Eskortowany przez Kąsacza i Mruczka, a poprzedzany przez Mędrca i Ostrego, szczerze zaniepokojony Śruba ściskał w ramionach wręczony mu kanister z ropą. Zamiast sprowadzić swego odzyskanego cudownie wręcz towarzysza w bezpieczną otchłań ciemnych podziemnych korytarzy, gdzie żyli jego krewni i przyjaciele, członkowie starszyzny i ich łowcy powiedli młodego technika w zupełnie nieznany mu dotąd obszar bazy, korzystając z klatki schodowej ukrytej za zardzewiałymi drzwiami osadzonymi w jednej ze ścian pomieszczenia sąsiadującego z przedsionkiem włazu.
Przestrzeń klatki schodowej była ciemna, oświetlona jedynie wątłym blaskiem sączącym się z dwóch funkcjonujących żarówek ukrytych za kloszami z grubej metalowej siatki. Podtrzymywany za ramię przez Mruczka Śruba wytrzeszczał oczy próbując zorientować się, gdzie właściwie jest prowadzony i czując zupełnie irracjonalną ochotę na sprawdzenie, czy we wciśniętym za pasek spodni i przesłoniętym kurtką Colcie wciąż znajdują się naboje.
Skonfiskowany wraz z amunicją kałasznikow wisiał teraz na ramieniu zachwyconego nim Kąsacza, nic sobie nie robiącego ze wściekłej miny byłego właściciela broni.
- Uważaj, żebyś się nie potknął - rzucił półgłosem Ostry, pewnym siebie krokiem zstępując w dół schodów i przyświecając sobie latareczką na dynamo - Potrzebujemy tego paliwa, każdej jego kropli.
Asekurowany przez Mruczka technik wymamrotał coś pod nosem w odpowiedzi, nie czując się wcale pewnie i dziwnie tęskniąc znienacka za swymi towarzyszami z patrolu, nawet za Pałą. Co więcej, nagłe odseparowanie mutanta zrodziło w umyśle Śruby jakieś bliżej nieokreślone podejrzenia, podobnie jak odebranie kałasznikowa.
- A gdzie my właściwie idziemy? - wybąkał Śruba oglądając się ponad ramieniem na idącego z tyłu Mędrca.
- Zaraz się dowiesz, syneczku, zaraz się dowiesz - odparł dobrotliwym tonem przywódca starszyzny, ale rzucane przez żarówki mętne światło przydawało pomarszczonemu obliczu starca nader niepokojącego wyrazu stojącego w sprzeczności z jego pozornie życzliwym uśmiechem.
[/center]