Strona 60 z 170
: 10 października 2013, 12:30
autor: Dobro
- Z jednej karczmy do drugiej, to mi się podoba! - mruknął zadowolony gnom. Już miał wysłupić nieco miedziaków z kabzy, gdy przypomniał sobie o Zadaniu. Swoje rozważania o opuszczeniu grupy "Nieulękłych" już dawno zostawił w spokoju. Gdzie by się sam miał tułać, tak bez wsparcia? I bez dopływu gotówki, oczywiście.
Rozglądam się po karczmie. Bogaci klienci?
: 10 października 2013, 12:52
autor: deliad
: 10 października 2013, 21:27
autor: Dobro
Podchodzę i kulturalnie kopie w drzwi, żądając jej otwarcia dla ważnych osobistości (czyli nas).
: 10 października 2013, 21:37
autor: Araven
A ja dotarłem do domu kupca Frakiego?
: 11 października 2013, 07:03
autor: Keth
Hmm, zakładałem wcześniej, że do paladyna idziemy we dwóch, Gusłek i Huskun. To wyprawa niebywale delikatnej dyplomatycznej natury, kopanie po drzwiach nie wchodzi tu zasadniczo w grę...

: 11 października 2013, 07:37
autor: deliad
To zróbmy tak. Karczma "Garniec miodu" jest w połowie drogi do Frakiego Asady. Huskun może "delikatnie" napomknąć tana Drayaharusa Imaginerusa, wiernego wyznawcę Pianna, aby ten poszedł z Balinem do kupca.
: 11 października 2013, 08:22
autor: namakemono
Jako rzecze Huskun, misja nasza u ariadyna szczególnie delikatnej jest natury, przeto obecność kogobądź poza, w rzeczy samej, kluczową w owej sprawie parą Huskun-Gusłek niepożądaną jest a przez to i niemile widzianą. Panowie zrozumieją, mam nadzieję i od wizyty tak tłumnej chętnie odstąpią. Z góry dziękuję.
: 11 października 2013, 10:29
autor: Dobro
Ok, zrozumiałem, że idziemy we czterech (Huskin, Gusłek, Balin, Drayaharus) do karczmy. Dobra, to my z Balinem odbijemy pod drodze do kupca.
: 11 października 2013, 20:58
autor: 8art
- Krucafuks, głęboka ta studnia. - Barthur podrapał się po czole z głupim wyrazem twarzy. Wyglądało, że rzeczowa przepaść jest dość głęboka, aby mysleć o próbjie zejścia na dół, z resztą pomijając wszystko trzeba by najpierw mieć przynajmniej długą linę. Głośne plum sugerowao, że na dnie jest jeziorko, albo przynajmniej sadzawka i nie było tam czego szukać.
Olbrzym rozejrzał się w około i zaniepokoił się zierającymi szybko chmurami:
- Bydymy musieli Mordi kulosy wyciągać dobrze, bo zaro lać bydzie jak z cebra.
Jeśli pagórek jest "rozcięty na pół, to rozumiem, że można tam wejść od boków, gdzie przepaść nie jest wysoka, tylko olbrzymowi nie chce się wchodzić do zaśmiedłej trupami szczeliny i sądzę, że Mordilowi także. Spadamy do karczmy złożyć raport z wycieczki.
: 12 października 2013, 01:08
autor: Keth
"Garniec Miodu", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu
Huskun podrapał się niespokojnie po brodzie, zerknął z ukosa na stojącego obok Gusłka, a potem ponownie uderzył zaciśniętą w pięść dłonią w zamknięte głucho drzwi karczmy. Chociaż w pierwszej chwili przez myśl przemknęło mu, że w środku nikogo nie było albo też wszyscy spali, zarówno pora dnia jak i dobiegający z wnętrza dźwięk muzyki zdecydowanie temu przeczyły.
Jeśli okna są na parterze, zaglądam do środka. Jeśli nie, spróbujmy przedostać się furtką na dziedziniec. W innych przypadkach pozostaje łomotanie w drzwi aż do skutku.
: 12 października 2013, 08:48
autor: deliad
"Garniec Miodu", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu
Gdy Huskun szykował się do trzeciego z rzędu pukania w drzwi, te nagle, szybko się rozwarły. Za progiem stał wysoki i szczupły mężczyzna o błękitnych oczach. Stał prosto jak tyczka, wypinając pierś i podnosząc wysoko głowę z wysuniętym podbródkiem.
Za nieznajomym widać było wnętrze karczmy. Na podwyższeniu zajmującym środkową część sali, na wygodnym krześle z szerokim oparciem siedział zadumany człowiek, który oparłszy głowę na dłoni, wpatrywał się w grającą na harfie, zwiewnie odzianą elfkę.
