Południowe Śródmieście, Klinika Kitty; Mon 27/07/2020 1120hrs
- No Wy to chyba nie ochronicie mnie przed Rzeźnikami? Co? To jaką szansę dla mnie macie? Wiem co nieco i więcej jestem wart żywy niż wypłaszczony. Powiem co wiem na temat tego niefortunnego wjazdu na Wasz kwadrat.
Tank zaczął opowieść:
***
- Jak to Szoszon nie żyje? - zdziwony zapytał Lewy. Brzytwiarze dostali wcxoraj od Tanka zlecenie, żeby porwać jakąś cizie w East Marinie. Rzeźnicy mieli jakiegoś zaćpanego frajera u Dzikusów, który czasem za działkę mówił to i owo. Wczoraj przypałętał się do Tanka mówiąc, że ta lasencja, której szyka będzie ze swoim fagasem w Marinie. Prosta sprawa.
- Psiarnia go wypłaszczyła! Skurwysyny. Mieliśmy ją, ale napatoczyli się chyba jacyś tajniacy. Zrobiło się ostro, mówię Ci Lewy. Kule zaczęły świstać jak skurwysyn. Napierdalali do nas z karabinów, ale i tak ich dopadliśmy. No i wtedy wpadły kurwy i nie zostało nic innego jak spierdalać. Zresztą wiesz z Psychosquadem nie ma żartów. Najpierw strzelają potem dochodzą co i jak. Zajebali biednego Szoszona od razu, a tamci zniknęli.
***
Chudy był cieniem człowieka, a stojąc przy ogromnym, niemal nadludzkim Tanku miało się wrażenie, że jakby patrzyło na zabiedzone dziecko.
Tank dziś nie był w humorze i Dzikus zaczął żałować, że przyszedł tu. Miał ważne informacje, a Rzeźnik, choć był przerażający to zawsze dobrze płacił. Chudy potrzebował na strzała. Dziś jednak miał złe przeczucia. Powiedział, gdzie mieszka trzech punków, którzy pomogli tej lasencji i olbrzymowi w zaułku kilka dni temu. Tank podszedł do niego i czule objął go wielką cyberręką:
- No to masz kochaniutki rzeczywiście cenne informacje. Tank Ci tego nie zapomni. Obiecałem Ci działeczke syntokoki, ale dziś jestem tak zadowolony, że przebije normalną stawkę. - Tank uśmiechnął się ukazując rząd spiłowanych zębów. Włosy Chudego niemal stanęły dęba. W normalnych okolicznościach pewno cieszyłby się jak dziecko, ale teraz żelazne ramię Rzeźnika z Northside niemal zgniatało mu barki, a brutalny uśmiech zupełnie nie pasował do jego gadki. Tank kiwnął ręką i jeden z jego czarnuchów podał tłok z charakterystyczna mlecznobiałą cieczą, która musiała być koką. Sporo tego było, ocenił w myślach Chudy. Olbrzym wziął tłok i wbił go w ramię Dzikusa uwalniając całą dawę narkotyku:
- Masz ty zaćpana pizdo! Nie mów, że wujek Tank zły.
Chudy już wiedział, że to wyrok. Takiego strzała nie wytrzyma. Sekundę później zaczął toczyć pianę z ust i wywracać gałkami ocznymi.
Ćpun konwulsyjnie ruszał się po podłodze, a Tank wrzeszczał na Clinta, który kilka dni temu rzekomo natknął się na Psychosquad. Z opowieści Chudego to było jakiś trzech punków.
- Wszystko muszę robić sam! Wy jebane gównojady, pizdy pedalskie! Pozapierdalam was! Na co czekasz Lewy? Zbieraj tych niedojebów i jedziemy tam! I jeszcze ten mnie tu wkurwia, ćpun zajebany!
Tank swoim ciężkim buciorem stanął na szyji miotającego się w drgawkach Dzikusa i przy dźwięku okropnego chrupotu zakończył nędzny żywot kapusia.
***
Lewy już wiedział, że znaleźli Brudnego, któremu poderżnął gardło zaraz przed tym jak uwolnił Sarah. Cała jego głupia historia poszła w diabły. ale nie mógł wtedy wymyśleć nic lepszego, bo ani nie było na to czasu ani miejsca.
Jego godziny były policzone. Rzeźnicy nie darują takiej zdrady. Będą go ścigać aż złapią i zatłuką na śmierć. Ale przecież nie będzie czekać aż go dopadną tu w wynajmowanym pokoju na Northside. Wziął Dailunga i komórkę i tak jak stał: w dresie i domowej koszulce TapOut wyszedł aby już nigdy nie wrócić w to miejsce.
***
Zapomniał o jednym. Rzeźnicy mieli runnera na swoich usługach. Nim wyłączył komórkę, już miał towarzystwo. Dwóch byłych kumpli teraz ścigało go jak zwierzę. Poerwszego niemal przeciął w pół szponami. Drugi odciał się niszcząc cyberrękę z bronią. Była to ostatnia rzecz jaką zrobił. przyłożony do czaszki Dailung wypieprzył boostera w kosmos. Pozbył się ich ale wiedział, że nie zgubił ogona. Następne godziny, czy dni były pasmem wyglądajego na koszmar snu. Uciekał, krył się, znów wiał, dalej i dalej w Strefę Walki. Aż trafił do tej różowej rudery, gdzie wydawało mu się spotka go koniec.
- Dalej to już wy lepiej o de mnie wiecie co sie działo.
Opowieść Lewego w kilku reminescencjach, które potem jak wrócę do domu umieszcze w odpowiednich ramach czasowych. Ale mam nadzieję, że orientujecie się o co chodzi.
Tak dla przypomnienia dodam tylko, że Tank wziął numer Wilsona:o