Strona 55 z 70
: 13 stycznia 2013, 23:18
autor: Dobro
- Żryjcie to, psubraty! - krzyczał Zorian, który idąc za przykładem Tranicosa, strzalał raz po raz w najbliżej podchodzące ghule.
- Za wino, kobiety i tłuste żeberka!
Jeżeli ogniste strzały przyniosą skutek, to i Zorian je wypróbuje.
: 14 stycznia 2013, 00:47
autor: Waylander
-Niedoczekanie Twoje -odpowiedział Vankowi Druss słysząc o "prognozę" zapowiadającą wspólną śmierci, jednocześnie uniósł kuszę do strzału.
Druss zgłasza się do pierwszego szeregu, ale póki nie zostaną związani walka będzie strzelał z kuszy.
Czy Cadmon wie co za moc niszczy barierę menhirów? No i czy może to powstrzymać?
: 14 stycznia 2013, 08:36
autor: koszal
Pewnyś swego topora i ducha barbarzyńco! -skwitował Vanko. Po czym już nieco ciszej szeptał jakby sam do siebie:
Ja śmierci spodziewam się na każdym kroku, każdego dnia. Scieżki me uplótł Zath, nie żaden człek, upiór czy czarownik..
-rozpoczął bajkę, jaką słyszał przed snem będąc dzieckiem jeszcze w dawno już spalonej, zamorańskiej wiosce.
Zatem próba oplątania biczem szyi jakiegoś popaprańca i wciągnięcia go pod menhir, zobaczymy co się stanie?
: 14 stycznia 2013, 09:45
autor: Araven
Zapłonęło kilka pochodni. Vanko, Druss, Tecumseh i jeden z Liguryjczyków walczyli w pierwszym szeregu, druid Cadmon tkał jakieś zaklęcie, Tranicos, Belvas, Daulos i dwaj Liguryjczycy starali się posyłać strzały lub bełty w atakujące trupojady.
Vanko zdołał przyciągnąć jednego ghula za menhiry używając bicza, ale magia ochronna menhirów została niedawno rozproszona, ghulowi za menhirami, nic się nie stało, nie licząc ciosów jakie otrzymał.
Około minuty trwała wasza walka z ghulami, kilkanaście trupojadów padło od ciosów waszej broni, strzał i bełtów ale wciąż przybywały nowe. Po jakimś czasie ghule przeszły przez menhiry w kilku miejscach i wszyscy walczyliście wręcz.
Wreszcie druid wywołał potężny wir, lokalne tornado, które porywało trupojady atakujące szczyt wzgórza, piasek i wicher niszczyły ghule. Wy wycięliście te na szczycie, tornado oczyściło wzgórze. Po tym pokazie mocy druid zemdlał, wyczerpany zaklęciem jakie was uratowało.
Belvas 31 żywotności stracone 17
Druss 39 żywotności stracone 18
Vanko 34 żywotności stracone 16
Tranicos 30 żywotności stracone 14
ZORIAN 34 żywotności stracone 16
Tecumseh średnie rany odniósł.
Liguryjczycy poranieni ale mogą iść. Cadmon nieprzytomny, ale nie ma fizycznych ran.
Co robicie, zabieracie druida i sztandar i spadacie z tego wzgórza, czy coś innego?
: 14 stycznia 2013, 10:49
autor: koszal
Gdyby pochwycony biczem ghoul był jeszcze człowiekiem wyraz jego twarzy określić by można jako nader zdziwiony. Nim jego ograniczony umysł zdołał zrozumieć zajście ciało zostało wyszarpnięte w nagłym pospiesznym geście i rozczłonkowane na cztery wiatry.
Vanko stał ponad nim rozdygotany, zawiedziony i zrozpaczony wręcz nagłą i brutalną prawdą. W tej chwili, wydającej się okrutną kpiną Zatha wątpił we wszelką pomoc przychylnych sił nadprzyrodzonych. Oto on i przeciw niemu głód przeklętej, zrodzonej z czystego zła istoty.
