Strona 6 z 70

: 13 listopada 2012, 18:08
autor: koszal
Mówisz jakbyś chciał byśmy skrzyżowali z nimi miecze Tecumsehu. Wiedz, że nie śmierci się boję, jeno pohańbienia. Znaczna ich była liczba, więc w razie katrupienia jedynie godność by się nam ostała, tchórzy zaś nikt by myślą nie wspomniał.

: 13 listopada 2012, 18:12
autor: Waylander
- Szamanie Caldamonie - Druss odezwał się do odwracającego się szamana- widzieliśmy coś jeszcze, nie wiem czy ma to znaczenie, ale piktowie z którymi był was współplemieniec wymalowali mu na piersi biała czaszkę. Chciałbym także zadać Ci pytanie
Jeśli szaman się nie sprzeciwi to zapytam się czy nie wie nic o dziwnych wydarzeniach w miejscu do którego mamy się udać, uważnie obserwuje jego reakcję.

EDIT eh no cóż znowu po czasie.


ARAVEN - edit: Caldamon zaniepokoił się na Twe słowa o wymalowaniu czaski na piersi owego Liguryjczyka. Podziękował. Szaman nic nie wie o wydarzeniach wokół wioski Delamira.

: 13 listopada 2012, 18:20
autor: Araven
Tecumseh na słowa Vanka rzekł, nie nie chciałem walki, mamy utrzymac pokój a nie dokładać osadnikom wrogów, prawie sprowokowałeś szamana by wydał rozkaz zaatakowania nas Vanko. Mówię ci po rz kolejny, waż swe słowa wobec barbarzynców bo zginiesz sam i my przy okazji.

: 13 listopada 2012, 18:22
autor: Araven
1289 EA, Rok Słońca 12 dzień miesiąca Jastrzębia (wiosna) wg kalendarza Aquilonii. Prowincja Oriskonie Westermarck, Pogranicze Aquilonii.

Wędrujecie około 3 godzin przez lasy prowincji Oriskonie, by dotrzeć do Delamiry, prowadzi Was Tecumseh.
Las Oriskonie puszcza Oriskonie zachowała niemal naturalny charakter. Choć wybrane rejony (głównie w pobliżu szlaków i traktów) zostały wytrzebione z drzew, to ponad 70 % prowincji wciąż pokrywa gęsty, wiekowy las. Osadnicy, w większości odważni ludzie z Tauranu, zapuszczają się w głąb boru, budując chaty, zakładając osady. Wydaje się, że czasem bliżsi są dzikim Piktom czy barbarzyńskim Cymmeryjczykom niż dzieciom cywilizacji. Jednak nawet oni nie znają większości tajemnic, które skrywa puszcza w Oriskonie. Dominują tu stare drzewa liściaste (dęby, buki, lipy, ale także jesiony, klony i wierzby), na północy las liściasty ustępuje mieszanemu, pojawiają się m.in. gigantyczne sekwoje.
Po tychże trzech godzinach docieracie do osady Delamira. Otworzono bramę, poznając Tecumseha.
Delamira - Niegdyś była to jedna z większych osad w Oriskonie. Liczyła sobie ponad czterystu mieszkańców, głównie traperów i myśliwych. Jednak od roku pech trapi Delamirę. Wpierw uschły plony, potem zaczęli ginąć ludzie, a bestie upodobały sobie stada osadników. Coraz więcej rodzin zaczęło opuszczać osadę. Obecnie pozostali tylko najtwardsi i najbardziej zdeterminowani. Osadę tworzy ok. 90 budynków (z dyli, krytych darnią), w chwili obecnej ledwie 1/3 jest wykorzystana. Palisada otaczająca Delamirę póki co jest w dobrym stanie, ale z czasem zacznie popadać w ruinę, bo nie jest należycie doglądana.
Wyróżniające się miejsca: dom barterowy (podniszczony), opuszczony warsztat garbarski, karczma (zaniedbana), posąg Mitry.
Im bliżej osady tym było ciszej, w promieniu godziny od wioski nie śpiewały ptaki, ani nie było śladów zwierzyny.
Wita was Derus (starszy wioski), w towarzystwie Svurta Gunderskiego najemnika w kolczudze z dwuręcznym mieczem, dowódcy miejscowej straży 20 osobowej, służą tu na zmianę mieszkańcy, na własny koszt.

: 13 listopada 2012, 18:38
autor: Waylander
Nie mieliśmy eskortować nowych osadników?

: 13 listopada 2012, 18:45
autor: el
Belvas zsunął popielaty kaptur odsłaniając twarz. Był nieco wyższy i miał jaśniejszą cerę niż zwykli być zamorańczycy. Odziedziczył jednak typową dla tego ludu drobną budowę, ciemne oczy iw łosy, które nosił krótko przystrzyżone. Jego zapadnięte policzki pokrywał kilkudniowy zarost. Na pierwszy rzut oka widać było ze jest młody i sprawny a jednocześnie w jakiś sposób wyniszczony od wewnątrz. Jego oczy błyszczały niepokojąco.

