PBF - W sieci pająka

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 06 sierpnia 2015, 11:26

Nic nie chce mowic, ale jak nie chcemy stac sie nastepnymi ofiarami blaszaka, to lepiej znajdzmy pilota do tej zabawki...:o

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 sierpnia 2015, 11:34

Keth napisał(a):
Ściskany przez szofera przedmiot wypadł mu pod wpływem tego zderzenia z ręki, spadł na plac, pękł z suchym trzaskiem rozsypując po betonie jakieś elektroniczne podzespoły.

- Ty durniu! Coś ty... - przerażony kierowca Reo zawył niczym obłąkany, nie zdołał jednak dokończyć swych słów.
[center]:D :D :D[/center]
Ale to nie tak, że z tej sytuacji nie ma wyjścia, macie pod ręką teoretycznie potężną broń... tylko jej użycie będzie się wiązało z daleko posuniętym poświęceniem...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 07 sierpnia 2015, 19:22

Max rozpaczliwie szukał pistoletu, jego dłoń natrafiła na laskę dynamitu, olśniło go, spieprzajcie stąd, załatwię ich, ale paliwa już nie będzie - ryknął do kumpli, licząc, ze zdołają uciec.
Zaczął podpalać lont, piekło, idę do ciebie pomyślał.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 sierpnia 2015, 18:13

12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Klekocząc metalowymi odnóżami, Pająk obszedł wbite w siebie szoferki Kenwortha i Reo, przepchnął swą masą wraki o kilka centymetrów w kierunku stacji. Lufa jego gatlinga zakręciła się ponownie, wymierzona tym razem w stanowiące beznadziejną kryjówkę Mitsubishi. Callahan zaczął strzelać z Uzi w geście skrajnej desperacji, krzycząc coś jednocześnie na całe gardło.

Skamieniały na dachu stacji Tray nie zrozumiał ani jednego słowa skazanego na śmierć mężczyzny.

Oślepiająca kula ognia zapłonęła pośrodku stacji niczym miniaturowa supernowa, w ułamku sekundy obejmując w swe władanie obydwa ciężarowe samochody, stojącego przy nich Łowcę i sąsiadujące z zadaszeniem dystrybutorów budynki. Przetykane kłębami czarnego dymu płomienie wystrzeliły wysoko w górę, przyjmując na ułamek chwili znajomy kształt atomowego grzyba. Potężna fala uderzeniowa zmiotła Traya z dachu budynku, zanim mężczyzna zdążył uświadomić sobie, do czego właściwie doszło. Fronton stacji stanął natychmiast w ogniu, kilka sekund później zawalił się strzelając iskrami w niebo.

Trawiona płomieniami szopa nie wytrzymała w końcu ciężaru założonej na niej instalacji i wielka czasza anteny satelitarnej przewróciła się z przeraźliwym jękiem giętych wsporników w sam środek ognistego piekła, na wraki płonących pojazdów. Z nieba spadały płatki sadzy i drobne elementy zadaszenia stacji, wyrzucone wysoko w górę siłą wybuchu.

Pogodne bladoniebieskie przestworza zasnuła ogromna chmura dymu widoczna z odległości wielu mil.
Jak dwa posty wyżej wspominałem o poświęceniu, miałem na myśli ostrzelanie cysterny w zamiarze wysadzenia jej w powietrze razem z kierowcą - tym czasem Max Was uprzedził wymacawszy pod siedzeniem laskę dynamitu! Jak wstawka, może być? Wyglądało to odpowiednio spektakularnie? ;)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 sierpnia 2015, 18:46

Araven myślałem, że to ja kipnę pierwszy ale trzeba ci oddać fakt iż odszedłeś bardziej spektakularnie niż się pojawiłeś

R.I.P. my friend [*] - ten znak na końcu to paląca się świeczka :P
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 sierpnia 2015, 19:00

12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Świszczący Joe już nie wątpił, że zastępy Lucyfera przystąpiły do otwartego ataku na Amerykę. Potworny żar zwęglił mężczyźnie włosy, poparzył mu skórę na twarzy i karku, wypalił iskrami kilka dziur w rękawach. Sklep stacji stał w ogniu, piekielne płomienie wyciągały swe jaskrawe jęzory ku postaci duszącego się kaznodziei dysząc żądzą zawładnięcia jego nieśmiertelną duszą. Dźgnięty niczym ostrogą uczuciem absolutnej paniki, Joe zapomniał nawet o bólu skręconej kostki, rzucił się w głąb wiodącego na zaplecze korytarza czując na plecach żar szatańskich kotłów.

