Strona 54 z 95

: 24 września 2014, 13:42
autor: Araven
[offtopic]Zamotałem się sądziłem, że to w ratuszu są ciała żołnierzy. A wpis dotyczył Jimma, nie Johna (czyli mnie).[/offtopic]
Staram się sprawdzić skąd dochodził dźwięk jaki usłyszałem w ratuszu, ukrywam się za możliwymi osłonami. Strzelam w ostateczności, najpierw negocjuję jak będzie z kim.

: 24 września 2014, 20:42
autor: _stone_
Jim jak to vocal, chodzi w swoim garniturze, także jeśli da radę skusi się na kamizelkę. O dobrym opancerzeniu poinformuje resztę ekipy, może ktoś czegoś potrzebuje. Aha zbiera też nieśmiertelniki, zwróci je po powrocie do bazy. Po wszystkim Ruszyłby w kierunku ratusza o ile to nie zaburza wątku fabularnego Aravena - jak zaburza to poszwęda się po okolicznych prywatnych domach.

: 24 września 2014, 23:39
autor: Keth
Nipton, miejscowy hotel

Jim obszedł raz jeszcze wszystkich zabitych, po czym westchnął ciężko wybierając jednego z mężczyzn zbliżonych do siebie wzrostem. Ściągnąwszy zakurzony garnitur, z którym do tej pory zwykł się nie rozstawać, Doe rozebrał martwego żołnierza z elementów jego wojskowego pancerza, zakładając na siebie kuloodporną kamizelkę oraz ochraniacze barków i pozbawione palców rękawiczki z jakiegoś szorstkiego, a przez to ułatwiającego trzymanie broni materiału.

Kamizelka, wykonana z grubego metalu osłona na tors i plecy, oznakowana była symbolem czerwonej gwiazdy i dwugłowego niedźwiedzia, jednoznacznie identyfikującym przynależność jej właściciela do Republiki.

Zapiąwszy ochraniacze, Jim zdjął z wszystkich zabitych ich wojskowe nieśmiertelniki, wieszając je na własną szyję. Przesiąknięte odorem krwi wnętrze hotelu wydawało się nie kryć żadnych więcej niespodzianek, toteż mężczyzna podniósł z szafki swoją broń i ruszył ostrożnym krokiem w stronę wejścia, przestępując ciała martwych Kalifornijczyków.

Miał jeszcze dwa kroki do progu, kiedy dobiegł go odgłos pierwszych wystrzałów.
Na obrazku jeszcze jedna prezentacja uniformów armii RNK, żebyście wiedzieli jak będziecie wyglądali w tych strojach. Kamizelka generuje ochronę 1 na torsie, hełm osłonę 1 na głowie.
[center]Obrazek[/center]

: 25 września 2014, 08:24
autor: Kargan
No i proszę...strzały "znikąd" :D Czy Sue i Bart słyszeli strzały ? Zdążyliśmy przeszukać sklep ? Czy może to my właśnie strzelamy a nic o tym jeszcze nie wiemy ;)

: 25 września 2014, 10:45
autor: Araven
Strzelają do mnie, czy gdzieś poza ratuszem? jak do mnie to się ukrywam i lukam kto strzela.
Jak poza ratuszem, to dalej sprawdzam źródło hałasu.

: 28 września 2014, 12:53
autor: Keth
Nipton, miejscowy sklep

Witryny sklepu okazały się tak niemiłosiernie brudne, że próbująca zajrzeć przez nie do środka Sue pogodziła się z niepowodzeniem. Woda była dla mieszkańców Nipton tak cenna, że nikt zapewne nie myślał o marnotrawieniu jej na ekstrawagancje takie jak mycie okien.

Ubezpieczana przez bardzo zdenerwowanego chudzielca, dziewczyna otworzyła ostrożnym gestem wejściowe drzwi. Zawieszony po wewnętrznej stronie futryny stary metalowy dzwonek zadźwięczał głośno, wywołując swym nieoczekiwanym odgłosem ciarki na plecach spiętej dziewczyny.

Lustrując pogrążoną w półmroku część sklepową budynku znad lufy Glocka, Anderson wślizgnęła się do środka, ale znieruchomiała po zrobieniu kilku dalszych kroków. Najeźdźcy zza Kolorado splądrowali większość regałów i wystawowych półek, zrzucając niepotrzebne towary na podłogę i robiąc w sklepie nieopisany wręcz bałagan. Rozbite butelki wódki błyszczały drobinami szkła w wielkich kałużach cuchnącego silnie trunku.

Tkwiący w bezruchu na drewnianym krześle człowiek sprawiał opłakane wrażenie. Zaniedbany, od dawna unikający brzytwy czy grzebienia, nosił na dodatek poplamione dżinsy oraz niewiele lepszy od spodni podkoszulek. Sue uznała w pierwszej chwili, że nieszczęśnik nie żyje zamordowany przez legionistów w trakcie rabunku, ale człowiek na krześle wyprowadził ją z błędu chwilę później otwierając przekrwione i zamglone zarazem oczy.

