PBF - Kroczący w Ciemności

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 20 kwietnia 2017, 13:40

Suche rysy chudego jak pika śnieżnego elfa skostniały jeszcze bardziej przywodząc na myśl oświetloną blaskiem pochodni twarz nieboszczyka. Skrzywił się i złapał za czoło intensywnie szukając szybkiego rozwiązania. Zebrało tu wszystkich na pogaduchy, gdy tymczasem pod przybytkiem Dargarasa tłum pożar mógł lada chwila wzniecić. Jareh przelotnie rzucił jeszcze spojrzeniem na Sureliona, po czym puścił się pędem ku drzwiom wyjściowym, bacząc by przy tym zawadzić o kuchnię.
Gdy biegł nie myślał o ratowaniu Sureliona, w ostatnich być może chwilach życia chciał być uczciwy ze swoimi myślami. Ten aspirujący do panteonu półbóg nie zdołał go jeszcze przekonać do fanatycznego wyznawania swojej osoby, jednakże całym sercem Jareh był oddany jego ideom i przyszłości, jakiej miał stać się udziałem. Wpadł na pomysł ryzykowny, wręcz szalony, lecz w tej chwili nie było czasu na długie plany i dysputy, a liczyło się jedno- przetrwanie kultu.
Z porwanym z kuchni antałkiem niedopitego piwa skoczył ku drzwiom głównym. Wielki jak mógł haust wypił, po czym zdjął rygiel i odrzwia na oścież otworzył..

Ruszył w ciemność rozświetlaną poświatą uniesionych pochodni, tu i tam blask światła odbił się w dzierżonej przez niektórych nadgorliwców stali... Wyszedł roztrzęsionym krokiem między nich, odwrócił się plecami i ile sił miał w sercu, by takowe oszustwo w imię boga popełnić wygarnął na całe płuca:

- Azali skądżem miał wiedzieć, że to nie burdel?!? Dziewka sama mi do portek sięgła, a potem niedojda głupia na widok mojego antara wrzasku narobiła! Plwam ja na taki burdel i gdzie indziej chędożyć pójdę!- to rzekłszy antałek do końca opróżnił, do ludzi się odwrócił i między nich pewnym krokiem ruszył, choć serce jego drżało na myśl bólu i kuksańców, a może i własnego gardła, którymi pewnikiem zapłaci. Głowę opuścił, by strach swój ukryć, a pieśń marynarską zapodał, by do końca żywota rolę swą odegrać. W imię kultu, jeśli taka cena- śmierć.

- Rozkładała gnomka łydki na mieliźnie płytkij... !
Jako marynarz Jareh zna pewnie jakieś szanty. Odporność na strach ma dość wysoką, więc się odważył. WI niestety niezbyt, dlatego nie dla Sureliona, lecz w imię zasad zaryzykował. W końcu jest hazardzistą, a ta gra jest o najwyższą stawkę.

Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie mamy jakiejś sentencji, okrzyku, który na przyszłość mógłbym sobie zakrzyknąć,
jeśli się będzie trzeba wysadzić, np: Surelion Kabooom!, albo w skrócie Su- Ka!

Dobry i litościwy MG- jak tylko minę (jeśli mi się uda) tłum, to wbijam w boczną uliczkę i choduuuu w długą. I pamiętaj przy testach, że ja może też Ci coś poprowadzę. Tak tylko wspominam, nie żebym coś sugerował.
Ostatnio zmieniony 20 kwietnia 2017, 14:15 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 20 kwietnia 2017, 17:20

Ostrogar, karczma "Amarys"; 23 orakt-ran

Gromada nie do końca odzianych mieszczan odprowadziła rzekomo pijanego marynarza złowrogimi spojrzeniami, tu i ówdzie nawołując do obicia nicponiowi gęby, nikt jednak nie ruszył za elfem w zamiarze wyrządzenia mu krzywdy. Kołysząc się z boku na bok Jareh skręcił w pobliski zaułek i natychmiast skoczył przed siebie wspinając się na starą beczkę, z niej zaś na pogrążony w głębokim mroku gzyms pierwszego piętra kamienicy.

