PBF - Ścigając samego siebie
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- To co robimy? Może ktoś się kopsnie na przyczółek a ktoś tu przypilnuje Boxara? - Chudzielec zaproponował nieśmiało. Jenoec przełknął ślinę nerwowo, niepewny o swój los. Simpson kiwnął do Boxara: - Co ziomek? Może jak udowodnisz RNK, że więcej jesteś wart żywy niż zimniutki, to masz szansę wynieść swoje jajka całe. Patrz kurwa jakie masz szczęście, przetrącili Ci tylko kolana, a mogli urżnąć jajeczka i tak to może sobie jeszcze pociupciasz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Boxcar przemyśl to, twoi koledzy Kajdaniarze, raczej cię rozwalą, albo zostawią byś sam umarł, a RNK może ci zapewnić opiekę i wyżywienie za twoja pomoc, o ile jej udzielisz.
I RNK ma dobrych lekarzy, może będziesz jeszcze chodził jak poskłada cię fachowiec.
Albo tu zostaniesz aż wrócimy, dostaniesz wodę i jedzenie, albo zostanie z Tobą jeden z nas, to się zaraz okaże.
I RNK ma dobrych lekarzy, może będziesz jeszcze chodził jak poskłada cię fachowiec.
Albo tu zostaniesz aż wrócimy, dostaniesz wodę i jedzenie, albo zostanie z Tobą jeden z nas, to się zaraz okaże.
Ktoś chętny by zostać, ew. zostawmy tu jakiegoś NPC-a, gość może być rzeczywiście ważny. Sporo wie o więzieniu.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nipton, 23 października 2281
Noc upłynęła najemnikom przy wtóre przeraźliwych wrzasków i skrzeków kretoszczurów, biorących stadnie udział w makabrycznej uczcie na ulicach miasteczka. Wydawane przez drapieżniki dźwięki podnosiły ludziom włosy na głowach, ale starannie zabarykadowane wejście do ratusza broniło stworom przystępu do wnętrza budowli, podobnie jak broń czuwających na zmiany najemników.
Czym innym był potworny swąd, który ustawicznie prowokował wymioty i wywołał u części ludzi ostry ból głowy - przed nim nie było ucieczki.
Kiedy widnokrąg zabarwił się jaśniejszą nutą, trzymający ostatnią wartę Neill obudził pozostałych.
- Co z Boxcarem? - zapytał John, który spędził noc na zestawionych ze sobą stołkach.
- Nadal śpi - Jackson kiwnął głową w stronę chrapiącego cicho skazańca - Na zewnątrz też się uspokoiło, kretoszczury zaczynają się chować, nie lubią słońca.
- Facet ma mnóstwo wiedzy na temat pudła w Jean - powtórzył swe argumenty John - Ktoś powinien tu z nim zostać, dopóki RNK nie wejdzie.
- Na mnie nie patrz - Neill rozłożył szeroko ręce, z dziwnie zaciętą miną - Nie zostanę w tej trupiarni ani minuty dłużej niż to potrzebne. Mam tu złe przeczucia, bardzo złe.
Noc upłynęła najemnikom przy wtóre przeraźliwych wrzasków i skrzeków kretoszczurów, biorących stadnie udział w makabrycznej uczcie na ulicach miasteczka. Wydawane przez drapieżniki dźwięki podnosiły ludziom włosy na głowach, ale starannie zabarykadowane wejście do ratusza broniło stworom przystępu do wnętrza budowli, podobnie jak broń czuwających na zmiany najemników.
Czym innym był potworny swąd, który ustawicznie prowokował wymioty i wywołał u części ludzi ostry ból głowy - przed nim nie było ucieczki.
Kiedy widnokrąg zabarwił się jaśniejszą nutą, trzymający ostatnią wartę Neill obudził pozostałych.
- Co z Boxcarem? - zapytał John, który spędził noc na zestawionych ze sobą stołkach.
- Nadal śpi - Jackson kiwnął głową w stronę chrapiącego cicho skazańca - Na zewnątrz też się uspokoiło, kretoszczury zaczynają się chować, nie lubią słońca.
- Facet ma mnóstwo wiedzy na temat pudła w Jean - powtórzył swe argumenty John - Ktoś powinien tu z nim zostać, dopóki RNK nie wejdzie.
- Na mnie nie patrz - Neill rozłożył szeroko ręce, z dziwnie zaciętą miną - Nie zostanę w tej trupiarni ani minuty dłużej niż to potrzebne. Mam tu złe przeczucia, bardzo złe.
