
PBF - Dar Skorpiona
Powalony potęznymi ciosami Ieyasu samuraj obficie broczył krwią za złąmanego ramienia i naruszonej szczęki. Umorusany we krwi i czarnej, cuchnącej mazi samuraj zdawał się jednak być człowiekiem. Leżący samuraj nie poruszał się, nawet gdy Ieyasu trącił go tetsubo. Starajac się nie dotykać potencjalnych zwłok z pomocą pałki odwrócił obalonego przeciwnika na plecy odsłaniając wiszący na jego szyi, jadeitowy amulet, lekko zachodzący metaliczną czernią.
Ieyasu przykucnął ostrożnie przy samuraju dostrzegając, że jego ofiara wciąż oddycha.
Ieyasu przykucnął ostrożnie przy samuraju dostrzegając, że jego ofiara wciąż oddycha.
Ostatnio zmieniony 14 lutego 2013, 13:36 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Maciej, wstawiaj obrazki między
i będzie działać
Kazuki schylił się i podniósł fragment Jadeitu leżący mu pod nogami, cofając się jednocześnie, by nie dostać niespodziewanego ciosu.
i będzie działaćTo nie mogą być pomioty z Krainy Cienia - te nie nosiły by Jadeitu. Coś tu się grubo niezgadza!, pomyślał samuraj, obserwując przebieg potyczki.
- Matte! - krzyknął po raz drugi. - Coś tu nie gra! Wstrzymajcie walkę!
Ostatnio zmieniony 13 lutego 2013, 23:06 przez Dobro, łącznie zmieniany 1 raz.
Głęboko w ciemnościach zamajaczyły kolejne sylwetki, jaśniejące, zielone rozbłyski jadeitu zatańczyły kilkanaście kroków przed zdezorientowaną grupką zagubionych pośród kurzawy samurajów. Metaliczne odgłosy krzyżujących się ostrzy, przeplatane Krabimi przekleństwami zbliżały się ku stojącym na przedzie Shingenowi, Hidzie Ieyasu i Kazukiemu.
Satoru, który sprawiał wrażenie nagle wybudzonego ze snu żurawiego namiestnika, spojrzał ku leżącemu u stóp Ieyasu napastnikowo, a gdy blask jadeitowej klingi rozświetlił ciemność ostrzem broni wskazał jej źródło krzycząc ku kompanom.
To miecz Pana Hirumy Motobu! Dowódcy północnego posterunku!
Satoru, który sprawiał wrażenie nagle wybudzonego ze snu żurawiego namiestnika, spojrzał ku leżącemu u stóp Ieyasu napastnikowo, a gdy blask jadeitowej klingi rozświetlił ciemność ostrzem broni wskazał jej źródło krzycząc ku kompanom.
To miecz Pana Hirumy Motobu! Dowódcy północnego posterunku!
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Jak wygląda sytuacja, ilu jest nieumarłych jacy nas atakują i czy to napewno nieumarli? Jak tam nasza sytuacja taktyczna jako grupy?
Techniczny:
Od dziś tak od 14.30 mnie nie ma raczej do poniedziałku. Nie będę miał dostępu do neta raczej. MG ew. niech prowadzi moją postać.
Od dziś tak od 14.30 mnie nie ma raczej do poniedziałku. Nie będę miał dostępu do neta raczej. MG ew. niech prowadzi moją postać.
Ostatnio zmieniony 14 lutego 2013, 10:34 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Ducha Hirumy Ieyasu wypełniły wątpliwości. W pokonanych wrogach rozpoznał trzech członków załogi północnego posterunku. Odgłosy walki przed nimi sugerowały również, że nie tylko nieumarli zbliżali się ku prowadzonej przez niego i Satoru grupie.
Mnie od dziś do poniedziałku też raczej nie ma, namakemono też z czasem kiepsko stoi, więc wyluzujemy trochę.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Opcję sądzę, że mamy dwie pomóc obsłudze posterunku, która właśnie walczy z trupami i potem iść z nimi, lub pomóc im i spieszyć jak najszybciej i donieść o tym iż armie trupów zaczęły przemarsze w tych rejonach.
