PBF - Grzechy ojców
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostatnia rubież Duviku, noc
Eithart odwrócił się w stronę towarzyszy i przywołał ich do siebie ochrypłym krzykiem, kątem oka wciąż obserwując zbliżających się niebezpiecznie ożywieńców. Było ich sześciu: sześciu duvikańskich mężczyzn, którzy jeszcze niedawno byli istotami z krwi i kości, a teraz zmierzali sztywnym krokiem w stronę gorlamity i jego druhów wyciągając w ich stronę rozcapierzone palce.
Eithart czuł narastające zawroty głowy, całe jego ciało zdawało się płonąć nienaturalnym ogniem topiącym krew w żyłach. Mężczyzna wiedział, co było źródłem tego przemożnego, wysysającego energię z mięśni zmęczenia i wiedział, że pozostało mu niewiele czasu. Sanna czaiła się gdzieś w ciemnościach nocy szykując kolejny zbrodniczy podstęp, a w Duviku było jeszcze wiele zwłok do ożywienia.
Z głębi osady wciąż dobiegały przerażone okrzyki i nie sposób było się oprzeć wrażeniu, że dźwięczała w nich teraz jeszcze silniejsza nuta grozy.
- Musimy ich rozsiec! - wrzasnął na całe gardło kapłan, o niczym nie marząc równie gorąco jak o kubku czystej wody - Rozsiec, a potem odnaleźć Sannę!
Wątek techniczny
Raz jeszcze przypomnę, że przed sobą macie sześć ludzkich martwiaków, a za sobą dwa ożywieńcze arkany. Grupkę tworzą Eithart, Uhra, Mordil i dwaj duvikańscy wojownicy. Za arkanami znajduje się następna grupa obrońców: Trehant i trzej duvikańscy wojownicy. Da się z tego wykombinować epicki kocioł bitewny, tylko będę potrzebował jaśniejszych deklaracji (jakby nie było, wszyscy jesteście już tej nocy odporni na strach przed martwiakami).
Treant, znalazłeś kołczan strzał. Duvikanie nie zaoponowali przed okaleczeniem kompana, bo byli zbyt zszokowani wydarzeniami, w których właśnie uczestniczą... ale Ty też przeżyłeś niemały wstrząs, ponieważ przecinając ścięgna tego biedaka odkryłeś, że mimo swych ran wciąż jeszcze żył.
Eithart odwrócił się w stronę towarzyszy i przywołał ich do siebie ochrypłym krzykiem, kątem oka wciąż obserwując zbliżających się niebezpiecznie ożywieńców. Było ich sześciu: sześciu duvikańskich mężczyzn, którzy jeszcze niedawno byli istotami z krwi i kości, a teraz zmierzali sztywnym krokiem w stronę gorlamity i jego druhów wyciągając w ich stronę rozcapierzone palce.
Eithart czuł narastające zawroty głowy, całe jego ciało zdawało się płonąć nienaturalnym ogniem topiącym krew w żyłach. Mężczyzna wiedział, co było źródłem tego przemożnego, wysysającego energię z mięśni zmęczenia i wiedział, że pozostało mu niewiele czasu. Sanna czaiła się gdzieś w ciemnościach nocy szykując kolejny zbrodniczy podstęp, a w Duviku było jeszcze wiele zwłok do ożywienia.
Z głębi osady wciąż dobiegały przerażone okrzyki i nie sposób było się oprzeć wrażeniu, że dźwięczała w nich teraz jeszcze silniejsza nuta grozy.
- Musimy ich rozsiec! - wrzasnął na całe gardło kapłan, o niczym nie marząc równie gorąco jak o kubku czystej wody - Rozsiec, a potem odnaleźć Sannę!
Wątek techniczny
Raz jeszcze przypomnę, że przed sobą macie sześć ludzkich martwiaków, a za sobą dwa ożywieńcze arkany. Grupkę tworzą Eithart, Uhra, Mordil i dwaj duvikańscy wojownicy. Za arkanami znajduje się następna grupa obrońców: Trehant i trzej duvikańscy wojownicy. Da się z tego wykombinować epicki kocioł bitewny, tylko będę potrzebował jaśniejszych deklaracji (jakby nie było, wszyscy jesteście już tej nocy odporni na strach przed martwiakami).
Treant, znalazłeś kołczan strzał. Duvikanie nie zaoponowali przed okaleczeniem kompana, bo byli zbyt zszokowani wydarzeniami, w których właśnie uczestniczą... ale Ty też przeżyłeś niemały wstrząs, ponieważ przecinając ścięgna tego biedaka odkryłeś, że mimo swych ran wciąż jeszcze żył.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Raz maty rodziła Mama Dunia Baba Sun! Hyr na onych łatać ichne! Ruszta się chopy! Jak my ich ne powstrzymać obe Wasze rodziny i dzieci mordować! W wasza nie być honora? Nie chcieć się zemścić na onych? Przecie to już nie Wasza ziomki jeno ożywone trupy! Ruszta dupska i za mnoju do boju!