W rozgoryczonej nienawiści, będącej wyrazem żalu i przenikającego lędźwie strachu zamorianin pochwycił w locie gardło innej rozpędzonej bestii, która zamierzała rozkoszować się jego życiem. Furia, zrodzona z lęku nadała ludzkiemu uściskowi niebywałej werwy, gdy Vanko z wulgarnym okrzykiem rozbił łeb trupojada o pobliski menhir. Chaos i przerażenie nie ustąpiło jednak, bo mimo krótkotrwałego triumfu zęby kolejnej spragnionej duszy Vanka maszkary zagłębiły się boleśnie w piszczel najemnika przebijając grubą skórę jego wysokich butów.
Ścieeerwooo!
Solidny kopniak odrzucił bestię, a wiedziony lękiem dodającym skrzydeł Vanko niemalże rozpołowił swego oprawcę zamaszystym cięciem sejmitara. Ostrze utkwiło głęboko w ziemi, gdy śmiertelnik dostrzegł nowe, zdeterminowane zło wcielone we wrak człowieka łapczywie sunące ku jego trzewiom. Impet natarcia powalił zamorianina. Nie wiedzieć czemu wykrzyczane imię pierwszej opłaconej przez Vanka kurwy okazało się jego towarzyszem w chwili, gdy wpijał palce w oczodoły niedoszłego oprawcy. Wściekłość i lęk prowadziły rękę najemnego zbira, gdy raz po raz uderzał głową nieumarłego o polny kamień. Dopiero nagły, wzmagający się wiatr wytrącił go z równowagi, zdezorientowany Vanko niejako instynktownie począł iść na czworaka ku kompanom. Dopiero należące do zamorianina ostrze, wręczone mu przez krzyczącego jego imię druha, przywróciło mu osąd wydarzeń..
Mimo ran biorę sztandar z tego miejsca, a Cadmona trzeba także nieść, więc niech chłopaki wezmą go pod ramię we dwójkę.
: 14 stycznia 2013, 19:46
autor: Dobro
Ogrzana kolba kuszy lekko dotknęła prawego policzka Zoriana, przymierzającego się do strzelenia w głowę ghula. Wymierzył, wyobraził sobie przez sekundę trajektorię lotu, po czym upewniając się, że na pewno trafi, nacisnął spust.
Bełt wystrzelił z kuszy i poleciał prosto w oko trupojada. Ten, dostawszy żelaznym grotem w mózg, padł na miejscu, stanowiąc pyszny przysmak dla jego pobratyńców.
Sześć bełtów później, Zorian musiał wkroczyć do walki wręcz, zmieniając pierwszy szereg, zmęczony i poraniony walką. Aquilończyk nie krzyczał już i nie przeklinał. Oszczędzał energię i siły, by wytłuc jak największą liczbę przeciwników, zanim sam padnie. Zupełnie zapomniał o szamanie na tyłach...
Cios szponiastą łapą ześlizgnął się po tarczy. Atakujący dostał za swoją zuchwałość zaszczyt posmakowania aquilońskiej stali. Trzeba było przyznać, że ghulowi musiało bardzo zasmakować, bo zażądał jeszcze raz, a Zorian potulnie prośbę wypełnił, tnąc swoim ulubionym sposobem, czyli ciosem zza głowy w dół po skosie, ścinając łeb przeciwnika. Nasycając się chwilą triumfu żołnierz nie zauważył ataku od boku, który rozharatał mu lewą rękę, przez co Zorian musiał odrzucić tarczę, gdyż nie był w stanie jej unosić.
Teraz naprawdę się zdenerwował.
Pchnął nowego napastnika prosto w gardziel, i opierając buta na klatce piersiowej, wyszarpnął miecz, by w porę zablokować szpony kolejnego nacierającego od boku ghula. Już miał wymierzyć mu sprawiedliwość, gdy ten został porwany przez tornado, wylatujące od boku i zbierające krwawe żniwo.
Walka wyglądała na zakończoną - a taką przynajmniej miał nadzieje Zorian. Rozejrzał się po polu bitwy - Vanko właśnie wykańczał ostatniego poruszającego się trupojada. Wszyscy byli zakrwawieni i z grymasem wściekłości na twarzach cieli lub kopali pokonanych przeciwników.
- Dzięki, Mitro... - mruknął aquilończyk, i wziął się do opatrywania ran i szybkiej ewakuacji.