Dla mnie druga opcja jest najbardziej akceptowalna.
Dla mnie druga opcja jest najbardziej akceptowalna.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Słowa Kazukiego ostudziły nieco mordercze zapędy Hidy Shingena i Hidy Ieyasu, zastygli w bezruchu gotowi w każdej chwili rozpocząć taniec śmierci. Kazuki czując na skórze wymagające oczekiwanie towarzyszy zakrzyknął w pustkę:
Jestem Hida Kazuki z Klanu Kraba! Kto idzie?
Wśród wiatru i pyłu wyłoniła się mroczna sylwetka o dwu głowach, nienaturalnie szerokiej piersi i kilku nogach, Shingen uniósł ostrze gotowy w w mgnieniu oka zadać mordercze cięcie, gdy postać dysząc ciężko, okrzyknęła się złamanym z wysiłku głosem:
Jestem Hiruma Shizue, prowadzę mego Pana Hirumę Motobu do Haikyo no Hiruma!
Kazuki niezwłocznie, choć ostrożnie ruszył ku Shizue, która straciwszy zbyt wiele sił upadła wraz z podtrzymywanym przez nią towarzyszem. Satoru również podbiegł ku omdlałym, ciężko poranionym samurajom, rozpoznając w nich taisę północnego posterunku- Hirumę Motobu, oraz jego yojimbo samurai-ko Hirumę Shizue.
Hiruma Shizue

taisa Hiruma Motobu

Potępieńcze, dochodzące wydawać by się mogło zewsząd zawodzenie setek niespokojnych dusz zagłuszyło wycie wiatru. Powietrze nabrało ciemnopurpurowej barwy wypełniając nozdrza zgromadzonych wonią pobojowiska, na którym kruki i wrony urządziły sobie ucztę. Przerażenie wzięło górę nad trzymajacym się z tyłu młodym Hidą Hiroto, który rzucił się do ucieczki porzucając dzierżone Yari.
yojimbo -najprościej osobisty ochroniarz, zaufany przyboczny
samurai-ko -kobieta samuraj (!)
Jestem Hida Kazuki z Klanu Kraba! Kto idzie?
Wśród wiatru i pyłu wyłoniła się mroczna sylwetka o dwu głowach, nienaturalnie szerokiej piersi i kilku nogach, Shingen uniósł ostrze gotowy w w mgnieniu oka zadać mordercze cięcie, gdy postać dysząc ciężko, okrzyknęła się złamanym z wysiłku głosem:
Jestem Hiruma Shizue, prowadzę mego Pana Hirumę Motobu do Haikyo no Hiruma!
Kazuki niezwłocznie, choć ostrożnie ruszył ku Shizue, która straciwszy zbyt wiele sił upadła wraz z podtrzymywanym przez nią towarzyszem. Satoru również podbiegł ku omdlałym, ciężko poranionym samurajom, rozpoznając w nich taisę północnego posterunku- Hirumę Motobu, oraz jego yojimbo samurai-ko Hirumę Shizue.
Hiruma Shizue

taisa Hiruma Motobu

Potępieńcze, dochodzące wydawać by się mogło zewsząd zawodzenie setek niespokojnych dusz zagłuszyło wycie wiatru. Powietrze nabrało ciemnopurpurowej barwy wypełniając nozdrza zgromadzonych wonią pobojowiska, na którym kruki i wrony urządziły sobie ucztę. Przerażenie wzięło górę nad trzymajacym się z tyłu młodym Hidą Hiroto, który rzucił się do ucieczki porzucając dzierżone Yari.