Mimo swoich ran ruszam w stronę martwych duvikańskich żołnierzy, lecz najpierw rzucam w dwóch najbliższych każdym z moich toporków a potem wyciągam swój topór chowając się za tarczą ide w bój powstrzymać kolejnych atakujących
Mimo swoich ran ruszam w stronę martwych duvikańskich żołnierzy, lecz najpierw rzucam w dwóch najbliższych każdym z moich toporków a potem wyciągam swój topór chowając się za tarczą ide w bój powstrzymać kolejnych atakujących
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
- Dorwijmy wreszcie tę przeklętą Sannę! Musi gdzieś tam być z przodu. Rozglądajcie się uważnie i gdy tylko dostrzeżecie animowane zwłoki, zaraz dajcie mi znać. Jeśli tylko się da, zbierajcie włócznie, którymi będzie można razić te stwory z oddali.
Wątek techniczny
Strzelam z łuku do wszystkich martwiaków, jakie napotkamy po drodze do przerwanej strachem linii obronnej. W miarę możliwości, staram się odzyskać choć część strzał, gdy zwłoki opuści już animująca je nekromancja. Jeśli amunicji będzie mi jednak ubywać, to będę szukał kolejnych porzuconych pocisków. Spróbuję także odnaleźć małą tarczę, gdyby przyszło mi jednak walczyć w zwarciu.
Wątek techniczny
Strzelam z łuku do wszystkich martwiaków, jakie napotkamy po drodze do przerwanej strachem linii obronnej. W miarę możliwości, staram się odzyskać choć część strzał, gdy zwłoki opuści już animująca je nekromancja. Jeśli amunicji będzie mi jednak ubywać, to będę szukał kolejnych porzuconych pocisków. Spróbuję także odnaleźć małą tarczę, gdyby przyszło mi jednak walczyć w zwarciu.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Duviku, noc
Skela biegł główną uliczką Duviku, przeskakując ponad nieruchomymi ciałami i omiatając czujnym wzrokiem przestrzeń wokół siebie. Wszędzie dookoła dostrzegał nadciągających gdzieś z góry arkanów, odrywających się zwinnie od chropowatych ścian tuż nad dachami osady i zeskakujących wprost na zabudowania. Niektóre z nich dzierżyły młoty podobne do broni widzianej w rękach pierwszego mrówkoluda, inne wymachiwały dziwacznymi laskami zakończonymi rzeźbami w postaci pazurzastych dłoni lub włóczniami o rozszczepionych ostrzach. Tropiciel odmawiał w biegu błagalną modlitwę do swego patrona, bo górujące ponad nimi chitynowe sylwety zdawały się poruszać z szybkością niewspółmiernie większą od ociężałych ruchów swych ożywieńczych ziomków.
I wybornie też walczyły. Na oczach lawirującego pomiędzy opłotkami Skeli chitynowe martwiaki padały jeden po drugim pod ciosami broni żywych mrówkoludzi, miażdżone młotami i przebijane po wielokroć włóczniami. W powietrzu niosły się dziwne posykiwania, klekoty i pomruki wydawane z zakończonych żuwaczkami gardzieli stworów i chociaż tropicielowi wydawało się, że rozpoznaje znaczenie niektórych z tych dźwięków, szczerze wolał uniknąć w tej chwili spotkania z jakimkolwiek arkanem.
W miejscu osadził go cichy, ale zdesperowany okrzyk. Wrył się podeszwami w sypki piaszczysty grunt u wejścia do jednego z domostw, opuścił ostrze swej włóczni dostrzegając znajomą twarz Sury Hoshuna. Duvikański kowal uśmiechnął się z ulgą na widok tropiciela, wciąż jednak trzymał kurczowo rękojeść uniesionej przed sobą szabli.
- Co się dzieje, Skela?! - syknął starszy wioski nie potrafiąc oderwać pełnego chorobliwej fascynacji wzroku od potężnego arkana, który przewalił się środkiem uliczki pośród łoskotu uderzających w skałę kończyn - Co tu robią te bestie?
Tropiciel otworzył usta chcąc coś odpowiedzieć, w tej samej jednak chwili zza progu domostwa wysunęła się niemal bezgłośnie jakaś postać, która oplotła szyję zaskoczonego Hoshuna w mocarnym uścisku i przyłożyła mu do gardła ubroczone w krwi ostrze noża.
Skela spojrzał w rozpalone gorączką szaleństwa oczy jednego z esajańskich więźniów.
- Ichne wędrawny - wyszeptał porozumiewawczo Esajanin nie rozluźniając chwytu i nie zwracając uwagi na posapywanie przerażonego kowala - Smiertny nocin w tej mistinie. Uchodnym samoj czy s mnoj?
Karawannik nie odrywał spojrzenia od twarzy Skeli, najwyraźniej oczekując natychmiastowej odpowiedzi.
Wątek techniczny
Nie da się ukryć, że Sura Hoshun miał pecha. Ten Esajanin musiał się w bitewnym zamieszaniu uwolnić z tymczasowego więzienia i szuka teraz okazji do ucieczki poza Duvik, a ponieważ najwyraźniej nie chce tego robić sam, szuka towarzysza do pomocy. Venar, co teraz?
