…
Zapalenie płomieni rozlało wokół przyjemne ciepłe światło. Wszyscy poczuli się lepiej i przez chwilę bezpieczniej. Ale po chwili zorientowali się, że niesione przez nich światło znacznie ograniczyło możliwość postrzegania tego co było dalej i ich wzrok widział tylko to co było oświetlane przez pochodnie i lampy. Gdy wydawało się, że do celu nie pozostało więcej jak godzina drogi, na skraju traktu dojrzeli …coś. Ciemny zwalisty kształt w pierwszej chwili kojarzył się z olbrzymim głazem, który był wysokości stojącego człowieka i więcej niż dwukrotnie od niego szerzy. Jednak nikt nie pamiętał aby takowy znajdował się na wczorajszej drodze karawany. Ponieważ kształt poruszał się nieznacznie bujając na lewo i prawo wszyscy zdali sobie sprawę że to coś żywego. Gwałtowne ruchy koni które stąpając tylko w miejscu nie chciały ruszyć do przodu a zmuszane do posłuszeństwa stawały dęba, utwierdziły wszystkich o zagrażającym im niebezpieczeństwie. Rżenie i parskanie wierzchowców musiało zwrócić uwagę tego czegoś w ciemności gdyż zamarło w bezruchu.