PBF - Góra Szeptów
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W górach na północ od jeziora
Rzemień potrząsnął głową na dźwięk pytań Zadziora, najwyraźniej niezadowolony z uporczywego ciągnięcia za język. Poprawiwszy paski plecaka spojrzał ponaglająco na swych towarzyszy.
- Niektórzy wiedzą o nas, ale nie mają pojęcia, gdzie się ukrywamy. Pamiętacie tę obsesję Cichego na punkcie zadośćuczynienia dla ludzi znad jeziora? Parę lat temu tamci uparli się, żeby sprawdzić, skąd bierzemy czystą wodę na wymianę za mięso i poszli za nami, chociaż próbowaliśmy ich odstraszyć. Musieliśmy zabić tych najbardziej śmiałych, żeby nie odnaleźli wejścia do Enklawy. Tak samo likwidujemy wszystkich innych, którzy podchodzą zbyt blisko. Co tak na mnie patrzycie, nie ja to wymyśliłem! Starszyzna dba o nasze bezpieczeństwo i zdrowie. Krew jest na ich rękach, ale ja rozumiem Mędrca i Ostrego, a dla was będzie lepiej, jeśli sami też szybko to zrozumiecie. Cel uświęca środki, jak mawia Harmonijka.
Trójka zwiadowców stała w milczeniu odwzajemniając szorstkie spojrzenie Rzemienia i próbując poukładać sobie w głowie zasłyszane właśnie rewelacje.
- O cztery dni drogi stąd na północ w górach jest jakieś większe miasto, ale nigdy tam nie byliśmy - ciągnął dalej Rzemień - Jeśli obejdzie się jezioro, podobno kilka dni marszu na południe jest inne, nawet z lotniskiem. Tam też się nie zapuszczamy. W okolicy jest jeszcze kilka innych małych osad, ale po odstrzeleniu ciekawskich rybaków trzy lata temu wolą omijać nas z daleka, a Mędrzec zabronił z nimi handlować, dopóki sprawy się nie wyciszą.
Rzemień obejrzał się w stronę Zadziora krzywiąc usta w nieprzyjemnym grymasie.
- Oto i odpowiedź na twoje pytanie - wycedził przez zęby - Tacy z nich sojusznicy jak z was Łowcy. Handlują z nami, bo muszą, nie mają dostępu do czystej wody, a bez niej chorują i umierają. Niby są spokojni, ale jeśli tylko zyskają sposobność, wbiją nam bez wahania noże w plecy. Nie patrzcie tak na mnie, już wam mówiłem. To są dzicy ludzie, dużo gorsi od nas. Nie mają wykształcenia, nie znają naszego języka, nie są nawet chrześcijanami.
- Komuniści? - wybąkała Blizna porażona złym przeczuciem zrodzonym z wielu lat politycznej indoktrynacji - Prawdziwi czerwoni?
- Kto ich tam wie? - sarknął Rzemień machając wymijająco ręką - Chyba nie, bo wyglądają na takich, co się potrafią modlić, ale znaku krzyża nigdzie u nich nie uświadczysz. A teraz dość tych pogawędek, bo nie ma na nie czasu. Zbierajcie się!
Rzemień potrząsnął głową na dźwięk pytań Zadziora, najwyraźniej niezadowolony z uporczywego ciągnięcia za język. Poprawiwszy paski plecaka spojrzał ponaglająco na swych towarzyszy.
- Niektórzy wiedzą o nas, ale nie mają pojęcia, gdzie się ukrywamy. Pamiętacie tę obsesję Cichego na punkcie zadośćuczynienia dla ludzi znad jeziora? Parę lat temu tamci uparli się, żeby sprawdzić, skąd bierzemy czystą wodę na wymianę za mięso i poszli za nami, chociaż próbowaliśmy ich odstraszyć. Musieliśmy zabić tych najbardziej śmiałych, żeby nie odnaleźli wejścia do Enklawy. Tak samo likwidujemy wszystkich innych, którzy podchodzą zbyt blisko. Co tak na mnie patrzycie, nie ja to wymyśliłem! Starszyzna dba o nasze bezpieczeństwo i zdrowie. Krew jest na ich rękach, ale ja rozumiem Mędrca i Ostrego, a dla was będzie lepiej, jeśli sami też szybko to zrozumiecie. Cel uświęca środki, jak mawia Harmonijka.