Był tylko szeregowym przedstawicielem armii Pana i nie czuł się gotowy na spotkanie ze Stwórcą - Bóg najpewniej byłby bardzo niezadowolony z rezultatów jego prowadzonej od niedawna krucjaty.

Oślepiony gorącem, walczący z zawrotami głowy i próbujący rozpaczliwie złapać powietrze, Joe zderzył się po omacku z ruchliwym kształtem wydającym z siebie stęknięcia bólu nie pasujące do żadnego wyobrażenia diabła.

- Pomóż mi! - wrzasnął kaznodzieja łapiąc drugiego człowieka za ramię i wieszając się na nim z dziką paniką - Wyciągnij mnie!

Kolejny fragment frontowego pomieszczenia zawalił się z głośnym hukiem, prosto w ognistą pożogę.
Joe zderzył się z Mad Dogiem, wspólnie mają szansę na wydostanie się ze stacji tylnymi drzwiami!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 10 sierpnia 2015, 21:14

Dym uderzał po oczach, dławił i zabierał oddech. Prawie nic nie widział, oczy piekły. Gorące powietrze rozsadzało płuca. Czuł zapach palnego ciała. A było to jego ciało na rękach i twarzy.

- Pomóż mi! - wrzasnął kaznodzieja łapiąc drugiego człowieka za ramię i wieszając się na nim z dziką paniką - Wyciągnij mnie! - warknął a było w tym warknięciu śmiertelna groźba dzikiego stworzenia w śmiertelnej pułapce. Stworzenia któremu wszystko było jedno byle się wyrwać na wolność z pożogi.

"Przebóg, wszystko mi jedno, raz tylko człowiek może umrzeć. Jesteśmy Bogu śmierć dłużni.." Pan mym pasterzem a jak nie dam rady, walnę sobie w łeb i pójdę w objęcia Pana. Nie weźmie mnie ten ogień piekielny. Hosanna!

Joe przetarł oczy zgięciem dłoni w której trzymał kurczowo rewolwer. Drugą ręka niczym imadło zacisnęła się na postaci pośród kłębu dymów. Chciał żyć. Musiał żyć, wszak jeszcze dwóch zostało by w pełni dokonała się zemsta.
cytat z W. Schakespeare "Henryk IV" w tłum. Stanisława Barańczaka
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 10 sierpnia 2015, 22:29

Powoli przetarł zasypane piachem i ziemią oczy i otworzył je. Świat jeszcze wirował wokół, w uszach słyszał tylko głośny szum, a ból w plecach promieniował na całe ciało. Pierwszym na czym udało mu się skupić wzrok był leżący tuż obok zakurzony Springfield. Sięgnął po niego ręką, tak jakby był to ratunkowy kapok mający ocalić rozbitka. Przytulił wysłużoną broń do siebie i zamknął oczy jeszcze na chwilę, delektując się dotykiem chropowatego drewna i zimnego spustu broni. Dobrze służył mu ten karabin. Posłał nim wielu skurwysynów do piachu. Kto był ostatni?