- Czego jeszcze kurwa chcecie? - wycharczał ledwie zrozumiale, z trudem przekręcając głowę.
Jeszcze jeden żywy!

: 28 września 2014, 13:33
autor: Kargan
- Bart chodź tu szybko ! - krzyknęła Sue rozglądając się uważnie po sklepie i wypatrując ewentualny zagrożeń - Mamy jakiegoś żywego !
Spróbujemy mu pomóc w miarę możliwości. Może się jeszcze od niego czegoś dowiemy

: 28 września 2014, 14:36
autor: Keth
Nipton, miejscowy sklep

Wciąż celując do mężczyzny ze swego pistoletu, Sue przywołała naprędce kręcącego się przy wejściu Barta. Chudzielec przysunął się ostrożnie bliżej ocalałego z rzezi człowieka, omiatając jednocześnie lufą Beretty ciemne zakamarki sklepu.

- Nie jesteśmy z Legionu - oznajmiła dziewczyna opuszczając Glocka - Jesteś cały? Co ci zrobili?

- A wyglądam na całego, kurwa? - w głosie półprzytomnego mężczyzny dźwięczała nuta przeraźliwego bólu, ale Sue dopiero po kilku sekundach zorientowała się, co człowiekowi dolegało. Jego nogi były nienaturalnie wykrzywione, zdeformowane na wysokości kolan, gdzie materiał spodni przesiąknął lepką krwią.

- Jezu, przetrącili ci kolana - westchnęła Anderson uświadamiając sobie źródło cierpienia mężczyzny.

- Wyciągnąłem drugi los, po tym skurwysynie Swanicku! - wycharczał człowiek na krześle oblizując wyschnięte usta - Puścili mnie z życiem, ale wcześniej wzięli młot i rozwalili rzepki. Zdechnę tu jak pies. Macie wodę?

Upewniwszy się, że obcy nie ma przy sobie żadnej broni Sue wepchnęła Glocka za pasek spodni i zdjęła z pleców plecaczek zamierzając wyciągnąć z niego butelkę wody.

Właśnie wtedy do jej uszu dobiegł stłumione ścianami budynku odgłosy wystrzałów.
Żywy człowiek w sklepie jest kaleką, legioniści przetrącili mu nogi w ramach "nagrody" za drugi szczęśliwy los w loterii!

: 28 września 2014, 14:40
autor: Keth
Nipton, miejscowy hotel

Jim Doe wyskoczył za próg hotelu, dociągając w biegu jakiś poluzowany pasek wojskowej kamizelki. Wzrok najemnika pobiegł natychmiast w kierunku trzymającego straż na dachu Neilla Jacksona, klęczącego z bronią w rękach i odwróconego twarzą ku ratuszowi.

- Gdzie strzelają?! - wrzasnął Jim machając Neillowi ręką - W mieście?!

- W ratuszu! - odkrzyknął Jackson - John tam jest!

: 28 września 2014, 14:51
autor: Araven
John Flanagan zaklął. kuźwa znowu ktoś chce mnie rozwalić. Staram się ukryć i zorientować kto strzela, ew. ilu ich jest.

: 28 września 2014, 14:54
autor: Keth
Nipton, miejski ratusz

Tajemniczy dźwięk powtórzył się po krótkiej chwili, a zaraz potem Flanagan uświadomił sobie coś bardzo niepokojącego - coś, co przeszyło go dreszczem złego przeczucia. Metaliczny szczęk i szelest poruszonych papierów dobiegł z dwóch różnych miejsc parteru, położonych zbyt daleko siebie, by mógł za nie odpowiedzieć jeden ocalały.

A odpowiedzialni za masakrę Nipton legioniści sprawiali wrażenie zabójców zbyt zdyscyplinowanych i oddanych swej sprawie, by przeoczyli podczas rzezi tak wielu jej świadków.

- Jest tam kto? - zapytał podniesionym głosem mężczyzna, szachując mroczne wnętrze ratusza lufą Beretty i rozważając jednocześnie w myślach swe możliwości działania.

Czas działał na jego niekorzyść. Nim jeszcze przebrzmiało echo pytania, z sąsiadujących ze sobą pomieszczeń administracyjnych wysunęły się niemal bezszelestnie dwa silnie umięśnione kształty, przyciśnięte do posadzki, ale sprężyste i poruszające się na podobieństwo wprawnych drapieżników.

Odciągnięte dziąsła prezentowały garnitur białych kłów, a w przekrwionych ślepiach zwierząt malowała się wściekła żądza zabijania.

Wydając z siebie ochrypły pomruk obydwa psy runęły w jednej chwili w stronę człowieka, najwyraźniej szkolone do polowania na ludzi nie noszących strojów Legionu.
Dwa psy-zabójcy, na dodatek wyjątkowo agresywne. Dopadną Johna w kilka sekund. Jakie reakcje?