Przykucnąwszy na narożniku gzymsu, surelianin jął przypatrywać się bacznie tłumkowi przed karczmą szacując zamiary rozzłoszczonych Ostrogarczyków. Był ich z grubsza tuzin, może kilku więcej, przede wszystkim ludzi i mieszańców krwi, kilku orków, jakiś niziołek. Niektórzy trzymali w rękach kije i noże, ktoś wspierał się niezgrabnie na ciężkiej halabardzie. Do nadstawionych bacznie uszu Jareha płynęły odgłosy gniewnej konwersacji, nie wieszczącej wcale nic dobrego.

- Tak czy owak za długo się to już ciągnie!

- Ktoś powinien wypalić tę budę do gołej ziemi!

- Może buda niczemu nie winna, może to wina tych gnomów? Pognajmy ich precz albo obwieśmy na futrynie, to może licho samo odejdzie?

- Miejcie na prawo baczenie, jeśliście praworządni katanici, a jak nie, to wam przypomnę, że za samosąd gardłem się płaci, tako samo za podpalenie - oznajmił gromkim głosem jakiś półork w pociesznej szlafmycy, podpierający się rękami na bokach i wodzący po gromadzie mieszczan napominającym wzrokiem.

- To przynajmniej go poturbujmy na wszelki wypadek, tego gnoma! Albo mu naczynia wytłuczmy, to się może pod dobroci wyniesie! - właściciel halabardy, rosły mąż ludzkiej krwi, najwyraźniej nie chciał odstąpić od pomysłu wymierzenia Dargarasowi kary za nieprzespane noce. Tłuszcza podchwyciła naprędce ten pomysł, niektórzy mieszczanie jęli wymachiwać pięściami w stronę zamkniętych okiennic karczmy.

Posiadacz halabardy poczuł się dużo pewniej doświadczając tak silnej aprobaty, postąpił krok w stronę interesu Dargarasów. A potem zwalił się na kolana zdzielony płazem miecza przez kogoś, kto wychynął z ciemności pobliskiego zaułka i przepchnął się pośpiesznie przez tłumek.

Przybysz kopnął zaskoczonego halabardzistę w krzyż, obalił go na ulicę, po czym nieśpiesznie zaczął wymierzać kolejne kopniaki, wymierzone z premedytacją w okolice karku i dolnych partii pleców. Inni przechodnie pojawili się w ślad za pierwszym przybyszem, wszyscy pod bronią i wyraźnie skorzy do wygarbowania komuś skóry. Na ich widok mieszczanie natychmiast się cofnęli od karczmy, stracili całkowicie bitny chwilę wcześniej nastrój.

Majętnie odziany ork przestał w końcu kopać jęczącego żałośnie halabardzistę, przypasał swój miecz i powiódł surowym wzrokiem po mieszczanach.

- Nocne burdy są surowo karane w tej dzielnicy - oznajmił - Nie będzie tu warcholenia, to nie Chłopskie Krocze, wy zasrane łachmyty. Kto ma zamiar cudze mienie niszczyć, ogień pod cudzy dobytek podkładać, trafi na stryczek, klnę się na Najwyższego. Pojmujecie, obszczymurki?

- Tak jest, panie Farhugor - odkrzyknął niepewnie ktoś z tłumku - Wybaczcie, panie. To my już pójdziemy, nie zawracajcie sobie nami głowy.
Jestem pewien, że cieszycie się z pojawienia tak zacnej kawalerii!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 20 kwietnia 2017, 21:33

Głęboki gniew trawił Sureliona. Cała ta błazeńska sytuacja uświadomiła mu w jak bardzo kalekim ciel przyszło mu zamieszkać. Utrącona przez bogów ręka, ograniczony umysł. Zamierzona kpina bogów, czy przeznaczenie nad którym nie miał władzy żaden z nich. Gdybyż tylko mógł odzyskać pełnię swych mocy z dni dawno minionej chwały tysiąclecia temu. Choć na chwilę posiąść światłość genialnego umysłu i wzrok przenikający zrozumieniem każdą materię, czas i przestrzeń.
Słaba ludzka skorupa zwiodła, zaplanował więc że ukarze ją w stosownym momencie długim postem połączonym z medytacją, która być może pozwoli otworzyć mu trzecie oko. Na razie jednak...

Usta zadrgały, walcząc by nie okazać obrzydzenia materialnemu ciału które zamieszkiwał. Ostatecznie wypogodził twarz uznając przewrotność losu, który zafundował najgenialniejszemu z bogów jedno z najbardziej ograniczonych ciał.