Przez chwilę starał się sobie przypomnieć co się stało. Wspomnienia powoli wracały do Tray'a, powodując, że starszy mężczyzna coraz bardziej utwierdzał się w przekonaniu , że nie może tak leżeć. Co jeśli któryś z gangeró jeszcze żył i zechce pomścić swego szefuncia, któremu Thor doprawił trzecie oko w czole? Instynktownie przeładował broń i usiadł próbując się zorientować, co dzieje się w tym cholernym przedisonku piekła

Yarin
Reactions:
Posty: 61
Rejestracja: 18 czerwca 2015, 14:08

Post autor: Yarin » 11 sierpnia 2015, 16:12

Sędzia już dawno nie był bliski takiego hałasu. Jakiś medyk kiedyś po akcji na wschodnich krańcach Nowego Jorku, gdzie mutki próbowały wysadzić mury oddzielające miasto od pustkowia powiedział mu, że ma unikać hałasu. Ponoć coś tam z uchem środkowym, bębenkiem i chuj wie z czym jeszcze.

No raczej nie udało mu się ustosunkowanie się do zaleceń medyka.

Po wybuchu Mad Dog potknął się i upadł. Oszołomiony chciał sprawdzić, czy wszystkie członki ma na swoim miejscu. Na szczęście obyło się bez strat - jedynie świszczało mu w uszach, a głowa dostała jakiegoś pojebanego kręćka. Sędzia przypuszczał, że już po towarzyszach, cysternie i zleceniu. Teraz najważniejsze, to ratowanie dupy i spieprzanie stąd gdzie pieprz rośnie.

Kiedy nieco otrząsnął się z szoku, poczuł, jak coś chwyta go za ramię. W pierwszym momencie pozwolił działać instynktowi - silnym ruchem chciał strącić 'to coś' z ramienia. Nie udało się - chwyt był mocny. Po chwili odwrócił głowę i w oparach kurzu dojrzał znajomą sylwetkę.

Kaznodzieja.

Mad Dog zakaszlał kila razy i poczuł potężny ból w klatce piersiowej. Zachłysnął się całym świństwem, które wirowało w powietrzu. Wiedział, ze musi działać, żeby przeżyć. Sam by sobie poradził, jednak ktoś błagał go o pomoc. Bo po co innego miałby go trzymać Kaznodzieja? Żeby jebnąć jakieś kazanie?

Sędzia zaparł się i gwałtownie poderwał Joe’ego. Chwycił go za ramię i ryknął do ucha, wypuszczając kurz, pył i inne gówna z płuc:
- Rusz dupę, ojczulku. Spierdalamy stąd!

Chciał ruszyć jak najdalej od epicentrum wybuchu.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 11 sierpnia 2015, 22:28

12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Czując tępy ból w całym pobijanym ciele, Tray usiadł z trudem na spieczonej słońcem ziemi i przesłoniwszy dłonią twarz zaczął rozglądać się wokół siebie. W nozdrza wdzierał mu się duszący odór spalenizny, a w uszy charakterystyczny trzask niedalekich płomieni.

Chmura czarnego dymu wisiała nad zgliszczami federalnej stacji niczym preludium do dnia końca świata. Thor zakaszlał chrapliwie, przekręcił się na bok próbując wstać z pomocą służącego za podporę karabinu. Uwolniony z paki Reo Łowca najpewniej ostrzelał cysternę, ta zaś przeistoczyła całe miejsce w ognistą pożogę. Śmierć prześlizgnęła się bardzo blisko i być może wcale daleko nie odeszła.

Okręcając się w miejscu, Thor obrzucił spojrzeniem okolicę. Znajdował się na tyłach płonącej, częściowo zawalonej stacji, zmieciony z jej dachu gorącym podmuchem fali uderzeniowej wybuchu. Miał cholerne szczęście, że niczego sobie nie złamał, nie wspominając o skręceniu karku.

Ivaho poleciał jeszcze dalej, spadł na pryzmę starych samochodowych opon najpewniej tracąc przy upadku świadomość. Ktoś targał Indianina za ubranie, próbując zaciągnąć go do zagłębienia kojarzącego się ze starym rowem melioracyjnym.

