PBF - New Orleans by Night

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 kwietnia 2016, 14:53

Nowy Orlean; French Quaters, luty 1994

-No to luz blues panowie. Widzimy się tu jutro. Mam nadzieję, że będę miał już parę konkretów. - Kojak wstał, a jego sylwetka zmieniła się. Kolor skóry przybrał ciemniejszą barwę, rysy wymłodziły się i wyraźnie uszlachetniły. Przed wampirami stał szczupły mulat w afro w skórzanych spodniach i kurtce. Uśmiechnął się do wciąż lekko zdzionych kainitów i wyszedł.

Westwood pod postacią przystojnego kreola wszedł w podwoje klubu Oz przy Bourbon Street. Przywitała go szalona muzyka taneczna z radiowych czartów i setki mężczyzn i kobiet na parkiecie. Jeśli to co nazywano karnawałem toczyło się na ulicach Nowego Orleanu, to atmosfera w Oz prześcigała tę definicję. Wijącę się ludzkie sylwetki falowały w rytm muzyki w oparach tytoniowego dymu, marihuany w orgiastycznym, dekadenckim festiwalu homoseksualnego seksu. Zaczął przeciskać się do baru. Para całujących się namiętnie mężczyzn przywołała wspomnienia z Nowego Yorku, gdy jeszcze był żywy i był bywalcem takich klubów w innym celu niż po tym jak przeistoczył się w głodnego vitae potwora.

Dostrzegł to po co tu przyszedł. Chłopak miał może dwadzieścia lat. Szczupły, wysoki, przystojny ale emanujący nieśmiałością. Może był tu pierwszy raz i nie bardzo potrafił się odnaleźć w tym wirującym seksie, a może był taki z natury. Podszedł do niego zagadując zdawkowo i poczęstował papierosem. Przedstawili się sobie, ale Nosferatu nawet nie zapamiętał imienia. Nie to go interesowało. Zaczęli rozmawiać. Był tak jak się domyślał Bradley młodym gejem, jeszcze nie obytym w środowisku LGBT, studentem NYU. I nie miał partnera. Wstydził się. To też nie obchodziło spokrewnionego, słuchał tego wszystkigo jakby mimowolnie, równie dobrze mógłby słyszeć, że przemawia do niego inkarnacja Gandhiego. Westwood objął go delikatnie ramieniem. Porozmawiali jeszcze trochę a potem wyszli za rękę z klubu.

Pocałowali się w pobliskim parku, gdy tylko upewnili się, że nikt nie będzie im przeszkadzał. Bradley nie lubił tego robić. Chłopak wzbudzał sympatię, a kainita okłamywał go. Cały czas myślał, że spotkał przystojnego, młodego kreola, a tym czasem jego usta zwarły się z ohydną twarzą potwora. Zszedł ręką w dół wyczuwając, że chłopak jest już dobrze ukrwiony. Odpiął powoli pasek jego spodni, sięgnął dalej. Po chwili klęknął i zakosztował jego krwi z męskości. Tylko o to mu chodziło, miał gdzieś kim był, co robił, liczył się tylko metaliczny smak szkarłatu. Mężczyzna jęknął ekstatycznie doznając przyjemności jakiej jeszcze nigdy w życiu nie skosztował. A chwila ta przeciągała się nieskończoność. Ten który obdarzał go ekstazą nie śpieszył się, samemu delektował się przepełnionym ekstazą bukietem vitae.

Gdy skończył, oblizał ranę. Chłopak osłabiony usiadł na trawie oddychając spazmatycznie. Mówił jak było cudownie i takie tam, ale to też nie obchodziło Bradley'a. Skorzystał tak jak chciał, obchodził go jedynie akt perwersyjnej przyjemności jakiej zaznał samemu. Dla świętego spokoju doradził studentowi, żeby wziął taksówkę i wracał do domu. Westwood też musiał się zbierać do własnego schronienia. Miał rzeczy, którymi musiał się zająć bezwłocznie...

***

Gdy tylko znalazł się we wnętrzu zapomnianego atomowego bunkra, zabrał się do roboty. Najpierw puścił kilka mailów do swoich kilku przyjaciół w Nowym Yorku, prosząc o sprawdzenie blach vana. Obdzwonił jeszcze swoich informatorów prosząc o rozenanie w interesujących go kwestiach.

