Drakwald, późna zima roku 2509
- Jesteś takim samym czarownikiem jak ten stary?! - wykrztusił z siebie brodaty morderca, przyciśnięty plecami do kamiennej ściany piwnicy i składający dłonie w znak odpędzającego zło sigmaryty. Rozdygotany wieśniak nie odrywał wzrok od ukontentowanego swym zaklęciem Hummela, kręcącego się na wszystkie strony w taki sposób, by jego umieszczone na plecach kajdany oświetliły jak największą przestrzeń piwnicy.
- Ani chybi zamknięta na rygiel od góry - stwierdził Johan, który natychmiast wspiął się na schody dokonując oględzin blokującej wyjście klapy - Jakby się postarać i solidnie walnąć, może byśmy dali radę wyłamać ją siłą, ale narobimy hałasu jak nic.
- Chcecie uciec z lochu hrabiego? - brodaty obdartus oderwał wzrok od Guntera i obejrzał się w stronę strażnika dróg - Jesteście zbrodzienie z Mrocznego Lasu? Puszczańskie oprychy? Ja z wami nie idę, bo jak nas najdą, obwieszą na śmierć!
- Moje rany szybko się goją - odezwała sie ponownie srebrzystowłosa dziewczyna w obroży i umagicznionych kajdanach - Zresztą lepsze dłonie bez kciuków niźli miecz wbity w serce. Pomożesz mi?
- Jesteś dziecięciem Ulryka? - zapytał w odpowiedzi Bernard, który zdążył już wyciągnąć z cholewki buta niewielki nożyk. Bijąca od kajdan Hummela poświata odbijała się refleksami na małym ostrzu myśliwego. Podobnie jak w oczach pięknej więźniarki.
- Niektórzy tak nas zwą - odpowiedziała dziewczyna - Mam na imię Katarina. Mój ojciec niebawem tu przyjdzie, ale nie chcę czekać na niego bezczynnie. Hrothgar musi zapłacić za wyrządzone nam krzywdy. Zdejmiesz moje kajdany?
Knappe nic nie odrzekł, kucając z nożykiem w dłoniach i spozierając w zamyśleniu na więźniarkę. Kobieta odwzajemniła jego spojrzenie i jej niesamowite oczy zaszły znienacka dziwną mgiełką.
- Nie umrzesz od miecza ani od grotu strzału ani też od kłów i pazurów zwierzęcia - oznajmiła przemawiając wypranym z emocji głosem, który swym nienaturalnym brzmieniem przyprawił wszystkich o lodowate ciarki - Wyzioniesz ducha przeszyty żelazem, zawieszony na haku jakoby połeć mięsa, pod niebem bez gwiazd i w ciemności nie zrodzonej z nocy.
W pomieszczeniu zapadła długa chwila ciszy, przerwana dopiero niepewnym chrząknięciem strażnika dróg. Katarina odzyskała panowanie nad sobą, wzięła w ryzy objawiający się samowolnie talent wieszczenia. Jej spojrzenie wciąż świdrowało postać niespokojnego myśliwego.
Katarina chce, żeby Knappe zdjął jej kajdany poprzez obcięcie kciuków, ale może myśliwy wpadnie na inny pomysł, jeśli nie chce się posuwać aż do tak brutalnych rozwiązań? Kajdany Guntera rozświetliły całą piwnicę, ale nie ma w niej żadnej broni ani innych użytecznych przedmiotów mogących posłużyć za improwizowany oręż czy klucze do kajdan. Siedzący z Wami bratobójca odchodzi od zmysłów na widok wyczynów Katariny i Guntera – tylko patrzeć jak się sfajda albo zemdleje. Macie jakieś konkretne plany działania?