Trójka zwiadowców stała w milczeniu odwzajemniając szorstkie spojrzenie Rzemienia i próbując poukładać sobie w głowie zasłyszane właśnie rewelacje.
- O cztery dni drogi stąd na północ w górach jest jakieś większe miasto, ale nigdy tam nie byliśmy - ciągnął dalej Rzemień - Jeśli obejdzie się jezioro, podobno kilka dni marszu na południe jest inne, nawet z lotniskiem. Tam też się nie zapuszczamy. W okolicy jest jeszcze kilka innych małych osad, ale po odstrzeleniu ciekawskich rybaków trzy lata temu wolą omijać nas z daleka, a Mędrzec zabronił z nimi handlować, dopóki sprawy się nie wyciszą.
Rzemień obejrzał się w stronę Zadziora krzywiąc usta w nieprzyjemnym grymasie.
- Oto i odpowiedź na twoje pytanie - wycedził przez zęby - Tacy z nich sojusznicy jak z was Łowcy. Handlują z nami, bo muszą, nie mają dostępu do czystej wody, a bez niej chorują i umierają. Niby są spokojni, ale jeśli tylko zyskają sposobność, wbiją nam bez wahania noże w plecy. Nie patrzcie tak na mnie, już wam mówiłem. To są dzicy ludzie, dużo gorsi od nas. Nie mają wykształcenia, nie znają naszego języka, nie są nawet chrześcijanami.
- Komuniści? - wybąkała Blizna porażona złym przeczuciem zrodzonym z wielu lat politycznej indoktrynacji - Prawdziwi czerwoni?
- Kto ich tam wie? - sarknął Rzemień machając wymijająco ręką - Chyba nie, bo wyglądają na takich, co się potrafią modlić, ale znaku krzyża nigdzie u nich nie uświadczysz. A teraz dość tych pogawędek, bo nie ma na nie czasu. Zbierajcie się!
Myślę, że chociaż po części zaspokoiłem Waszą ciekawość 
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wejście do Enklawy, wieczór
Śruba zastukał kolbą broni we właz jeszcze kilka razy, starając się nie robić zbyt donośnego hałasu i mamrocząc jednocześnie pod nosem zduszone przekleństwa. Kiedy do jego uszu dotarł w końcu wytęskniony dźwięk przesuwanych rygli, technik opuścił ku ziemi lufę swej broni starając się przybrać najbardziej rozbrajającą pozę na świecie. Tylko tego brakowało, by po wszystkich wstrząsających przeżyciach minionych dni został zastrzelony na progu własnego domu przez jakiegoś zbyt nerwowego Łowcę!
Pancerny właz uchylił się niemal bezszelestnie, odkrywając bezdenną czerń zalegającą za wejściem do podziemi. Ktokolwiek stał tego wieczoru na straży Enklawy, przed otwarciem wejścia zgasił wszelkie źródła oświetlenia, by nie zdradzić przedwcześnie swej pozycji.
- Rzemień, to ty? - zza progu padło ledwie słyszalne pytanie, zadane głosem, który kojarzył się Śrubie z Kąsaczem albo Mruczkiem - Kto tam?
Śruba zastukał kolbą broni we właz jeszcze kilka razy, starając się nie robić zbyt donośnego hałasu i mamrocząc jednocześnie pod nosem zduszone przekleństwa. Kiedy do jego uszu dotarł w końcu wytęskniony dźwięk przesuwanych rygli, technik opuścił ku ziemi lufę swej broni starając się przybrać najbardziej rozbrajającą pozę na świecie. Tylko tego brakowało, by po wszystkich wstrząsających przeżyciach minionych dni został zastrzelony na progu własnego domu przez jakiegoś zbyt nerwowego Łowcę!
