PBF - Grzechy ojców
- Uhra! Nie stój tak, lecz patrz, czy Mordil jeszcze dycha!
Wątek techniczny
Nadchodzące arkany, o ile nie przejawiają wrogich wobec mnie zamiarów ignoruję, gdyż teraz najważniejsze jest dla mnie to, w jakim stanie znajdują się moi towarzysze. Sprawdzam, czy jeszcze żyją i nie wymagają pomocy (sądzę, że Eithart posiada przy sobie jakieś bandaże). Oczywiście nie polepszy im się od leżenia na glebie, więc staram się wytrącić Uhrę z osłupienia, któremu uległa i namówić ją na zaniesienie Mordila i Eitharta na posłania w chatce dla gości.
Wątek techniczny
Nadchodzące arkany, o ile nie przejawiają wrogich wobec mnie zamiarów ignoruję, gdyż teraz najważniejsze jest dla mnie to, w jakim stanie znajdują się moi towarzysze. Sprawdzam, czy jeszcze żyją i nie wymagają pomocy (sądzę, że Eithart posiada przy sobie jakieś bandaże). Oczywiście nie polepszy im się od leżenia na glebie, więc staram się wytrącić Uhrę z osłupienia, któremu uległa i namówić ją na zaniesienie Mordila i Eitharta na posłania w chatce dla gości.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
Łatwo powiedzieć - Skela gdzieś zniknął8ART napisał(a):
Watek techniczny
Szkoda czasu. Nam juz ziemia lekka jest:) Scigajcie Sanne!
Bede obserwowal Wasze poczynania zza swiatow do konca PBF:)
Jedno mogę Ci obiecać - póki Trehant stoi, Sanna jest zwierzyną łowną.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Watek techniczny
Aha, lepiej sprawdz czy dychamy jeszcze. Jak nie to nam lby poscinaj, albo chociaz sciagna poderznij, bo jeszcze gotowi bedziem z Mordim jako zombiaki Wam "pomagac"
Aha, lepiej sprawdz czy dychamy jeszcze. Jak nie to nam lby poscinaj, albo chociaz sciagna poderznij, bo jeszcze gotowi bedziem z Mordim jako zombiaki Wam "pomagac"
Ostatnio zmieniony 21 października 2011, 22:42 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostatnia rubież Duviku, noc
Pierwszy z arkanów oderwał się od ściany na wysokości dobrych dziesięciu metrów, zeskakując zwinnie na dolne kończyny i bez trudu amortyzując swymi masywnymi stawami impet lądowania. Stwór miał na sobie ciężki pancerz wykonany z matowych płytek, które nie przypominały metalu, a połączone były ze sobą grubymi ogniwami o barwie ciemnego złota. W jednej górnej kończynie trzymał potężny młot osadzony na absurdalnie cienkim i pozornie kruchym trzonku, w drugiej zaś dzierżył ciężką włócznię o rozszczepionym grocie z połyskliwego kryształu.
Stojący przy nieruchomym Eitharcie Trehant nie potrafił oderwać wzroku od potężnej sylwety mrówkoluda. Stwór zaszczękał żuwaczkami wydając z siebie dźwięk, który przywodził na myśl trące o osełkę ostrze, po czym ruszył w kierunku rozdartej przeraźliwymi krzykami strachu osady.
Szedł wprost na stojącą bez ruchu Uhrę, wpatrzoną w niego szeroko otwartymi oczami. Arkan stawiał wielkie kroki, a jego stopy uderzały w ziemię z impetem, który zdawał się wywoływać drgania gruntu.
- Zejdź mu z drogi! - wrzasnął półork ogarnięty złym przeczuciem, Uhra jednak nie usłuchała, najpewniej w ogóle nie słysząc dźwięczącego przerażeniem okrzyku. Na jej oczach na dnie rozpadliny lądowały kolejne mrówkoludy, równie złowieszcze jak pierwszy osobnik.
Arkan uderzył tylko raz, jakby niedbale, jakby usuwał ze swej drogi nic nie znaczącą przeszkodę. Trehant przygryzł mimowolnie usta widząc jak ciężki młot zatacza w powietrzu łuk i odrzuca dziewczynę w bok pośród ścinającego krew w żyłach trzasku gruchotanych kości. Uhra nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku, nawet nie pisnęła.