Po opatrzeniu ran, pomagam nieść Cadmona, klnąc przy tym na czym świat stoi, na przemian modląc się do Mitry
: 14 stycznia 2013, 20:56
autor: Procjon
Przeklinając wszystkie duchy świata, Tranicos zajmuje miejsce na czele niemal żałobnego pochodu, starając się pozostać niezauważonym i strzelając do ewentualnych wrogów.
: 15 stycznia 2013, 00:05
autor: Waylander
Druss wyrwał topór z ciała martwego ghula który został niemal porwany przez tornado zesłane przez druida, o mało nie zabierając ostrza ze sobą. Czuł przeszywający ból z kilkunastu odniesionych ran. Żadna z nich osobno nie była groźna ot ugryzienia i ciosy pazurami które ledwie zasługiwały na określenie ich czymś więcej niż zadrapaniami. Niestety było ich dość żeby poważnie osłabić cymmeryjczyka, osłabić go tak bardzo że ten dopiero po chwili zorientował się że Cadmon padł. Kiedy zdał sobie z tego sprawę pognał w kierunku Druida. Byli tam już wszyscy ludzie druida poważnie zaniepokojenie stanem swojego dowódcy.
Wiedząc że zbyt wiele nie mógłby im pomóc zwrócił się w kierunku Daulosa i zadał ponownie to samo co wcześniej pytanie zachrypniętym głosem:
- Udało się?
Trzeba by się wywiedzieć od liguryjczyków o stan druida, może już widzieli go w takim i orientują się ile może potrzebować czasu na odzyskanie świadomości i czy nie jest mu potrzebna jakaś natychmiastowa forma pomoc.
Chodzi mi o to że im szybciej odzyska świadomość tym szybciej możemy dowiedzieć się kto dezaktywował menhiry. Jeśli Daulos powie że rytuał się nie powiódł to pewnie mamy problem bo zrobił to pewnie duch szamana i opuszczenie tego miejsca prawdopodobnie załatwiło by sprawę(przynajmniej bezpośredniego zagrożenie naszych osób ) ale wtedy nie wykonamy zadania... .Natomiast jeśli rytuał się udał to przychodzą mi tylko do głowy dwie opcje albo to to "coś" z lasu albo piktowie zastawili tu na nas pułapkę. Tak czy siak rozważyłbym pozostanie póki co w kręgu menhirów przynajmniej znamy tu teren i możemy się przygotować jako tako do obrony(jak da radę to rozpalilibyśmy ogniska w dookoła w pewnej odległości, powiedzmy 20-30m żeby poszerzyć obszar widzenia), jak ruszymy w drogę po ciemku to znający okolice przeciwnik bez trudu zorganizuje na nas zasadzkę. Jeśli zostaniemy to przydało by się też upewnić czy wszystkie ghule są na amen martwe, ostatnia rzecz jakiej potrzebujemy to atak znienacka jakiegoś niedorżniętego truposza.
W skrócie potrzeba odpowiedzi o rytuale ale jak na razie jestem za tym żeby do świtu tu pozostać może okolica nie jest najlepsza ale podróż po nocy w naszym stanie(poranieni i zmęczenie jak sądzę) może być znacznie bardziej niezdrowe. Rozsądniej będzie wyruszyć o świcie a najlepiej(jeśli do tego czasu to nie nastąpi a Liguryjczycy nie powiedzą że potrzeba na to kilku dni)po wybudzeniu się Cadmona.
: 15 stycznia 2013, 09:57
autor: Araven
Pospiesznie opatrzeni uszliście ze wzgórza na bagna poniżej, ghule was nieścigały, kilka zabiliście zbiegając ze wzgórza, niesiecie sztandar i druida. Ten się ocknął po kilku minutach,
Wydawało mi się, że rytuał przebłagania duch szamana się powiódł, ale ta dezaktywacja ochronnej mocy menhirów mnie zaskoczyła, nie wiem kto to uczyniłem, ghule uderzyły nim to odkryłem, musiałem utkać czar nim nas rozszarpią, było ich za dużo. Jestem słaby, straciłem prawie całą moc. Chyba musimy tu przenocować jak radzi Cymeryjczyk, a rano sprawdzić wzgórze ponownie, co myślicie?
