: 20 kwietnia 2017, 13:40
Suche rysy chudego jak pika śnieżnego elfa skostniały jeszcze bardziej przywodząc na myśl oświetloną blaskiem pochodni twarz nieboszczyka. Skrzywił się i złapał za czoło intensywnie szukając szybkiego rozwiązania. Zebrało tu wszystkich na pogaduchy, gdy tymczasem pod przybytkiem Dargarasa tłum pożar mógł lada chwila wzniecić. Jareh przelotnie rzucił jeszcze spojrzeniem na Sureliona, po czym puścił się pędem ku drzwiom wyjściowym, bacząc by przy tym zawadzić o kuchnię.
Gdy biegł nie myślał o ratowaniu Sureliona, w ostatnich być może chwilach życia chciał być uczciwy ze swoimi myślami. Ten aspirujący do panteonu półbóg nie zdołał go jeszcze przekonać do fanatycznego wyznawania swojej osoby, jednakże całym sercem Jareh był oddany jego ideom i przyszłości, jakiej miał stać się udziałem. Wpadł na pomysł ryzykowny, wręcz szalony, lecz w tej chwili nie było czasu na długie plany i dysputy, a liczyło się jedno- przetrwanie kultu.
Z porwanym z kuchni antałkiem niedopitego piwa skoczył ku drzwiom głównym. Wielki jak mógł haust wypił, po czym zdjął rygiel i odrzwia na oścież otworzył..
Ruszył w ciemność rozświetlaną poświatą uniesionych pochodni, tu i tam blask światła odbił się w dzierżonej przez niektórych nadgorliwców stali... Wyszedł roztrzęsionym krokiem między nich, odwrócił się plecami i ile sił miał w sercu, by takowe oszustwo w imię boga popełnić wygarnął na całe płuca:
- Azali skądżem miał wiedzieć, że to nie burdel?!? Dziewka sama mi do portek sięgła, a potem niedojda głupia na widok mojego antara wrzasku narobiła! Plwam ja na taki burdel i gdzie indziej chędożyć pójdę!- to rzekłszy antałek do końca opróżnił, do ludzi się odwrócił i między nich pewnym krokiem ruszył, choć serce jego drżało na myśl bólu i kuksańców, a może i własnego gardła, którymi pewnikiem zapłaci. Głowę opuścił, by strach swój ukryć, a pieśń marynarską zapodał, by do końca żywota rolę swą odegrać. W imię kultu, jeśli taka cena- śmierć.
- Rozkładała gnomka łydki na mieliźnie płytkij... !
Gdy biegł nie myślał o ratowaniu Sureliona, w ostatnich być może chwilach życia chciał być uczciwy ze swoimi myślami. Ten aspirujący do panteonu półbóg nie zdołał go jeszcze przekonać do fanatycznego wyznawania swojej osoby, jednakże całym sercem Jareh był oddany jego ideom i przyszłości, jakiej miał stać się udziałem. Wpadł na pomysł ryzykowny, wręcz szalony, lecz w tej chwili nie było czasu na długie plany i dysputy, a liczyło się jedno- przetrwanie kultu.
Z porwanym z kuchni antałkiem niedopitego piwa skoczył ku drzwiom głównym. Wielki jak mógł haust wypił, po czym zdjął rygiel i odrzwia na oścież otworzył..
Ruszył w ciemność rozświetlaną poświatą uniesionych pochodni, tu i tam blask światła odbił się w dzierżonej przez niektórych nadgorliwców stali... Wyszedł roztrzęsionym krokiem między nich, odwrócił się plecami i ile sił miał w sercu, by takowe oszustwo w imię boga popełnić wygarnął na całe płuca:
- Azali skądżem miał wiedzieć, że to nie burdel?!? Dziewka sama mi do portek sięgła, a potem niedojda głupia na widok mojego antara wrzasku narobiła! Plwam ja na taki burdel i gdzie indziej chędożyć pójdę!- to rzekłszy antałek do końca opróżnił, do ludzi się odwrócił i między nich pewnym krokiem ruszył, choć serce jego drżało na myśl bólu i kuksańców, a może i własnego gardła, którymi pewnikiem zapłaci. Głowę opuścił, by strach swój ukryć, a pieśń marynarską zapodał, by do końca żywota rolę swą odegrać. W imię kultu, jeśli taka cena- śmierć.
- Rozkładała gnomka łydki na mieliźnie płytkij... !
Jako marynarz Jareh zna pewnie jakieś szanty. Odporność na strach ma dość wysoką, więc się odważył. WI niestety niezbyt, dlatego nie dla Sureliona, lecz w imię zasad zaryzykował. W końcu jest hazardzistą, a ta gra jest o najwyższą stawkę.
Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie mamy jakiejś sentencji, okrzyku, który na przyszłość mógłbym sobie zakrzyknąć,
jeśli się będzie trzeba wysadzić, np: Surelion Kabooom!, albo w skrócie Su- Ka!
Dobry i litościwy MG- jak tylko minę (jeśli mi się uda) tłum, to wbijam w boczną uliczkę i choduuuu w długą. I pamiętaj przy testach, że ja może też Ci coś poprowadzę. Tak tylko wspominam, nie żebym coś sugerował.
Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie mamy jakiejś sentencji, okrzyku, który na przyszłość mógłbym sobie zakrzyknąć,
jeśli się będzie trzeba wysadzić, np: Surelion Kabooom!, albo w skrócie Su- Ka!
Dobry i litościwy MG- jak tylko minę (jeśli mi się uda) tłum, to wbijam w boczną uliczkę i choduuuu w długą. I pamiętaj przy testach, że ja może też Ci coś poprowadzę. Tak tylko wspominam, nie żebym coś sugerował.