Uderzyła z potwornym impetem w pobliską ścianę wąwozu i zsunęła się po niej bezdźwięcznie pozostawiając po sobie szeroką smugę krwi rozmazaną na chropowatej powierzchni skały.
Mrówkolud przeszedł obok swej ofiary nawet nie odwracając w jej stronę obłego owadziego łba, sunąc pomiędzy ustępującymi mu w popłochu miejsca Duvikanami i wpatrując się w domostwa osady.
Wątek techniczny
Treant, jesteś zdecydowany pomścić Uhrę czy raczej odciągniesz ciała Mordila i Eitharta, by uchronić je przed przypadkowym rozdeptaniem?
Pierwszy z arkanów oderwał się od ściany na wysokości dobrych dziesięciu metrów, zeskakując zwinnie na dolne kończyny i bez trudu amortyzując swymi masywnymi stawami impet lądowania. Stwór miał na sobie ciężki pancerz wykonany z matowych płytek, które nie przypominały metalu, a połączone były ze sobą grubymi ogniwami o barwie ciemnego złota. W jednej górnej kończynie trzymał potężny młot osadzony na absurdalnie cienkim i pozornie kruchym trzonku, w drugiej zaś dzierżył ciężką włócznię o rozszczepionym grocie z połyskliwego kryształu.
Stojący przy nieruchomym Eitharcie Trehant nie potrafił oderwać wzroku od potężnej sylwety mrówkoluda. Stwór zaszczękał żuwaczkami wydając z siebie dźwięk, który przywodził na myśl trące o osełkę ostrze, po czym ruszył w kierunku rozdartej przeraźliwymi krzykami strachu osady.
Szedł wprost na stojącą bez ruchu Uhrę, wpatrzoną w niego szeroko otwartymi oczami. Arkan stawiał wielkie kroki, a jego stopy uderzały w ziemię z impetem, który zdawał się wywoływać drgania gruntu.
- Zejdź mu z drogi! - wrzasnął półork ogarnięty złym przeczuciem, Uhra jednak nie usłuchała, najpewniej w ogóle nie słysząc dźwięczącego przerażeniem okrzyku. Na jej oczach na dnie rozpadliny lądowały kolejne mrówkoludy, równie złowieszcze jak pierwszy osobnik.
Arkan uderzył tylko raz, jakby niedbale, jakby usuwał ze swej drogi nic nie znaczącą przeszkodę. Trehant przygryzł mimowolnie usta widząc jak ciężki młot zatacza w powietrzu łuk i odrzuca dziewczynę w bok pośród ścinającego krew w żyłach trzasku gruchotanych kości. Uhra nie wydała z siebie najmniejszego dźwięku, nawet nie pisnęła.
Uderzyła z potwornym impetem w pobliską ścianę wąwozu i zsunęła się po niej bezdźwięcznie pozostawiając po sobie szeroką smugę krwi rozmazaną na chropowatej powierzchni skały.
Mrówkolud przeszedł obok swej ofiary nawet nie odwracając w jej stronę obłego owadziego łba, sunąc pomiędzy ustępującymi mu w popłochu miejsca Duvikanami i wpatrując się w domostwa osady.
Wątek techniczny
Treant, jesteś zdecydowany pomścić Uhrę czy raczej odciągniesz ciała Mordila i Eitharta, by uchronić je przed przypadkowym rozdeptaniem?
Wątek techniczny
Zemsta na mrówkoludzim rodzie musi poczekać - priorytetem jest teraz dla mnie odstawienie powalonych towarzyszy do chatki i w razie konieczności i w miarę możliwości zabezpieczenie ich przed dalszą utratą krwi. Potem ruszam w stronę kopalni, bo podejrzewam, że to właśnie tam zbiegła Sanna. Zwołuję przy tym ocalałych Duvikan, którzy mogą chcieć dorwać fałszywą kapłankę. Może w międzyczasie odnajdzie się też Skela.