- Im droga bardziej kręta i stroma, tym większy splendor gdy dociera się na szczyt - powiedział półgłosem do siebie. Potem zwrócił wzrok na karczmarza. - Czemu tak się dziwią twoi sąsiedzi, wszak prowadzisz karczmę. W takich miejscach hulanki i tańce bywają do białego rana, czyż nie służą do uprawiania próżnej rozpusty przy suto zastawionych stołach? - podniósł brwi w udawanym zdziwieniu. - Odzwyczaili się. Kiedy niebawem koszmary odejdą będziesz musiał ich przyzwyczaić do wszystkiego tego do czego karczma ma służyć.
Poczekamy aż ludzie się rozejdą i będziemy działać dalej. Jak się nic nie zdarzy pora ruszyć na stryszek.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 16 times

Post autor: mastug » 20 kwietnia 2017, 23:45

- Ssam el Hurron Farrhugorr nass nawiessił. Cosszz tak wasszznego mussi byśś w tej karsszmie ssze w sśrodku nossy pszzed sspaleniem jej pilnuje - rzucił Saar do towarzyszy.

- Nie upsszzejmie było by ssa pomoss nie possiękowaśś , więss mosszze byśśmy zaprrossili jegomośśsia do śśrrodka ?

- Wybasszzśśe sszze ssam tego nie usszynię ale moja twasszz w mrroku nossy wrass z obssym akssentem ssprrawia, sszze lussie niepewnie ssię sszują i rossmawiaśś nie chssą - mniej odważni z krzykiem uciekają a bardziej odważni sięgają po żelazo, ale tego już nie dodał.
Ostatnio zmieniony 21 kwietnia 2017, 00:11 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 21 kwietnia 2017, 08:12

Hałas w karczmie spowodował ruchawkę? Toż to niedorzeczne. W krasnoludzkim mieście to cisza w karczmie wzbudziła by niepokój. Co to za karczma gdzie trzask kufli wznoszących toasty nie rozchodzi się niczym grom, gdzie pięści miażdżą nosy, a słabsi nie wylatują oknami na bruk?

Kręcąc głową z niedowierzaniem ruszył na poddasze.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 kwietnia 2017, 13:44

Ostrogar, karczma "Amarys"; 23 orakt-ran

Baruba Dargaras wyjrzał na ulicę przez szparę w najbliższej okiennicy i zmełł w ustach jakieś przekleństwo w swej rodzimej mowie. Jego zdenerwowane spojrzenie pobiegło ku stojącym opodal kontuaru gościom, ukrytym w mroku izby jadalnej.

- Poczekajcie tutaj, a nie czyńcie niczego głośnego, błagam! - wyrzucił z siebie gospodarz sunąc ku otwartym na oścież przez Jareha drzwiom. Saar Sansar podążył natychmiast w kierunku najbliższego okna, zaczął wyzierać na ulicę chcąc pochwycić słuchem każde wypowiadane tam słowo.

- Bądźcie pozdrowieni, panie Farhugor! - powiedział Dargaras stając w progu swego przybytku - Wielcem wam wdzięczny za przywołanie do porządku mych biednych sąsiadów, którzy inakszy pewnie narobiliby sobie nie lada kłopotów.

Ork spojrzał z góry na próbującego odczołgać się w bok halabardzistę, kopnął go raz jeszcze od niechcenia, po czym rozłożył ramiona w geście przemożnej życzliwości. Kilku pobratymców kupca zacieśniło wokół niego półkrąg kładąc dłonie na przypasanej do bioder broni.

- Mój drogi Dargarasie, wdzięczny bądź Katanowi za to, żem z łaski Najwyższego akuratnie tędy przejeżdżał - odparł el Hurron Farhugor, właściciel kilku posiadłości w Południowej Dzielnicy i członek zamożnej rodziny ostrogarskich kupców - Wszelako racz ponownie wziąć pod rozwagę me życzliwe rady i szczere chęci pomocy. Uwolnij się w końcu od brzemienia tego przekleństwa, które wisi nad twą karczmą. Pozbądź się tego za szczodrą cenę, którą ci zaoferowałem. Za te pieniądze bez trudu kupisz sobie miłą norkę na południu Orkusa, będziesz mógł spokojnie uprawiać rolę albo hodować króliki. Czyż to nie lepszy los od nędzy, bankructwa i zakucia w niewolnicze kajdany za długi?