: 15 stycznia 2013, 12:52
autor: Waylander
- Cadmon dobrze mówi dalsze brnięcie w ciemności to proszenie się o kłopoty - Druss uśmiechną się do siebie w duchu, znajdując sojusznika w rozmowie.
: 15 stycznia 2013, 14:56
autor: koszal
Ten las nie jest naszym sprzymierzeńcem, jak i wzgórze, z którego uszliśmy. Poranieni i mocno osłabieni utkwimy tu w pułapce, a tym razem druid nas nie wspomoże. To spore ryzyko nocować tutaj, gdyż rankiem wcale nie będziemy w lepszej formie, a w nocy to ghoule i te zielone paskudztwa będą miały przewagę. -podzielił się Vanko swymi obawami. W rzeczywistości ani marsz, ani pozostanie w tym miejscu na noc nie były dobrymi rozwiązaniami, lecz coś trzeba było wybrać.
: 15 stycznia 2013, 17:40
autor: Dobro
Zorian skończył owijać bandaż wokół poszarpanej ręki - drugi już z kolei. Reszta drużyny nie wyglądała lepiej - co wcale nie było pocieszeniem - przez co ich wartość bojowa znacznie się osłabiła...
- To jak pchanie się lwu w paszcze! - mruknął, a podłapując atencję pozostałych, kontynuował. - Zaczekajmy, aż Cadmon odzyska w pełni moc i wtedy ruszymy. Nie mam zamiaru utknąć znowu otoczony trupojadami i starymi zrzędami - dodał, a pomyślał jeszcze:
I bez kropelki wina... , czując fantomowe łzy jak spływają mu po policzku, z aktu tęsknoty za swoim ulubionym napitkiem.
: 15 stycznia 2013, 22:25
autor: Waylander
- Prawda jest taka że już jesteśmy głęboko w gównie. Jesteśmy poranieni i zmęczeni i niemal na pewno coś albo ktoś z magicznymi mocami poluje na nas - Druss milczał przez chwilę pozwalając ostatnim słowom dotrzeć do wszystkich - Zarąbać mogą nas tu jak i w lesie. Nie widzę tylko powodu żeby dodatkowo zwiększać szanse na to że nie wyjdziemy z tej okolicy żywi, sami wiecie że w nocy bardzo trudno ocenić siły przeciwnika, przypomnijcie sobie nasz atak na wzgórze ofiarne. Jak się rozproszymy to już po nas, a do tego nie potrzeba nawet cholernych wrogów bo nocą w lesie nie jeden już odłączył się od grupy. Nie wspominając już o tym że ktoś może się najzwyczajniej w świecie przewrócić i połamać kości w ciemnościach!
Nie, bądźmy rozsądni, rozbijmy obóz i poczekajmy do rana z dalszą drogą.
: 15 stycznia 2013, 22:38
autor: Procjon
- Słusznie. Pamiętam, że kiedyś pewien stary weteran powiedział mi: "Jeżeli musisz walczyć z wrogiem na jego terenie, postaraj się poznać go przed walką". Nie sptecyzował czy chodzi o wroga czy o teren, tym niemniej ten teren już znamy, wroga znamy od dawna, czego jeszcze chcieć? Tylko jeden drobny szczegół: Cadmonie, czy obłaskawienie ducha na pewno przebiegło zgodnie z planem?
Jeżeli zostaniemy tu na noc, postarajmy się zgromadzić wystarczającą ilość opału by móc utrzymać dwa-cztery spore ogniska przez całą noc. System wart z poprzedniego dnia może pozostać?
: 16 stycznia 2013, 08:48
autor: koszal
Kilka ognisk to dobre rozwiązanie. Nadto proponuję, by ci którzy są na siłach rozstawili możliwie dużo pułapek wokół obozowiska. Jedną tylko stronę pozostawy otwartą, gdybyśmy musieli uchodzić i na pilnowaniu jej się skupimy. Miejmy nadzieję, że nie wrócą te zielonkawe ohydztwa, bo nadto dobrze chodzą po drzewach.
Mimo nienajlepszej formy myślę, że Vanko i Druss mogą stanąć na pierwszej szychcie.