Skela biegł główną uliczką Duviku, przeskakując ponad nieruchomymi ciałami i omiatając czujnym wzrokiem przestrzeń wokół siebie. Wszędzie dookoła dostrzegał nadciągających gdzieś z góry arkanów, odrywających się zwinnie od chropowatych ścian tuż nad dachami osady i zeskakujących wprost na zabudowania. Niektóre z nich dzierżyły młoty podobne do broni widzianej w rękach pierwszego mrówkoluda, inne wymachiwały dziwacznymi laskami zakończonymi rzeźbami w postaci pazurzastych dłoni lub włóczniami o rozszczepionych ostrzach. Tropiciel odmawiał w biegu błagalną modlitwę do swego patrona, bo górujące ponad nimi chitynowe sylwety zdawały się poruszać z szybkością niewspółmiernie większą od ociężałych ruchów swych ożywieńczych ziomków.
I wybornie też walczyły. Na oczach lawirującego pomiędzy opłotkami Skeli chitynowe martwiaki padały jeden po drugim pod ciosami broni żywych mrówkoludzi, miażdżone młotami i przebijane po wielokroć włóczniami. W powietrzu niosły się dziwne posykiwania, klekoty i pomruki wydawane z zakończonych żuwaczkami gardzieli stworów i chociaż tropicielowi wydawało się, że rozpoznaje znaczenie niektórych z tych dźwięków, szczerze wolał uniknąć w tej chwili spotkania z jakimkolwiek arkanem.
W miejscu osadził go cichy, ale zdesperowany okrzyk. Wrył się podeszwami w sypki piaszczysty grunt u wejścia do jednego z domostw, opuścił ostrze swej włóczni dostrzegając znajomą twarz Sury Hoshuna. Duvikański kowal uśmiechnął się z ulgą na widok tropiciela, wciąż jednak trzymał kurczowo rękojeść uniesionej przed sobą szabli.
- Co się dzieje, Skela?! - syknął starszy wioski nie potrafiąc oderwać pełnego chorobliwej fascynacji wzroku od potężnego arkana, który przewalił się środkiem uliczki pośród łoskotu uderzających w skałę kończyn - Co tu robią te bestie?
Tropiciel otworzył usta chcąc coś odpowiedzieć, w tej samej jednak chwili zza progu domostwa wysunęła się niemal bezgłośnie jakaś postać, która oplotła szyję zaskoczonego Hoshuna w mocarnym uścisku i przyłożyła mu do gardła ubroczone w krwi ostrze noża.
Skela spojrzał w rozpalone gorączką szaleństwa oczy jednego z esajańskich więźniów.
- Ichne wędrawny - wyszeptał porozumiewawczo Esajanin nie rozluźniając chwytu i nie zwracając uwagi na posapywanie przerażonego kowala - Smiertny nocin w tej mistinie. Uchodnym samoj czy s mnoj?
Karawannik nie odrywał spojrzenia od twarzy Skeli, najwyraźniej oczekując natychmiastowej odpowiedzi.
Wątek techniczny
Nie da się ukryć, że Sura Hoshun miał pecha. Ten Esajanin musiał się w bitewnym zamieszaniu uwolnić z tymczasowego więzienia i szuka teraz okazji do ucieczki poza Duvik, a ponieważ najwyraźniej nie chce tego robić sam, szuka towarzysza do pomocy. Venar, co teraz?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostatnia rubież Duviku, noc
Eithart obejrzał się raz jeszcze wokół, nie mogąc się zdecydować, czy runąć w ślad za zdradzającym przejawy amoku Mordilem czy zawrócić w stronę walczącego w głębi osady, ale wyraźnie dostrzeganego w półmroku Trehanta. Gorlamicki kapłan słaniał się na nogach, nie tylko pod wpływem fizycznego wyczerpania, ale i trawiony potworną gorączką. Przez jego myśli przemknął kalejdoskop upiornych obrazów ujrzanych w pieczarze pod Duvikiem - rzędy mar, na których spoczywali krwawiący z nosów i oczu ludzie, targani ostatnimi spazmami potwornej zarazy.
Eithart nie miał pojęcia, w jaki sposób się nią zaraził, ale świadomy był tego, że choroba wchodziła w jego przypadku w ostatnią fazę. Mógł tylko zgadywać, ile czasu mu pozostało, zanim odrętwiałe członki odmówią w końcu posłuszeństwa, a umysł pogrąży się w przedśmiertnych majakach.
Wątek techniczny
Mordil i jego Duvikanie runęli na ludzkich ożywieńców, Uhra stoi w miejscu. Eithart może wesprzeć albo Mordila albo Trehanta. Pierwsza grupa walczy z sześcioma duvikańskimi zombie, druga z dwoma martwiaczymi arkanami. Poproszę o dodatkowe deklaracje, zanim Mastug zacznie liczyć walkę!
W przypadku Trehanta zakładam, że od teraz będzie przede wszystkim szył z łuku (20 strzał w zapasie).
Eithart obejrzał się raz jeszcze wokół, nie mogąc się zdecydować, czy runąć w ślad za zdradzającym przejawy amoku Mordilem czy zawrócić w stronę walczącego w głębi osady, ale wyraźnie dostrzeganego w półmroku Trehanta. Gorlamicki kapłan słaniał się na nogach, nie tylko pod wpływem fizycznego wyczerpania, ale i trawiony potworną gorączką. Przez jego myśli przemknął kalejdoskop upiornych obrazów ujrzanych w pieczarze pod Duvikiem - rzędy mar, na których spoczywali krwawiący z nosów i oczu ludzie, targani ostatnimi spazmami potwornej zarazy.
