Czy jestem w stanie zdiagnozować i spróbować uleczyć kapłana?
PBF - Boskie potyczki
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Cóż, choroba kapłana musi być bardzo poważna skoro sam nie potrafił jej uleczyć. Na domiar złego szybko postępuje. Dodatkowo pacjent traktuje swoją chorobę jako wykrok boski, a to oznacza, że nie podda się leczeniu.
Jeżeli idzie o objawy to głównie dotyczą one układu oddechowego z mocnym osłabieniem. Trudno powiedzieć czy osłabienie jest efektem choroby, czy choroba efektem osłabienia.
Jeżeli idzie o objawy to głównie dotyczą one układu oddechowego z mocnym osłabieniem. Trudno powiedzieć czy osłabienie jest efektem choroby, czy choroba efektem osłabienia.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rynek Miejski Rotgan-kir, popołudnie 38 dnia kepon-ran
Po wychyleniu kufla piwa Drayaharus i Balin opuścili zamtuz i ruszyli w drogę powrotną do karczmy "Pod rezolutnym goblinem". Przedzierając się przez tłumy mieszkańców i gości śpieszących ze swoimi sprawami, dostrzegli szybko zbierające się na niebie ciemne chmury. Przyspieszyli kroku, szybko docierając na rynek.
Tam jednak natrafili na tłum gapiów, całkowicie tamujących przejście. Z szeptów i wymiany zdań wynikało, że na rynku spotkał się paladyn i czarny rycerz. Każdy czekał co może z tego wyniknąć.
Przedarłszy się nieco bliżej Balin z iluzjonistom dostrzegli dwie stojące na przeciw siebie postacie na koniach.
Pierwsza z nich odziana lekko w czarną pelerynę była rosłym półolbrzymem. Roślejszym jeszcze niż Barthur. Półolbrzym wspierał się na przednim łęku taksują z pogardę druga postać.
Drugi jeździec odziany był w pełną zbroję płytową. Nawet w zbroi okrytej biała peleryną wydawał się dużo mniejszy niż jego antagonista.
Zanim Balin i Imaginerus zdążyli im się dokładniej przyjrzeć, jeźdźcy rozjechali się w przeciwnych kierunkach.
- Ale będzie - rozległ się zachwycony głos szczerbatego wyrostka - tan Orafar Miłosierny, zmierzy się jutro w południe z samym tanem Rahbagiem Krwiożerczym. Toż to będzie walka dwóch tytanów.
Po rozjeździe rycerzy, tum szybko się rozszedł, a oboje Nieulękłych wróciło do karczmy w sam raz żeby uniknąć pierwszych kropel deszczu.
Po wychyleniu kufla piwa Drayaharus i Balin opuścili zamtuz i ruszyli w drogę powrotną do karczmy "Pod rezolutnym goblinem". Przedzierając się przez tłumy mieszkańców i gości śpieszących ze swoimi sprawami, dostrzegli szybko zbierające się na niebie ciemne chmury. Przyspieszyli kroku, szybko docierając na rynek.
Tam jednak natrafili na tłum gapiów, całkowicie tamujących przejście. Z szeptów i wymiany zdań wynikało, że na rynku spotkał się paladyn i czarny rycerz. Każdy czekał co może z tego wyniknąć.
Przedarłszy się nieco bliżej Balin z iluzjonistom dostrzegli dwie stojące na przeciw siebie postacie na koniach.
Pierwsza z nich odziana lekko w czarną pelerynę była rosłym półolbrzymem. Roślejszym jeszcze niż Barthur. Półolbrzym wspierał się na przednim łęku taksują z pogardę druga postać.
Drugi jeździec odziany był w pełną zbroję płytową. Nawet w zbroi okrytej biała peleryną wydawał się dużo mniejszy niż jego antagonista.
Zanim Balin i Imaginerus zdążyli im się dokładniej przyjrzeć, jeźdźcy rozjechali się w przeciwnych kierunkach.
- Ale będzie - rozległ się zachwycony głos szczerbatego wyrostka - tan Orafar Miłosierny, zmierzy się jutro w południe z samym tanem Rahbagiem Krwiożerczym. Toż to będzie walka dwóch tytanów.
Po rozjeździe rycerzy, tum szybko się rozszedł, a oboje Nieulękłych wróciło do karczmy w sam raz żeby uniknąć pierwszych kropel deszczu.
Balin i Draya płacą po 2 sztuki srebra za piwo.