- Do zakucia w kajdany jeszcze daleka droga! - gospodarz poczuł się słowami Farhugora wyraźnie dotknięty, dało się to z miejsca wyczuć w jego głosie - Wszelako raz jeszcze pragnę wyrazić swe podziękowanie za pomoc. Co prawda ten cały rwetes nie był z winy jakiegoś złego snu, jeno burdy pijanego żeglarza, wszelako zawsze to miły gest, taka pomoc.

- Pijany żeglarz, powiadasz? - w głosie orka pojawiła się ulotna nutka zdziwienia, która natychmiast zniknęła - Jeden z moich przybocznych, który tu przodem szedł powiadał, że wrzaski były zaiste nieliche, aż cierpła od nich skóra. A ty powiadasz, że to jeno burdy wszczynane przez jakiegoś żeglarza?

- Żaden koszmar, jeno burdy! - Dargaras jął przejawiać niepokojące zacietrzewienie, z największym trudem i nie do końca skutecznie próbując skrywać swą ogromną niechęć do ela Farhugora - Próbował mą żonę napastować, pchał się do niej z łapskami, aleśmy go na zbity pysk wyrzucili.

Przysłuchujący się rozmowie zza okiennicy Saar Sansar cmoknął z zadowoleniem językiem, doceniając wysiłki wkładane przez Barubę w zbagatelizowanie całego wydarzenia i zrzucenia winy na rzekomego marynarza. Jeśli el Farhugor liczył na szybkie nabycie karczmy z powodu nawiedzeń, niechaj wyzbędzie się przynajmniej części nadziei. Niechaj sądzi, że największym zmartwieniem gnomów są teraz chutliwi żeglarze.

- Oburzające zajście! - ork klasnął w dłonie dając wyraz słusznemu gniewowi - Ktoś poważył się napastować twą cnotliwą przykładną małżonkę? Coś takiego nie może ujść karze, a ja po sąsiedzkiej przyjaźni się sprawą zaraz zajmę. Nuże, gdzie polazł ten gach? Chłopcy, szukać go, żwawo! A jak złapiecie, nie lać, póki mu fiuta nie obetnę, dostanie pani Dargarasowa w podarku na poprawę humoru!
Chciałbym pochwalić Koszala za pomysł na odwrócenie uwagi tłuszczy, myślę, że się sprawdził wyśmienicie, a sam Jareh ma szansę do przejście w tej przygodzie do roli pierwszoplanowej!

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 21 kwietnia 2017, 14:02

Dygocząc na całym ciele w rytm bicia swego serca Jareh ucieszył się na myśl, że podstęp się udał. Wciąż jeszcze miał na karku gęsią skórkę, gdy najciszej jak mógł usiłował wdrapać się na pobliskie domostwo, by stamtąd mieć lepszą orientację, a i baczenie na karczmę Dargarasa zachować. Poruszał się najciszej jak mógł przysłuchując się wymianie zdań między gnomem, a orkiem, planując przy tym rychły, acz rozważny powrót do karczmy, jak tylko towarzystwo się rozpierzchnie. Głosy pośród nocnej ciszy niosły się swobodnie, toteż bez trudu śledził przebieg rozmowy ciesząc się zarazem, że karkiem swej teatralnej roli nie przypłacił.

- ... A jak złapiecie, nie lać, póki mu fiuta nie obetnę...- gardło Jareha zastygło jakby zapchane ropuchą, po czym automatycznie i niejako na przekór język dopomniał się o słowa, których bogactwem i różnorodnością dorobku tysięcy lat mógł poszczycić się język elfi. Znał Jareh setki określeń śniegu, kilkadziesiąt sformułowań opisujących zimę, czy sposób w jaki wieje wiatr nieznanych krótko żyjącym rasom, lecz w tej chwili na usta popłynęło określenie dość powszechne, zarówno elfom, gnomom, krasnoludom, ludziom, orkom, czy to arystokratom, czy plebejuszom znane.

- ło kurwa!- sypnął głośniej niż chciałby, po czym rzucił się pędem w przeciwną od tłuszczy stronę.