Przewieszona przez ramię kusza i kołczan z bełtami kołysały się miarowo w rytm kroków. Dłonie wspierał na zdobionych, obsydianowych rękojeściach dwóch bliźniaczych sztyletów. Uważny obserwator poznałby w Belvasie człowieka nawykłego do zabijania bez zbędnego hałasu. Wszystkie metalowe elementy pancerza zostały zabarwione na czarno by nie błyszczały w świetle, sprzączki łuskowego pancerza umieszczono tak, by robiły jak najmniej hałasu podczas skradania. Obserwując jak zabójca ubiera się co rano towarzysze mogli dostrzec jak wsuwa drobne ostrza w zakamarki odzienia. Pozornie rozbrojony nadal pozostawał śmiertelnie niebezpieczny.

Widząc nadchodzących mieszkańców Belvas skrzywił wargi w ironicznym uśmiechu.

Wyglądają zupełnie jak dzikusy. - pomyślał - Szlag, jeszcze kilka tygodni w tej barbarii i sam będę tak wyglądał... - dodał, pocierając zarośnięty policzek

Najemnik spojrzał wymownie na piktyjskiego przewodnika jakby chciał mu dać do zrozumienia, że pora żeby zaczął mówić.
Pójdzie człowiek na jeden wykład a tu półtorej strony wątku ;)

Opisałem nieco swoją postać, ale faktycznie dobrze by było, zeby każdy poświecił swojemu bohaterowi kilka akapitów.

Belvas nie lubi się wychylać, przywykł do działań w pojedynkę. Skoro mamy szefa - to niech szef gada z wioskowymi. My tu tylko robimy za zbrojną eskortę.

: 13 listopada 2012, 18:48
autor: Araven
Po wzajemnym przedstawieniu waszych postaci, otrzymaliście prawo wybrania sobie dowolnej wolnej chaty.
Tak Drussie. Popłyniecie w dół Rzeki Gromu by eskortować osadnich z Conajohary. Ale Tecumseh chciał was poznac ze starszym osady i Svutrem, oraz chciał byście zobaczyli Delamirę. Odpoczniecie z godzinke i wracacie do Wieży Niedźwidzia, stamtąd ruszycie promem na południe do kolejnej strażnicy w okolice Faktorii Handlowej kupca Brevana. Tam przenocujecie. Następnego dnia mają przypłynąc osadnicy. I będziecie ich eskortowac do Delamiry. Droga lądem zajmie 10-12 godzin.
Tempo nie za duże? Jak coś możemy zwolnić.

: 13 listopada 2012, 18:54
autor: Dobro
Zorian ściągnął swój kolczy czepiec, by podrapać się po poznaczonej bliznami łysej czaszce. Cała ta okolica zaczęła mu się coraz mniej podobać. Podczas służby stacjonował w garnizonie przy granicy z Nemedią. Zawsze wiedział z kim i przeciw komu walczy. Tutaj już pierwszego dnia był świadkiem odrażającej, ohydnej magii, od której włosy jeżyły się na skórze a bełt aż się prosił, by zostać wystrzelonym z kuszy. Teraz jeszcze ta cisza, która wydawała się wręcz nienaturalna w tej krainie pełnej lasów i kniei.

Aquiloński strzelec wyborowy postanowił, że po odbębnieniu formalności i powitaniach pójdzie pomodlić się przed posągiem Mitry. Odda hołd, jednocześnie prosząc o dotrwanie do emerytury z pokaźną sumką monet w sakiewkach.

Zorian spojrzał w kierunku oddalających się towarzyszy, by wiedzieć którą chatę wybiorą, i udał się na modły, ściągając cały ekwipunek i padając na kolana po cichu odprawiał modlitwę dziękczynną za przeżyty dzień, oraz o szczęście podczas wykonywania zadaniia. Aquilończyk niejednokrotnie przekonywał się, że przychylność Mitry znacznie zwiększa szanse na przeżycie. A przynajmniej bardzo w to wierzył.
Po zajęciu domu chciałbym chwilę poświęcić na omówienie bieżących wydarzeń.

: 13 listopada 2012, 19:08
autor: koszal
Z szerokim uśmiechem na poznaczonej okrutnym południowym słońcem twarzy Vanko rad widzieć zalążek cywilizacji powitał osadników. Wyraził słowa uznania dla ich wielkiego i ważnego wysiłku jakim jest wydzieranie dzikiej puszczy przestrzeni życiowej dla cywilizowanych ludów. Mimo kiepskiego stanu osady z aprobatą i wiarą spoglądał ku przyszłości tego miejsca, zaniepokojony jedynie przejściowo stanem karczmy.