Eithart nie miał pojęcia, w jaki sposób się nią zaraził, ale świadomy był tego, że choroba wchodziła w jego przypadku w ostatnią fazę. Mógł tylko zgadywać, ile czasu mu pozostało, zanim odrętwiałe członki odmówią w końcu posłuszeństwa, a umysł pogrąży się w przedśmiertnych majakach.
Wątek techniczny
Mordil i jego Duvikanie runęli na ludzkich ożywieńców, Uhra stoi w miejscu. Eithart może wesprzeć albo Mordila albo Trehanta. Pierwsza grupa walczy z sześcioma duvikańskimi zombie, druga z dwoma martwiaczymi arkanami. Poproszę o dodatkowe deklaracje, zanim Mastug zacznie liczyć walkę!
W przypadku Trehanta zakładam, że od teraz będzie przede wszystkim szył z łuku (20 strzał w zapasie).
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Watek techniczny:
Najpierw rzucam dwoma toporkami w najbliższe dwa martwiaki a potem wyciągając swój topór ruszam do dalszej walki, zasłaniam się tarczą i uderzam toporem, wykorzystuje walkę w tłoku i w tr. warunkach.
Najpierw rzucam dwoma toporkami w najbliższe dwa martwiaki a potem wyciągając swój topór ruszam do dalszej walki, zasłaniam się tarczą i uderzam toporem, wykorzystuje walkę w tłoku i w tr. warunkach.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Duviku, noc
Esajański karawannik był zdjęty grozą, niemalże oszalały ze strachu i gotów na wszystko, a mimo to błyskawiczny, niemal niedostrzegalny gołym okiem ruch ręki Skeli zupełnie go zaskoczył. Zerwana z karwasza metalowa gwiazdka o ostrych sterczących kolcach świsnęła w powietrzu z charakterystycznym wizgiem i wbiła się w prawe oko karawannika.
Sura Hoshun wydał z siebie zszokowane stęknięcie, kiedy wozak wypuścił go z mocarnego uścisku i zwalił się bez słowa na plecy pogrążony w objęciach śmierci.
- Na Graama... - wydyszał kowal odskakując do swego niedoszłego zabójcy i mimowolnie przykładając palce dłoni do wąziutkiej krwistej szramy na szyi pozostawionej przez przytknięty tam chwilę wcześniej nóż - Aleś ty jest szybki, Skela...
Wątek techniczny
Mastug policzył minionej nocy wszystkie zadeklarowane walki, toteż rozpiszę je jedna po drugiej. W pierwszy ogień poszedł Skela i jego gwiazdka. Wszystko rozegrało się w górnych segmentach pierwszej rundy, a Esajanin z racji niższej SZ nie miał szans na ocalenie. Trafienie z wynikiem 51, rzut na skuteczność 100, gość wchłonął na czysto 135 ran i zszedł bez słowa (oczywiście sprawy by się miały inaczej, gdyby miał na sobie skórznię, ale Duvikanie odarli więźniów w chwili internowania z pancerzy, ku niewątpliwej uciesze Venara).
Esajański karawannik był zdjęty grozą, niemalże oszalały ze strachu i gotów na wszystko, a mimo to błyskawiczny, niemal niedostrzegalny gołym okiem ruch ręki Skeli zupełnie go zaskoczył. Zerwana z karwasza metalowa gwiazdka o ostrych sterczących kolcach świsnęła w powietrzu z charakterystycznym wizgiem i wbiła się w prawe oko karawannika.
Sura Hoshun wydał z siebie zszokowane stęknięcie, kiedy wozak wypuścił go z mocarnego uścisku i zwalił się bez słowa na plecy pogrążony w objęciach śmierci.
- Na Graama... - wydyszał kowal odskakując do swego niedoszłego zabójcy i mimowolnie przykładając palce dłoni do wąziutkiej krwistej szramy na szyi pozostawionej przez przytknięty tam chwilę wcześniej nóż - Aleś ty jest szybki, Skela...
Wątek techniczny
Mastug policzył minionej nocy wszystkie zadeklarowane walki, toteż rozpiszę je jedna po drugiej. W pierwszy ogień poszedł Skela i jego gwiazdka. Wszystko rozegrało się w górnych segmentach pierwszej rundy, a Esajanin z racji niższej SZ nie miał szans na ocalenie. Trafienie z wynikiem 51, rzut na skuteczność 100, gość wchłonął na czysto 135 ran i zszedł bez słowa (oczywiście sprawy by się miały inaczej, gdyby miał na sobie skórznię, ale Duvikanie odarli więźniów w chwili internowania z pancerzy, ku niewątpliwej uciesze Venara).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostatnia rubież Duviku, noc
Przeszyty dreszczem lęku Trehant cofnął się pośpiesznie od człowieka, któremu właśnie przeciął ścięgna, rozpaczliwie łudząc się w duchu nadzieją, że pozostali dwaj wojownicy nie zauważyli tego samego, co on: błysku życia jarzącego się wciąż w otwartych szeroko oczach człowieka, któremu cios szczypiec arkana potrzaskał wszystkie żebra.