I choć gotów był życie za kult poświęcić, to szybka kalkulacja wartości zwyciężyła.
Ostatnio zmieniony 21 kwietnia 2017, 14:18 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 21 kwietnia 2017, 17:09

Ostrogar, karczma "Amarys"; 23 orakt-ran

Przyciśnięty do parapetu Saar Sansar syknął ponownie, nie wiedząc tak do końca, czy się cieszyć z odejścia ela Farhugora i jego świty czy też raczej się tym w interesie Jareha martwić. Przez chwilę ciekawy biegu wydarzen rozumny jaszczur bił się w myślach z pomysłem postawienia śnieżnemu elfowi horoskopu, rychło jednak zarzucił ten pomysł, bo mroczne wnętrze karczmy i nerwowa atmosfera nie sprzyjały należnej wróżbiarstwu kontemplacji.

- Odeszli - gnom wrócił do izby jadalnej i starannie zamknął za sobą drzwi, zapominając najwyraźniej o pozostawionym na zewnątrz Jarehu - Miejmy nadzieję, że już dzisiejszej nocy nie wrócą. Wielce mi się to zdawa podejrzane, że ten świński ryjek się akuratnie tutaj nocą kręcił, jakoby przez przypadek. Może coś knuje?

Saar Sansar przypomniał sobie niedawne odgłosy kroków na dachu budynku, ale powstrzymał się od komentarza nie chcąc właściciela niepotrzebnie martwić. Nieoczekiwana obecność Hurrona Farhugola w tym samym czasie w pobliżu "Amarysu" nie sprawiała w opinii astrologa wrażenia przypadku.

Nie okazując najmniejszego śladu zatroskania przyrodzeniem Jareha, Ungo wspiął się z powrotem po schodach karczmy, zniknął na jej pierwszym piętrze. Rozumny jaszczur skrzyżował spojrzenie z Surelionem, zasyczał ekstatycznie pławiąc się w fizycznym majestacie Kielicha Magii. W tej samej chwili na schodkach wiodących do piwniczki rozległy się jakieś szmery, po czym oczom gości ukazał się pełznący w górę na czworaka Pimpin, blady jak woskowa świeca, ale przynajmniej przytomny.
Jareh na razie biega po okolicznych kwartałach (czy wróci do Was tej nocy, zależy od Koszala i dobrych rzutów k100, na razie rozpisuję naprędce współczynniki 6-7 łowców-gwardzistów POZ 10/10, którzy go ścigają). Ungo poszedł na poddasze, żeby tam szukać czegoś podejrzanego (będzie też chciał wyjść na dach?). Co teraz zrobią Surelion i Saar Sansar? Pamiętam, że ostatnią deklaracją było staranne przeszukanie pokoju Pimpina, a wcześniej wspominaliście o oględzinach całej piwniczki, żeby spróbować ustalić, czemu tam na dole nie straszy, a na górze tak, ale nie wiem, czy to jeszcze aktualne i czy nie wolicie się najpierw gromadnie skoncentrować na oględzinach wyższych partii karczmy.

Mam też nadzieję, że Wam nie przeszkadza, że to już piąta strona wątku, a Wy jeszcze nikogo nie zdążyliście zabić.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 151 times

Post autor: Suriel » 21 kwietnia 2017, 19:50

Skoro tak gładko i profesjonalnie poszło nam na dole, pora popisać się na poddaszu. Wszak jeszcze pół kwarty śpi smacznie i spokojnie. Pora to zmienić.
A tak na poważnie idziemy na górę. Pora przyjrzeć się temu co tam jest.

Ps. Może i nikogo nie zabilismy przez 5 stron tekstu ale chociaż próbę gwaltu na karczmarce mamy zaliczona. Może to nie akcja w cadillacu ale jak dla mnie na zerowych levelach to jest i tak całkiem spore osiągnięcie. Pedeki dla Koszala za hart ducha dwd;
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 22 kwietnia 2017, 07:02

Tak, Ungo wyjdzie na dach.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 kwietnia 2017, 15:48

Ostrogar, karczma "Amarys"; 23 orakt-ran

Potrząsając w zadziwieniu głową, Ungo wspiął się bez trudu na dach karczmy, wychynął nań poprzez zamknięty wcześniej przez Jareha świetlik. Rozgwieżdżone nocne niebo powitało krasnoluda widokiem bezliku diamentowych punkcików skrzących się nad głową trupiarza. Majestatyczny ów widok tracił nieco na rzeczonym majestacie w zderzeniu z dobiegającymi gdzieś z dołu ochrypłymi krzykami, ale Ungo jeszcze przez chwilę kontemplował gwiezdną panoramę wzrokiem, nie zwracając większej uwagi na pokrzykiwania szukającej Jareha świty Farhugora.