Potem zaczął ekspertyzę kul i łusek jakie zabrał sprzed Żądła. Nie miał zbyt dużo szczęścia. Naboje były dostępne w każdym sklepie militarnym w USA.

- Żeby zrobić balistykę potrzebne by mi było laboratorium z prawdziwego zdarzenia. Informacje jakie mógłbym uzyskać pewnie pozwoliłyby dopasować kule do broni. Czyli wybiorę się jednak na komendę w jeszcze jednym celu...

Znów zasiadł do komputerów i zaczął grzebać w bazach danych. W źródłach były tylko śladowe dane na temat N.O.S.T.F. Książę mówił prawdę. jednostka miała swoją siedzibę w budynkach komendy głównej policji, a dokładnie w piwnicy. Nie byli podłączeni do internetu, ale na pewno mieli tam swoje komputery i bazę danych.

- Fuck, mało tych danych trochę. Za mało i to nie jest przypadek. Albo ktoś z moich ziomków ich tu celowo nie umieścił, albo usunął. Jeśli zostały usuniętę, to pół biedy, do przyszłego roku je odtworzę, tylko tyle czasu Marcel pewnie nie mi nie da...

Zadzwonił telefon. Bradley podniósł słuchawkę. To był jeden z jego szczurków. Zaczął mówić, a mina Nosferatu stawała się coraz bardziej niewyraźna.

- Ok, Dzięki, za pomoc. Bardzo mi pomogłeś. - rozłączył się i zaklął cicho: - Fuck... To wiele tłumaczy...
Poluje pod inną maską niż murzynek pod jakim znają mnie kainici. Wynika sledztwa podam jak już się spotkamy następnej nocy:p

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 kwietnia 2016, 18:01

Nowy Orlean; Bayou Cane, luty 1994

Nicholas Bertand mieszkał w południowej dzielnicy Bayou Cane, w zamieszkanym przez kilkanaście rodzin budynku przy South Hollywood Road. Odziedziczył kilkupokojowy apartament na drugim piętrze po swojej ciotce od strony rodziny ojca, ekscentrycznej starszej damie, która nigdy nie wyszła za mąż i która przepisała mieszkanie na nieznanego sobie siostrzeńca wiedziona jakimś zupełnie niezrozumiałym kaprysem.

Kryjówka w takim miejscu niosła ze sobą spore zagrożenie, ponieważ Tremere nie zdecydował się dotąd na pozyskanie lojalnego ghula mieszkającego pod tym samym adresem. Współdzielenie budynku z trzodą podnosiło poziom zagrożenia dekonspiracją, ale z drugiej strony, pozwalało ukryć się wampirowi w świetle latarni. Łowcy rzadko szukali nieśmiertelnych w takich tętniących życiem lokacjach, woleli koncentrować się na miejskich kanałach, opustoszałych domostwach na peryferiach, niedokończonych placach budów.

Wynajęty przez nowoorleańskiego regenta prawnik, związany z Porterem mocą vitae, zadbał o schludne zamurowanie wszystkich okien i wymianę drzwi na solidny model antywłamaniowy. Pozostałym rezydentom budynku prawnik przedstawił całkowicie wiarygodną historię młodego człowieka z Nowego Jorku, który cudem ocalał z bandyckiej napaści i który żywi obsesyjny lęk przed otoczeniem. Przesłanie "Mój dom, moja twierdza" było dość głęboko zakorzenione w amerykańskiej kulturze, by nikt nie zakwestionował takiego zachowania nowego mieszkańca budynku.

Bertrand przyjechał do Bayou Cane taksówką, ale nie udał się od razu do domu. Zamiast tego przespacerował się pod sąsiedni adres, do ogrodu Maison de Ville, domu opieki dla starszych osób. Instynkt go nie zawiódł, bo mimo bardzo późnej pory w ogrodzie wciąż spędzało czas kilku pensjonariuszy przybytku. Chwila cierpliwego wyczekiwania w ciemności przyniosła przelotny kontakt z dwoma z nich, drzemiącymi w rozbrzmiewającym muzyką mroku ogrodu na stylowych ławeczkach z orzechowego drewna. Nicholas upił vitae w opanowany sposób, nie pozwalając sobie na najmniejszy przejaw drapieżnej żądzy, biorąc od swych ofiar dostatecznie mało krwi, by te przypadkiem nie podupadły na zdrowiu.

