: 28 września 2013, 10:27
Karczma "Pod rezolutnym goblinem", południe 38 dzień kepon-ran
Karczmarz postawił na stole zarumienioną i pachnącą pieczeń z kurczaka i dzban piwa.
Zagadnięty dosiadł się do "Nieulękłych" i nalał kufel zimnego, idealnego na skwarny dzień piwa.
- Ale mnie w plecach łupie zaczął - prostując się z trudem - ale nic to, nic to. Oby więcej takich uczt jak jak ta wczorajsza. Już mniejsza, nawet, że nieco wróżby popsuły nastroje i tak utarg był świetny. A widzę i wam uczta złota przysporzyła. Trza to jeszcze powtórzyć, puki w mieście tyle luda w świątecznym nastroju.
Hurgon pociągnął spory łyk piwa i uśmiechnął się błogo.
- Sam Pian musiał mi was zesłać. Widać w was jeszcze energii wiele zostało skoro wypytujecie to mroczniejszą stronę tego miasta. Odradzałbym wam się w to mieszać, ale z tego co wróż mówił to wywnioskować można, że wam to pisane. Spróbujmy to ogarnąć od początku. Mnie jeszcze wtedy w mieście nie był, ale też był ciekaw i ludzi pytałem. Więc kupiłem karczmę na początku s-gun-ran, to już to się wtedy porobiło miesiąc wcześniej czyli na początku gabse-ran, miesiącu Arianny - mruczał Hurgon licząc na palcach - teraz mamy trzydziesty ósmy kepon-ran. To znacz, że świątynia Morghlitha spłonęła cztery miesiące temu. Dobrze mówię Panie Balinie?
Balin skinął tylko głową, bo dobrze pamiętał zarówno pożar jak i śmierć dziadka. Jednak jemu wydawał się jakby te wydarzenia rozegrały się lata temu. Każdy dzień wygnania i banici ciągnął się w nieskończoność.
- Dziadek Tana Balina, pojawił się w karczmie zaraz po pożarze jeszcze w gabse-ran i wydawało się, że to jedyna konsekwencja pogromu kultu morghlitha. Kapłana i akolitów morhlitha wywieziono na taczkach jeszcze przed pożarem i złupieniem świątyni. Jeno główny kapłan, imienia nie znam, zabarykadował się i wywieźć się nie dał. Wyznawcy morglitha mimo, że przychodząc do świątyni maskowali się noszą czarne peleryny i maski zwierząt to i tak każdy widział kto to, uciekli następnego dnie po pogromie. Ponoć kapłani, akolici i wyznawcy ruszyli szukać sprawiedliwości u króla w Boro-kirze. Tam obraduje rada królewska w skład której wchodzi "doradca" katański. Krążą plotki, że w drodze rekompensaty morghlithanie żądaj wybudowania świątyni, ustanowienia religii morglithiańskiej w mieście jako zwierzchnią, przeprowadzenia samodzielnego śledztwa i ukarania winnych pogromu, a arcykapłan ma zostać członkiem rady miejskiej. To by był koniec Rotgan-kir jakie znamy. Ludzie się boją nawet o tym myśleć, zresztą ja też - Hurgon wzdrygnął się i długo pociągał piwo z kufla. Później był spokój, aż do wyjazdu burmistrza. Burmistrz wyjechał w pierwszym tygodniu bgmma-ran. Pamiętam bo kilka dni wcześniej do portu zawinął dziwaczny statek. Wszyscy go chodzili oglądać. Wyobrażacie sobie żelazny okręt. Krasnoludy nim przypłynęły i jakieś tam sprawy z burmistrzem obgadywali. Tegoż wieczora odprawiających "Pożegnanie Pani Wód" jeżowce pokąsały tak boleśnie, że ze skargami do burmistrza poszli, że to żelaznego okrętu wina. Wtedy był miesiąc Morghlitha, to dlatego ludzie plotą, że burmistrz zaginął. I od tegoż miesiąca się zaczęło. Trupy wyłażą z grobów, przybywają do miasta dziwaczne persony - czarni rycerze, paladyni, druidzi, czarodzieje, jakoweś dziwaczne zmory i stwory widuje się w mieść i jego okolicach. Jakich bogów czczą ci rycerze to nie wiem, ale pewnie czarni - złych, a paladyni -dobrych. Nie ma dnia, żeby nie pojedynkowali się na rynku. Posiedźcie w mieście to zobaczycie. Mieszkają po karczmach, tych lepszych. Teraz to pewnikiem i u mnie będą gościć. Mam nadzieję, że paladyny. Bo jak jeden paladyn zamieszka, to już czarny rycerz będzie omijał.