- Do mnie, druhowie! - zakrzyknął półork wsuwając szablę w pochwę i łapiąc w biegu upuszczony przez kogoś kołczan z białopiórymi strzałami. Wyciągnięty z sajdaka łuk znalazł się w ułamku chwili w dłoni remzińskiego łowcy - Te dwa mrówkoludy! Brać je!
Wystrzelona w pośpiechu strzała syknęła w powietrzu wbijając się w miękkie cielsko arkana tuż nad krawędzią jednej z piersiowych tarczek. Dwaj wojownicy usłuchali Trehanta bez słowa sprzeciwu, rzucając się przed siebie z dzikimi wrzaskami i unosząc w górę zbroczone cuchnącą posoką miecze. Nauczeni doświadczeniem poprzedniej potyczki, obaj skoczyli na tego samego mrówkoluda. Miecze zamigotały w półmroku, uderzyły w chitynowy pancerz krzesząc snopy iskier. Martwiak próbował opędzać się potężnymi szczypcami rozwierając je szeroko z zamiarem pochwycenia w środek któregoś ze śmiertelnych śmiałków, ale w powietrzu niemal natychmiast świsnęła druga strzała, zagłębiając się do połowy drzewca w szkliste owadzie oko potwora. Rąbany bez cienia litości mrówkolud uległ ciosom mieczy, zwalił się na skalisty grunt na podobieństwo ściętego toporami drzewa, uderzając w ziemię z impetem, którego drganie dotarło do stóp Trehanta poprzez podeszwy jego butów.
- Drugiego! - wrzasnął mieszaniec wyciągając z kołczanu następną strzałę i napinając w ułamku chwili swój łuk. Pocisk pomknął w ciemność nocy wbijając się w odsłoniętą pachę martwiaczego arkana. Dwaj Duvikanie nie zwlekali również tym razem, a na ich przepojonych determinacją obliczach zaczynały się pojawiać przebłyski radości zrodzonej z nadziei na przetrwanie tej upiornej nocy.
Mrówkolud ruszył ludziom na spotkanie. Pierwszy z Duvikan uskoczył przed nim, ale drugi wykręcił sobie kostkę na chybotliwym kamieniu i upadł ku przerażeniu sięgającego po kolejną strzałę półorka. Martwiak postąpił krok do przodu i jego masywna stopa zgniotła bez trudu tors próbującego się desperacko odtoczyć wojownika, rozbryzgując wokół krew i płyny ustrojowe. Towarzysz zabitego wrzasnął na całe gardło wiedziony bezgraniczną wściekłością, złapał oburącz swój miecz i wybiwszy się na nogach w powietrze wraził swą klingę prosto w rozwartą paszczękę arkana, wpychając ją przez otwór gębowy do wnętrza chitynowej czaszki.
Zadał ten cios w tym samym uderzeniu serca, w którym Trehant zwolnił cięciwę swego łuku. Gnana osiemdziesięciopięciofuntowym naciągiem strzała pokonała w ułamku chwili odległość dzielącą ją od rozwartej szeroko paszczęki potwora i weszła bez trudu w tył czaszki duvikańskiego wojownika.
Mężczyzna padł bez jęku, nieruchomiejąc na sypkim gruncie obok cielska ubitego przez siebie arkana.
Wątek techniczny
Ta scenka batalistyczna była prawdziwą niespodzianką, ponieważ ostatni strzał Trehanta okazał się pechowym krytykiem oznaczającym trafienie sojuszniczego celu, którym stał się ów nieszczęsny towarzysz półorka... a że ciężki łuk refleksyjny jest morderczą bronią, cóż, na wyrzuty sumienia przyjdzie czas po walce, prawda?
Treant, konsolidacja z grupą Eitharta nie stanowi już problemu, wyeliminowałeś obie przeszkody na swej drodze.
Przeszyty dreszczem lęku Trehant cofnął się pośpiesznie od człowieka, któremu właśnie przeciął ścięgna, rozpaczliwie łudząc się w duchu nadzieją, że pozostali dwaj wojownicy nie zauważyli tego samego, co on: błysku życia jarzącego się wciąż w otwartych szeroko oczach człowieka, któremu cios szczypiec arkana potrzaskał wszystkie żebra.
- Do mnie, druhowie! - zakrzyknął półork wsuwając szablę w pochwę i łapiąc w biegu upuszczony przez kogoś kołczan z białopiórymi strzałami. Wyciągnięty z sajdaka łuk znalazł się w ułamku chwili w dłoni remzińskiego łowcy - Te dwa mrówkoludy! Brać je!
Wystrzelona w pośpiechu strzała syknęła w powietrzu wbijając się w miękkie cielsko arkana tuż nad krawędzią jednej z piersiowych tarczek. Dwaj wojownicy usłuchali Trehanta bez słowa sprzeciwu, rzucając się przed siebie z dzikimi wrzaskami i unosząc w górę zbroczone cuchnącą posoką miecze. Nauczeni doświadczeniem poprzedniej potyczki, obaj skoczyli na tego samego mrówkoluda. Miecze zamigotały w półmroku, uderzyły w chitynowy pancerz krzesząc snopy iskier. Martwiak próbował opędzać się potężnymi szczypcami rozwierając je szeroko z zamiarem pochwycenia w środek któregoś ze śmiertelnych śmiałków, ale w powietrzu niemal natychmiast świsnęła druga strzała, zagłębiając się do połowy drzewca w szkliste owadzie oko potwora. Rąbany bez cienia litości mrówkolud uległ ciosom mieczy, zwalił się na skalisty grunt na podobieństwo ściętego toporami drzewa, uderzając w ziemię z impetem, którego drganie dotarło do stóp Trehanta poprzez podeszwy jego butów.