: 28 września 2014, 15:05
autor: Araven
Strzelam do psów aż je zabiję. Wyciągam też nóż.
Staram się tak ustawić by mieć chroniony bok i plecy.

: 28 września 2014, 17:37
autor: Keth
Nipton, miejski ratusz

Flanagan pociągnął za spust Beretty niemal bezwiednie, pchnięty impulsem zrodzonym z wieloletniego doświadczenia w posługiwaniu się bronią. Umysł mężczyzny mógł nie pamiętać przeszłości, ale ciało jak najbardziej, reagując w bezwiedny, aczkolwiek morderczy sposób.

Pistolet huknął donośnie i pierwszy pies zwalił się na posadzkę z roztrzaskaną pociskiem czaszką, runął z głuchym łomotem bryzgając na wszystkie strony ciemną krwią. Drugie zwierzę przesadziło truchło swego towarzysza otwierając szeroko pysk w zamiarze rzucenia się człowiekowi do gardła. Beretta huknęła ponownie i w echo wystrzału wdarł się wysoki wizg śmiertelnie ranionego drapieżnika.

Ugodzony kulą w gardło, pies zderzył się siłą rozpędu z nogami Flanagana, omal nie przewracając człowieka na plecy. John zaklął wyjątkowo szpetnie balansując wolną ręką w próbie odzyskania równowagi, złapał za ścianę odtrącając jednocześnie nogą zabite przez siebie zwierzę.
Koordynacja 4, Siewca ołowiu 4. Od razu skorzystam z atutu profesyjnego, który pozwala raz na każdą scenę walki wygenerować Bękartowi Wojny 4 dodatkowe Punkty Akcji. Tym samym John uzyskał 10 PA, co przekłada się na maksymalnie 5 strzałów. Dzikie zwierzę nie będzie próbowało uników na widok celującego człowieka, więc obędzie się bez testów obronnych w pierwszej rundzie, a wartość testu przeciwstawnego wyniesie 1. Najpierw pierwszy pies, z obroną 1. Rzucam dla Johna 1k12, wypadła jedynka. To wciąż 5 i BOMBA - Beretta zadaje 2k4+1 ran, w tym przypadku brutto 9, w sumie 18 ran. Pierwszy strzał i od razu śmiertelny!

John strzela w drugie zwierzę, tym razem z wynikiem testu 7. Znowu BOMBA, pistolet zadał 7 ran, w sumie 14. Pies miał 12 pkt. ŻYW oraz Pancerz 1, więc zgon na styk.

Suma sumarum, Flanagan sprawił się nad wyraz chwacko z tymi kundlami, para strzałów między ślepia i po kłopocie!

: 28 września 2014, 18:46
autor: Araven
John Flanagan upewnił się, że psy są martwe, wypatrywał kolejnych zagrożeń, oraz ew. właściciela psów. Kontynuował przeszukiwanie hotelu.
Czy nadal słyszę jakiś hałas?, czy to psy go spowodowały, oto było pytania jakie nurtowało najemnika.

: 28 września 2014, 19:22
autor: Keth
Nipton, miejscowy hotel

Z trudem trzymając na wodzy napięte jak postronki nerwy, John spenetrował resztę parteru nadstawiając bacznie uszu i spodziewając się w każdej chwili ataku następnych drapieżników.

Jak się jednak okazało, Legion pozostawił po sobie jedynie dwa tresowane do zabijania psy, najpewniej jako przykrą niespodziankę dla ludzi, którzy przybyliby do miasteczka w następnych dniach. Zastrzelone zwierzęta leżały w powiększających się kałużach krwi, szczerząc w pośmiertnych grymasach zęby.

Jim, Sue i Bart wpadli do ratusza chwilę później, ubezpieczając się wzajemnie i wypatrując zaginionego towarzysza. John uspokoił ich uniesioną wolną dłonią, opuścił nieco lufę Beretty.

- Dwa kudłate skurwiele - rzucił ściszonym głosem pokazując palcem na martwe stworzenia - Próbowały mnie zagryźć. Nie ma więcej, już sprawdziłem. Jim, co ty masz na sobie?

- Znalazłem zabitych Kalifornijczyków, wojskowych na przepustce - odpowiedział Doe postukując kciukiem w założoną na ciało kamizelkę - Im pancerz już niepotrzebny, to sobie pożyczyłem.

- Kamizelka to jedno, my mamy coś lepszego - dodała dziewczyna - Żywy człowiek, miejscowy, ledwie przytomny z bólu, ale raczej nie umrze. Jest w tutejszym sklepie.
W ratuszu nie było więcej niespodzianek. Co teraz? Jakie macie plany? Jeśli o lokal na noc idzie, to właśnie ratusz prezentuje się najlepiej, bez trudu znajdziecie pomieszczenia na wyższych kondygnacjach, które nadadzą się bez trudu na sypialnię.