Tray zatrzymał się czując przy każdym kroku silne kłucie w prawej stopie. Spoglądając w dół rozszerzył z niedowierzaniem oczy natrafiając wzrokiem na jakiś aluminiowy pręt, który wbił mu się w sam środek stopy. Wywołane upadkiem oszołomienie wciąż przyprawiało mężczyznę o zawroty głowy, błędnik fiksował szaleńczo. Szarpiący Ivaho brodacz obrzucił Thora dzikim spojrzeniem, po czym zdwoił swe wysiłki próbując zaciągnąć czerwonoskórego do rowu. Mętny potok myśli Traya wypełniło niejasne przeświadczenie o tym, że nigdy wcześniej brodacza nie widział.

W zgliszczach stacji coś wybuchło, w powietrze poleciały płonące szczątki.
Thor bynajmniej nie wyszedł z katastrofy bez szwanku...

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 12 sierpnia 2015, 08:27

Ivaho mknął po schodach pokonując kilka stopni naraz. Gdy w końcu dotarł na dach zobaczył Traya przykucniętego przy krawędzi i mierzącego do kogoś na dole...

I wtedy świat zwariował....

Indianin niczym jaskółka tunka-tunka wzniósł się w powietrze i pomknął w przestworza. Widać jednak zanosiło się na deszcz bo leciał nisko. Zbyt nisko, bo nim zdążył nacieszyć się wiatrem szargającym jego ubranie i włosy zawadził o coś i runął w dół.

Przed oczami wybuchły mu miriady gwiazd, które po chwili zgasły odsłaniając szare spowite ołowianymi toksycznymi chmurami niebo. Gdy tak leżał poczuł jak jakaś siła ciągnie go wgłąb ziemi.

Wtedy dopiero zrozumiał. Umarł a duchy nieba i ziemi walczyły o jego duszę. O ile lepiej byłoby podróżować w przestworzach niczym powiew wiatru patrząc jak kolejne pokolenia ludzi i zwierząt rodzą się i umierają. Widać jednak nie to było mu pisane, bo został brutalnie ściągnięty w dół i wleczony niżej i niżej prze Tagauaczinunka...

Z gardła czerwonoskórego wydobył się jęk rozpaczy i zawodu. Zawsze liczył, że po śmierci trafi do Krainy Wiecznych Łowów, jaką widział w kolorowych książeczkach, wydawanych przez mityczne bractwo Świadków Jehowy. Tam na zielonych preriach pasły się wielkie stada bizonów i innych zwierząt a przy nich pałętali się "wiecznie uśmiechnięci" nieco infantylni białoskórzy do skalpowania.

Tymczasem on do końca swojego istnienia ma przyglądać się korzonkom traw i drzew a jedyni ludzie jakich zobaczy to martwi białoskórzy zagrzebywani w ziemnych dziurach.

Na taką niesprawiedliwość krew w Stalowym Oku zawrzała.

- Nieeeeee - jęknął - nieeee Tagauaczinunka - i zaczął łapać się otaczających go opon.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 sierpnia 2015, 12:02

Do handlarza wciąż jeszcze nie docierało, że stopę ma przebitą prętem, ale za to docierało do niego całkiem wyraźnie, że brodacz szarpiący czerwonoskórego jest całkiem obcy. Nie wiedzieć czemu widok Ivaho szemrającego jakieś bzudr i brodacza przypominało mu to jedno, jak kiedyś w jakimś zapyziałym rezerwacie sprzedawał indiańcom stare ulotki Jehowy wciskając im jakieś smuty o lepszym świecie ze stadami bizonów. Zrobił wtedy niezłą kasę, ale drugi kurs ze świeżymi ukotkami nie okazał się już takim sukcesem. Kolesie z kociej wiary już zdążyli nasycić rynek darmowymi ulotkami i interes szlag trafił, a Thor musiał spieprzać goniony przez żadnych zemsty dzikusów, którzy zorientowali się, że zostali wystrychnięci na dudka. Tray pewnej nocy, gdy zmarzł na kość, spalił wszystkie ulotki w cholerę i zajął się sprzedażą maści na świerzb...

