Strona 6 z 87

: 11 maja 2012, 18:37
autor: deliad
Wątek techniczny:
Poszukajmy tego opuszczonego domu, od którego wycieczkę chcemy zacząć.

: 11 maja 2012, 21:43
autor: Keth
Wątek techniczny

Pragnę nadmienić, że nigdzie nie wspominałem o opuszczonym domu, a jedynie o bardziej przystępnym budynku :P W tej dzielnicy nie ma chyba ani jednej niezamieszkanej klitki, więc musicie być przygotowani na to, że w każdej chwili wszędzie możecie się natknąć na jakiegoś mieszkańca (aczkolwiek w nocy ryzyko jest mniejsze, zwłaszcza w trakcie śnieżycy).

Pomysł z naprowadzaniem na właściwy dach przez Volkha nader trafny! Zakładacie na buty wiadome szpikulce? Bierzecie pełny sprzęt czy tylko część oręża? Inne istotne dla MG deklaracje?

: 11 maja 2012, 21:49
autor: Araven
Szpikulce obowiązkowo, lina jakaś, ja tylko topór biorę, mam go na plecach i nóż.

: 12 maja 2012, 06:34
autor: deliad
Wątek techniczny:
Biorę szpikulce i mój(nie mój) toporek. Luneta też się może przydać. Skórznia obowiązkowo. Zwój liny by się przydał.
Z tym opuszczonym domem to nadinterpretacja. Wydumałem sobie, że po ucieczce przemytników został, albo po zbyt gorliwej akcji szarych.

: 12 maja 2012, 14:03
autor: 8art
Watek techniczny

Volkh bedzie stal na czatach zatem. Na wszelki wypadek zabiera miecz. Zbroje tez zaklada, chic pewnie okrywa ja jakims futrem.

: 12 maja 2012, 19:54
autor: Keth
14 dzień Martusu 602 AR, pod "Czarnym Dzikiem"

Pora robiła się coraz późniejsza, toteż w gościnnej izbie gospody ruch znacznie zelżał, a szukający ciepłej strawy goście zniknęli zastąpieni tymi przedkładającymi ponad jadło napitki. Tu i ówdzie na blatach stołów pojawiły się tekturowe karty do gry lub kości, wieszcząc rozpoczęcie bardziej rozrywkowej części dnia. Znane już kuzynom dziewki służebne zniknęły zastąpione innymi, mającymi zapewne usługiwać klientom do białego rana.

- Pójdziemy dachami, jakeśmy się umówili - powiedział ściszonym głosem Ivan - Ja i Ivash, bośmy mnie od ciebie piwa wypili, Volkh. Jeno tego trza, coby ci się noga obślizgła na jakim goncie. Będziesz szedł dołem, a pokazywał, który to dom tego Ryna.

- Cichaj, bo ktosik tu idzie - odezwał się znienacka siedzący w kącie i mający baczenie na całą salę Nazarko. Karakov i Wilimov obejrzeli się za siebie, podnieśli wzrok dostrzegając dwóch zatrzymujących się przy narożnym stole mężczyzn.

- Sami tacy i smutni po gębach - powiedział pierwszy z nich, jasnowłosy drągal o pucołowatych khardyckich rysach twarzy - Od razu poznać, że przejezdni, co się tutaj obco czują, a tak przecie nie lza.

Drugi nieznajomy zaśmiał się znacząco, niby przyjaźnie, ale ze sporą domieszką ironii. On również sprawiał wrażenie rodowitego Kharda, przede wszystkim silnym południowym akcentem.

- Bardzo to nie lza - powtórzył pierwszy wesołek, potrząsając trzymanym w dłoniach metalowym kubkiem, w którym coś grzechotało - Taki zostawiony samemu sobie przejezdny gotów pomyśleć, że Cherov to smutaśne miasto, a to przecie nieprawda. Trza tedy takiego gościa stosownie zabawić. Chcecie poturlać kości, przyjaciele?