- O rany! - zachwycił się Drayaharus, popijając piwo. Pierwszy raz w życiu widział pojedynek dwóch rycerzy, i to jeszcze jakich! Coś czuł, że będzie to niezłe widowisko, i w dodatku będzie mieć w nim swój udział... ale Piann się uśmieje! - pomyślał jeszcze, wybuchając nagłym śmiechem. Balin aż złapał za topór, ale na szczęście szybko się uspokoił, stwierdzając, że "gnom pewnie się upił i już mu odbija".
Dalej czekamy do wieczora i idziemy do tego kowala. Jutro zapowiada się ciekawy dzionek w Rotgan-kir...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Świątynia Arianny, popołudnie 38 dnia kepon-ran
Huskun upił przez grzeczność nieco zaoferowanego mu trunku, po czym odłożył jak najdalej od siebie czarkę, obawiając się nie tyle samej natury pozbawionego alkoholu trunku, co ryzyka, że przyrządzający go kapłan przypadkiem nakaszlał bądź napluł do dzbana.
- Świątobliwy mężu, a rzeknijcie może, czemu tutejsi mieszczanie gniewem się unieśli na czcicieli Czaszkogłowego? - wypowiadając jedno z licznych mian Morglitha Huskun nakreślił na pierś ochronny symbol swego boskiego patrona, znak stylizowanego fallusa mający strzec go przed zakusami złych duchów - Skoro ta świątynia była tu od dawna, jak podburzyła lud do naruszenia uświęconej przez Pana Zmarłych ziemi?
Zaklinacz siedział w kucki na macie tuż obok Gusłka, przyglądając się gospodarzowi podejrzliwym wzrokiem i ważąc w myślach prawdopodobieństwo tego, że słabowity na zdrowiu kapłan wyzionie ducha wprost na jego oczach. I rozważając taką skądinąd całkiem interesującą ewentualność, goblin wpadł znienacka na pewien pomysł, który natychmiast zagnieździł się w jego pokrętnym chytrym rozumku.
Nim ariański kleryk zdążył cokolwiek odrzec, Huskun odezwał się ponownie nie bacząc wcale na karcące w swym wyrazie spojrzenie Gusłka.
- Świątobliwy, szczerość serca nakazuje mi rzec prawdę, chociaż maniery przed tym wzbraniają - oznajmił zaklinacz gorączkowo szukając w myślach odpowiednio podniosłych, a przy tym nigdy wcześniej w praktyce nie używanych słów - Każden zdrowy na umyśle człek czy nieludź od razu pojmie, że wielka łaska już przed tobą bliska, bo wstąpiłeś na ścieżkę, którą podążysz wprost w objęcia swej Pani. Lecz nie lękaj się, że pozostawiasz za sobą dobry lud w potrzebie, albowiem my podejmiemy zbożne dzieło.
Słuchając samego siebie Huskun nie potrafił uwierzyć, że magicznie zaaplikowana porcja edukacji jest w stanie wyciągnąć z jego ust podobny bełkot, ale Nieulękli z pełnego cudów zamku odwalili nad bagiennym goblinem kawał dobrej roboty.
- Nie damy się zniechęcić i stawimy czoła złemu, bez względu na koszty... jeno te koszty... - zaklinacz przywołał na swe chytre oblicze wyraz głębokiego zatroskania - Zło nie zawsze da się pokonać błogosławionym orężem i modlitwą. Jakże często trzeba do boju z nim ruszać z inszym orężem, nieco bardziej pospolitym. Trzeba ku temu złota, esencji magii i kapłańskich czarów!
Huskun zerknął wymownie na Gusłka, modląc się w duchu o to, by gapowaty czasami mentor zdołał na czas zrozumieć, co jego akolita wykoncypował.
- Skoroście zatem jedną nogą w grobie, świątobliwy, cóż wam po takowym dobrobycie, co nam za oręż w słusznej sprawie może posłużyć? - zadał retoryczne pytanie goblin - Macie tedy jakowe złoto... choćby te, któreście od nas za ratowanie druha dostali... a do tego amulety pełne i jakowe pergaminy z zaklęciami... a może i księgę magiczną, pójdźcie za głosem rozsądku i prawą podejmijcie decyzję. Wam nic po tym, w objęcia Arianny tego nie weźmiecie, a my wszytko spożytkujemy dla dobra waszego miasteczka i ludu tutejszego. Co na to rzekniecie?
Huskun upił przez grzeczność nieco zaoferowanego mu trunku, po czym odłożył jak najdalej od siebie czarkę, obawiając się nie tyle samej natury pozbawionego alkoholu trunku, co ryzyka, że przyrządzający go kapłan przypadkiem nakaszlał bądź napluł do dzbana.
