Terenówka stałą w miejscu, w którym zwiadowcy widzieli ją ostatni raz, chociaż ktoś zdjął z niej brezentową płachtę. Obejrzawszy wpierw bardzo starannie wszystkie wejścia do domów i zaułki, pamiętny strasznego losu Oczka Rzeźnik upewnił się, że nic na niego przypadkiem nie wyskoczy. Uznawszy okolicę za względnie bezpieczną mężczyzna oparł Enfielda o karoserię wozu i przywołał do siebie ściskającego pistolet Śrubę wskazując palcem na klapkę wlewu paliwa.
Technik odzyskał już nieco pewność siebie, pomimo emocjonalnego wstrząsu spowodowanego nadmiarem wrażeń stając ponownie na nogi. Podstawiwszy pod burtę jeepa metalowy kanister wyszarpnął z pewnym trudem klapkę i wsadził do środka wyciągniętą gdzieś spod kurtki plastikową rurkę, którą następnie zaczął energicznie zasysać.
Rzeźnik pozostawił towarzysza na krótką chwilę samego, zabierając karabin i niemal biegiem rzucając się w stronę zawalonej rupieciami szopki w sąsiedniej ulicy; miejsca ukrycia wymontowanego wcześniej chytrze z wozu akumulatora. Kiedy przytaszczył dźwigany oburącz łup do jeepa, Śruba ocierał właśnie wilgotne od paliwa wargi, z niemałym zadowoleniem spoglądając na ciurkającą poprzez rurkę ciecz. W powietrzu unosił się charakterystyczny ostry zapach paliwa.
- Idzie? - rzucił półgłosem Rzeźnik, opierając jedną stopę i zderzak terenówki i kładąc na siedzenie pasażera ciężki akumulator.
- Chyba widzisz? - odparł retorycznym pytaniem Śruba - Tu są chyba ryby, wiedziałeś o tym? Coś tam pluskało przy brzegu, ale stąd nic nie widać. Może gdybyśmy mieli chwilę, poszlibyśmy zobaczyć?