Jesteście (Hida Naganori, Hida Ieyasu, Hida Kazuki, Hiruma Ieyasu, Hiruma Satoru, Hida Shingen, Hida Shintaro i Hida Amoro, oraz ranni Hiruma Shizue i Hiruma Motobu- dla przypomnienia) lub za chwilę będziecie otoczeni- trudno to orzec. Hiruma Shizue ma rozcięte lewe ramię, zostawia wyraźny krwawy ślad na ziemi, będący czytelnym tropem. Motobu ma przebity prawy bok, w okolicy płuca, a także kuleje na prawą nogę. Dłoń Motobu ciąż jest mocno zaciśnięta na doskonale wykonanej katanie o jaśniejącym zielenią ostrzu. Mała uwaga, w wypadku tak cennych broni, dotknięcie jej przez kogokolwiek poza właścicielem, bedzie olbrzymim dyshonorem, utrata, lub zniszczenie, choćby uszkodzenie ostrza będzie z kolei ogromnym dyshonorem dla całej rodziny Motobu, nie mówiąc już o konsekwencjach dla niego.
taisa-kapitanyojimbo -najprościej osobisty ochroniarz, zaufany przyboczny
samurai-ko -kobieta samuraj (!)
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Chyba nie mamy czasu na kurtuazję. Dobądźmy broni i zmierzmy się z pomiotem cienia. Póki mamy ich na dystans - zasypmy ich gradem strzał. Gdy zbliżą się na dystans bliski - roznieśmy ich na mieczach lub zgińmy z bojowym okrzykiem na ustach. Chyba, że Hiruma Motobu Sama wyda inne rozkazy. Bo jak rozumiem, powinniśmy oddać się pod jego komendę.
Shizue przykucnęła pomagając powstać panu Motobu. Ten wsparłwszy się na jej ramieniu szepnął kilka ledwie słyszalnych słów swemu yojimbo.
Satoru! Czy znasz miejsce zwane Gardzielą Kobry?- krzyknęła Shizue.
Satoru niechętnym gestem przytaknął samurai-ko. Było to jedno z miejsc, których patrolowania zakazywano większości zwiadowców. Ponoć zapuszczali się tam z rzadka jedynie niektórzy shugenja z rodu Kuni cieszący się raczej nieciekawą reputacją.
Nikt nie ośmielał się wypytywać o Gardziel Kobry. Teraz pan Motobu wydał wyraźne polecenie, które należało spełnić. Satoru niezwłocznie ruszył więc we wskazanym kierunku, gdyż miejsce owo znajdowało się ledwie kilka godzin marszu od ich obecnej pozycji. Shizue nie zwlekając wydała w imieniu pana Motobu kolejne instrukcje:
Was dwóch, Ty i Ty - ruchem ręki wskazała rosłych Hidę Shingena, Amoro, Ieyasu i Kazukiego - będziecie osłaniać nasz odwrót. Bezpieczeństwo pana Motobu jest najważniejsze!
Następnie wskazała Hirumę Ieyasu, Hidę Shintaro i Naganoriego polecając im, by osłaniali prowadzącego ich Satoru.
[center]***[/center]
Najpierw pojawiły się ich dłonie.
Ohydne, gnijące ręce sięgnęły ku gardzielom garstki samurajów, spragnione świeżej krwi sine usta szarpały i kaleczyły zbroje, zachłannie domagając się życia, rodzierając ścięgna, gryząc do kości i tnąc pordzewiałym orężem. Obłąkana, szaleńcza masa przepychała się wzajemnie zawodząc boleśnie, niczym umierający z pragnienia człowiek, któremu odbiera się ostatni łyk wody.
Nieopisany głód, który wniknął tak głęboko w serca dumnych niegdyś wojowników, że stał się ich jedyną treścią. Wołanie Mrocznego Pana było bowiem tak silne, że wznosiło się ponad granicą życia i śmierci. Powtórnie zrodzeni nieszczęśnicy nie mogli równać się z tą potęgą.
Szli więc posłuszni plugawej melodii, jaka prowadziła ich zatracone dusze, pragnąc jedynie wypełnić wolę swego Pana, kąsając i gryząc, szarpiąc, rwąc i drapiąc ciała zagubionych pośród Krain Cienia samurajów.