- Drugiego! - wrzasnął mieszaniec wyciągając z kołczanu następną strzałę i napinając w ułamku chwili swój łuk. Pocisk pomknął w ciemność nocy wbijając się w odsłoniętą pachę martwiaczego arkana. Dwaj Duvikanie nie zwlekali również tym razem, a na ich przepojonych determinacją obliczach zaczynały się pojawiać przebłyski radości zrodzonej z nadziei na przetrwanie tej upiornej nocy.
Mrówkolud ruszył ludziom na spotkanie. Pierwszy z Duvikan uskoczył przed nim, ale drugi wykręcił sobie kostkę na chybotliwym kamieniu i upadł ku przerażeniu sięgającego po kolejną strzałę półorka. Martwiak postąpił krok do przodu i jego masywna stopa zgniotła bez trudu tors próbującego się desperacko odtoczyć wojownika, rozbryzgując wokół krew i płyny ustrojowe. Towarzysz zabitego wrzasnął na całe gardło wiedziony bezgraniczną wściekłością, złapał oburącz swój miecz i wybiwszy się na nogach w powietrze wraził swą klingę prosto w rozwartą paszczękę arkana, wpychając ją przez otwór gębowy do wnętrza chitynowej czaszki.
Zadał ten cios w tym samym uderzeniu serca, w którym Trehant zwolnił cięciwę swego łuku. Gnana osiemdziesięciopięciofuntowym naciągiem strzała pokonała w ułamku chwili odległość dzielącą ją od rozwartej szeroko paszczęki potwora i weszła bez trudu w tył czaszki duvikańskiego wojownika.
Mężczyzna padł bez jęku, nieruchomiejąc na sypkim gruncie obok cielska ubitego przez siebie arkana.
Wątek techniczny
Ta scenka batalistyczna była prawdziwą niespodzianką, ponieważ ostatni strzał Trehanta okazał się pechowym krytykiem oznaczającym trafienie sojuszniczego celu, którym stał się ów nieszczęsny towarzysz półorka... a że ciężki łuk refleksyjny jest morderczą bronią, cóż, na wyrzuty sumienia przyjdzie czas po walce, prawda?
Treant, konsolidacja z grupą Eitharta nie stanowi już problemu, wyeliminowałeś obie przeszkody na swej drodze.
- *&^%$#@!
Wątek techniczny
No, ładnie nabroiłem... Cóż, z mojego żalu nic już wojakowi nie przyjdzie. Podążam zatem w stronę Eitharta, rozglądając się za wspomnianą wcześniej tarczą.
Wątek techniczny
No, ładnie nabroiłem... Cóż, z mojego żalu nic już wojakowi nie przyjdzie. Podążam zatem w stronę Eitharta, rozglądając się za wspomnianą wcześniej tarczą.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kapłan ścisnął mocniej miecz i zaintonował dobrze znaną gorlamicką pieśń bojową. Dobrze wiedział, że i tak po chwili wysiłku głos uwięzie mu w gardle, ale liczył, że może podniesie to ducha walki garstki obrońców. Dołączył do szeregu towarzyszy i ruszyli w stronę nieumarłych.
Wątek techniczny
Używam puklerza, stosuje w walce powstrzymanie. Może nieznacznie zmniejszy szanse trafienia ale nie chciałbym teraz zostać ranny. Jeszcze trzeba dorwać Sanne.
Wątek techniczny
Używam puklerza, stosuje w walce powstrzymanie. Może nieznacznie zmniejszy szanse trafienia ale nie chciałbym teraz zostać ranny. Jeszcze trzeba dorwać Sanne.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostatnia rubież Duviku, noc
Poderwani do ostatniej szarży u wylotu wąwozu ludzie skoczyli naprzeciw powłóczącym stopami martwiakom, odzyskując nieco animuszu w obliczu coraz pewniejszego zwycięstwa. W powietrzu zafurkotały dwa zwinnie ciśnięte przez Mordila toporki, wbijając się z chrzęstem w chroniące ciała nieumarłych skórznie i pozostając tam bez najmniejszej szkody dla nie odczuwających bólu wrogów. Krępy barbarzyńca pochwycił ze zwierzęcym warkotem swój zwykły topór, zakręcił nim nad głową i rzucił się na najbliższego ożywieńca odrąbując mu głowę. Nim jeszcze zwłoki upadły na ziemię, zbryzgane nieświeżą krwią ostrze topora rozpłatało korpus następnego matwiaka, duvikańskiego wojownika o krwawej dziurze w miejscu wybitego wcześniej lewego oka. Głuchy warkot płynący nieustannie z gardła goblina przeszedł w świst zaskoczenia, kiedy kątem oka Mordil pochwycił znienacka widok upadającego na plecy Eitharta, ciągniętego ku ziemi przez uwieszone jego odzienia i tłukące kapłana pięściami martwiaki.