Zemsta na mrówkoludzim rodzie musi poczekać - priorytetem jest teraz dla mnie odstawienie powalonych towarzyszy do chatki i w razie konieczności i w miarę możliwości zabezpieczenie ich przed dalszą utratą krwi. Potem ruszam w stronę kopalni, bo podejrzewam, że to właśnie tam zbiegła Sanna. Zwołuję przy tym ocalałych Duvikan, którzy mogą chcieć dorwać fałszywą kapłankę. Może w międzyczasie odnajdzie się też Skela.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
Drugi raz ratować życie kowala? To chyba za dużo, trzeba zadbać o własny tyłek. Laska chyba jest jakimś atrybutem władzy, przynajmniej tak mi się wydaje więc ponownie staram się być mocno przyjazny w zachowaniu i gestach aby uniknąć ewentualnej konfrontacji. A co będzie dalej z kowalem to już jego sprawa
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Duviku, noc
Nie marnując ani chwili Skela wysunął się o krok przed mamroczącego coś kowala, pochylając głowę i wyginając w dziwacznym geście swe skrzyżowane na brzuchu ręce. Sura Hoshun zamilkł, kiedy zdumienie odebrało mu mowę, patrzył tylko z otwartymi ustami na niezwykłe widowisko, w którym brali udział tropiciel i arkan z czarną laską.
Potężny mrówkolud górował nad Skelą, a jego chwytne odnóża poruszały się w serii skomplikowanych znaków, które w oczach Hoshuna mogły oznaczać wszystko i nic. Tropiciel wydał z siebie jakieś dźwięki przypominające kowalowi chrobot i popiskiwanie, w najmniejszym stopniu nie pasujące do ludzkiej mowy. Mrówkolud musiał poczuć się usatysfakcjonowany werbalnym przekazem, bo obrócił się nagle w miejscu i wyszedł na główną ulicę znikając za rogiem najbliższego domostwa.
- Kim ty jesteś? - wychrypiał Hoshun - To coś cię zrozumiało! Ono cię znało?! Jesteś jednym z nich?! Sprowadziłeś je tutaj?!
Skela obrócił się w miejscu jak fryga, porażony tonem grozy dźwięczącej coraz mocniej w głosie kowala. Hoshun ściskał kurczowo dobyty w międzyczasie nóż, spoglądając na tropiciela szeroko otwartymi oczami, w których zdawał się lśnić blask zrodzonego z lęku szaleństwa.
Wątek techniczny
Cóż, dobrą stroną tego motywu jest fakt, że arkan sobie poszedł...
Nie marnując ani chwili Skela wysunął się o krok przed mamroczącego coś kowala, pochylając głowę i wyginając w dziwacznym geście swe skrzyżowane na brzuchu ręce. Sura Hoshun zamilkł, kiedy zdumienie odebrało mu mowę, patrzył tylko z otwartymi ustami na niezwykłe widowisko, w którym brali udział tropiciel i arkan z czarną laską.
Potężny mrówkolud górował nad Skelą, a jego chwytne odnóża poruszały się w serii skomplikowanych znaków, które w oczach Hoshuna mogły oznaczać wszystko i nic. Tropiciel wydał z siebie jakieś dźwięki przypominające kowalowi chrobot i popiskiwanie, w najmniejszym stopniu nie pasujące do ludzkiej mowy. Mrówkolud musiał poczuć się usatysfakcjonowany werbalnym przekazem, bo obrócił się nagle w miejscu i wyszedł na główną ulicę znikając za rogiem najbliższego domostwa.
- Kim ty jesteś? - wychrypiał Hoshun - To coś cię zrozumiało! Ono cię znało?! Jesteś jednym z nich?! Sprowadziłeś je tutaj?!
Skela obrócił się w miejscu jak fryga, porażony tonem grozy dźwięczącej coraz mocniej w głosie kowala. Hoshun ściskał kurczowo dobyty w międzyczasie nóż, spoglądając na tropiciela szeroko otwartymi oczami, w których zdawał się lśnić blask zrodzonego z lęku szaleństwa.
Wątek techniczny
Cóż, dobrą stroną tego motywu jest fakt, że arkan sobie poszedł...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostatnia rubież Duviku, noc
Trehant usunął się czym prędzej na bok, patrząc szeroko otwartymi oczami na arkany sunące po pryzmach martwych ciał w kierunku Duviku, niosące swą dziwaczną broń, pobrzękujące równie dziwacznymi zbrojami i wydające z gardzieli niezrozumiałe dźwięki stanowiące jak widać ich mowę.