Karczmarz postawił na stole zarumienioną i pachnącą pieczeń z kurczaka i dzban piwa.
Zagadnięty dosiadł się do "Nieulękłych" i nalał kufel zimnego, idealnego na skwarny dzień piwa.
- Ale mnie w plecach łupie zaczął - prostując się z trudem - ale nic to, nic to. Oby więcej takich uczt jak jak ta wczorajsza. Już mniejsza, nawet, że nieco wróżby popsuły nastroje i tak utarg był świetny. A widzę i wam uczta złota przysporzyła. Trza to jeszcze powtórzyć, puki w mieście tyle luda w świątecznym nastroju.
Hurgon pociągnął spory łyk piwa i uśmiechnął się błogo.
- Sam Pian musiał mi was zesłać. Widać w was jeszcze energii wiele zostało skoro wypytujecie to mroczniejszą stronę tego miasta. Odradzałbym wam się w to mieszać, ale z tego co wróż mówił to wywnioskować można, że wam to pisane. Spróbujmy to ogarnąć od początku. Mnie jeszcze wtedy w mieście nie był, ale też był ciekaw i ludzi pytałem. Więc kupiłem karczmę na początku s-gun-ran, to już to się wtedy porobiło miesiąc wcześniej czyli na początku gabse-ran, miesiącu Arianny - mruczał Hurgon licząc na palcach - teraz mamy trzydziesty ósmy kepon-ran. To znacz, że świątynia Morghlitha spłonęła cztery miesiące temu. Dobrze mówię Panie Balinie?
Balin skinął tylko głową, bo dobrze pamiętał zarówno pożar jak i śmierć dziadka. Jednak jemu wydawał się jakby te wydarzenia rozegrały się lata temu. Każdy dzień wygnania i banici ciągnął się w nieskończoność.
- Dziadek Tana Balina, pojawił się w karczmie zaraz po pożarze jeszcze w gabse-ran i wydawało się, że to jedyna konsekwencja pogromu kultu morghlitha. Kapłana i akolitów morhlitha wywieziono na taczkach jeszcze przed pożarem i złupieniem świątyni. Jeno główny kapłan, imienia nie znam, zabarykadował się i wywieźć się nie dał. Wyznawcy morglitha mimo, że przychodząc do świątyni maskowali się noszą czarne peleryny i maski zwierząt to i tak każdy widział kto to, uciekli następnego dnie po pogromie. Ponoć kapłani, akolici i wyznawcy ruszyli szukać sprawiedliwości u króla w Boro-kirze. Tam obraduje rada królewska w skład której wchodzi "doradca" katański. Krążą plotki, że w drodze rekompensaty morghlithanie żądaj wybudowania świątyni, ustanowienia religii morglithiańskiej w mieście jako zwierzchnią, przeprowadzenia samodzielnego śledztwa i ukarania winnych pogromu, a arcykapłan ma zostać członkiem rady miejskiej. To by był koniec Rotgan-kir jakie znamy. Ludzie się boją nawet o tym myśleć, zresztą ja też - Hurgon wzdrygnął się i długo pociągał piwo z kufla. Później był spokój, aż do wyjazdu burmistrza. Burmistrz wyjechał w pierwszym tygodniu bgmma-ran. Pamiętam bo kilka dni wcześniej do portu zawinął dziwaczny statek. Wszyscy go chodzili oglądać. Wyobrażacie sobie żelazny okręt. Krasnoludy nim przypłynęły i jakieś tam sprawy z burmistrzem obgadywali. Tegoż wieczora odprawiających "Pożegnanie Pani Wód" jeżowce pokąsały tak boleśnie, że ze skargami do burmistrza poszli, że to żelaznego okrętu wina. Wtedy był miesiąc Morghlitha, to dlatego ludzie plotą, że burmistrz zaginął. I od tegoż miesiąca się zaczęło. Trupy wyłażą z grobów, przybywają do miasta dziwaczne persony - czarni rycerze, paladyni, druidzi, czarodzieje, jakoweś dziwaczne zmory i stwory widuje się w mieść i jego okolicach. Jakich bogów czczą ci rycerze to nie wiem, ale pewnie czarni - złych, a paladyni -dobrych. Nie ma dnia, żeby nie pojedynkowali się na rynku. Posiedźcie w mieście to zobaczycie. Mieszkają po karczmach, tych lepszych. Teraz to pewnikiem i u mnie będą gościć. Mam nadzieję, że paladyny. Bo jak jeden paladyn zamieszka, to już czarny rycerz będzie omijał.