Pancerny właz uchylił się niemal bezszelestnie, odkrywając bezdenną czerń zalegającą za wejściem do podziemi. Ktokolwiek stał tego wieczoru na straży Enklawy, przed otwarciem wejścia zgasił wszelkie źródła oświetlenia, by nie zdradzić przedwcześnie swej pozycji.
- Rzemień, to ty? - zza progu padło ledwie słyszalne pytanie, zadane głosem, który kojarzył się Śrubie z Kąsaczem albo Mruczkiem - Kto tam?
Wejście do bunkra otwarte, ale ciągle istnieje ryzyko, że jakiś nerwus Was zastrzeli pod wpływem nadmiernego stresu! 
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W górach na północ od jeziora
Słońce zaczynało znikać za szczytami pozornie niekończących się gór, rozciągniętych daleko poza zasięg wzroku uzbrojonych w lornetki zwiadowców. Utrudzeni nużącą wędrówką i spragnieni, mieszkańcy Enklawy wspięli się na stojący im na drodze kolejny skalisty górski grzbiet, zainteresowani już tylko odnalezieniem miejsca na nocy spoczynek.
- O kurwa! - żachnął się znienacka Rzemień, przypadając na kolana za jednym z okazałych głazów - Patrzcie na to!
Pozostali wysłannicy starszyzny runęli bez składu i ładu na kolana bądź rozpłaszczyli się od razu na brzuchach otwierając szeroko oczy i próbując ogarnąć myślami ujrzany daleko w dole widok.
Rozpościerająca się przed nimi głęboka górska dolina tętniła życiem pomimo coraz późniejszej pory, rozświetlona licznymi lampami oraz płomieniami ognisk. Gromady ludzi - a przynajmniej człekokształtnych istot do ludzi podobnych - mozoliły się w miejscu, które kojarzyć się mogło wyłącznie z ogromnym kamieniołomem albo placem budowy. Prócz samych ludzi w dole poruszały się jakieś spalinowe maszyny budowlane, w części spychacze, w części ciężarówki przewodzące ładunku skalnego gruzu pochodzącego z wielkich zwałów rozsadzonej dynamitem ściany jednej z gór.
- Co tu się dzieje? - wydyszała Blizna - Co oni robią? Budują coś?
- Raczej wysadzają - mruknął Rzemień odzyskując nieco rezon - Rozwalają górę!
[center]
[/center]
Słońce zaczynało znikać za szczytami pozornie niekończących się gór, rozciągniętych daleko poza zasięg wzroku uzbrojonych w lornetki zwiadowców. Utrudzeni nużącą wędrówką i spragnieni, mieszkańcy Enklawy wspięli się na stojący im na drodze kolejny skalisty górski grzbiet, zainteresowani już tylko odnalezieniem miejsca na nocy spoczynek.
- O kurwa! - żachnął się znienacka Rzemień, przypadając na kolana za jednym z okazałych głazów - Patrzcie na to!
Pozostali wysłannicy starszyzny runęli bez składu i ładu na kolana bądź rozpłaszczyli się od razu na brzuchach otwierając szeroko oczy i próbując ogarnąć myślami ujrzany daleko w dole widok.
Rozpościerająca się przed nimi głęboka górska dolina tętniła życiem pomimo coraz późniejszej pory, rozświetlona licznymi lampami oraz płomieniami ognisk. Gromady ludzi - a przynajmniej człekokształtnych istot do ludzi podobnych - mozoliły się w miejscu, które kojarzyć się mogło wyłącznie z ogromnym kamieniołomem albo placem budowy. Prócz samych ludzi w dole poruszały się jakieś spalinowe maszyny budowlane, w części spychacze, w części ciężarówki przewodzące ładunku skalnego gruzu pochodzącego z wielkich zwałów rozsadzonej dynamitem ściany jednej z gór.
- Co tu się dzieje? - wydyszała Blizna - Co oni robią? Budują coś?
- Raczej wysadzają - mruknął Rzemień odzyskując nieco rezon - Rozwalają górę!