Kiedy stwory minęły półorka i drżących na ich widok duvikańskich wojowników, łowca makunów wziął się w garść i zaklął kilka razy siarczyście zwracając na siebie uwagę miejscowych.
- Pozbierać upuszczoną broń! - wrzasnął mieszaniec krwi - Sprawdźcie, czy który z nieumarłych jeszcze się rusza! Sprawdźcie własnych rannych!
Nim jeszcze Trehant skończył wydawać polecenia, jeden z Duvikan już klęczał przy nieruchomym Eitharcie, rozpinając zbroję gorlamickiego kapłana w poszukiwaniu ran. Inni żołnierze rozproszyli się po pobojowisku dźgając na wszelki wypadek ostrzami każdego powalonego wcześniej ożywieńca. Łowca ruszył w stronę małego barbarzyńcy, czując w serce dziwne ukłucie na myśl o męstwie szorstkiego na co dzień i krewkiego w obejściu goblina. W powietrzu wciąż niosły się rozbrzmiewające w całym Duviku wrzaski przerażonych ludzi.
- On dycha! - krzyknął nagle z dzikim podnieceniem Duvikanin, który sprawdzał ciało Eitharta, prostując się raptownie i spoglądając szeroko otwartymi na Trehanta - Świątobliwy żyje!
Wpatrzony w zwłoki Uhry łowca obejrzał się za siebie poruszony radosną nowiną i wtedy gdzieś nad jego głową rozległ się znienacka donośny dźwięk przypominający łopot skórzastych skrzydeł. Mężczyzna poderwał głowę dostrzegając w ciemności mroczniejszy od niej skrzydlaty kształt, który wyprysnął z wylotu wąwozu pnąc się szybko w stronę krawędzi przepaści.
Wątek techniczny
Pora na małą niespodziankę. Z trojga BG śmierć poniosła jedynie Uhra, natomiast Eithart i Mordil znajdują się w agonii i odpowiednia opieka może ich jeszcze uratować. Przeniesienie do chatki dla gości nie sprawi trudności, tylko wpierw trzeba zadecydować, co zrobić z tym latającym straszydłem w górze...
Trehant usunął się czym prędzej na bok, patrząc szeroko otwartymi oczami na arkany sunące po pryzmach martwych ciał w kierunku Duviku, niosące swą dziwaczną broń, pobrzękujące równie dziwacznymi zbrojami i wydające z gardzieli niezrozumiałe dźwięki stanowiące jak widać ich mowę.
Kiedy stwory minęły półorka i drżących na ich widok duvikańskich wojowników, łowca makunów wziął się w garść i zaklął kilka razy siarczyście zwracając na siebie uwagę miejscowych.
- Pozbierać upuszczoną broń! - wrzasnął mieszaniec krwi - Sprawdźcie, czy który z nieumarłych jeszcze się rusza! Sprawdźcie własnych rannych!
Nim jeszcze Trehant skończył wydawać polecenia, jeden z Duvikan już klęczał przy nieruchomym Eitharcie, rozpinając zbroję gorlamickiego kapłana w poszukiwaniu ran. Inni żołnierze rozproszyli się po pobojowisku dźgając na wszelki wypadek ostrzami każdego powalonego wcześniej ożywieńca. Łowca ruszył w stronę małego barbarzyńcy, czując w serce dziwne ukłucie na myśl o męstwie szorstkiego na co dzień i krewkiego w obejściu goblina. W powietrzu wciąż niosły się rozbrzmiewające w całym Duviku wrzaski przerażonych ludzi.
- On dycha! - krzyknął nagle z dzikim podnieceniem Duvikanin, który sprawdzał ciało Eitharta, prostując się raptownie i spoglądając szeroko otwartymi na Trehanta - Świątobliwy żyje!
Wpatrzony w zwłoki Uhry łowca obejrzał się za siebie poruszony radosną nowiną i wtedy gdzieś nad jego głową rozległ się znienacka donośny dźwięk przypominający łopot skórzastych skrzydeł. Mężczyzna poderwał głowę dostrzegając w ciemności mroczniejszy od niej skrzydlaty kształt, który wyprysnął z wylotu wąwozu pnąc się szybko w stronę krawędzi przepaści.
