PBF - Łuski na oczach
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Jerud Orres odwracał się już, by odejść cichcem spod zadaszenia, słysząc jednak ciche pytanie Katańczyka obejrzał się na niego z wzruszeniem ramion.
- A skąd mnie to wiedzieć? - odpowiedział sucho - Jam jest jedynie przekazicielem prośby przyjaciół moich przyjaciół. Ktoś mi rzeknął, że pachołków będzie z tuzin i że pewnikiem na czujności będzie im zbywać, bo ich pan do stolicy wyjechał w ważnych sprawach.
Wszyscy zesztywnieli na chwilę, gdy gdzieś w pobliżu trzasnęły znienacka drzwi. Sąsiednią ulicą poniósł się dźwięk pijackiego śmiechu, oddalającego się w stronę nabrzeża i ścigany plugawymi wyzwiskami rzucanymi kobiecym głosem.
- Reszta to już wasza sprawa, tedy bywajcie zdrowi i obyście wrócili do tawerny z dobrymi wieściami.
Jerud Orres odwracał się już, by odejść cichcem spod zadaszenia, słysząc jednak ciche pytanie Katańczyka obejrzał się na niego z wzruszeniem ramion.
- A skąd mnie to wiedzieć? - odpowiedział sucho - Jam jest jedynie przekazicielem prośby przyjaciół moich przyjaciół. Ktoś mi rzeknął, że pachołków będzie z tuzin i że pewnikiem na czujności będzie im zbywać, bo ich pan do stolicy wyjechał w ważnych sprawach.
Wszyscy zesztywnieli na chwilę, gdy gdzieś w pobliżu trzasnęły znienacka drzwi. Sąsiednią ulicą poniósł się dźwięk pijackiego śmiechu, oddalającego się w stronę nabrzeża i ścigany plugawymi wyzwiskami rzucanymi kobiecym głosem.
- Reszta to już wasza sprawa, tedy bywajcie zdrowi i obyście wrócili do tawerny z dobrymi wieściami.
-Tuzin.. szepnął pod nosem Hariquiel z obrzydzeniem - więc trzeba się 20 spodziewać - rzekł już głośniej - lepiej, by wraz z naszym powrotem czekało już na nas umówione 30 dinarionów na łeb - z niekrytym sarkazmem rzucił w stronę Orresa, zirytowany mocno nagle mnożącą się liczbą strażników. Elf przykucnął na jedno kolano i nachyliwszy się do Akkiego wskazał na jedną z wąskich uliczek niedaleko wspomnianego magazyny - Idź tam, czekaj i obserwuj - wyszeptał w jedno z jego stojących spiczasto uszu i pogłaskał kilka razy zaczynając na głowie,a potem wzdłuż kręgosłupa. Podnosząc się powoli, rozejrzał się po twarzach towarzyszy, które być może przez to światło, być może przez zmieniające się okoliczności, nie wyglądały na zbyt rozpromienione. Hariquiel podszedł pod jedną z wiszących na ścianie lamp i zdjął ją, by zabrać jako inicjatora całej pożogi - To już chyba za późno, by się wycofać? - rzucił swobodnie w stronę towarzyszy - Aldur, Moriento, to której wersji chcecie się trzymać, chyba czas na szybkie ostatnie ustalenia i ruszać trzeba, stojąc tak tu dziwnie wyglądamy, jeszcze komuś w pamięć zapadniemy... - urwał naglę elf i czekając na odpowiedź towarzyszy począł się dokładnie rozglądać po okolicy..
Nemo Me Impune Lacessit..
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
Jak już obcy zniknął za zakrętem, Aldur cichym głosem powiedział:
Może by kto tak za nim poszedł? I sprawdził co i gdzie będzie robił? A reszta w tym czasie inne rzeczy będzie robić - rozejrzał się po towarzyszach - Najpierw to obejść by okolicę trzeba było, żeby sprawdzić czy nas co nie zaskoczy. Puszczanie czerwonego kura w mieście, za to na szafot możemy trafić. Albo jak się ogień przeniesie, to nas ludzie zlinczują. Nie wiem czy nie prościej by było tego całego Oresa, w więzach straży zaprowadzić. Wiem że teraz to się trzeba decydować a nie rozmawiać, ale przy nim nie można bylo. Jak się już zdecydujemy że robotę bierzem, to ja bym spróbował z tym podchmielonymi podróżnymi. A jak nie, to tradycyjnie, pałą w łeb. A lampę to zostaw, na miejscu się chyba co nieco znajdzie.