[center]
[/center]
Obrazek powyżej stanowi widoczek z podróży poprzez góry, ale to nie docelowa dolina!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wejście do Enklawy, wieczór
Technik wypuścił z siebie oddech pozwalając, by przepłynęła przez niego fala czystej radości i ogromnej ulgi. Wciąż nie ruszając się z miejsca w akcie zrozumiałej przezorności, obejrzał się w tył przywołując do siebie ruchem dłoni majaczącego w ciemnościach Pałę.
- Śruba?! To ja, Kąsacz - noszący taktyczną kamizelkę Łowca wyjrzał ostrożnie za próg włazu - Jesteście wszyscy?
- Tylko ja i Pała - oznajmił technik przysuwając się bliżej wejścia w zamiarze jak najszybszego czmychnięcia w bezpieczne czeluście Enklawy - Reszta... jeszcze dojdą.
Pancerny właz otworzył się szerzej, gdzieś w głębi przedsionka zapaliła się elektryczna latarka oświetlająca drogę do wnętrza podziemnej bazy.
- Właźcie, tylko szybko - padło wypowiedziane podekscytowanym szeptem polecenie Kąsacza - Mruczek już poleciał po Mędrca i Ostrego, kazali was całą noc wypatrywać. Gdzie są inni, co robiliście?
Dwaj uczestnicy wyprawy niemalże wtargnęli za próg włazu, nie potrafiąc opanować chęci jak najszybszego znalezienia się w środku. W przypadku mutanta okazało się to nie lada wyzwaniem, ponieważ obciążony ogromnym ładunkiem olbrzym zaklinował się na chwilę w wąskim przejściu, czyniąc znaczący hałas i sapiąc tak spazmatycznie, że Śruba i Kąsacz zgodnie uznali te dźwięki za oznakę ostatecznej agonii.
Zwiadowcy padli na przyjemnie chłodną podłogę przedsionka spoglądając na zakręcającego wielkie zamki włazu Kąsacza i ulegając znienacka zmęczeniu, które dotąd trzymali na wodzy dzięki mieszance gwałtownych emocji.
- Jak wam poszło? - zapytał Kąsacz, zamknąwszy wejście. Głos Łowcy dźwięczał niemal chłopięcą ekscytacją, stojącą w jawnej sprzeczności z jego surową męską aparycją.
- Zabiłem człowieka - wydyszał Śruba przymykając oczy.
- I wiszałem gfiazdę beszlejemską - dodał Pała opanowując w końcu charczący przeraźliwie oddech.
- Hej, to broń tamtego zabitego? - Kąsacz dostrzegł w końcu przewieszonego przez ramię technika kałasznikowa, a w jego oczach zapaliła się natychmiast chciwa gorączka.
Na schodach łączących pomieszczenia włazu i niższy poziom mieszkalny rozległy się pośpieszne kroki, zapowiadające obecność nadchodzących żwawo członków starszyzny.
- Śruba, Pała, chwała Najwyższemu! - wyrzucił z siebie Mędrzec opierając prawą dłoń opiekuńczym gestem na groteskowo zdeformowanej głowie mutanta - Cieszymy się, że was widzimy.
- Gdzie reszta? - zapytał stojący u boku przywódcy Enklawy Ostry.
Technik wypuścił z siebie oddech pozwalając, by przepłynęła przez niego fala czystej radości i ogromnej ulgi. Wciąż nie ruszając się z miejsca w akcie zrozumiałej przezorności, obejrzał się w tył przywołując do siebie ruchem dłoni majaczącego w ciemnościach Pałę.
- Śruba?! To ja, Kąsacz - noszący taktyczną kamizelkę Łowca wyjrzał ostrożnie za próg włazu - Jesteście wszyscy?
- Tylko ja i Pała - oznajmił technik przysuwając się bliżej wejścia w zamiarze jak najszybszego czmychnięcia w bezpieczne czeluście Enklawy - Reszta... jeszcze dojdą.
Pancerny właz otworzył się szerzej, gdzieś w głębi przedsionka zapaliła się elektryczna latarka oświetlająca drogę do wnętrza podziemnej bazy.
- Właźcie, tylko szybko - padło wypowiedziane podekscytowanym szeptem polecenie Kąsacza - Mruczek już poleciał po Mędrca i Ostrego, kazali was całą noc wypatrywać. Gdzie są inni, co robiliście?