Nadszedł nowy dzień. Dodatkowe przeszukanie ratusza nic nie dało, bo chociaż na najwyższym piętrze stoi kilka komputerów, legioniści musieli przeciąć kable elektryczne doprowadzające do Nipton prąd. Dla przypomnienia, każde z Was będzie dźwigać łupy warte w hurtowej sprzedaży 300 dolarów, ewentualnie również Boxcara, ale biorąc jego trzeba będzie zrezygnować z niesienia ładunku wartego 400 $.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W miasteczku jest kilka radioodbiorników, ale nie ma ani jednego radionadajnika, dodatkowo nie ma też prądu. Tak sobie pomyślałem, że jeśli chcielibyście własne radio, możecie dla siebie wyszukać niewielki podręczny model, a w Primm czy Goodsprings może znalazłby się jakiś samochodowy akumulator czy coś w ten deseń do uruchomienia...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Nipton, miejski ratusz
Zaopatrzony w wodę i konserwy Boxcar nafaszerował się zaraz po przebudzeniu starymi tabletkami przeciwbólowymi, potem zaś zaczął ostrym tonem domagać się od najemników jakiejś broni.
- Zostawcie mi przynajmniej pistolet, kurwa! - ocalony z masakry Kajdaniarz szybko pojął, że grasujący w Nipton padlinożercy mogą chcieć zrezygnować z nadpalonego mięsa na rzecz świeżego, smakowicie ociekającego krwią - Jak mi tu coś wlezie, będzie po mnie!
- Dostaniesz nogę od stołka, zajebista maczuga - zaproponował Jackson pakując swój podróżny plecak - Jak coś wlezie, wal w łeb, a potem popraw!
- Bardzo kurwa śmieszne, bardzo! - rozsierdził się więzień - Nie zapominajcie, coście mi obiecali! Jestem dla was ważny, dla RNK! Macie o mnie dbać!
Zaopatrzony w wodę i konserwy Boxcar nafaszerował się zaraz po przebudzeniu starymi tabletkami przeciwbólowymi, potem zaś zaczął ostrym tonem domagać się od najemników jakiejś broni.
- Zostawcie mi przynajmniej pistolet, kurwa! - ocalony z masakry Kajdaniarz szybko pojął, że grasujący w Nipton padlinożercy mogą chcieć zrezygnować z nadpalonego mięsa na rzecz świeżego, smakowicie ociekającego krwią - Jak mi tu coś wlezie, będzie po mnie!
- Dostaniesz nogę od stołka, zajebista maczuga - zaproponował Jackson pakując swój podróżny plecak - Jak coś wlezie, wal w łeb, a potem popraw!
- Bardzo kurwa śmieszne, bardzo! - rozsierdził się więzień - Nie zapominajcie, coście mi obiecali! Jestem dla was ważny, dla RNK! Macie o mnie dbać!
Jakieś ostatnie przygotowania do wymarszu?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Droga między Nipton i Przyczółkiem
Sue odetchnęła z nieskrywaną ulgą, kiedy odór wypełniający pustynne miasteczko przestał dokuczać jej nozdrzom, a jedyną pozostałością po opuszczonym pośpiesznie Nipton były snujące się leniwie nad widnokręgiem kłęby dymu znaczące ostatnie dogasające ogniska pożaru.
Piątka najemników maszerowała równym krokiem, środkiem drogi łączącej Nipton ze skrzyżowaniem, na którym zwiadowcy wysiedli dzień wcześniej z ciężarówki sierżanta Lee. Chociaż poranek okazał się rześki i względnie chłodny, nieubłagane słońce szybko ponownie zaczęło prażyć swym żarem. Otaczające drogę pustkowia tworzyły monotonną panoramę pełną spękanych skał i rachitycznych kolczastych krzewów, ledwie mogących przetrwać pod pięknymi niebieskimi przestworzami Mojave.
- Zasadniczo mieliśmy dużo szczęścia - odezwał się spocony Neill, poprawiając jednocześnie paski plecaka - Gdyby te skurwiele z Legionu miały na nas ochotę, chyba byśmy nie wyszli stamtąd żywi. Nie wiem, czy stary Jackson nie powinien sypnąć nieco hojniej kasą za taki zwiad.
- Spróbuj coś od niego wyciągnąć - wzruszyła ramionami Sue - Przynajmniej za naboje do snajperki. Że też dranie zdążyli mi je podprowadzić!
- To akurat nic trudnego - wysapał chudzielec - Ja jestem dużo lepszy, ja potrafię lasce takiej jak nasza kotka majtki podprowadzić tak, że się nie pokapuje, dopóki nie pomaca tyłka.
Anderson prychnęła w odpowiedzi, nie siląc się na żaden komentarz.
Sue odetchnęła z nieskrywaną ulgą, kiedy odór wypełniający pustynne miasteczko przestał dokuczać jej nozdrzom, a jedyną pozostałością po opuszczonym pośpiesznie Nipton były snujące się leniwie nad widnokręgiem kłęby dymu znaczące ostatnie dogasające ogniska pożaru.
Piątka najemników maszerowała równym krokiem, środkiem drogi łączącej Nipton ze skrzyżowaniem, na którym zwiadowcy wysiedli dzień wcześniej z ciężarówki sierżanta Lee. Chociaż poranek okazał się rześki i względnie chłodny, nieubłagane słońce szybko ponownie zaczęło prażyć swym żarem. Otaczające drogę pustkowia tworzyły monotonną panoramę pełną spękanych skał i rachitycznych kolczastych krzewów, ledwie mogących przetrwać pod pięknymi niebieskimi przestworzami Mojave.