Może by kto tak za nim poszedł? I sprawdził co i gdzie będzie robił? A reszta w tym czasie inne rzeczy będzie robić - rozejrzał się po towarzyszach - Najpierw to obejść by okolicę trzeba było, żeby sprawdzić czy nas co nie zaskoczy. Puszczanie czerwonego kura w mieście, za to na szafot możemy trafić. Albo jak się ogień przeniesie, to nas ludzie zlinczują. Nie wiem czy nie prościej by było tego całego Oresa, w więzach straży zaprowadzić. Wiem że teraz to się trzeba decydować a nie rozmawiać, ale przy nim nie można bylo. Jak się już zdecydujemy że robotę bierzem, to ja bym spróbował z tym podchmielonymi podróżnymi. A jak nie, to tradycyjnie, pałą w łeb. A lampę to zostaw, na miejscu się chyba co nieco znajdzie.
- Strażnikom oddać? I będzie słowo 4 podróżnych, przeciw słowu lokalnego szlachcica, że o jego przyjaciołach nie wspomnę.. myślę, iz to kiepski pomysł, skoro się już zdecydowaliśmy to wyjścia nie ma jak dokończyć robotę. Ucieczka z pieniędzmi to również pomysł średni - wolę ja go mieć później na swej czarnej liście, niż żebym na czarnej liście kogoś widniał. Śledzenie - zamyślił się elf - dobry pomysł, jednak wykonawców nam brakuje. Ja się na tym nie znam, wybacz Goldasthcie, ale krasnoludy też nie słyną ze zdolności podchodów, a ty i Moriento jesteście potrzebni tutaj.. Zwiad zawsze warto zrobić, możemy się rozejrzeć po okolicznych uliczkach, byleby uwagi nie przyciągać..
Nemo Me Impune Lacessit..
Sapnął cicho, odstawił beczułki i splunął charkotliwie rozglądając się dookoła. Włożył kciuki za pas i zagryzł usta kręcąc głową.
- Mnożą się nam psie juchy, mnożą... Miało być siedmiu, góra ośmiu, teraz tuzin... - wychrypiał - Zanim dojdziem to ich tam z pięćdziesięciu będzie...
Podciągnął pas, sprawdził czy topór da się szybko wysunąć, i popatrzył w ciemną uliczkę.
- Nic, trza nam obleźć kwartał i może coś wyniuchamy w drodze. Stać po próżnicy nie będzie dla nas dobrze, za jasno tutaj. Idyma?
- Mnożą się nam psie juchy, mnożą... Miało być siedmiu, góra ośmiu, teraz tuzin... - wychrypiał - Zanim dojdziem to ich tam z pięćdziesięciu będzie...
Podciągnął pas, sprawdził czy topór da się szybko wysunąć, i popatrzył w ciemną uliczkę.
- Nic, trza nam obleźć kwartał i może coś wyniuchamy w drodze. Stać po próżnicy nie będzie dla nas dobrze, za jasno tutaj. Idyma?
Idzcie po ulicach, byle ludziom za bardzo w oczy nie wlazic. Ja sprobuje jaki dach znalezc, coby z gory sie przyjrzec, a moze znajde jakie wejscie ktorym do faktorii dostac sie mozna nie bedac dostrzezonym przez straz. Tak czy owak - moze spotkajmy sie tu znow za godzine i zrelacjonujemy co znalezlismy...
- Godzina to długo nieco, ale i niech tak będzie. Więc do zobaczenia za godzinę - rzucił elf i zbiegł w uliczkę.
Cóż niezbyt znam się na włamaniach czy podchodzeniu ludzi, więc interesują mnie rzeczy takie, jakby zwierzęta na polowaniu podchodził - 1.droga dostępu (najlepiej gdyby między uliczkami się jakieś drzewa czy krzewy w których zaczaić się można znalazły) 2. Ilość strażników 3. Ich zachowania, czy są czujni, na ile często zmieniają swoje miejsce, być może wytypować takiego, któremu 'najmniej się chce', bo to świetny obiekt jako pierwszy cel, a później to już oby z górki 4. Droga odwrotu, tak by wycofać się po wywołaniu pożaru, ominąć jakieś tłoczne miejsca niedaleko samego magazynu, spojrzeć czy rzeczywiście i jak się pali, a następnie wrócić do karczmy.