Duvikańscy wojownicy doskoczyli gorlamicie z pomocą, ale ich miecze nie dość szybko odebrały poruszającym się sztywno potworom ich nekromantyczne życie. Powalony przez ożywieńców kapłan już się nie podniósł, leżąc na plecach z rozkrzyżowanymi ramionami i przekręconą w tył głową.
Goblin wrzasnął wściekle, wyrzucając z siebie całą nagromadzoną złość i żądzę zabijania. Jego topór uniósł się w górę, w tej samej jednak chwili jeden z ostatnich wciąż trzymających się na nogach martwiaków uderzył Mordila zaciśniętą pięścią, w której skrywał się sporych rozmiarów kamień.
Dobiegający do nieistniejącego już muru tarcz Trehant usłyszał wyraźnie głośny trzask pękającej czaszki goblina i ujrzał jego upadające bezwładnie ciało.
Kilka uderzeń serca później opodal chatki dla gości nie było już ani jednego wciąż poruszającego się ożywieńca, żądni zemsty Duvikanie rozsiekli bowiem wszystkie stwory na strzępy.
Trehant nie walczył, ściskając w dłoni zapomnianą szablę i patrząc na ciała swoich druhów, którzy do końca powstrzymywali napór martwiaków na opłotki Duviku. Na stromych skalnych ścianach ponad jego głową poruszały się jakieś ruchliwe kształty, które sunęły zwinnie ku dnu rozpadliny nie wydając prawie żadnych dźwięków i w niezwykłych sposób utrzymując równowagę na pozornie gładkich zboczach.
Wątek techniczny
Piękna ostatnia reduta, piękna finałowa walka! Nie sposób zaprzeczyć, że wyniki sparingu przyniosły mi i Mastugowi mnóstwo emocji, zwłaszcza niesamowita seria krytyków różnego rodzaju, wśród nich chociażby mordilowy cios w martwiaka, który wypłacił delikwentowi 400 ran tnących na czysto albo krytyk Eitharta w samego siebie obniżający OB i WYP o połowę.
Napiszę niebawem jeszcze trochę o tej walce, ale w pierwszej kolejności uwaga dla Treanta i Uhry - po ścianach wąwozu schodzą arkany, już je widzicie mimo ciemności i macie niejasne wrażenie, że niewiele mają one wspólnego ze swymi martwiaczymi kuzynami (poza pochodzeniem gatunkowym, rzecz jasna). Jak się zachowacie w stosunku do tych intruzów?
Poderwani do ostatniej szarży u wylotu wąwozu ludzie skoczyli naprzeciw powłóczącym stopami martwiakom, odzyskując nieco animuszu w obliczu coraz pewniejszego zwycięstwa. W powietrzu zafurkotały dwa zwinnie ciśnięte przez Mordila toporki, wbijając się z chrzęstem w chroniące ciała nieumarłych skórznie i pozostając tam bez najmniejszej szkody dla nie odczuwających bólu wrogów. Krępy barbarzyńca pochwycił ze zwierzęcym warkotem swój zwykły topór, zakręcił nim nad głową i rzucił się na najbliższego ożywieńca odrąbując mu głowę. Nim jeszcze zwłoki upadły na ziemię, zbryzgane nieświeżą krwią ostrze topora rozpłatało korpus następnego matwiaka, duvikańskiego wojownika o krwawej dziurze w miejscu wybitego wcześniej lewego oka. Głuchy warkot płynący nieustannie z gardła goblina przeszedł w świst zaskoczenia, kiedy kątem oka Mordil pochwycił znienacka widok upadającego na plecy Eitharta, ciągniętego ku ziemi przez uwieszone jego odzienia i tłukące kapłana pięściami martwiaki.
Duvikańscy wojownicy doskoczyli gorlamicie z pomocą, ale ich miecze nie dość szybko odebrały poruszającym się sztywno potworom ich nekromantyczne życie. Powalony przez ożywieńców kapłan już się nie podniósł, leżąc na plecach z rozkrzyżowanymi ramionami i przekręconą w tył głową.
Goblin wrzasnął wściekle, wyrzucając z siebie całą nagromadzoną złość i żądzę zabijania. Jego topór uniósł się w górę, w tej samej jednak chwili jeden z ostatnich wciąż trzymających się na nogach martwiaków uderzył Mordila zaciśniętą pięścią, w której skrywał się sporych rozmiarów kamień.
Dobiegający do nieistniejącego już muru tarcz Trehant usłyszał wyraźnie głośny trzask pękającej czaszki goblina i ujrzał jego upadające bezwładnie ciało.
Kilka uderzeń serca później opodal chatki dla gości nie było już ani jednego wciąż poruszającego się ożywieńca, żądni zemsty Duvikanie rozsiekli bowiem wszystkie stwory na strzępy.
Trehant nie walczył, ściskając w dłoni zapomnianą szablę i patrząc na ciała swoich druhów, którzy do końca powstrzymywali napór martwiaków na opłotki Duviku. Na stromych skalnych ścianach ponad jego głową poruszały się jakieś ruchliwe kształty, które sunęły zwinnie ku dnu rozpadliny nie wydając prawie żadnych dźwięków i w niezwykłych sposób utrzymując równowagę na pozornie gładkich zboczach.