Wątek techniczny
Pora na małą niespodziankę. Z trojga BG śmierć poniosła jedynie Uhra, natomiast Eithart i Mordil znajdują się w agonii i odpowiednia opieka może ich jeszcze uratować. Przeniesienie do chatki dla gości nie sprawi trudności, tylko wpierw trzeba zadecydować, co zrobić z tym latającym straszydłem w górze...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ostatnia rubież Duviku, noc
Wielki latający cień przywodził na myśl jakiegoś jaszczura, tłukącego powietrze swymi błoniastymi skrzydłami. Trehant zesztywniał na jego widok, zapominając w jednej chwili o swym łuku, arkanach i dogorywającym na zakrwawionej ziemi Eitharcie. Stwór piął się ostro w górę, nie wydając żadnych dźwięków prócz łopotu i zmierzając wytrwale ku widocznemu wysoko w górze rozgwieżdżonemu niebu. Chwilę później zniknął poza krawędziami przepaści, uchodząc raz na zawsze z oczu półorka.
Łowca otrząsnął się ze zdumienia, wzdrygnął silnie, a potem odzyskawszy zdolność trzeźwego myślenia wrzasnął na najbliższych Duvikan, by ci pomogli mu podnieść z ziemi Eitharta i odnieść go czym prędzej do chatki dla gości. Wzrok półorka przesuwał się po dziesiątkach martwych ciał, po porzuconym orężu, dogasających pochodniach i sylwetach mrówkoludów, które nie bacząc na kręcących się wokół ludzi z dziką zaciekłością tropiły swych martwiaczych ziomków.
Bitwa o Duvik zdawała się dobiegać końca, aczkolwiek Trehant wciąż nie był pewien, czy przyjdzie mu dotrwać do świtu.
Wątek techniczny
Tak oto Sanna Wehael uciekła z Duviku na grzbiecie przywołanego z mrocznego dominium latającego stwora. Skrzyknięci przez Trehanta żołnierze odnieśli Eitharta i Mordila do chatki, gdzie niebawem pojawił się również Skela.
I kiedy wysoko w górze nieboskłon zaczął jaśnieć wieszcząc nadejście przedświtu, z piątki naszych dzielnych BG na nogach stali jeszcze tylko tropiciel i łowca makunów, obaj niewyobrażalnie wręcz wyczerpani i poważnie ranni, ale przejawiający pierwsze oznaki nadziei, że udało im się wybrnąć z nielichej opresji.
Wielki latający cień przywodził na myśl jakiegoś jaszczura, tłukącego powietrze swymi błoniastymi skrzydłami. Trehant zesztywniał na jego widok, zapominając w jednej chwili o swym łuku, arkanach i dogorywającym na zakrwawionej ziemi Eitharcie. Stwór piął się ostro w górę, nie wydając żadnych dźwięków prócz łopotu i zmierzając wytrwale ku widocznemu wysoko w górze rozgwieżdżonemu niebu. Chwilę później zniknął poza krawędziami przepaści, uchodząc raz na zawsze z oczu półorka.
Łowca otrząsnął się ze zdumienia, wzdrygnął silnie, a potem odzyskawszy zdolność trzeźwego myślenia wrzasnął na najbliższych Duvikan, by ci pomogli mu podnieść z ziemi Eitharta i odnieść go czym prędzej do chatki dla gości. Wzrok półorka przesuwał się po dziesiątkach martwych ciał, po porzuconym orężu, dogasających pochodniach i sylwetach mrówkoludów, które nie bacząc na kręcących się wokół ludzi z dziką zaciekłością tropiły swych martwiaczych ziomków.
Bitwa o Duvik zdawała się dobiegać końca, aczkolwiek Trehant wciąż nie był pewien, czy przyjdzie mu dotrwać do świtu.
Wątek techniczny
Tak oto Sanna Wehael uciekła z Duviku na grzbiecie przywołanego z mrocznego dominium latającego stwora. Skrzyknięci przez Trehanta żołnierze odnieśli Eitharta i Mordila do chatki, gdzie niebawem pojawił się również Skela.