Gdy człowiek otwierający drzwi otaksował już Gusłak, raczył spojrzeć w dół, na jego twarzy pojawił się wyraz obrzydzenia.
- A, cóż to za świństwo? Precz stąd potworze po kości porachuję - zakrzyknął w stronę goblina - Nasfil, do nogi. A dawaj tu do mnie, leniwe bydle.
: 12 października 2013, 09:07
autor: deliad
Sklep"Towary wszelakie", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu
Jedno można przyznać Barthurowi, o ile czasami jego wróżby się nie spełniały, to przewidywać pogodę zawsze potrafił idealnie. Ledwo co wraz z Mordilem minął cmentarz, śpiesząc leśnym duktem, ku Rotgan-kir, gdy brzemienna w wodę chmura rozerwała się wyrzygując zawartość swojego kołduna wprost na głowy podróżnych.
Ni drzewa, ni krzewy, a nawet szerokie liście łopianu nie potrafiły ochronić ich przed ulewą. Mordil szedł z rozwartą gęba wpatrując się w te dziwy. Nie mógł się przyzwyczaić do tego, że w tym nowym świecie, woda tak łatwo wycieka z nieba. W jego wielkiej głowie zaczęła rosnąć gniewna myśl o niesprawiedliwości. Gdy na jego Orkusie wszystko więdnie i zasycha to na tym Orkusie wody jest nadmiar. Gdyby tak przeganiać chmury przez ocean....
Gdy dotarli do bram miasta, byli już przemoknięci na wskroś. Strażnicy przy bramie widać zostali powiadomieni o towarzyszach tan Balina, bo nie nie wzbraniali goblinom wejścia. Jedyną ich reakcją było ostentacyjne, potężne smarknięcie, przy zatkanej jednej dziurce od nosa i wyzywające spojrzenia. Jednak po goblinach ta jawna zaczepka spłynęła tak, jak krople deszczu, czyli wywołując nieprzyjemne uczucie chłodu w okolicach krzyżu i irytującą jak swędzenie w nosie, chęcią przywalenie w puste orcze łby.
Deszcz miał też pozytywne skutki. Po pierwsze przegnał z ulic tłoczące się tłumy, dzięki czemu szło się o wiele szybciej i łatwiej, bo nie obściskując sakiewki, a i przyjemniej, bo jakoś tak mniej śmierdziało. W połowie drogi, napatoczyli się na znajomków. To Balin wraz Drayaharusem szli czytając okoliczne szyldy.
- Jest. Patrzaj "Towary wszelakie" - przeczytał Balin - o kogo ja widzę, toż to Barthur i Mordil. W samą porę! Właśnie szliśmy do Frakiego Asady.
Krasnoludzki sklep mieścił się na parterze kamienicy. Przed drzwiami piętrzyły się różnorakie towary, a przez duże okno zaglądał Fraki. Widząc Nieulękłych zamachał na nich ręką.
: 12 października 2013, 09:31
autor: Araven
Miło was widzieć Barthurze i Mordilu, wejdźmy do domu Frakiego.
Tam obeschniemy i posłuchamy co nam powie.
: 12 października 2013, 11:16
autor: namakemono
- Powstrzymaj swego brytana dobry człowieku. Jam jest Gusłek, kapłańskiego stanu, a ten tu mały poczciwiec o dyskusyjnej urodziwości to mój wierny uczeń i przyjaciel Huskunem się zwący. Wybacz raczyć najście, bo ani chybi nie w porę przybywamy, lecz sprawa niecierpiąca zwłoki nas sprowadza. Mus nam spotkać się ze szlachetnym mężem przybytek ów ponoć zamieszkującym, a będącym nie kim innym, jak rycerzem świętej pani Arianny, Orafarem Miłosiernym się zowiącym.
: 12 października 2013, 14:18
autor: deliad
"Garniec Miodu", późne popołudnie 38 dnia kepon-ranu
Młody szlachcic słysząc słowa Gusłaka, zdębiał z niedowierzania.
-Cooo! Czy to miasto całkiem zeszło na psy? Szkolisz kapłanie goblina? Jakiż to bóg zezwala na podobną nieprawość? Czy dla was niema już żadnych świętości?
- Alfredzie - z wnętrza karczmy dobiegł stanowczy głos.
- Dobra - powiedział młodzik, przez zaciśnięte zęby - Ty kapłanie możesz wejść, ale jeżeli ten goblin przekroczy próg to będzie ostatni krok w jego życiu - wysyczał cicho.
Koło nogi młodzika pojawił się czarny, kudłaty łeb, dużego psiska. Pies z dużym zainteresowaniem węszył starając zbliżyć się do nieznajomch. "Odźwierny" uchwycił go za obrożę i przesunął się robiąc przejście dla kapłan Piana.