeskoczył i w krąg światła wszedł. Tablica upadła pchnięta włócznią. Przez chwilę tak stali. Rycerz i gwardzista. Nic nie mówiąc.
Natenczas każdy pod bronią już stanął i bacznie się po okolicy rozglądał. Kupiec z kuszą trzymaną na nogach. Gorlamita z włócznią ostrożnie zaczął podchodzić do rycerza od jego boku. Krasnolud już topór gotował do użycia i zeskakując z wozu począł obchodzić przeciwnika z przeciwnej strony.
Tamci w kręgu nie spieszyli się. Pierwszy poruszył się rycerz. Poderwał dłoń z piachu ostrzem w górę ale to tylko pozycja była nie atak jeszcze. Siwy zachowywał więcej spokoju albo rozwagi jakby na czas grał. Pochylił włócznie i zrobił krok w jedną stronę. Rycerz odpowiedział tym samym. Zaczeli się z wolna obchodzić dokoła. Dwa cienie, na czerwonawej od poblasku ognia ziemi, która już za chwilę miała prawdziwą krwią spłynąć.
Zahuczał ptak w lesie, lecz jak zauważył ślepiec od razu sowa to być nijak nie mogła. Nagle plusk, ktoś w przez wodę przechodził.
Burga, pomyślał ślepiec. W tym samym momencie jak na sygnał obaj przeciwnicy ruszyli na siebie zwierając się po raz pierwszy.
Siwy był szybszy, wyprowadził cios mierząc w klatkę piersiową. Tamten zbalansował tułowiem, z trudem, płyty mu ciążył. Końcem miecza tor włóczni zbił i sam zaatakował. Jednak pawęż jako ten mur albo li jaki barbakan nie zdobyty zasłoniła gwardzistę przed ciosem. Półtorak ześliznął się po niej żłobiąc słabą bliznę na pooranej już nie raz powierzchni.
Sztych Siwego ale teraz niecelnie, przeszło obok brzucha po zbroi się ześlizgując. Rozeszli się na moment rycerz nad ramię miecz poderwał zmieniając styl, w tej pozie brzuch miał odsłonięty. Siwy pozostał w swej pozycji.
Rycerz ruszył do ataku i od razu mieczem w dół machnął ścinając włóczenie co miała by mu brzuch przebić. Lecz źle wymyślił, włóczni tam nie było. Stary gwardzista nie dał się wypuścić jak młokos jaki. Przetrzymał, przeczekał a kiedy tamten ze zbicia w cios z nad głowy już zgrabnie przechodził wypuścił się w przód włócznią wysoko mierząc. Uderzył w ramię, krew trysnęła. Nie wyciągnął z rany. Na zatrzymane ramie z półtworakiem naparł gwałtownie aż rycerz równowagę stracił i runął z łoskotem. Nim za miecz chwycił już mu Siwy przy wizjerze grotem włóczni świecił, grożąc ostatnim pchnięciem.
Rycerz zamarł. Półtorak puścił. I rękę sprawną, otwartą, uniósł w geście poddania.
- Wygrałeś... - powiedział dziwnym, młodzieńczym jakby głosem.
Potem powoli złapał się za ramię chciał tym sposobem ranę tamować, bezskutecznie.
[center]***[/center]
W tym czasie Burga rzekę przekroczył przy pomocy solidnego kijaszka. Nurt był bystry od śniegów po wiośnie topniejących, woda zimna. Wyszedł zmoczony po uda i poczuł jak dreszcze z zimna przechodzą mu po nogach. Rozejrzał się uważnie. Nie musiał mocno wzroku wytężać, niedaleko stał konik marny i niewielkie ognisko. Podszedł bliżej. Derka, niedojedzone resztki w garnku z łyżką i pajada nagryzionego pieczywa z agawy. Na gałęziach suszył się sukienka.
[center]***[/center]
- No dalejże, zdejmuj ten garnuch i się w końcu przedstaw i wytłumacz! - rzucił z gniewem ork.
Hełm zachrzęścił kiedy rycerz go z trudem zdejmował. Pukle długich blond włosów cudownie wypłynęły spod usuwanej przyłbicy.
- Ardiela... nazywam się Ardiela...
- Na bogów, toż to kobita... - rzucił z niedowierzaniem kupiec i aż mało mu kusza z rąk nie poleciała.
Piłka po waszej stronie, następny wpis najpóźniej w środę.