Karczma "Spokojna Przystań", wcześnie rano
Najadłszy się do syta Balin mruknął z ukontentowaniem. Z wolna zaczęła nachodzić go senność. Poprzedni dzień spędzili na hulance, a był niewyspany po uciążliwym treningu u mnichów. Nocą też nie próżnował, ratując nieśmiertelną duszę dziadunia przed zakusami złych morghlithowych mocy. Jednak zadanie było zadaniem i trzeba się za nie zabrać nie zwlekając. Tym bardziej jeżeli doprowadzi ono Balina do burmistrza, który zezwoli na odzyskanie zakopanego wraz dziadkiem spadku. Sama myśl o minach rodziny, gdy dowiedzą się, kto został pełnoprawnym spadkobiercom seniora rodu, dała krasnoludowi ogromny zastrzyk energii.
- Idziemy Barthur! Czas nam pozwiedzać miasto i zasięgnąć języka - powiedział krasnoludzki kapłan do najtrzeźwiejszego kompana przy stole i ruszył w stronę drzwi.
Tuż za progiem natknął się na karczmarza prowadzącego do "Spokojnej Przystani" grupę rybaków, którzy wrócili z porannego połowu.
Na miejskim rynku, którego centrum ozdabiała marmurowa fontanna, zaczynały gromadzić się kobiety i dzieci z wiadrami i dzbanami. Centrum fontanny zajmowały marmurowe reptilionki z amforami z których wystrzeliwały strumienie wody. Biorąc pod uwagę, że strug wody było tylko dwie, a chętnych wielu, powstała kolejka zaspanych i plotkujących w różnych językach kobiet. Nieopodal fontanny na niewielkim kramie rozstawił się niewysoki półork oferujący świeżo upieczone placki z agawy.
Nieznający miasta Balin postanowił rozpocząć rozpytywanie od sprzedawcy agawy, bo zaczepianie kobiet i dzieci uznał za zbyt podejrzane.
- Dobry człowieku dajno mi tu kilka placków - zaczął Balin -
Ładna ta agawa, widać urodzaj w tym roku.
- A gdzie tam Panie! Grad i śnieg latem bije, agawę przetrzebił. Ludziska się głodu bojo - odrzekł skrzekliwie półork podając placeki agawy Balinowi.
- Widać, żeście świątynie Arianny omijali i się zagniewała - zagaił krasnolud, wskazując podbródkiem przybytek Arianny.
- A gdzieżby tam Panie! My Ariannie nigdy nie uchybili i ofiar nie szczędzili ino... ino... ehh, co tam gadać - zająknął się sprzedawca, ale jego wzrok wyraźnie powędrował ku dwumetrowemu płotowi zasłaniającemu zgliszcza świątyni Morglitha.
Balin poniechał rozmowy o zgliszczach, widząc jakie zdenerwowanie wywołało w półorku same spojrzenie w tamtą stronę.
- Co tam się boicie głodu. Burmistrz dobry, spichlerze otworzy - Balin zaczął naprowadzać rozmowę na burmistrza.
- Dobry, kryształ nie półork. Porządny bo sam zna biedę. Wszak wszyscy wiedzą, że pochodzi z rodziny rybackiej i własnymi siłami się urzędu burmistrza dopracował. Ale, co począć jak go niema. I to mawiają, że zniknął. Choć jego córka mówi, że z ważnymi sprawami do Borowiru pojechał. Żeby załagodzić... - kose spojrzenie znów zahaczyło o płot - ..
no sami wiecie co.
- Jak nie burmistrz to kapłani pomogą - zmienił temat Balin -
bo jakie tu świątynie macie?
- No mamy - półork zaczął zaginać palce -
świątynię Arianny. Wielką świątynię, równie wielkiego, albo i większego, a nawet największego - Katana. Tych tam zgliszcz nie liczę. Mamy też, ale to za miastem Oko Sharami co świeci statkom po nocy i tam na wyspie to nawet jej świętą relikwię - półork zamyślił się i dodał -
taką jakąś potężną, że jej święta organizują. Stąd tyle w mieście ludzisk, bo z całego Orkusa Wielkiego się zjeżdżają i święto będą odprawiać.
- No widzicie, nie jest tak źle. Macie burmistrza porządnego i kapłanów. A, burmistrz to jaką świątynię najczęściej odwiedza? Bo, pewnie tamci kapłani to mu w sukurs przyjdą, gdy trzeba będzie ludność przed głodem ratować - zapytał nieco nielogicznie krasnolud, ale może półork wyjawi które bóstwo czci burmistrz.
- No, nie wiem.... Burmistrz to do wszystkich świątyń chodzi, żadnemu bogowi nie uwłaczając. Ino z tego com widział, bo często tu stoję, to chyba najczęściej do świątyni Arianny.
W tym momencie podeszło kilku ludzi pragnących kupić o agawę i starających się stargować cenę.
Balin ma jeszcze jakieś pytania? Odpiszę ci 3 sr za placek z agawy.