I kiedy wysoko w górze nieboskłon zaczął jaśnieć wieszcząc nadejście przedświtu, z piątki naszych dzielnych BG na nogach stali jeszcze tylko tropiciel i łowca makunów, obaj niewyobrażalnie wręcz wyczerpani i poważnie ranni, ale przejawiający pierwsze oznaki nadziei, że udało im się wybrnąć z nielichej opresji.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Duvik, świt
Arkany odeszły o brzasku, wciąż nie zwracając na ustępujących im drogi mieszkańców uwagi. Odeszły w milczeniu, pnąc się po pionowych ścianach przepaści z niebywałą zwinnością i gracją, pozostawiając po sobie jedynie starannie rozczłonkowane pozostałości mrówkoludów przywróconych wcześniej do życia mroczną magią Sanny Wehael. Po hasaryckiej kapłance ślad zaginął i nikt inny prócz Trehanta nie przypominał sobie dziwacznego latającego stwora, który uniósł kruczowłosą piękność ku nocnemu niebu. Łowca makunów nie upierał się przy poszukiwaniu innych świadków, wierzył bowiem niewzruszenie w to, co miał okazję zobaczyć.
Odsłaniany bladą poświatą poranka Duvik jawił się osadą o przetrąconym kręgosłupie, pełną martwych ciał, płaczu i lamentu, namacalnej zgrozy i bezdennej rozpaczy. Ocaleli z nocnej rzezi Duvikanie włóczyli się bezradnie pośród ciał swych bliskich, próbując ratować konających, odmawiając żałobne modlitwy nad zmarłymi lub po prostu krążąc po pobojowisku z bezrozumnym wzrokiem.
Zbryzgany krwią i powłóczący nogami Hakan Harmun przywlókł się do chatki nie zważając na wiszącą bezwładnie wzdłuż ciała lewą rękę, przetrąconą silnym ciosem jakiegoś martwiaczego arkana. Myśliwy usiadł nieporadnie na kamiennym poidle dla koni, patrząc na Trehanta i Skelę wzrokiem przepełnionym rozpaczą i gniewem.
- Czcigodny Brunta nie żyje. Czcigodny Magur nie żyje. Sura Hoshun z przetrąconym karkiem znaleziony. Oktar Detelf ledwie dycha, może zmierzchu nie dotrwa. Cóż za okrutna to była noc...
Hakan zwiesił głowę, podniósł ją jednak po chwili wbijając wzrok w przyciągnięte pod chatkę ciało Uhry. Gwardzistka leżała na boku, z odchyloną do tyłu głową, z podbródkiem pokrytym zaschłą krwią, która pociekła jej obficie z ust.
- I ona biedna świtu nie dożyła - westchnął ciężko myśliwy - A co z tą suką przebrzydłą, Sanną? Bo jej pomagier zapłacił za swe zbrodnie, przy domu zgromadzeń martwy leży.
Wątek techniczny
Nadszedł świt, trzeba powoli dokonać bilansu strat, trzeba podjąć nowe decyzje. Mordil i Eithart spędzą trochę czasu w Duviku, nie są w stanie podjąć dalszej podróży. Miejscowi są w całkowitej rozsypce, zginęła ponad połowa populacji, reszta jest ogarnięta psychicznym marazmem. Śmierć ponieśli najważniejsi członkowie starszyzny, bez nich trudno się będzie miejscowym zorganizować.
Treant, Venar - jak Wasi milusińscy zamierzają spędzić pierwszy dzień po pamiętnej bitwie?
Arkany odeszły o brzasku, wciąż nie zwracając na ustępujących im drogi mieszkańców uwagi. Odeszły w milczeniu, pnąc się po pionowych ścianach przepaści z niebywałą zwinnością i gracją, pozostawiając po sobie jedynie starannie rozczłonkowane pozostałości mrówkoludów przywróconych wcześniej do życia mroczną magią Sanny Wehael. Po hasaryckiej kapłance ślad zaginął i nikt inny prócz Trehanta nie przypominał sobie dziwacznego latającego stwora, który uniósł kruczowłosą piękność ku nocnemu niebu. Łowca makunów nie upierał się przy poszukiwaniu innych świadków, wierzył bowiem niewzruszenie w to, co miał okazję zobaczyć.
