Jelcynow zawahał się. Nie zwykł słuchać rad obcych, zwłaszcza nakoksowanych. Jednak gość w pasiaku wydawał się dobrze orientować w okolicy, która miała własne prawa. Popaprane własne zasady.
Stał tak z wyciągniętą komórką zastanawiając się, co dalej. Przywykł do ognia broni maszynowej, znosił huk eksplozji i widok krwi, ostatnio nawet własnej.
W chwili obecnej nie bardzo radził sobie z płaczem. Szlochem matki klęczącej nad utraconym synem, lub żony opłakującej swego mężczyznę.
Odbicie w lustrzanej powierzchni szponów nie dawało wyraźnego obrazu. Tania ostrożnie wychynęła zza rogu. W odległości kilkunastu metrów pośród gruzowiska leżało na ziemi kilka ciał. Fetor rozkładu uderzył w podrasowaną sensorykę cyberniuni. Wzrok zarejestrował sześć ciał o różnym stopniu rozkładu, część z nich spowijał cienki śnieżny koc.
Pochylając się do przodu w autystycznej malignie płaczka pochylała się nad stosunkowo świeżym ciałem żołnierza, którego wybałuszone spojrzenie tkwiło nieruchomo wbite w jedyne oko Tani. Czekało właśnie w tym miejscu, w tej konkretnej chwili by przyłapać zcyborgizowaną podglądaczkę ludzkiego nieszczęścia.
Zimny wzrok cyberzabawki skanował otoczenie. Raport.
Motłoch zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby profilaktycznie zdzielić pasiaka w łeb. Miał go na oku odkąd Bjerjezowski schylił się po cegłę. Byłoby głupio z jego strony gdyby spróbował podnieść rękę na boss'a, ale świat pełen był idiotów.
Ciekawe, czy szefu poradziłby sobie sobie chociaż z tym wygłodzonym kurduplem? Pomyślał zerkając na drugiego ze zbiegów i lekko uśmiechnął się do siebie. Cała trójka stała tuż pod rozpieprzonym łukiem inkrustowanym rytymi w marmurze motywami religijnymi.
Motłoch przechylił głowę odczytując przekrzywiony, niegdyś z pewnością robiący wrażenie kamienny szyld.
ZAKŁAD POGRZEBOWY CARCADIA.
..awdziwy profes...lizm w s..jej branży! ........ załatwione ekspres... ..sługa trzeźwa i dobrze prezentująca się!..
I wtedy dostrzegł krótkotrwały błysk.
Obserwator. Wieża katedry.
Motłoch nie wiedział, czy nerwowym ruchem nie zdradził się ze swym spostrzeżeniem.
Ten jełop, Sasza, czy jak mu tam- tępo wgapiając się w wieżę dawał jednak solidne podstawy, by tak sądzić.
Tania- jakiś raporcik? Zostawiamy płaczkę samą sobie?
Jelcynow- dzwoni, nie dzwoni do Balbiny?
Kmicic- żadnych konkretów. Tak jakbyś tu wracał, choć okolica wyglądała lepiej. "Coś" ciągnie do katedry.