Dwaj uczestnicy wyprawy niemalże wtargnęli za próg włazu, nie potrafiąc opanować chęci jak najszybszego znalezienia się w środku. W przypadku mutanta okazało się to nie lada wyzwaniem, ponieważ obciążony ogromnym ładunkiem olbrzym zaklinował się na chwilę w wąskim przejściu, czyniąc znaczący hałas i sapiąc tak spazmatycznie, że Śruba i Kąsacz zgodnie uznali te dźwięki za oznakę ostatecznej agonii.
Zwiadowcy padli na przyjemnie chłodną podłogę przedsionka spoglądając na zakręcającego wielkie zamki włazu Kąsacza i ulegając znienacka zmęczeniu, które dotąd trzymali na wodzy dzięki mieszance gwałtownych emocji.
- Jak wam poszło? - zapytał Kąsacz, zamknąwszy wejście. Głos Łowcy dźwięczał niemal chłopięcą ekscytacją, stojącą w jawnej sprzeczności z jego surową męską aparycją.
- Zabiłem człowieka - wydyszał Śruba przymykając oczy.
- I wiszałem gfiazdę beszlejemską - dodał Pała opanowując w końcu charczący przeraźliwie oddech.
- Hej, to broń tamtego zabitego? - Kąsacz dostrzegł w końcu przewieszonego przez ramię technika kałasznikowa, a w jego oczach zapaliła się natychmiast chciwa gorączka.
Na schodach łączących pomieszczenia włazu i niższy poziom mieszkalny rozległy się pośpieszne kroki, zapowiadające obecność nadchodzących żwawo członków starszyzny.
- Śruba, Pała, chwała Najwyższemu! - wyrzucił z siebie Mędrzec opierając prawą dłoń opiekuńczym gestem na groteskowo zdeformowanej głowie mutanta - Cieszymy się, że was widzimy.
- Gdzie reszta? - zapytał stojący u boku przywódcy Enklawy Ostry.
Pora zdać jakiś raport - im bardziej obszerny i podkreślający własne zasługi, tym lepiej!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W górach na północ od jeziora
Ogrom obserwowanego w dole przedsięwzięcia wręcz szokował, zwłaszcza liczebnością zgromadzonych w dolinie ludzi. Mieszkańcy Enklawy nigdy wcześniej nie widzieli tylu ludzi w jednym miejscu, a próbując ich niezależnie od siebie zliczyć nieuchronnie kończyli rachunki w liczbach usytuowanych pomiędzy dwiema i trzema setkami. Co gorsza, z każdym mijającym kwadransem wszyscy utrwalali się w przekonaniu, że drążący serce góry obcy bynajmniej nie pozyskiwali w ten sposób budulca.
Przewożony ciężarówkami i ręcznymi wózkami urobek był wyrzucany na przeciwnym krańcu doliny, a pojazdy wracały z powrotem ku zgrajom pracujących niestrudzenie kopaczy, próbujących odgruzować zbocze skalnego masywu.
- Rzeczywiście wygląda to tak jakby próbowali wedrzeć się do Enklawy, ale to nie ma sensu - burknął w zamyśleniu Rzemień - Baza jest pięć mil dalej na wschód, pod zupełnie inną górą...
- Może nie szukają nas, tylko innej bazy? - zaproponował Zadzior, ciągle próbując uwierzyć własnym oczom.
- Albo mają złą mapę - dodała Blizna - Mogli się pomylić i zaczęli w błędnym miejscu.
- Tutaj coś kiedyś było - wytrącił Rzeźnik, który lustrował dno doliny za pomocą zrabowanej w osadzie lornetki - Widzicie fundamenty budynków, tam i tam? I kawałki ścian, gdzie ich nie rozwalili do końca? Przy tym wysadzonym zboczu coś kiedyś było, jakieś zabudowania, ale na takim odludziu? I teren też jest dziwnie płaski, jakby utwardzony mechanicznie, może nawet wylany betonem...
- Jakieś lądowisko? - zasugerował Rzemień - Albo faktycznie inna baza?