Wątek techniczny
Piękna ostatnia reduta, piękna finałowa walka! Nie sposób zaprzeczyć, że wyniki sparingu przyniosły mi i Mastugowi mnóstwo emocji, zwłaszcza niesamowita seria krytyków różnego rodzaju, wśród nich chociażby mordilowy cios w martwiaka, który wypłacił delikwentowi 400 ran tnących na czysto albo krytyk Eitharta w samego siebie obniżający OB i WYP o połowę.
Napiszę niebawem jeszcze trochę o tej walce, ale w pierwszej kolejności uwaga dla Treanta i Uhry - po ścianach wąwozu schodzą arkany, już je widzicie mimo ciemności i macie niejasne wrażenie, że niewiele mają one wspólnego ze swymi martwiaczymi kuzynami (poza pochodzeniem gatunkowym, rzecz jasna). Jak się zachowacie w stosunku do tych intruzów?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Duviku, noc
Pociągnięty za ramię Skela omal się nie przewrócił, kiedy spocony z wrażenia kowal wciągnął go w róg ogrodzenia okalającego niewielki domek i przykucnął zerkając co chwila na martwego Esajanina.
- Straszne rzeczy się dzieją! - wyrzucił z siebie Sura Hoshun - Podobno Dragan Magur ubity, o głowę skrócony! Świątobliwy Brunta gdzieś zaginął, do tego i Hakan! Koniec świata widać przyszedł, śmierć na nas wszystkich za grzechy nasze i ojców naszych!
- Ścisz głos, bo niepotrzebnie na się uwagę zwracamy - syknął w odpowiedzi Skela kucając obok kowala i wspierając się na wbitej w ziemię włóczni - Widzi mi się, że nam odsiecz przyszła na ratunek i to z całkiem niespodziewanej strony, ale mus nam obyczajnie się zachować.
- Obyczajnie? - wykrztusił z trudem zdumiony zasłyszanymi słowami Hoshun - Przed kim obyczajnie jak...
Głos ugrzązł kowalowi znienacka w gardle, kiedy jakiś masywny kształt zeskoczył tuż przed nosami ludzi na ubity placyk przed domostwem i odwrócił w kierunku obu mężczyzn swój chitynowy łeb. Wielkie żuwaczki zgrzytały donośnie, a trójpalczaste palce poruszały się na uchwycie odlanej z czarnego żelaza laski, kiedy atramentowoczarne owadzie oczy arkana taksowały złowieszczym spojrzeniem obu nieznajomych.
- Potwór! - wyjęczał bezrozumnie Sura kurcząc się pod wpływem tego nieludzkiego spojrzenia i macając nieporadnie przy pasie w nadziei na wyciągnięcie noża - Bestyj piekielny!
Wątek techniczny
Dość niebezpieczna chwila, bo była już okazja się przekonać jak groźnymi przeciwnikami są żywe arkany, zwłaszcza te bardziej cywilizowane (a odsiecz bez wątpienia należy do cywilizowanego roju, świadczy o tym chociażby uzbrojenie i opancerzenie). Sura najwyraźniej wpadł w panikę, która może się okazać zabójcza w skutkach dla obu ludzi...
Pociągnięty za ramię Skela omal się nie przewrócił, kiedy spocony z wrażenia kowal wciągnął go w róg ogrodzenia okalającego niewielki domek i przykucnął zerkając co chwila na martwego Esajanina.
- Straszne rzeczy się dzieją! - wyrzucił z siebie Sura Hoshun - Podobno Dragan Magur ubity, o głowę skrócony! Świątobliwy Brunta gdzieś zaginął, do tego i Hakan! Koniec świata widać przyszedł, śmierć na nas wszystkich za grzechy nasze i ojców naszych!
- Ścisz głos, bo niepotrzebnie na się uwagę zwracamy - syknął w odpowiedzi Skela kucając obok kowala i wspierając się na wbitej w ziemię włóczni - Widzi mi się, że nam odsiecz przyszła na ratunek i to z całkiem niespodziewanej strony, ale mus nam obyczajnie się zachować.
- Obyczajnie? - wykrztusił z trudem zdumiony zasłyszanymi słowami Hoshun - Przed kim obyczajnie jak...
Głos ugrzązł kowalowi znienacka w gardle, kiedy jakiś masywny kształt zeskoczył tuż przed nosami ludzi na ubity placyk przed domostwem i odwrócił w kierunku obu mężczyzn swój chitynowy łeb. Wielkie żuwaczki zgrzytały donośnie, a trójpalczaste palce poruszały się na uchwycie odlanej z czarnego żelaza laski, kiedy atramentowoczarne owadzie oczy arkana taksowały złowieszczym spojrzeniem obu nieznajomych.
- Potwór! - wyjęczał bezrozumnie Sura kurcząc się pod wpływem tego nieludzkiego spojrzenia i macając nieporadnie przy pasie w nadziei na wyciągnięcie noża - Bestyj piekielny!
Wątek techniczny
Dość niebezpieczna chwila, bo była już okazja się przekonać jak groźnymi przeciwnikami są żywe arkany, zwłaszcza te bardziej cywilizowane (a odsiecz bez wątpienia należy do cywilizowanego roju, świadczy o tym chociażby uzbrojenie i opancerzenie). Sura najwyraźniej wpadł w panikę, która może się okazać zabójcza w skutkach dla obu ludzi...