Cóż niezbyt znam się na włamaniach czy podchodzeniu ludzi, więc interesują mnie rzeczy takie, jakby zwierzęta na polowaniu podchodził - 1.droga dostępu (najlepiej gdyby między uliczkami się jakieś drzewa czy krzewy w których zaczaić się można znalazły) 2. Ilość strażników 3. Ich zachowania, czy są czujni, na ile często zmieniają swoje miejsce, być może wytypować takiego, któremu 'najmniej się chce', bo to świetny obiekt jako pierwszy cel, a później to już oby z górki 4. Droga odwrotu, tak by wycofać się po wywołaniu pożaru, ominąć jakieś tłoczne miejsca niedaleko samego magazynu, spojrzeć czy rzeczywiście i jak się pali, a następnie wrócić do karczmy.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
avnar
- Reactions:
- Posty: 1140
- Rejestracja: 29 kwietnia 2009, 20:39
- Has thanked: 2 times
- Been thanked: 8 times
- No dobra, to bierzmy się do roboty, bo szkoda czasu. Jeszcze nas świt zastanie.
A ja się przejdę i poobserwuję kto jeszcze w okolicy nie śpi, czy chodzi straż nocna, jak daleko do portu. Interesują mnie też kanały, czy w ogóle są. Czy można byłoby ich użyć do ucieczki. Tak samo jeśli chodzi o studnie. Głupio by było gdybyśmy uciekali w kierunku studni, gdzie ludzie najpewniej ruszą aby gasić pożar. Ciekawy jestem z czego jest zbudowany cały ten skład, czy da się go w ogóle podpalić, no i w którą stronę wieje wiatr oraz czy się pogoda nie będzie zmieniać.
A ja się przejdę i poobserwuję kto jeszcze w okolicy nie śpi, czy chodzi straż nocna, jak daleko do portu. Interesują mnie też kanały, czy w ogóle są. Czy można byłoby ich użyć do ucieczki. Tak samo jeśli chodzi o studnie. Głupio by było gdybyśmy uciekali w kierunku studni, gdzie ludzie najpewniej ruszą aby gasić pożar. Ciekawy jestem z czego jest zbudowany cały ten skład, czy da się go w ogóle podpalić, no i w którą stronę wieje wiatr oraz czy się pogoda nie będzie zmieniać.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Wypowiadane półgłosem ustalenia poczynione zostały szybko i z troską o to, by nie dosłyszał ich nikt niepożądany, chociaż po oddaleniu się Jeruda Orresa i jego przybocznego kusznika u zbiegu ulic nie pojawił się żaden przechodzień. Z całego kwartału dobiegały najmitów odgłosy nocnego życia portowej dzielnicy, ale zdecydowana większość tych mieszkańców, którzy nie zamierzali się jeszcze kłaść spędzała czas na tarasach licznych tawern miast włóczyć się po porcie.
Mężczyźni rozeszli się bez zbędnych słów, pozostawiając obie nieporęczne beczułki z winem ukryte w ciemnym kącie zadaszenia i licząc na to, że odnajdą je po powrocie w nienaruszonym stanie. Nie chcąc poruszać się razem w obawie o zwrócenie na siebie niepożądanej uwagi skierowali kroki w sąsiadujące z faktorią Khadara Raffura uliczki, starając się cicho stawiać kroki i nadstawiając bacznie uszu w nasłuchiwaniu dźwięków mogących zdradzić obecność zbliżającego się patrolu straży miejskiej. Wszyscy mieli w pamięci zapewnienia tana Orresa o niechęci, jaką mieli przejawiać w najbliższym czasie stróżowie prawa pilnujący tego akuratnie kwartału, ale nikt nie wiedział, na ile można było słowom tym wierzyć, a interwencja tahargarskich strażników po burdzie z osmundzkimi żeglarzami jawnie dowodziła tego, że miejscowy garnizon sumiennie podchodził do swoich obowiązków.
Zwykli przechodnie, nawet noszący broń, zapewne zostaliby zmuszeni jedynie do przedstawienia swego miana i powodów nocnego spaceru, a potem puszczeni wolno, jednakże świadomi konsekwencji wzniecenia pożaru najmici woleli mieć pewność, że nikt nie powiąże ich twarzy z zajściami mającymi mieć niebawem miejsce w kupieckiej faktorii.