W opinii krasnoluda elfów było na świecie zbyt wiele i tworzyły zbyt duży tłok, by trzeba było żałować jednego kastrata z przypadku, choćby i współwyznawcy.

Oderwawszy w końcu spojrzenie od nocnego nieba, Ungo jął lustrować bacznym wzrokiem lekko pochyły dach na tylnej stronie karczmy. Budynek faktycznie stał ściana w ścianę z następną kamienicą, nieco wyższą i wyraźnie starszą, mocno już niszczejącą, o dużo bardziej stromym dachu zachodzącym na szczyt nieruchomości Dargarasa. Przywołując z pamięci odgłosy tajemniczych kroków, krasnolud uznał za wielce prawdopodobne, że osobnik odpowiedzialny za noc hałasy ześlizgnął się na dach karczmy od tamtej właśnie strony, zeskoczył z dachu sąsiedniej kamienicy, a potem wspiął się tam w drodze powrotnej.

Najbardziej nurtującym Unga pytaniem był oczywiście powód takiej skrytej wizyty. Być może intruz pojawił się na dachu z zamiarem włamania i nie zdołał sforsować zabezpieczeń świetlika, ale krasnolud raczej w to powątpiewał. Byłby to spory zbieg okoliczności zważywszy na znane już w okolice problemy trapiące Dargarasa, jaki bowiem złodziej chciałby się wkradać nocą do nawiedzonej karczmy.

Nawykłe do głębokiej ciemności oczy Unga przesuwały się metodycznie po powierzchni dachu, szukając jakichkolwiek wskazówek mogących naprowadzić krasnoluda na klucz do zagadki nocnej wizyty.

I nie potrzeba było wcale wiele czasu, by trupiarz odkrył coś, co ewidetnie do panoramy na dachu nie pasowało, a co wzbudziło jego niepomierne zainteresowanie.
Test przeszukiwania uznałem za udany automatycznie, bo dach jest pozbawiony zakamarków i szczelin i generalnie tworzy łatwą do przeczesania płaską powierzchnię.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 22 kwietnia 2017, 16:54

Ostrogar, kilka ulic dalej; 23 orakt-ran

Zbrojni Farhugora zaczęli przeczesywać z wielkim zaangażowaniem zaułki ulicy Grotników, pohukując do siebie groźnie i przerzucając się propozycjami co do losu pochwyconego amanta. Jareh nie zamierzał dać świcie orka żadnej sposobności do obcięcia sobie jakiegokolwiek członka, toteż zwinnie zeskoczył z gzymsu kamienicy, a potem bezszelestnie niczym duch pomknął między ciasno stojącymi budynkami ku dalej położonej ulicy. Ciemność owinęła go niczym czar niewidzialności, ale śnieżny elf wiedział, że wśród przybocznych Hurrona Farhugora byli nie tylko ludzie, ale i mieszańcy krwi, ci zaś miewali zdolność widzenia w mroku.

Nie chcąc ryzykować Jareh oddalił się pośpiesznie o dwie ulice dalej, a potem wmieszał się dla niepoznaki w jakiś maszerujący środkiem miejskiej alei korowód, kroczący po kamiennym bruku przy wtórze podniosłych śpiewów mimo dalece nocnej pory. Gromada odzianych w czarne szaty mężczyzn i kobiet wielu ras i gatunków wymachiwała żelaznymi kadzidłami, potrząsała głowami w żarliwym uniesieniu, podążając w kierunku odległych o wiele przecznic strzelistych murów Pałacu Katana.

Podrygując na ich podobieństwo, wciśnięty w środek pochodu Jareh przekręcił w bok głowę i zerknął z ukosa na wylot zaułka, którym chwilę wcześniej czmychnął. Jego rozbiegane myśli skoncentrowane były wyłącznie na osobach popleczników Farhugora i ich ostrych nożach, toteż natychmiast dostrzegł wyłaniających się z zaułka prześladowców.