Chętnie przejdę się po okolicy poznając uroki Delamiry.- oznajmił kompanom, jednocześnie czyniąc gest zapytania, czy ktoś nie chciałby mu towarzyszyć.
Moje nastawienie i wydawać by się mogło zadziorność wynika z faktu, że do niedawna Vanko był zarządcą w kopalni niewolników, w której pracowało sporo Piktów, wielu obcokrajowców spoza Hyborii, a nawet kilku Cymeryjczyków, tamże nauczył się nie szczędzić im bata, inaczej szybko zaczynawiali stawiać się swym panom. Nienawykły do dość raptownej zmiany ról Vanko z trudem powstrzymuje się od pomiatania rozmówcami zarazem łapiąc się na swej bezczelności. Gardzi dzikusami, cenić zwykł cywilizację i postęp w sposób wyraźny czując się w obecnej sytuacji jako nie u siebie, raczej zmuszony perspektywą głodu niż ochotą do obecnego zadania.
Edit: Araven: Vanko zauważyłeś, że wiekszość mieszkańców jest przygnębiona, mało kto się uśmiecha, jednym z zadowolonych jest Daulos mysliwy, usłyszałes jak ktos go zawołał po imieniu. Dostrzegłes też atrakcyjną aquilonkę o imieniu Aola. Zgrabna czarnowłosa, o brązowych oczach.

: 13 listopada 2012, 19:13
autor: Dobro
Ubiegłeś mnie :) Możemy uznać, że ten opis dotyczy wydarzeń po tym, jak już zwiedzicie wioske?
Chata wyglądała na opuszczoną w szybkim tempie. Porozrzucane meble i śmieci walały się po podłodze.

- Prawie jak w domu - mruknął aquilończyk.

Po dłuższej chwili przeznaczonej na sprzątanie, weteran zaprosił pozostałych najemników do okrągłego, drewnianego stołu, odkorkowując bukłak z winem. Gdy ustało szuranie krzeseł, żołnierz pociągnął łyk wina, otarł mokrą gębę zakurzonym kolczym rękawem, i spokojnym głosem zaczął mówić.

- A więc podsumujmy. Za Rzeką Gromu i Rzeką czarną słychać było piktyjskie bębny. Tecumesh postanowił, żebyśmy to sprawdzili. Jednocześnie ostrzegł nas, że za rzeką może stacjonować oddział liguryjczyków. Na miejscu okazało się, że to plemienie Sokołów odprawia rytualną zamianę duszy uwięzionego członka plemienia Kruka. Sokołów było około 50ciu, słabo uzbrojonych - tu Zorian zrobił pauze na chwilę, nawilżając winem zaschnięte gardło, i wzdychając głośno kontynuował. - Wśród nich był jeden liguryjczyk, któremu podczas rytuału wymalowano białą czaszkę. Przy łodzi czeka na nas grupa liguryjczyków w sile 15 ludzi. Twierdzą, że mają pozwolenie na przebywanie na tym terenie od sokołów. Wymieniliśmy z nimi informacje o rytuale dokonanym na członku plemienia Kruków. Wygląda na to, że są do nas neutralnie nastawieni, zdradzili nam położenie swojego obozu. Coś pominąłem? - spojrzał pytająco na pozostałych, dopijając duszkiem reszte wina z bukłaku. To było jego najdłuższe przemówienie od kilku ostatnich miesięcy, i już czuł suchość w gardle.

- W każdym bądź razie proponuje, by zostawić ich w spokoju i nie mieszać się w ich sprawy. Zróby co trzeba i wynośmy się stąd. Śmierdzi tu magią i śmiercią.
Wybaczcie, że przewinąłem trochę akcje, ale nie było czasu żeby to wszystko omówić.

: 13 listopada 2012, 19:17
autor: Araven
Właśnie chodzi o takie wpisy jak Dobro i Koszala. Ukazanie przemyślen waszych postci, ich punktu widzenia. To kształtuje postać, ona zaczyna żyć, a nie byc tylko zbiorem cyfr. Propozycja omówienia wydarzeń bieżących, bardzo dobra czekam na wpisy. Za godzinkę, dwie ruszacie z powrotem do canoe.
Edit: Podsumowania dokonał akquiloński weteran Zorian. Więc lecimy dalej.
Wioskę zamieszkuje około 120 dorosłych plus dzieci, widać że mieszkańcy są przygnębieni i przybici, wielu jest wychudłych. Wokół wioski roztacza sie aura ciszy i martwoty, by coś upolować trzeba chodzic coraz dalej. Drapieżniki atakują myśliwych, plony są słabe. W wiosce zostali najtwardsi osadnicy, reszta emigrowała. Nowa fala osadników z Thandary, byłych mieszkańców Conajohary, którzy zostali stamtąd wyparci przez Piktów Zogar Saga, gdy padł fort Tuscelan. Starszy wioski potwierdza słowa Tecumseha, uważa, iż wioska mogła paść ofiarą klątwy...

