Enklawa, poczekalnia
Okryci kocami, zwiadowcy Enklawy usiedli wprost na metalowej podłodze pomieszczenia, pijąc łapczywie wodę i połykając niewielkie kawałeczki gęstej grzybowej pasty. Kamelia zjawiła się kilkanaście minut później, sprowadzona do poczekalni przez zdyszanego Mruczka. Pozdrowiwszy wyczerpanych ziomków kobieta przystąpiła bez zwłoki do badania ich stanu zdrowia, świecąc w oczy niewielką latareczką i mierząc termometrem ich temperaturę.
- Wypijcie to proszę - powiedziała podając wszystkim niewielkie fiolki wypełnione niebieskim płynem - To lekarstwo przeciwko grypie i ospie czarnej. Nie wiadomo, czym mogliście się na górze zarazić.
Nie czekając na reakcję oglądających podejrzliwie fiolki zwiadowców, lekarka wyciągnęła ze swego przybornika niewielkie kanciaste urządzenie, dziwnie podobne do licznika Geigera będącego własnością Rzemienia.
Kamelia drgnęła bezwiednie, kiedy wysunięte w stronę przybyszów pudełeczko zaczęło znienacka trzeszczeć, zmarszczyła czoło przywołując po sekundzie na usta lekki uśmiech.
- Spodziewałam się czegoś poważniejszego - oznajmiła bez wchodzenia w szczegóły, wskazując palcem na wciąż trzymane przez trójkę ziomków fiolki z lekarstwem - Wypijcie to od razu, nie każcie się prosić. Zaraz wracam.
Okręciwszy się na pięcie lekarka przeszła do sąsiedniego pomieszczenia, dostrzegalna za porysowaną szybą osadzoną w ścianie dzielącej dwa pokoje. Stojący tam Księgarz i Harmonijka wdali się z nią w krótką rozmowę i chociaż siedzący w poczekalni ludzie nie mogli widzieć twarzy stojącej do niej plecami Kamelii, ich spojrzeniom nie uszło zatroskanie, które pojawiło się natychmiast na obliczach pary starszych Enklawy.
W oczach Harmonijki zalśniły na ułamek chwili łzy, błyskawicznie otarte rękawem swetra.
Macie zamiar wypić podane Wam lekarstwo?