- Świątobliwy mężu, a rzeknijcie może, czemu tutejsi mieszczanie gniewem się unieśli na czcicieli Czaszkogłowego? - wypowiadając jedno z licznych mian Morglitha Huskun nakreślił na pierś ochronny symbol swego boskiego patrona, znak stylizowanego fallusa mający strzec go przed zakusami złych duchów - Skoro ta świątynia była tu od dawna, jak podburzyła lud do naruszenia uświęconej przez Pana Zmarłych ziemi?
Zaklinacz siedział w kucki na macie tuż obok Gusłka, przyglądając się gospodarzowi podejrzliwym wzrokiem i ważąc w myślach prawdopodobieństwo tego, że słabowity na zdrowiu kapłan wyzionie ducha wprost na jego oczach. I rozważając taką skądinąd całkiem interesującą ewentualność, goblin wpadł znienacka na pewien pomysł, który natychmiast zagnieździł się w jego pokrętnym chytrym rozumku.
Nim ariański kleryk zdążył cokolwiek odrzec, Huskun odezwał się ponownie nie bacząc wcale na karcące w swym wyrazie spojrzenie Gusłka.
- Świątobliwy, szczerość serca nakazuje mi rzec prawdę, chociaż maniery przed tym wzbraniają - oznajmił zaklinacz gorączkowo szukając w myślach odpowiednio podniosłych, a przy tym nigdy wcześniej w praktyce nie używanych słów - Każden zdrowy na umyśle człek czy nieludź od razu pojmie, że wielka łaska już przed tobą bliska, bo wstąpiłeś na ścieżkę, którą podążysz wprost w objęcia swej Pani. Lecz nie lękaj się, że pozostawiasz za sobą dobry lud w potrzebie, albowiem my podejmiemy zbożne dzieło.
Słuchając samego siebie Huskun nie potrafił uwierzyć, że magicznie zaaplikowana porcja edukacji jest w stanie wyciągnąć z jego ust podobny bełkot, ale Nieulękli z pełnego cudów zamku odwalili nad bagiennym goblinem kawał dobrej roboty.
- Nie damy się zniechęcić i stawimy czoła złemu, bez względu na koszty... jeno te koszty... - zaklinacz przywołał na swe chytre oblicze wyraz głębokiego zatroskania - Zło nie zawsze da się pokonać błogosławionym orężem i modlitwą. Jakże często trzeba do boju z nim ruszać z inszym orężem, nieco bardziej pospolitym. Trzeba ku temu złota, esencji magii i kapłańskich czarów!
Huskun zerknął wymownie na Gusłka, modląc się w duchu o to, by gapowaty czasami mentor zdołał na czas zrozumieć, co jego akolita wykoncypował.
- Skoroście zatem jedną nogą w grobie, świątobliwy, cóż wam po takowym dobrobycie, co nam za oręż w słusznej sprawie może posłużyć? - zadał retoryczne pytanie goblin - Macie tedy jakowe złoto... choćby te, któreście od nas za ratowanie druha dostali... a do tego amulety pełne i jakowe pergaminy z zaklęciami... a może i księgę magiczną, pójdźcie za głosem rozsądku i prawą podejmijcie decyzję. Wam nic po tym, w objęcia Arianny tego nie weźmiecie, a my wszytko spożytkujemy dla dobra waszego miasteczka i ludu tutejszego. Co na to rzekniecie?
A niech się i przekręci dziadyga, byle wpierw powiedział "tak"! Pomyśleć, że planowałem wcześniej skok na niego, żeby odzyskać wyłożony z bólem serca na Mordila majątek! I want my money back! Być może jest szansa, by wzbogacić się kosztem tego ledwie zipiącego poczciwca bez wyrządzania komukolwiek krzywdy, a na dodatek w jak najbardziej zbożnym celu - w końcu Huskun zamierza stawać śmiało do boju ze złem... przynajmniej na razie, kiedy jeszcze nic poważnego nam nie grozi!
Nie wiem jak mistrz to rozegra od strony mechanicznej, ale jeśli stosownym rzutem, to goblin szczerzy się w uśmiechu tak fałszywie szczerym, że wart on jest co najmniej +10 do CH i PR!
No i mam nadzieję, że Gusłek załapie motyw na czas!
Nie wiem jak mistrz to rozegra od strony mechanicznej, ale jeśli stosownym rzutem, to goblin szczerzy się w uśmiechu tak fałszywie szczerym, że wart on jest co najmniej +10 do CH i PR!
No i mam nadzieję, że Gusłek załapie motyw na czas!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18