Wątek techniczny
Aby rozpisać szczegółowe poczynania, muszę mieć jeszcze dokładniejsze deklaracje. Jak rozumiem, Moriento interesuje się w pierwszej kolejności dachami i możliwością obserwacji okolicy z ich wysokości, natomiast Aldur zamierza obejść kwartał bardziej oddalonymi uliczkami dokonując ogólnego rekonesansu. Pozostają zatem elf i krasnolud oraz dwie uliczki do zbadania: pierwsza, na której znajduje się fronton faktorii oraz druga, w głębi, na którą wychodzi po przeciwnej stronie tył posiadłości. Kto sprawdza co?
Wypowiadane półgłosem ustalenia poczynione zostały szybko i z troską o to, by nie dosłyszał ich nikt niepożądany, chociaż po oddaleniu się Jeruda Orresa i jego przybocznego kusznika u zbiegu ulic nie pojawił się żaden przechodzień. Z całego kwartału dobiegały najmitów odgłosy nocnego życia portowej dzielnicy, ale zdecydowana większość tych mieszkańców, którzy nie zamierzali się jeszcze kłaść spędzała czas na tarasach licznych tawern miast włóczyć się po porcie.
Mężczyźni rozeszli się bez zbędnych słów, pozostawiając obie nieporęczne beczułki z winem ukryte w ciemnym kącie zadaszenia i licząc na to, że odnajdą je po powrocie w nienaruszonym stanie. Nie chcąc poruszać się razem w obawie o zwrócenie na siebie niepożądanej uwagi skierowali kroki w sąsiadujące z faktorią Khadara Raffura uliczki, starając się cicho stawiać kroki i nadstawiając bacznie uszu w nasłuchiwaniu dźwięków mogących zdradzić obecność zbliżającego się patrolu straży miejskiej. Wszyscy mieli w pamięci zapewnienia tana Orresa o niechęci, jaką mieli przejawiać w najbliższym czasie stróżowie prawa pilnujący tego akuratnie kwartału, ale nikt nie wiedział, na ile można było słowom tym wierzyć, a interwencja tahargarskich strażników po burdzie z osmundzkimi żeglarzami jawnie dowodziła tego, że miejscowy garnizon sumiennie podchodził do swoich obowiązków.
Zwykli przechodnie, nawet noszący broń, zapewne zostaliby zmuszeni jedynie do przedstawienia swego miana i powodów nocnego spaceru, a potem puszczeni wolno, jednakże świadomi konsekwencji wzniecenia pożaru najmici woleli mieć pewność, że nikt nie powiąże ich twarzy z zajściami mającymi mieć niebawem miejsce w kupieckiej faktorii.
Wątek techniczny
Aby rozpisać szczegółowe poczynania, muszę mieć jeszcze dokładniejsze deklaracje. Jak rozumiem, Moriento interesuje się w pierwszej kolejności dachami i możliwością obserwacji okolicy z ich wysokości, natomiast Aldur zamierza obejść kwartał bardziej oddalonymi uliczkami dokonując ogólnego rekonesansu. Pozostają zatem elf i krasnolud oraz dwie uliczki do zbadania: pierwsza, na której znajduje się fronton faktorii oraz druga, w głębi, na którą wychodzi po przeciwnej stronie tył posiadłości. Kto sprawdza co?