- Zasadniczo mieliśmy dużo szczęścia - odezwał się spocony Neill, poprawiając jednocześnie paski plecaka - Gdyby te skurwiele z Legionu miały na nas ochotę, chyba byśmy nie wyszli stamtąd żywi. Nie wiem, czy stary Jackson nie powinien sypnąć nieco hojniej kasą za taki zwiad.
- Spróbuj coś od niego wyciągnąć - wzruszyła ramionami Sue - Przynajmniej za naboje do snajperki. Że też dranie zdążyli mi je podprowadzić!
- To akurat nic trudnego - wysapał chudzielec - Ja jestem dużo lepszy, ja potrafię lasce takiej jak nasza kotka majtki podprowadzić tak, że się nie pokapuje, dopóki nie pomaca tyłka.
Anderson prychnęła w odpowiedzi, nie siląc się na żaden komentarz.
Jesteście w drodze, pierwsza połowa dnia. Pogoda dopisuje (czyt. pewnie się przegrzejecie w swoich strojach)!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- No jasne, że wracamy do Goodsprings. Jedna wilgotna niunia tam na mnie czeka. Wiesz, teraz jak już obrosłem w sławe i bogactwa, to innaczej będzie na mnie patrzeć. - Chudzielec pewny swego, wyraził ochotę powrotu do miasteczka. Pomijając wszystko, w Goodsprings czekał Securitron, który mógł wiedzieć nadspodziewanie dużo na temat zlecenia, które odebrało im wspomnienia. O ile same wspomnienia nie interesowały Simpsona, to samo zlecenie już tak.
- Chociaż z drugiej strony, jakby mnie RNK wzięło do roboty w Jean, to mogliby być spokojni o zrobienie porządku w tym pierdlu. Trochę granatów i załatwiłbym tego skurwiela Edka na cacy.
- Chociaż z drugiej strony, jakby mnie RNK wzięło do roboty w Jean, to mogliby być spokojni o zrobienie porządku w tym pierdlu. Trochę granatów i załatwiłbym tego skurwiela Edka na cacy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Droga między Nipton i Przyczółkiem
Luźna konwersacja szybko się urwała, bo ciężar niesionych łupów w połączeniu ze skwarem pustynnego dnia skutecznie odbierał ochotę do rozmów. Mocno przysypana piaskiem droga nie ułatwiała podróży, a buty zwiadowców co chwila grzęzły w sypkich wydmach.
- Ile jeszcze? - wydyszał kolejny raz z rzędu chudzielec, ociekający potem i powłóczący nogami - Jak długo?
- Kilka godzin - odparła Sue - Na pewno dojdziemy do celu przed zmierzchem.
- I dobrze - dodał Neill - Nie chciałbym wędrować po tej pustyni nocą. Kalifornia jest niebezpieczna, ale Mojave to zupełne szaleństwo.
Anderson nie odpowiedziała, chociaż już otwierała usta, w zamian sięgnęła po wiszącą na szyi lornetkę i przyłożyła jej szkła do oczu.
- Człowiek na drodze! - oznajmiła ostrym tonem - Jeden!
- Ten skazaniec od szczęśliwego losu? - John ściągnął z ramienia karabinek Weatherby'ego - Swanick?
- Gość jest ubrany - odparła Sue - I ma broń.
Luźna konwersacja szybko się urwała, bo ciężar niesionych łupów w połączeniu ze skwarem pustynnego dnia skutecznie odbierał ochotę do rozmów. Mocno przysypana piaskiem droga nie ułatwiała podróży, a buty zwiadowców co chwila grzęzły w sypkich wydmach.
- Ile jeszcze? - wydyszał kolejny raz z rzędu chudzielec, ociekający potem i powłóczący nogami - Jak długo?
- Kilka godzin - odparła Sue - Na pewno dojdziemy do celu przed zmierzchem.
- I dobrze - dodał Neill - Nie chciałbym wędrować po tej pustyni nocą. Kalifornia jest niebezpieczna, ale Mojave to zupełne szaleństwo.
Anderson nie odpowiedziała, chociaż już otwierała usta, w zamian sięgnęła po wiszącą na szyi lornetkę i przyłożyła jej szkła do oczu.
- Człowiek na drodze! - oznajmiła ostrym tonem - Jeden!
- Ten skazaniec od szczęśliwego losu? - John ściągnął z ramienia karabinek Weatherby'ego - Swanick?
- Gość jest ubrany - odparła Sue - I ma broń.
Oczywiście prócz Was po pustyni kręcą się też inni wędrowcy...
- Jest sam, my mamy więcej głów, nawet jeśli policzymy was jako półgłówków! - osłaniajcie mi tyłek, pójde zaptyać co to za jeden.
Jim unosi dłoń w powitalnym geście, rozdziawia gębę w szerokim przyjacielskim uśmiechu i rusza w kierunku wędrowca. Dyskretnie sprawdzając czy swojego Hecklera Kocha, ma we właściwym łatwo dostępnym miejscu (czytaj. wsunięty za spodnie na dupie).