Satoru! Czy znasz miejsce zwane Gardzielą Kobry?- krzyknęła Shizue.
Satoru niechętnym gestem przytaknął samurai-ko. Było to jedno z miejsc, których patrolowania zakazywano większości zwiadowców. Ponoć zapuszczali się tam z rzadka jedynie niektórzy shugenja z rodu Kuni cieszący się raczej nieciekawą reputacją.
Nikt nie ośmielał się wypytywać o Gardziel Kobry. Teraz pan Motobu wydał wyraźne polecenie, które należało spełnić. Satoru niezwłocznie ruszył więc we wskazanym kierunku, gdyż miejsce owo znajdowało się ledwie kilka godzin marszu od ich obecnej pozycji. Shizue nie zwlekając wydała w imieniu pana Motobu kolejne instrukcje:
Was dwóch, Ty i Ty - ruchem ręki wskazała rosłych Hidę Shingena, Amoro, Ieyasu i Kazukiego - będziecie osłaniać nasz odwrót. Bezpieczeństwo pana Motobu jest najważniejsze!
Następnie wskazała Hirumę Ieyasu, Hidę Shintaro i Naganoriego polecając im, by osłaniali prowadzącego ich Satoru.
[center]***[/center]
Najpierw pojawiły się ich dłonie.
Ohydne, gnijące ręce sięgnęły ku gardzielom garstki samurajów, spragnione świeżej krwi sine usta szarpały i kaleczyły zbroje, zachłannie domagając się życia, rodzierając ścięgna, gryząc do kości i tnąc pordzewiałym orężem. Obłąkana, szaleńcza masa przepychała się wzajemnie zawodząc boleśnie, niczym umierający z pragnienia człowiek, któremu odbiera się ostatni łyk wody.
Nieopisany głód, który wniknął tak głęboko w serca dumnych niegdyś wojowników, że stał się ich jedyną treścią. Wołanie Mrocznego Pana było bowiem tak silne, że wznosiło się ponad granicą życia i śmierci. Powtórnie zrodzeni nieszczęśnicy nie mogli równać się z tą potęgą.
Szli więc posłuszni plugawej melodii, jaka prowadziła ich zatracone dusze, pragnąc jedynie wypełnić wolę swego Pana, kąsając i gryząc, szarpiąc, rwąc i drapiąc ciała zagubionych pośród Krain Cienia samurajów.
Spoiler!
Ostatnio zmieniony 18 lutego 2013, 14:45 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Hiruma Ieyasu widział tłum otaczających ich zombie, samurajowie stanęli w kręgu, katana samuraja zadawała mordercze cięcia, wrodzona szybkość i umiejętności walki katana pozwalały unikać większości ciosów, Hiruma powalał kolejnych zombie, odnosząc znaczące obrażenia lewego ramienia. Myślał czy da radę zabrać Hidę Ieyasu i maszerować z jego ciałem.
Jestem ranny w rękę, czy dałbym radę nieść rannego Hidę Iyeasu? By go wyleczyć potem, lub jak da radę udzielić mu pierwszej pomocy teraz a potem nieść dalej. Ew. Potem ktoś inny by go niósł.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Satoru bolały wszystkie mięśnie, a z licznych ran wypływała krew, ale zwiadowca nie zatrzymał się na chwilę cały czas parł do przodu aby wyprowadzić taisa Hiruma Motobu z okrążenia, dzięki odwadze i postawie Hidy Naganori jeszcze nie nadszedł jego czas. Satoru bacznie lustrował okolicę ponaglając oddział do kolejnych wysiłków, do tego aby się nie zatrzymywali aby parli do przodu.
-Jeszcze trochę, jeszcze kawałek za mną! Już prawie!!!
-Jeszcze trochę, jeszcze kawałek za mną! Już prawie!!!
MG czy jest szansa wrócić po towarzysza? No może nie ja bo ciężko aby teraz wywinął numer z powrotem ze szpicy ale może inni z tyłu? Przecież nie możemy tak zostawić swojego.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