Jako, że interesują mnie drogi dojścia i wycofania się, to bardziej będę zainteresowany uliczką z tyłu. Spokojnym krokiem, opierając się na lasce przechodzę, tak by trudno mnie było dostrzec z samego magazynu, ale mimo wszystko krokiem jak najbardziej normalnym, by w razie czego nie wzbudzać podejrzeń. Co dokładnie mnie interesuje opisałem wcześniej, więc chyba tyle z mojej strony. Mam nadzieję, iż któregoś z pachołków uda się wskazać na to 'najsłabsze ogniwo', dlatego też nie ryzykując zbytnio, ale będąc juz z tyłu chciałbym podejść na tyle blisko, na ile da się nie wzbudzając podejrzeń, mogę się nawet w pobliżu zatrzymać wiążąc buta, kichając czy pozorując inną tego typu sytuację.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan
Katańczyk przygryzł odruchowo wargi, kiedy palce jego prawej dłoni ześlizgnęły się z wąziutkiego gzymsu na pierwszym piętrze kamienicy i mężczyzna omal nie stracił równowagi spadając na drewniany daszek szopy na opał będącej pierwszym przystankiem w jego drodze na dach budynku. Na zagraconym tylnym podwórzu posiadłości panowały niemal nieprzeniknione ciemności, ale dwukrotnie Moriento musiał zastygać w bezruchu potrąciwszy niechcący jakieś cuchnące starymi rybami drewniane skrzynki. Nikt wewnątrz rozbrzmiewającego stłumionymi głosami domostwa nie zwrócił na te hałasy uwagi, zapewne z powodu słyszanych co chwila wrzasków zdziczałych kotów, które zaciekle walczyły w pobliskich zaułkach o apetyczne odpadki.
Przewieszona przez plecy kusza dyndała na rzemiennym pasie grożąc stuknięciem o jedną z okiennic, toteż Katańczyk nader ostrożnie poruszył ręką łapiąc pewniejsze oparcie i podciągając się bezgłośnie na wysokość grymsu. Z pobliskiego okna, uchylonego nieznacznie i ziejącego czernią panującej w środku ciemności, uszu mężczyzny dobiegały rozpraszające nieco uwagę i ożywiające w zamian wyobraźnię dźwięki uprawianej w szaleńczym tempie miłości, utrwalające Morientiego w przekonaniu, iż w takich okolicznościach nawet stuknięcie kuszy w okiennicę mogłoby nie zwrócić uwagi przebywającej w pokoju pary namiętnych kochanków.
Szepcząc bezgłośnie słowa modlitwy Katańczyk dotarł w końcu do krawędzi dachu, łapiąc ją obiema rękami i podciągając się do góry z lekkim stęknięciem. Znieruchomiał na chwilę leżąc na brzuchu na płaskim dachu i oddychając głęboko, potem otarł z potu czoło i przemieścił się na czworakach w stronę przeciwnej strony budynku.
Wyzierając na pogrążoną w półmroku ulicę dostrzegł położoną w jej głębi faktorię handlarza rybami, wyrastającą ponad niższe domostwa swymi wysokimi ścianami i stromym dachem. Kucający na skraju dachu Moriento obrzucił bacznym spojrzeniem kamienne ogrodzenie posiadłości, widoczny z wysokości dachu dziedziniec i kilka postaci stojących wokół umieszczonej obok żelaznej bramy maźnicy.
Wątek techniczny
Moriento zdołał znaleźć dogodny dach, toteż poczynił pierwsze obserwacje. Posiadłość Raffura otoczona jest wysokim na trzy metry kamiennym murem, zastąpionym na wysokości pierwszej ulicy dwuskrzydłową żelazną bramą z grubych prętów. Na dziedzińcu przed faktorią stoją jakieś wozy, pryzmy pudeł i inne przeszkody terenowe nieznanego z powodu ciemności przeznaczenia, bardziej interesująca wydaje się jednak grupka czterech strażników stojących przy zapalonej maźnicy opodal zamkniętej bramy, zauważalnie rozluźnionych i wybuchających co chwila rubasznym śmiechem.
Katańczyk przygryzł odruchowo wargi, kiedy palce jego prawej dłoni ześlizgnęły się z wąziutkiego gzymsu na pierwszym piętrze kamienicy i mężczyzna omal nie stracił równowagi spadając na drewniany daszek szopy na opał będącej pierwszym przystankiem w jego drodze na dach budynku. Na zagraconym tylnym podwórzu posiadłości panowały niemal nieprzeniknione ciemności, ale dwukrotnie Moriento musiał zastygać w bezruchu potrąciwszy niechcący jakieś cuchnące starymi rybami drewniane skrzynki. Nikt wewnątrz rozbrzmiewającego stłumionymi głosami domostwa nie zwrócił na te hałasy uwagi, zapewne z powodu słyszanych co chwila wrzasków zdziczałych kotów, które zaciekle walczyły w pobliskich zaułkach o apetyczne odpadki.