Wątek techniczny

Nie ma to jak przyjazny miejscowy, który troskliwie zadba o samopoczucie turystów, prawda? Jesteście zainteresowani bliższą znajomością bądź wręcz samą grą? Czy może wolicie popędzić natrętów precz, a jeśli tak, to w jaki sposób?

: 12 maja 2012, 21:08
autor: deliad
- Nauki Menotha mówią, że hazard jest złem. Jak chcesz nas rozweselić to coś zaśpiewaj i zatańcz. Setnie się uśmiejemy - przemówił Ivash wpatrując się w obcych z obojętną miną.

Takie zaproszenie do gry w kości przez miejscowych równało się z pustą kiesą. Miejscowi pewnie by oszukiwali, a gdyby kossyci chcieli im to zarzucić skończyło by się na bitce. Miłośnicy gry w kości mieli tu więcej znajomych więc należało "grzecznie" odmówić.

: 12 maja 2012, 21:51
autor: 8art
- Smutnim, bo w sakiewce pustka. - Volkh postanowil zmniejszyc nieco atrakcyjnosc lupu, jakim zdawali sie dla Khardow, choc osobiscie myslal, ze miejscowym bardziej do okazji do bitki szukali.


Watek techniczny

Volkh trzyma sie opcji, ze gra z nimi nie ma sensu bo nawet nie maja kasy. Na ewentualna propozycje "pozyczki", zareaguje stanowczym nie. Menitom nie przystoi lichwa i hazard.

: 13 maja 2012, 21:03
autor: Keth
14 dzień Martusu 602 AR, pod "Czarnym Dzikiem"

Przyjacielscy żartownisie wzruszyli ramionami, robiąc fałszywie współczujące miny i zerkając jednocześnie na siebie wzajemnie; tak szybko i dyskretnie, że Ivan omal tego nie przeoczył.

- Skoroście tak straszniście z dutków odarci, bywajcie w pokoju - odrzekł bliższy z nich, ten pucołowaty z metalowym kubkiem - Gołodupce też mili ludkowie, wszelako zabawa z nimi mniej przyjemności przynosi jak z tymi zamożnymi.

Machnąwszy ręką obaj miłośnicy hazardowych gier wycofali się pod kontuar znikając pośród innych gości, jednakże odprowadzający ich wzrokiem Karakov dostrzegł jak drugi z mężczyzn, ten o silnym akcencie świadczącym o pochodzeniu z południa kraju, wymienił sfrustrowane spojrzenie z jednym z miejscowych pomagierów, wzruszając rękami i pokazując na Kossytów skrycie sposobem, który mógł w oczach Ivana ujść za obraźliwy.


Wątek techniczny

Panowie niby okazali zrozumienie, ale byli nieco rozczarowani. I jak tam, ludkowie mili, wybieramy się na nocny spacer na dużej wysokości?

: 13 maja 2012, 21:14
autor: deliad
Wątek techniczny:
Tak, ale po dokładnym upewnieniu, że nie mamy "ogona".

: 13 maja 2012, 21:15
autor: Araven
Trzeba się przewietrzyć, ruszamy ku domowi Ryna, a raczej do budynku innego, z którego poddasza na poddasze domu Ryna mamy się dostać.

: 21 maja 2012, 21:09
autor: Keth
14 dzień Martusu 602 AR, na ulicach Cherovu

Wraz z zapadnięciem ciemności ulice Cherovu niemal się wyludniły, tym bardziej, że z nieba ponownie sypnął śnieg. Mróz przybrał na sile, zmrażając maszerujących cicho młodzieńców do szpiku kości. Rosnące z każdą godziną zaspy przeszkadzały w podróży, grzęznące w nich buty napełniały się sypkim śniegiem, który topniał w kontakcie z ludzką skórą mocząc wełniane skarpety Kossytów.

Minęli dom Ossiana Chaleria trzymając się przezornie przeciwnej strony ulicy, starając się sprawiać wrażenie śpieszących do domu przypadkowych przechodniów. Buchające z ust młodzieńców obłoczki pary przywiodły Volkhowi znienacka na myśl kolejowe parowozy, które jeździły przez Cherov, a których z powodu zbyt krótkiego pobytu w mieście myśliwy nie zdążył jeszcze zobaczyć na własne oczy.