Odsłaniany bladą poświatą poranka Duvik jawił się osadą o przetrąconym kręgosłupie, pełną martwych ciał, płaczu i lamentu, namacalnej zgrozy i bezdennej rozpaczy. Ocaleli z nocnej rzezi Duvikanie włóczyli się bezradnie pośród ciał swych bliskich, próbując ratować konających, odmawiając żałobne modlitwy nad zmarłymi lub po prostu krążąc po pobojowisku z bezrozumnym wzrokiem.
Zbryzgany krwią i powłóczący nogami Hakan Harmun przywlókł się do chatki nie zważając na wiszącą bezwładnie wzdłuż ciała lewą rękę, przetrąconą silnym ciosem jakiegoś martwiaczego arkana. Myśliwy usiadł nieporadnie na kamiennym poidle dla koni, patrząc na Trehanta i Skelę wzrokiem przepełnionym rozpaczą i gniewem.
- Czcigodny Brunta nie żyje. Czcigodny Magur nie żyje. Sura Hoshun z przetrąconym karkiem znaleziony. Oktar Detelf ledwie dycha, może zmierzchu nie dotrwa. Cóż za okrutna to była noc...
Hakan zwiesił głowę, podniósł ją jednak po chwili wbijając wzrok w przyciągnięte pod chatkę ciało Uhry. Gwardzistka leżała na boku, z odchyloną do tyłu głową, z podbródkiem pokrytym zaschłą krwią, która pociekła jej obficie z ust.
- I ona biedna świtu nie dożyła - westchnął ciężko myśliwy - A co z tą suką przebrzydłą, Sanną? Bo jej pomagier zapłacił za swe zbrodnie, przy domu zgromadzeń martwy leży.
Wątek techniczny
Nadszedł świt, trzeba powoli dokonać bilansu strat, trzeba podjąć nowe decyzje. Mordil i Eithart spędzą trochę czasu w Duviku, nie są w stanie podjąć dalszej podróży. Miejscowi są w całkowitej rozsypce, zginęła ponad połowa populacji, reszta jest ogarnięta psychicznym marazmem. Śmierć ponieśli najważniejsi członkowie starszyzny, bez nich trudno się będzie miejscowym zorganizować.
Treant, Venar - jak Wasi milusińscy zamierzają spędzić pierwszy dzień po pamiętnej bitwie?
- Zaraza na te przeklęte mrówki! Przyszli tu tylko i zabili Uhrę! Sanna zwiała, bo musiałem rannych towarzyszy chronić przed rozdeptaniem. Musiała się jednak gdzieś ukryć, bo nikt pod gołym niebem skwaru nie wytrzyma. Trzeba szybko sprawdzić kopalnię i inne pobliskie zakamarki, nim ujdzie na dobre! Przeszukał już ktoś tego jej pomagiera? Może dowiemy się chociaż, czym Esajan otruto?
Wątek techniczny
Jeśli nikt nie potwierdził sprawdzenia rzeczy pomocnika Sanny, natychmiast się tam wybieram. Będę szukał śladów trucizny na używanej przez niego broni, jeśli na żadne nie trafię, zainteresuję się innym jego ekwipunkiem. Sprawdzę też magiczność jego oręża i innych drobiazgów.
Wątek techniczny
Jeśli nikt nie potwierdził sprawdzenia rzeczy pomocnika Sanny, natychmiast się tam wybieram. Będę szukał śladów trucizny na używanej przez niego broni, jeśli na żadne nie trafię, zainteresuję się innym jego ekwipunkiem. Sprawdzę też magiczność jego oręża i innych drobiazgów.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
Kowala oczywiście wyprowadzam z błędu jakobym ja miał sprowadzić arkanów. "Niemowę" przeszukałem więc nic przy nim nie będzie, niestety nie zwrócę też już noża Uhry. Co do Sanny, to poprosze o nakreślenie gdzie ostatni raz widziano Sannę i mimo wszystko spróbujemy chyba ją wytropić.