Czterej noszący nabite metalowymi płytkami skórznie zabijacy obrzucili niechętnymi spojrzeniami korowód, ale najwyraźniej nie dostrzegli wtulonego między uczestników pochodu śnieżnego elfa, bo po krótkiej, ale gwałtownej naradzie zawrócili na pięcie i zniknęli z powrotem w bocznej uliczce.

Otoczony czarnymi płaszczami Jareh wypuścił z płuc wstrzymywany długo oddech. Fala ulgi obmyła go niczym ciepłe morskie wody Elmanalu, a radość wprawiła serce w gorące drżenie. Ostatnie chwile wręcz utwierdzały elfa w przeświadczeniu, że jakaś niebywale złośliwa siła nadprzyrodzona, jakiś niechętny Surelionowi nieziemski byt czynił wszystko, by zmienić życie elfa w bezlitosny koszmar. Lecz ewidentne błogosławieństwo Sureliona wiszące nad jego wyznawcą chroniło młodego elfa przed złem całego świata niczym magiczna tarcza.

Odczekawszy jeszcze chwilę w zamiarze upewnienia się, że prześladowcy definitywnie odeszli, Jareh jął się przepychać przez korowód ku skrajowi ulicy. I właśnie wtedy uświadomił sobie, że gromada czarnych płaszczy zacieśniła wokół niego szyk niczym ochronny pierścień, doskonale skrywając młodego sureliana przed wzrokiem innych przechodniów.

- Nie możesz nas teraz opuścić - powiedziała chrapliwym głosem jedna z postaci, młoda kobieta o pomalowanej w czarne pręgi twarzy i rozpalonych gorączką oczach - Stałeś się częścią obrządku.

- Bądź pozdrowiony w imię Seta, Ojca Węży - dodał jej towarzysz, łapiąc Jareha za ramię i kierując go z powrotem do środka pochodu - Będziesz świętował z nami objawienie Trupiego Jadownika.

- Będą nas kąsały święte węże! - zakrzyknął ktoś pchający Jareha z tyłu, trzymający obie dłonie na plecach elfa - Będziemy się tarzali w błogosławionych paroksyzmach trującej ekstazy!

- A potem arcykapłan wybierze szczęśliwego spośród nas, który dostąpi zaszczytu wydarcia serca na czarnym ołtarzu! - gorączka w oczach kobiety o pręgowatym malunku jeszcze przybrała na sile - Módl się z nami do Ojca Węży, a może to właśnie ty dostąpisz wyniesienia!
Módl się Koszal, módl się...

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 23 kwietnia 2017, 05:43

W migoczącym blasku pochodni świat na moment zawirował, a Jarehowi zdało się, że lada chwila straci przytomność, gdy niczym krąg obracających się szyszek w wodnym wirze stanęło mu przed oczami twarzy pięć. Wyznawców boga- węża było co prawda więcej, lecz początkowo nie chciał się rozglądać, by nie stracić resztek nadziei. Łudził się, że być może są pod wpływem jakichś substancji, i uda mu się wyrwać. Próbując znaleźć jakieś pocieszenie przed rychłą śmiercią nawet trochę rozpromieniał na myśl, że Surelion jest bezpieczny. To był jedyny plus.

Pięć... Set.... Plus....

Pochylił głowę udając pokorę i ruszył ulegle wraz z Kroczącymi w Ciemności; w myślach jął kalkulować, jak wyrwać się z tej matni. Wsunął dłoń pod zwiewny, delikatny lecz wytrzymały materiał nieposiadającego dostrzegalnych szwów nilyaethu, wymacał sztylet... nie planował zabijać, a jedynie zrobić to, co będzie musiał, by przeżyć.

Gorączkę na twarzach i rozentuzjazmowanie uznałem za efekt narkotyków, alkoholu, czy fanatyzmu, stąd liczę na znalezienie dogodnego momentu do ucieczki. Nie od razu, bo może wywiązać się walka, a to znowu ściągnie strażników. Z drugiej strony, może i ten cały Set to całkiem fajny gość i jakbym mu wydał Sureliona i złożylibyśmy go w ofierze to by się Jareh wywinął..
Jareh ma jednak honor (ale tylko w chwilach, kiedy się nie boi).
Żądny narządów Mistrzu Gry- proszę nie sabotować przyszłości kultu, jak nie fujara, to serce..
Serce Jareha należy do kultu Sureliona, a fujara ma zapewnić młodych wyznawców. Toż nie można być tak krótkowzrocznym!!

hmmm.... rozpracowałem tytuł scenariusza...