Wspomnienia szybko wyparowały. Tray przyłożył kolbę Springfielda do ramienia i wycelował w brodatego:

- Zostaw go cieciu!
Ostatnio zmieniony 12 sierpnia 2015, 12:15 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 sierpnia 2015, 18:41

12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Dusząc się i kaszląc, Mad Dog wywlókł poturbowanego kaznodzieję przez próg tylnych drzwi. Bijący od płomieni żar parzył obu mężczyzn przyprawiając ich o nieznośny ból, wyciskając z oczu ostatnie resztki słonej wilgoci. Sędzia wiedział już, że cysterna z jakiegoś powodu wybuchła, ale nie miał pojęcia, czy przypadkiem zaraz nie wylecą w powietrze dystrybutory albo nie zapalą się jakieś paliwa składowane we wnętrzu zniszczonej stacji.

Gęsty czarny dym oślepiał, gryzł trującymi wyziewami, budził dezorientację. Odpychając się dłonią od gorącej ściany budynku Mad Dog ruszył chwiejnym krokiem przed siebie, byle dalej od grożącego śmiertelnym zatruciem pożaru. Wiszący na jego ramieniu Świszczący Joe charczał i kaszlał, wymachując na dodatek nieskładnie swą czterdziestką czwórką. Sędziemu przemknęła przez głowę myśl, by dla własnego dobra rozbroić skołowanego towarzysza, ale zaraz pomyślał, że to jednak nie był najlepszy pomysł.

We wnętrzu stacji coś znienacka wybuchło, ciskając w powietrze ogniste szczątki. Podmuch eksplozji uderzył obu mężczyzn w plecy, przewrócił ich na wyschniętą spękaną ziemię na tyłach budynku. Padając na twarz z nogą przygniecioną ciężarem kaznodziei, Mad Dog zdążył jeszcze dostrzec kątem oka plecy stojącego opodal człowieka, prawdopodobnie Traya Thora.
Podmuch nie sprawił Wam krzywdy, jedynie przewrócił. Możecie sobie spokojnie poleżeć czekając, aż pożar dogaśnie; możecie się pozbierać w zamiarze zrobienia czegokolwiek aktywnego. Jakieś plany? ;)

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 12 sierpnia 2015, 18:58

12 czerwca 2045, stacja przy drodze nr 79

Noszący podartą koszulkę i wypłowiałe dżinsy brodacz zastygł na chwilę w bezruchu, zdradzając przejawy rosnącej paniki i wytrzeszczając oczy. Widok mierzącego w niego broni zapewne wystarczał w zupełności do ostudzenia wrogich zamiarów, ale energiczne wierzganie Ivaho jeszcze owo wrażenie pogłębiło, wprawiając obcego w stan decyzyjnego paraliżu.

- Stój i łapska w górę! - wrzasnął ochrypłym głosem Tray nie przestając celować z karabinu. Stopa bolała go coraz bardziej; efekt szoku ustępował, a w jego miejscu pojawiało się coraz więcej fizycznych bodźców płynących przez odblokowane receptory nerwowe. Dzierżące Springfielda dłonie dygotały coraz silniej, budząc w Thorze bezsilną złość. Człowiek w dżinsach mógł być kimkolwiek, ale istniało spore prawdopodobieństwo, że łączyły go jakieś powiązania z zaginioną załogą stacji albo przynajmniej wiedział coś na jej temat.

Przebita prętem stopa pulsowała bólem tak silnie, że mężczyzna musiał choć odrobinę zmienić swą pozycję, przerzucić ciężar ciała na drugą nogę. Nieznaczny ruch, lekkie opuszczenie lufy karabinu i brodacz w dżinsach odskoczył od wrzeszczącego coś niezrozumiale Stalowego Oka czmychając w kierunku niedalekich kolczastych chaszczy.
Ze względu na chwilowy stan handlarza uznałem za stosowne przeprowadzenie problematycznego testu Budowy (kara -2 do rzutu). Budowa Traya 12, aktualna 10. Rzucam 3k20, wypadło 17, 18, 10! BG stracił na chwilę równowagę, spuścił gościa z muszki, a ten zaraz to wykorzystał!

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 12 sierpnia 2015, 18:59

Strzelam mu w nogi!

ODPOWIEDZ