Przewieszona przez plecy kusza dyndała na rzemiennym pasie grożąc stuknięciem o jedną z okiennic, toteż Katańczyk nader ostrożnie poruszył ręką łapiąc pewniejsze oparcie i podciągając się bezgłośnie na wysokość grymsu. Z pobliskiego okna, uchylonego nieznacznie i ziejącego czernią panującej w środku ciemności, uszu mężczyzny dobiegały rozpraszające nieco uwagę i ożywiające w zamian wyobraźnię dźwięki uprawianej w szaleńczym tempie miłości, utrwalające Morientiego w przekonaniu, iż w takich okolicznościach nawet stuknięcie kuszy w okiennicę mogłoby nie zwrócić uwagi przebywającej w pokoju pary namiętnych kochanków.
Szepcząc bezgłośnie słowa modlitwy Katańczyk dotarł w końcu do krawędzi dachu, łapiąc ją obiema rękami i podciągając się do góry z lekkim stęknięciem. Znieruchomiał na chwilę leżąc na brzuchu na płaskim dachu i oddychając głęboko, potem otarł z potu czoło i przemieścił się na czworakach w stronę przeciwnej strony budynku.
Wyzierając na pogrążoną w półmroku ulicę dostrzegł położoną w jej głębi faktorię handlarza rybami, wyrastającą ponad niższe domostwa swymi wysokimi ścianami i stromym dachem. Kucający na skraju dachu Moriento obrzucił bacznym spojrzeniem kamienne ogrodzenie posiadłości, widoczny z wysokości dachu dziedziniec i kilka postaci stojących wokół umieszczonej obok żelaznej bramy maźnicy.
Wątek techniczny
Moriento zdołał znaleźć dogodny dach, toteż poczynił pierwsze obserwacje. Posiadłość Raffura otoczona jest wysokim na trzy metry kamiennym murem, zastąpionym na wysokości pierwszej ulicy dwuskrzydłową żelazną bramą z grubych prętów. Na dziedzińcu przed faktorią stoją jakieś wozy, pryzmy pudeł i inne przeszkody terenowe nieznanego z powodu ciemności przeznaczenia, bardziej interesująca wydaje się jednak grupka czterech strażników stojących przy zapalonej maźnicy opodal zamkniętej bramy, zauważalnie rozluźnionych i wybuchających co chwila rubasznym śmiechem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Kwartał dzielnicy portowej, Tahar-gar, Tabadan
Starając się sprawiać wrażenie człeka pozbawionego trosk i szukającego dobrego napitku lub gorącego młodego ciała na resztę nocy, Aldur przemierzał sąsiadujące z faktorią Raffura ulice portowej dzielnicy z oczami bacznie lustrującymi każdy ich zakątek. Tu i ówdzie natrafił na przechodniów, głównie podpitych już i szukających prócz zabawy również zaczepki marynarzy, za każdym jednak razem rzut oka na jego rosłą posturę, noszącą u pasa siekierę oraz przewieszoną przez plecy tarczę wystarczał, by ludzie morza rezygnowali z bliższej znajomości z drwalem, ograniczając się do odprowadzania go złym wzrokiem.
W kilku tawernach wciąż było gwarno i tłoczno, z ich zasntych fajczanym dymem wnętrz dobiegały pijackie śpiewy, pokrzykiwania i dźwięki instrumentów. Tabadańczyk nie zwracał na nie większej uwagi, uważnie przyglądając się w zamian zabudowie kwartału, układowi uliczek i usytuowaniu najbliższej studni. Wszystkie budynki wydawały się opierać na tym samym wzorcu architektonicznym: na masywnej podstawie z gładko ociosanych kamiennych bloków sięgających pierwszego piętra i zastąpionych na wyższych kondygnacjach drewnem. Wypełniające rynsztoki nieczystości spływały uliczkami w dół położonego na niewielkim wzniesieniu terenu miasta, zmierzając w stronę basenów portowych i falującej nich cuchnącej fekaliami wody.
Portowa dzielnica Tahar-garu pozbawiona była jakiejkolwiej formy kanalizacji, nad czym pragmatyczny drwal szczerze ubolewał, mając raz w życiu sposobność ujrzeć na własne oczy ów wynalazek autorstwa krasnoludów w jednym z miast północnego Tabadanu. Kanały takie, oprócz ewidentnej zalety w utrzymywaniu przynajmniej względnej higieny, stanowiły też w uzasadnionych okolicznościach wyborną, aczkolwiek wybitnie niekomfortową drogę odwrotu.