Najbliższe plany śmiertelnika:
W dogodnym momencie, ale zanim dotrzemy do Świątyni wszczynam rozróbę. Planuję rzucić sztyletem w kogoś z jakiejś mijanej grupy, by wszcząć burdę między dwiema kompaniami, a jeśli zbyt szybko nikogo nie napotkamy to podcinam nogi (nie sztyletem, podkładam nogę temu przede mną kopiąc mu z tyłu w kostkę tak, żeby się sam o swoje nogi potknął- jak to się robiło w podstawówce), potem kosa gościowi w prawo i w lewo i jeśli będę wciąż żył to spierdalam. Co ma być, to będzie.
Ostatnio zmieniony 23 kwietnia 2017, 12:03 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Malauk winien mie? opisan? w bestiariuszu cech? specjaln?- Malauckie szcz??cie.
Opis- masz szcz??cie, jeste? Malaukiem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 kwietnia 2017, 23:28

Ostrogar, karczma "Amarys"; 23 orakt-ran

Ciemność nocy z pewnością zwiodłaby niedoskonałe oczy człowieka, ale krasnolud bez trudu dostrzegł niewielką rzecz porzuconą u podstawy komina karczmy. Przyklękając na jedno kolano trupiarz pochylił nad przedmiotem głowę, przyjrzał mu się ze zrozumiałą podejrzliwością.

Była to wykonana z jakiegoś metalu czworokątna płytka, rozmiarów dość małych, by się zmieściła w całości w złączonych razem dłoniach krasnoluda. Pokrywały ją ciągi niewielkich, niezrozumiałych dla Unga runicznych inskrypcji, ale uwagę surelianina przyciągnęła najbardziej misternie wyrzeźbiona twarz. Umieszczona pośrodku płytki i otoczona runami, z wyglądu najbardziej przywodziła na myśl ludzką, a goszczący na niej grymas oczywistego przerażenia budził instynktowny niepokój i zmieszanie.

Przedmiot tak niezwykły nie miał prawa leżeć sobie na dachu jakiejkolwiek karczmy, toteż Ungo przyjął za pewnik, iż była to własność niedawnego intruza, bądź to na dachu zgubiona bądź też rozmyślnie tam pozostawiona.
...

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 16 times

Post autor: mastug » 24 kwietnia 2017, 01:36

Saar miał złe przeczucia. Młody elf zbyt długo nie wracał. Ludzie Farhugora może nie byli zbyt rozgarnięci ale napewno mieli przewagę liczebną i przewagę doświadczenia nad młodzieńcem ze śnieżnych krain. Reptilion naciągnął mocno kaptur na głowę i wyszedł na ulicę. Przyjrzał się przez chwilę kupcowi ale nie odezwał się do niego nawet słowem. Tę samą chwilę wsłuchiwał się w nocne życie Ostrogaru, wyszukując największego harmidru. Liczył na to, że właśnie gdzieś w zamieszaniu i tłumie będzie się krył Jareh. Aby nie prowokować i tak już rozjuszonego kupca schylił w jego kierunku głowę w wyrazie uszanowania po czym ruszył na poszukiwanie elfa.

Szedł szybkim krokiem środkiem drogi, wypatrując się w ciemne zaułki czy gdzieś nie rozpozna znajomej postaci.

Gdy szedł rozmyślał intensywnie nad tym co się właśnie wydarzyło. Intrygowała go postać kupca i metody jakimi się posługiwał. Na co czekał obserwując karczmę dziś w nocy? Na nagły atak paniki któregoś z gości ? Ale właśnie skutkom takiego przeciwdziałał .. Nie potrafił jeszcze poukładać tego w logiczną całość, miał jednak przeczucie, że nie ostatni raz widział Farhugora.

Tymczasem doszedł do ulicy, którą przemierzał rozmodlony pochód..
Ostatnio zmieniony 24 kwietnia 2017, 01:49 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