Późne popołudnie przechodziło w wieczór, słońce dawno osłabło, schowane za niskimi, ciężkimi chmurami. Mimo to albinos pocił się jak diabli, w grubych łachmanach, skrywających blade ciało. Żeby wyrobić się ze zleceniem zaczął po południu, przed blaszakiem rozpiął dodatkowy tent, dla ochrony przed słońcem. Pick up agentury dawno był posprzątany i naprawiony, znaczy podatki odpracowane, ale Duch miał nadzieję wydębić od zastępcy szeryfa coś więcej. Wiedział, że chłopak większość życia spędził w schronie i źle znosi długie przebywanie na otwartej przestrzeni, widząc że młodzian się zbliża, otworzył maskę, wysmarował starym olejem silnik i niespiesznie go czyścił. Rozciągnął usta w uśmiechu, skrytym pod szmacianą maską, widząc że nadchodzący Jessey naciąga na nos chustę. Znaczy że gówno, które zrzucił z paki auta przydaje sytuacji odpowiedniego kolorytu.
-Colera białasie, miało być gotowe przed wiecorem, w cym tam jeszce gzebiesz? Nie wyrabiasz się ostatnio. -już narzekał stróż prawa, zatykając twarz szmatką.
Wyraźnie zadowoliło to mechanika, młody źle znosił piesze wycieczki i smród. Duch pokiwał tylko głową i dalej udawał pracę.
-Szlag jasny, tzeba mi było pzyjść w nocy, co tu tak śmierdzi odmieńcu, ty cy twoje zarcie? -utyskiwał nieustannie młody szeryf.
-Cała paka zawalona była gównem, musiałem najpierw posprzątać, żeby was muchy nie zdradzały z daleka. Wiesz że nie mogę pracować cały dzień, zaraz skończę szeryfie, chwila cierpliwości. Chwacką masz nową kurtkę, dobrze się wam powodzi, stróżom.
Pochwała dotarła do młodego pryszczatego Jesseya, choć nie dawał sobie tego poznać.
-Nie twoja sprawa odmieńcu, pospiesz się lepiej, bo w raporcie napiszę ze utrudniasz.
-Co utrudniam?
To trudne pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Słońce schowało się za Pagórkiem Wdowy i świat wypełnił przyjemny wieczorny chłód. Duch zdjął z twarzy maskę, podniósł z oczu gogle, wbił wzrok w wciśniętego w kąt blaszaka młodego zastępcę. Ten był już zielony na twarzy, ukrywając się w blaszaku, znosić musiał intensywny zapach dojrzałych w słońcu kup krów i koni.
-Skończone oficerze, specjalnie się dla ciebie streszczałem, no i posprzątałem furę, może by coś więcej skapnęło. Macie chłopaki najlepszy sprzęt w mieście.
-Co ty cesz jeszcze ode mnie?
-Naboje, wodę, może tą menażkę, sam dostaniesz lepszą. Wiesz stary ja muszę dawać dziewczynom prezenty żeby mnie chciały, taki przystojniak jak ty na pewno nie może się odgonić.
-Mozes tu mieszkać co ty jeszcze..? -widać że zastępca szeryfa był już u kresu wytrzymałości i chciałby wsiąść do wozu, ale albinos nie odpuszczał i przytrzymał go brudną od smarów ręką za ramie.
-Super rękawiczki.
Nie można przeciągać rozmowy, bo Duch spodziewa się kolejnych gości. Jego doba dopiero niedawno się zaczęła. Proszę zatem Mistrza Gry, lub kogoś z graczy o testy perswazji młodego stróża prawa. Jego umiejętności w tym zakresie oceniam na k10 i k10, ale trochę poczekał sobie na otwartej przestrzeni i do tego musiał znosić smród gówna, do którego biały Indianin już się przyzwyczaił. Szeryf nie jest się w stanie zatem zmobilizować, za to mechanik przygotował wszystko wcześniej. Bazowe umiejętności Ducha w zakresie perswazji i empatii to k8 i k8. Może jednak coś wydębi, kilka sztuk amunicji (k5), menażkę z wodą, jakieś części, może komiks, albo pisemko, a najlepiej skórzane rękawice. Do tego Duch zdobył 2 litry starego oleju z silnika. Świetnie nadaje się do konserwacji i ogrzewania. Oraz całe taczki przednich bydlęcych odchodów.