Wątek techniczny
Aldur wie już, gdzie znajduje się najbliższa studnia, poznał pobieżnie układ kwartału. Noc jest praktycznie bezksiężycowa i bezwietrzna, nic nie wskazuje na rychłą zmianę pogody. Pierwsze wrażenie z oględzin okolicznych budowli nasuwa na myśl wniosek, że wzniecenie pożaru z poziomu parteru będzie mocno utrudnione z powodu zastosowania kamiennego budulca (chyba, że podłożycie ogień od wewnątrz albo faktoria w przeciwieństwie do innych domostw będzie w całości wzniesiona z drewna).
Starając się sprawiać wrażenie człeka pozbawionego trosk i szukającego dobrego napitku lub gorącego młodego ciała na resztę nocy, Aldur przemierzał sąsiadujące z faktorią Raffura ulice portowej dzielnicy z oczami bacznie lustrującymi każdy ich zakątek. Tu i ówdzie natrafił na przechodniów, głównie podpitych już i szukających prócz zabawy również zaczepki marynarzy, za każdym jednak razem rzut oka na jego rosłą posturę, noszącą u pasa siekierę oraz przewieszoną przez plecy tarczę wystarczał, by ludzie morza rezygnowali z bliższej znajomości z drwalem, ograniczając się do odprowadzania go złym wzrokiem.
W kilku tawernach wciąż było gwarno i tłoczno, z ich zasntych fajczanym dymem wnętrz dobiegały pijackie śpiewy, pokrzykiwania i dźwięki instrumentów. Tabadańczyk nie zwracał na nie większej uwagi, uważnie przyglądając się w zamian zabudowie kwartału, układowi uliczek i usytuowaniu najbliższej studni. Wszystkie budynki wydawały się opierać na tym samym wzorcu architektonicznym: na masywnej podstawie z gładko ociosanych kamiennych bloków sięgających pierwszego piętra i zastąpionych na wyższych kondygnacjach drewnem. Wypełniające rynsztoki nieczystości spływały uliczkami w dół położonego na niewielkim wzniesieniu terenu miasta, zmierzając w stronę basenów portowych i falującej nich cuchnącej fekaliami wody.
Portowa dzielnica Tahar-garu pozbawiona była jakiejkolwiej formy kanalizacji, nad czym pragmatyczny drwal szczerze ubolewał, mając raz w życiu sposobność ujrzeć na własne oczy ów wynalazek autorstwa krasnoludów w jednym z miast północnego Tabadanu. Kanały takie, oprócz ewidentnej zalety w utrzymywaniu przynajmniej względnej higieny, stanowiły też w uzasadnionych okolicznościach wyborną, aczkolwiek wybitnie niekomfortową drogę odwrotu.
Wątek techniczny
Aldur wie już, gdzie znajduje się najbliższa studnia, poznał pobieżnie układ kwartału. Noc jest praktycznie bezksiężycowa i bezwietrzna, nic nie wskazuje na rychłą zmianę pogody. Pierwsze wrażenie z oględzin okolicznych budowli nasuwa na myśl wniosek, że wzniecenie pożaru z poziomu parteru będzie mocno utrudnione z powodu zastosowania kamiennego budulca (chyba, że podłożycie ogień od wewnątrz albo faktoria w przeciwieństwie do innych domostw będzie w całości wzniesiona z drewna).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Frontowa ulica faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Goldasth stawiał kroki bardzo ostrożnie, mimo swej zwalistej postury poruszając się nadspodziewanie cicho i skrycie. Sunął wzdłuż ścian domostw po przeciwnej stronie ulicy, niknąc w rzucanym przez nie głębokim mroku i kuląc na wszelki wypadek i tak już niską sylwetkę.
Kiedy w zamkniętym początkowo wysokim kamiennym murem polu widzenia krasnoluda pojawiła się kuta z żelaza brama, brodaty rębajło znieruchomiał zaglądając pomiędzy grubymi prętami na dziedziniec posiadłości, wciąż skulony po przeciwnej stronie ulicy i nie ważący się nawet głośniej odetchnąć.