Nie zgadzam si? z Twoimi pogl?dami, ale po kres moich dni b?d? broni? Twego prawa do ich g?oszenia
- Tropienie będzie bardzo utrudnione, gdyż zdało mi się, że nasza uciekinierka odleciała na jakimś skrzydlatym stworze. Zmierzała jednak w stronę kopalni, bo zniknęła mi za krawędzią przepaści.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Duvik, przedpołudnie
Walczący uparcie ze zmęczeniem Trehant zwołał czym prędzej kilku wciąż zdolnych do walki mężczyzn i opuścił osadę, nim jeszcze słońce wzeszło na dobre, zabierając ze sobą Skelę. Wszyscy poruszali się konno, dosiadając własnych zwierząt oraz wierzchowców Eitharta i Uhry, za każdym zaś jeźdźcem siedział drugi konny. Tylko gulmak nie dał się obłaskawić, wciśnięty zadem w jeden z zaułków osady i kłapiący zębiskami na każdego próbującego go podejść śmiałka.
Jeźdźcy wydostali się z wąskiego wąwozu i gnając bez litości zwierzęta pomknęli płaskowyżem ku niedalekiej kopalni miedzi. Mroczne chodniki zostały dokładnie przeczesane aż po najniżej położone przodki i wyrobiska, znużeni ludzie nie znaleźli tam jednak najmniejszego śladu po harasyckiej wiedźmie. Nikogo nie zdziwił fakt, że w podziemnych korytarzach nie leżało już żadne truchło arkana, żaden ludzki trup. Pozostawieni tu po pierwszej wyprawie zmarli ożywili później ożywieni bluźnierczą magią Sanny Wehael i spoczywali teraz na dnie wielkiej skalnej przepaści, zabici po raz kolejny podczas budzącej grozę minionej nocy.
Kiedy po wielu godzinach poszukiwań mdlejący ze zmęczenia jeźdźcy wrócili do cuchnącego trupim odorem Duviku, wszyscy dosłownie spadali z siodeł, ale nie przywieźli tego, po co się wyprawili.
Po Sannie Wehael zniknął wszelki ślad.
Wątek techniczny
Wiedźma zniknęła, najpewniej zaginęła gdzieś na pustyni i prędzej czy później zabije ją upał! Co z osadą? Co ze stertami trupów? Co z organizacją porządku publicznego? Macie jakieś zapędy w tym kierunku?
Treant, ciało Tergena nie zawierało żadnych interesujących niespodzianek.
Walczący uparcie ze zmęczeniem Trehant zwołał czym prędzej kilku wciąż zdolnych do walki mężczyzn i opuścił osadę, nim jeszcze słońce wzeszło na dobre, zabierając ze sobą Skelę. Wszyscy poruszali się konno, dosiadając własnych zwierząt oraz wierzchowców Eitharta i Uhry, za każdym zaś jeźdźcem siedział drugi konny. Tylko gulmak nie dał się obłaskawić, wciśnięty zadem w jeden z zaułków osady i kłapiący zębiskami na każdego próbującego go podejść śmiałka.
Jeźdźcy wydostali się z wąskiego wąwozu i gnając bez litości zwierzęta pomknęli płaskowyżem ku niedalekiej kopalni miedzi. Mroczne chodniki zostały dokładnie przeczesane aż po najniżej położone przodki i wyrobiska, znużeni ludzie nie znaleźli tam jednak najmniejszego śladu po harasyckiej wiedźmie. Nikogo nie zdziwił fakt, że w podziemnych korytarzach nie leżało już żadne truchło arkana, żaden ludzki trup. Pozostawieni tu po pierwszej wyprawie zmarli ożywili później ożywieni bluźnierczą magią Sanny Wehael i spoczywali teraz na dnie wielkiej skalnej przepaści, zabici po raz kolejny podczas budzącej grozę minionej nocy.
Kiedy po wielu godzinach poszukiwań mdlejący ze zmęczenia jeźdźcy wrócili do cuchnącego trupim odorem Duviku, wszyscy dosłownie spadali z siodeł, ale nie przywieźli tego, po co się wyprawili.
Po Sannie Wehael zniknął wszelki ślad.
Wątek techniczny
Wiedźma zniknęła, najpewniej zaginęła gdzieś na pustyni i prędzej czy później zabije ją upał! Co z osadą? Co ze stertami trupów? Co z organizacją porządku publicznego? Macie jakieś zapędy w tym kierunku?
Treant, ciało Tergena nie zawierało żadnych interesujących niespodzianek.