- Jeśli tak, módl się, żeby ją znaleźli - sarknęła snajperka - Jak wytropią naszą, rozniosą bunkier w drobny pył. Nie mamy szans, żeby zatrzymać taką zgraję.
Ogrom obserwowanego w dole przedsięwzięcia wręcz szokował, zwłaszcza liczebnością zgromadzonych w dolinie ludzi. Mieszkańcy Enklawy nigdy wcześniej nie widzieli tylu ludzi w jednym miejscu, a próbując ich niezależnie od siebie zliczyć nieuchronnie kończyli rachunki w liczbach usytuowanych pomiędzy dwiema i trzema setkami. Co gorsza, z każdym mijającym kwadransem wszyscy utrwalali się w przekonaniu, że drążący serce góry obcy bynajmniej nie pozyskiwali w ten sposób budulca.
Przewożony ciężarówkami i ręcznymi wózkami urobek był wyrzucany na przeciwnym krańcu doliny, a pojazdy wracały z powrotem ku zgrajom pracujących niestrudzenie kopaczy, próbujących odgruzować zbocze skalnego masywu.
- Rzeczywiście wygląda to tak jakby próbowali wedrzeć się do Enklawy, ale to nie ma sensu - burknął w zamyśleniu Rzemień - Baza jest pięć mil dalej na wschód, pod zupełnie inną górą...
- Może nie szukają nas, tylko innej bazy? - zaproponował Zadzior, ciągle próbując uwierzyć własnym oczom.
- Albo mają złą mapę - dodała Blizna - Mogli się pomylić i zaczęli w błędnym miejscu.
- Tutaj coś kiedyś było - wytrącił Rzeźnik, który lustrował dno doliny za pomocą zrabowanej w osadzie lornetki - Widzicie fundamenty budynków, tam i tam? I kawałki ścian, gdzie ich nie rozwalili do końca? Przy tym wysadzonym zboczu coś kiedyś było, jakieś zabudowania, ale na takim odludziu? I teren też jest dziwnie płaski, jakby utwardzony mechanicznie, może nawet wylany betonem...
- Jakieś lądowisko? - zasugerował Rzemień - Albo faktycznie inna baza?
- Jeśli tak, módl się, żeby ją znaleźli - sarknęła snajperka - Jak wytropią naszą, rozniosą bunkier w drobny pył. Nie mamy szans, żeby zatrzymać taką zgraję.
Jest wczesny wieczór, ale w dolinie prace nie ustają. Jakie macie teraz plany?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Nie wydaje mi się, żeby pracowali przez całą noc. Myślę, że powinniśmy przyjrzeć się temu z bliska, gdy zakończą na dzisiaj pracę. Przydałby się noktowizor. Pewnie wystawią warty. Nie możemy zostawić po sobie śladów, więc nie możemy nikogo zabić ani narobić hałasu. Koniecznie musimy się dowiedzieć po co tu kopią, bo nie możemy wykluczyć, że naszą enklawę też mają na liście, tylko na dalszej pozycji. Wiecie jak to się mówi: miej nadzieję na najlepsze, bądź gotowy na najgorsze. Jeśli wszyscy się zgadzają to warto by było opracować jakiś plan.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W górach na północny zachód od jeziora
Rzemień zastanowił się nad propozycją Zadziora, ale nie wydawał się do niej przekonany. Chłonąc wzrokiem dno coraz ciemniejszej doliny westchnął ciężko, a potem rozmasował sobie zdrętwiałą nogę pilnując jednocześnie, by cały czas mieć w zasięgu ręki karabin. Pozostali zwiadowcy leżeli wśród skalnych złomków na szczycie wysokiego grzbietu, wtopieni w mrok późnego wieczoru i zapatrzeni na pracujących wytrwale obcych.
- Zauważyliście, że nie wszyscy noszą te cholerne maski? - odezwała się w pewnej chwili Blizna - Oni chyba mają więźniów. Tam i tam, takie grupy, które ładują gruz na wózki. Widzicie? Nie jestem pewna, ale oni chyba są zakuci w łańcuchy. Boże, to naprawdę kajdany!