Kiedy młody zastępca odjeżdżał zadowolony jakby odnalazł źródełko czystej wody, albinos schodził już do swego bojlera, gdzie na drugim piętrze, czyli tym niższym czekał w misce martwy szakal. Wyciągnął zwierzaka na powierzchnię, zawiesił na haku w blaszaku i wprawnym ruchem wybebeszł. Do podstawionej michy wylała się krew i wnętrzności. Słuchając wieczornych dźwięków Duch mechanicznymi, wyuczonymi ruchami oporządzał zwierzę, by jak najmniej się zmarnowało.
Przez chwilę znalazł się na złomowisku na którym dojrzewał. Plemię to solidna społeczność, a wśród rdzennych białactwo jest dość częste, ale wcale nie było łatwo. Matka mówiła: Strzeż się słońca, trzymaj się cienia, ojciec zaś nie bacząc na bąble i piekące oczy ciągał go na polowania i podchody. Wolał już pracować w rzeźni i obrabiać zwierzynę, nie musiał piec swojej skóry na słońcu. Myślał że na zawsze pozostanie już rzeźnikiem. Biegający w cieniu, albo rzeźnik, tak go wtedy nazywali.
Był już dużym chłopakiem, kiedy pierwszy raz spotkał Koło. Koło przyjechał z dwoma kumplami i jedna dziewczyną, Szprychą. Koło zawsze miał koło siebie jakąś Szprychę. Chcieli rozejrzeć się po wrakach i wybrać części do swoich motocykli. Dobrze płacili i nie sprawiali kłopotów, pozostali cały księżyc. Jaki nastolatek mógłby ich nie pokochać? Mieli motory, wolność, imprezowali wieczorami, majsterkowali, palili zioło, no i Koło opowiadał o swoich Szprychach.
Oczywiście Biegający w Cieniu był jeszcze szczawiem i nie mógł z nimi jechać, ale wiedział że pewnego dnia będzie miał swój motor, a może nawet i Szprychę. Wtedy odjechał z nimi Mruczący Niedźwiedź, a młody albinos zyskał swoją pasję. Kiedy wioska-złomka zasypiała on składał swój pierwszy motocykl. Trwało to ponad rok. Okazało się że łatwiej złożyć maszynę, niż zdobyć paliwo. Cudem zarobił na dwie przejażdżki. Ale po nich czuł że przestał być chłopcem, a zaczął mężczyzną, nic bardziej mylnego.
Ale motorzyści wrócili, oczywiście Koło z nową Szprychą. Z trudem nie wybuchnęli śmiechem, kiedy zobaczyli maszynę, powstrzymał ich Mruczący Niedźwiedź i pomógł przerobić to coś na prawdziwy motor. Minęły dwa księżyce i Biegający w Cieniu wyruszył w podróż motocyklistami, by stać się mężczyzną i przybrać imię Duch. Gorący okres spalonej słońcem skóry, muzyki motorów i perfum o zapachu smaru.
Dlaczego właściwie po kilku latach sprzedałem motocykl, by kupić blaszaka i stary bojler w ziemi, czego szukałem w Cedar Creek?
Szakal podzielony na steki, krew odsączona i wytrzepana, żeby nie skrzepnąć, krótko mówiąc nic ze zwierza się nie zmarnowało, i tak powinno być. Duch zastanawiał się czy jelit starczyłoby na cięciwę do łuku, kiedy z bardzo daleka doleciała muzyka silników. Nie było mowy o pomyłce, goście zbliżali się. Rozpiął jeszcze skórę szakala i umył w piasku ręce, zbroczone po łokcie krwią.
Przed warsztat zajechały cztery motocykle, nie trzeba innej muzyki nad warkot ich silników. Duch rzadko się cieszył, ale teraz serce biło mu jak dziecku, kiedy znajdzie na złomie starą zabawkę. Zsiedli, przybili piątki. Mruczący Niedźwiedź teraz po prostu Mruk, ze swoją Lisicą i oczywiście Koło z nową Szprychą.
Koło jest jeden, ale ma wiele Szprych.
-Co tu tak śmierdzi Duch? Sfajdałeś się?
-Nie agent odbierał brykę i sfajdał się, jak słyszał, że masz zawitać, ale powinieneś się przyzwyczaić, że ludzie srają przed tobą ze strachu.
-Dobrze Cię widzieć brachu.
Kiwnął głową.
-Chodźcie za blaszak, rozpalę grilla.
[cdn]