: 13 listopada 2012, 19:36
autor: koszal
Jeśli nie koliduje to z Twoimi planami Mistrzu może uznajmy, że w czasie gdy dłuższą chwilę Zorian sprząta chałupkę ja przechadzam się (sam, lub w towarzystwie) po okolicy. Wszystko i tak oglądam pobieżnie jednakże zapamiętując położenie co solidniejszych budynków. Podczas naszej wspólnej rozmowy przedstawię chłopakom wrażenia z ogólnego stanu osady. Jeśli coś zwraca moją uwagę proszę o opis w moim poprzednim poście, to zachowamy chronologię.
Daulos i Aola jak podejrzewam są w osadzie od niedawna. Ponieważ to jedyne uśmiechnięte twarze chętnie zamienię z nimi kilka słów, być może też myśliwy ma do zaoferowania jakieś ciekawe skórki po dobrej cenie. Nie będę tym zbytnio spowalniał akcji, ale jeśli to możliwe chciałbym dowiedzieć się, czy nękające mieszkańców osady zło w postaci ataków na myśliwych jest jednego typu- konkretnie, czy wszystkich myśliwych np pożarły tygrysy, czy też atakowani byli przez różne zwierzęta?
Co do Aoli- nie mamy niestety tyle czasu, bym jej czynił afekty, jednakże szczery romantyczny uśmiech wraz z pokłonem zdecydowanie chętnie uczynię
Info od Aravena: Oboje są stałymi mieszkancami, mieszkają tu od poczatku istnienia osady, czyli 15 lat. Daulos pokazał Ci skóry jakie ma, po jego chacie nie widać, by delamire gnębiły problemy łowieckie, ma dużo skór. Aola odwzajemniła Twój usmiech, ale zorientowałes sie, że to kobieta Svurta dowódcy straży.
Zatem chętnie kupię od Daulosa skórkę z bobra, lub z tygrysa- jeśli zaproponuje dobrą cenę. Przy okazji, skoro Daulos mieszka tu od tak dawna musiał dostrzec moment, w któym zaczęły się kłopoty. Być może ma jakąś własną na to teorię.
Technicznie to nadto się nie rozpisuję, bo nie wiem, czy wpisywać się tutaj, czy tworzyć nowy wpis, bo te wydarzenia nieco poprzedzają wpis Dobro.
Info Araven: Handel zostawmy na później, jak wrócicie z nowymi osadnikami. Daulos rzekł Ci, że od pół roku są problemy. Nie ma żadnej teorii, mówi, że o zwierzynę coraz trudniej.

: 13 listopada 2012, 20:08
autor: Araven
Wróciliście do Wieży Niedźwiedzia stamtąd, popłyneliście canoe do Faktorii do której jutro rano mają dotrzec osadnicy jakich macie eskortować. Niedługo po wypłynięciu na piktyjskiej stronie Rzeki Gromu godzine od Wieży, zauwazyliscie kilka ciał, martwych Piktów, 3 z plemienia Sokołow i jednego ze szczepu Kruka, co wywnioskował Tecumseh. Są całkowicie martwi i bez broni, sa też oskalpowani. Popłynęliście dalej, ale Sokoły weszły na ścieżkę wojenną...

Dotarliście do faktorii handlowej. Tam przenocujecie, rano dotrą osadnicy. Obmyślcie plan, ma byc kilkanaście wozów i około 30 ści rodzin osadniczych pod wodzą Taurusa.
Jak macie jakieś pytania, sugestie, lub wnioski, co do znalezionych Piktów walcie śmiało.

: 13 listopada 2012, 20:19
autor: koszal
Tecumsehu, nie znam aż tak dobrze zwyczajów Twego ludu. Czy możliwe jest, by zwycięska strona oskalpowała zarówno wrogów, jak i własnych martwych współplemieńców?
- zrażony bestialskim, prymitywnym zwyczajem dzikiego ludu Vanko spoglądał z obrzydzeniem nie tyle na ciała ile na myśl o tym, co ze skalpami czynią tępe małpoludy.

/Pewnie zaklejają tym gęby swoich głupich rozwrzeszczanych samic/- pomyślał i uśmiechnął się sam do swojego cywilizowanego pomysłu.

: 13 listopada 2012, 20:26
autor: Araven
Odpowiedź Tecumseha: Myślę, że najpierw Sokoły dopadły i oskalpowały Kruki a potem przybyły inne Kruki i oskalpowały zwycięskie Sokoły. Z jakichś powodów nie zabrali zabitych, może ścigali pozostałe Sokoły i niedługo wrócą po ciała swoich.