- Ten będzie dobry - oszacował półgłosem Ivash kilka domów dalej, natrafiając na mieszkalny budynek sąsiadujący z przybudówką o niskim, niezbyt spadzistym dachu - Z daszku na daszek, a tam przy zbiegu ścian wleziemy całkiem na górę. Żeby jeno troszkę mniej śnieżyło, psiamać!

- Nie miałkaj! - syknął równie cicho Ivan sięgając ręką do butów i pociągając za dźwignie kolczastych uchwytów Wilimova. Żelazo szczęknęło ledwie słyszalnie, podeszwy butów zjeżyły się metalowymi szpikulcami na podobieństwo grzbietów jeży.

- Volkh, dobrze pamiętasz gdzie był ten dom? - upewnił się Nazarko - Cobyśmy jakowejś babie pod ciepłą kołdrę nie wleźli przez omyłkę.

- Do tej jasnowłosej z ulicy Tolsova to byś się pewnie ochoczo wkradł, co? - prychnął Wilimov machając jednocześnie ręką w sposób mający dać do zrozumienia, że doskonale wie, gdzie ma kuzynów poprowadzić.


Wątek techniczny

No to pora się powspinać. Kuzyni znaleźli odpowiedni domek jakieś sto metrów od właściwego celu, umożliwiający w miarę proste podejście do wyżej położonych dachów. Ivan i Ivash pakują się na górę, a Volkh z poziomu ulicy naprowadza ich na cel - chyba, że chcecie zmienić ten opracowany dla potrzeb urlopu 8ART-a plan zakładający proksowanie Volkha?

Aha, żadnego ogona nigdzie nie widać!

: 21 maja 2012, 21:16
autor: Araven
Techniczny:
Chyba zostaniemy przy tym pierwotnym planie. No chyba, że trafimy we trzech na poddasze Ryna bez Vołkha jako punktu orientacyjnego.

: 21 maja 2012, 21:58
autor: 8art
Watek techniczny

Jesli trafimy bez punktu orientacyjnego to mozemy sprobowac w trojke.

: 21 maja 2012, 23:11
autor: Keth
14 dzień Martusu 602 AR, na ulicach Cherovu

Metalowe szpikulce bardzo podnosiły przyczepność butów do drewnianych gontów dachu, toteż Ivash Nazarko kolejny raz z rzędu pochwalił w myślach wynalazek Volkha, w fazie projektowania rysikiem na kartce papieru bezlitośnie przez pozostałych dwóch krewniaków wydrwiony, a teraz z każdym krokiem bardziej szanowany i ceniony.

Zawinięci w płaszcze i zakapturzeni młodzieńcy bez trudu dostali się na pokryty grubą warstwą śniegu daszek przybudówki, stamtąd zaś przemknęli czym prędzej na położony piętro wyżej bardziej spadzisty dach właściwej kamienicy, trzymając się marznącymi na zimnym wietrze palcami metalowych klamer używanych czasami przez czyszczących kominy pachołków.

Znalazłszy się na śliskim wysokim dachu zaczęli dużo ostrożniejsze podchody, tutaj bowiem nagły upadek mógł się zakończyć tragicznym w skutkach uderzeniem w położony dużo niżej bruk ulicy.


Wątek techniczny

Nie ma tak, że wszystko przychodzi bez wysiłku! Sprawdźmy, na ile dobrze nasi pupile radzą sobie na dachu, bo nie dość, że noc jest ciemna, to jeszcze na dachu ślisko, a palce marzną. Zrobię pięć testów ZR dla pięciu kolejno pokonywanych domów, by zobaczyć, czy przemieszczanie się z dachu na dach pójdzie gładko (fuj, bardzo nieadekwatne do sytuacji słowo). PT 15, premia etniczna do wspinaczki +2, premia z kolczastych butów +1, do tego premie ze ZR naturalnie. Wyniki już niebawem ;)