Nieopodal bramy trzaskała płomieniami niewielka maźnica, przy której stali czterej mężczyźni, na pierwszy rzut oka bądź to ludzie czystej krwi bądź mieszańcy bardzo ludzi przypominający. Bystry wzrok Goldastha w mig dostrzegł ich nabijane mosiężnymi guzami kubraki, skórzane mycki pociesznego kształtu popularne w tych stronach, a nieodmiennie przyprawiające krasnoluda o wesołość oraz noszone przy szerokich pasach szable. Strażnicy rozmawiali między sobą w talinoi, toteż nie znający tego języka Goldasth zżymał się w myślach nie rozumiejąc ani jednego ich słowa, sporo potrafił jednak wyczytać z rozluźnionej pozy mężczyzn i wyraźnej beztroski dźwięczącej w ich głosach.
Nigdzie nie widać było wzmiankowanego przez Orresa tuzina pachołków, toteż Goldasth gotów był już uznać, że być może szlachcic nazbyt wyolbrzymił liczbę nocnych strażników.
Wątek techniczny
Ponieważ prześlizgnięcie się wzdłuż ulicy poza bramę oznacza spore ryzyko dostrzeżenia kątem oka przez strażników, Goldasth przyczaił się na razie w dotychczasowym miejscu. Nowe deklaracje lub pytania?
Goldasth stawiał kroki bardzo ostrożnie, mimo swej zwalistej postury poruszając się nadspodziewanie cicho i skrycie. Sunął wzdłuż ścian domostw po przeciwnej stronie ulicy, niknąc w rzucanym przez nie głębokim mroku i kuląc na wszelki wypadek i tak już niską sylwetkę.
Kiedy w zamkniętym początkowo wysokim kamiennym murem polu widzenia krasnoluda pojawiła się kuta z żelaza brama, brodaty rębajło znieruchomiał zaglądając pomiędzy grubymi prętami na dziedziniec posiadłości, wciąż skulony po przeciwnej stronie ulicy i nie ważący się nawet głośniej odetchnąć.
Nieopodal bramy trzaskała płomieniami niewielka maźnica, przy której stali czterej mężczyźni, na pierwszy rzut oka bądź to ludzie czystej krwi bądź mieszańcy bardzo ludzi przypominający. Bystry wzrok Goldastha w mig dostrzegł ich nabijane mosiężnymi guzami kubraki, skórzane mycki pociesznego kształtu popularne w tych stronach, a nieodmiennie przyprawiające krasnoluda o wesołość oraz noszone przy szerokich pasach szable. Strażnicy rozmawiali między sobą w talinoi, toteż nie znający tego języka Goldasth zżymał się w myślach nie rozumiejąc ani jednego ich słowa, sporo potrafił jednak wyczytać z rozluźnionej pozy mężczyzn i wyraźnej beztroski dźwięczącej w ich głosach.
Nigdzie nie widać było wzmiankowanego przez Orresa tuzina pachołków, toteż Goldasth gotów był już uznać, że być może szlachcic nazbyt wyolbrzymił liczbę nocnych strażników.
Wątek techniczny
Ponieważ prześlizgnięcie się wzdłuż ulicy poza bramę oznacza spore ryzyko dostrzeżenia kątem oka przez strażników, Goldasth przyczaił się na razie w dotychczasowym miejscu. Nowe deklaracje lub pytania?
Rozglądam się czy przez pręty można dojrzeć padające skądś światło (okna/drzwi). Jeśli nie widać nic ciekawego może uda mi się obejść budynki tak żeby uniknąć spostrzeżenia z bramy i obejrzeć końce ulicy. Dla spokoju.
Czy można zauważyć czy maźnica jest umiejscowiona na stałe czy można ją jakoś przenieść albo czy można by ją przewrócić... Potem mogę powoli wracać w zaciszne miejsce sprawdzić czy beczułki na miejscu.
EDIT. I czy gdzieś w pobliżu nie wpadły komuś w oczy drabina, skrzynie, sznury... Inaczej chyba "od tylca" ciężko będzie sforsować mur.
Czy można zauważyć czy maźnica jest umiejscowiona na stałe czy można ją jakoś przenieść albo czy można by ją przewrócić... Potem mogę powoli wracać w zaciszne miejsce sprawdzić czy beczułki na miejscu.
EDIT. I czy gdzieś w pobliżu nie wpadły komuś w oczy drabina, skrzynie, sznury... Inaczej chyba "od tylca" ciężko będzie sforsować mur.
Ostatnio zmieniony 14 lipca 2011, 23:55 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.