Mężczyźni przycisnęli do oczu lornetki, podążając uzbrojonym w szkła wzrokiem za spojrzeniem snajperki, szybko odnajdując wskazanych przez nią nieszczęśników. Chociaż coraz słabsza widzialność bardzo utrudniała dostrzeżenie szczegółów, wszyscy natychmiast utrwalili dziewczynę w przekonaniu, że się nie myliła.
- Rzeczywiście to więźniowie - powiedział Rzemień - To by tłumaczyło atak na wioskę nad jeziorem. Zauważyłem, że zostawili tam ciała dzieci i starców, ale wśród zabitych nie było wielu młodych mężczyzn. Najwidoczniej pozbyli się niepotrzebnych jeńców, a tych zdolnych do ciężkiej pracy zagonili tutaj.
- I co zrobimy? - spytał ściszonym tonem Rzeźnik, nie przestając zerkać przez lornetkę.
- Zbieramy się stąd - zdecydował dowódca patrolu - Nie będziemy ryzykowali odkrycia, już i tak szukają nas nad jeziorem. Zaczekamy do północy, odpoczniemy, a potem z powrotem do Enklawy. Niech starszyzna zadecyduje, co dalej.
Rzemień zastanowił się nad propozycją Zadziora, ale nie wydawał się do niej przekonany. Chłonąc wzrokiem dno coraz ciemniejszej doliny westchnął ciężko, a potem rozmasował sobie zdrętwiałą nogę pilnując jednocześnie, by cały czas mieć w zasięgu ręki karabin. Pozostali zwiadowcy leżeli wśród skalnych złomków na szczycie wysokiego grzbietu, wtopieni w mrok późnego wieczoru i zapatrzeni na pracujących wytrwale obcych.
- Zauważyliście, że nie wszyscy noszą te cholerne maski? - odezwała się w pewnej chwili Blizna - Oni chyba mają więźniów. Tam i tam, takie grupy, które ładują gruz na wózki. Widzicie? Nie jestem pewna, ale oni chyba są zakuci w łańcuchy. Boże, to naprawdę kajdany!
Mężczyźni przycisnęli do oczu lornetki, podążając uzbrojonym w szkła wzrokiem za spojrzeniem snajperki, szybko odnajdując wskazanych przez nią nieszczęśników. Chociaż coraz słabsza widzialność bardzo utrudniała dostrzeżenie szczegółów, wszyscy natychmiast utrwalili dziewczynę w przekonaniu, że się nie myliła.
- Rzeczywiście to więźniowie - powiedział Rzemień - To by tłumaczyło atak na wioskę nad jeziorem. Zauważyłem, że zostawili tam ciała dzieci i starców, ale wśród zabitych nie było wielu młodych mężczyzn. Najwidoczniej pozbyli się niepotrzebnych jeńców, a tych zdolnych do ciężkiej pracy zagonili tutaj.
- I co zrobimy? - spytał ściszonym tonem Rzeźnik, nie przestając zerkać przez lornetkę.
- Zbieramy się stąd - zdecydował dowódca patrolu - Nie będziemy ryzykowali odkrycia, już i tak szukają nas nad jeziorem. Zaczekamy do północy, odpoczniemy, a potem z powrotem do Enklawy. Niech starszyzna zadecyduje, co dalej.
Rzemień chce wracać do bazy...
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Jeśli teraz nie zbierzemy rzetelnych informacji, to potem możemy nie mieć na to czasu. Teraz nadarza się okazja. Jeśli właśnie odgrzebują tylne wejście do naszej Enklawy (wiem, że to duża odległość, ale kto wie jak rozległe są nasze podziemia), to dobrze by było się do tego przygotować. Jeśli znaleźli inną, to jej mieszkańcy mogą mieć informacje o lokalizacji naszej (kto zaręczy, że tak nie jest?). A może szukają jeszcze czegoś innego? Ale nie będę się upierał, nie zamierzam sam ryzykować życia. Nie jestem samobójcą. Zważcie tylko, że nasza decyzja może zemścić się w bardzo krótkim czasie na całej naszej podziemnej społeczności.