Ekstatyczny w swej wynaturzonej postaci akt pożywiania poprawił Tremere nieco humor, aczkolwiek nie pozwolił mu do końca się rozpogodzić. Odmowa spotkania z regentem mogła oznaczać wszystko i nic, od ważniejszych spraw na głowie Portera poczynając, na zamierzonej zaś ignorancji kończąc. Przesłanie było oczywiste, Bertrand musiał rozwiązać swój kłopot samodzielnie. Tremere podejrzewał, że Porter zamierzał wykorzystać trudną sytuację nowicjusza do poddania go swoistej próbie pomysłowości i silnej woli.

Zaakceptował wyzwanie, gotów dowieść swej wartości w oczach nowoorleańskiej Piramidy.
Wracam do domu i kładę się spać.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 17 kwietnia 2016, 21:37

Nowy Orlean; Zaćmienie, luty 1994

- Obawiam się, drogi Richard'ie, że moja rozmowa z Krzykaczami niewiele wniesie, zobaczę jednak, co da się w tej kwestii zrobić. - Bertone niechętnie przystał na tę propozycję wiedząc o wzajemnym podejściu do siebie obu klanów.

- No dobrze, panowie, skoro mamy już wszystko postanowione, proponuję zatem zabrać się do pracy - rzekł Silvio wstając w tym momencie od stołu i zakładając na głowę kapelusz. - A właśnie, zapomniałbym, gdybyśmy jednak musieli z jakichś powodów przesunąć spotkanie czy zmienić inne jego szczegóły, możecie się ze mną skontaktować pod tym numerem telefonu - na stole przed zebranymi wylądowały wizytówki śpiewaka.

- Owocnej pracy panowie! Rzucił jeszcze na odchodne kierując się w stronę wyjścia. Jego wzrok szukał w międzyczasie znajomego Ghula, po czym rzekł:

- Lauro, wezwij proszę dla mnie taksówkę - a następnie skierował się do szatni po swój płaszcz. Kierując się już w stronę drzwi pomyślał o młodej pracownicy klubu Innym razem maleńka, innym razem...

Po chwili przed klubem stał już wezwany samochód. Toreador podał adres i w milczeniu obserwował życie Nowego Orleanu. Pomimo późnych godzin nocnych nadal wielu ludzi kręciło isę po ulicach, teraz już ewidentnie pijanych i/lub naćpanych różnymi środkami. Pijanych? Właśnie! przypomniał sobie Silvio i wyciągnął z płaszcza swojego Siemens'a S1 Marathon, po czym wybrał numer telefonu i przez chwilę wsłuchiwał się w pusty dźwięk oczekiwania na połączenie. Po chwili usłyszał znajomy głos:

- Słucham?

- Witaj Andreo, czy masz ochotę dzisiaj na rozmowę o Sztuce w moim towarzystwie? - kainita wiedział, że musi się pożywić i głód ten doskwierał mu coraz bardziej. Pamiętał także, iż jego rozmówczyni rzadko kiedy śpi w nocy mimo tego, iż jest w dalszym ciągu śmiertelna. Miał jednak nadzieję, że nie odrzuci jego propozycji, zawęzi mu bowiem w ten sposób znacząco pole możliwości.

- Silvio, prosiłam cię tyle razy, żebyś nie robił mi takich niespodzianek i uprzedzał wcześniej! - w jej melodyjnym, gładkim głosie dało się wyczuć nutkę udawanego karcenia.

- Wiem skarbie, przepraszam, ale sam widzisz, taka jest po prostu dusza artysty. A zatem jak brzmi twoja decyzja? Mogę być u ciebie za 20 minut.

- 25. Tylko nie próbuj się spóźnić! - Trzask przerywanego połączenia rozbawił śpiewaka. Lubił jej temperament, prawie tak bardzo jak jej vitae.

Dotarcie na Hickory zajęło trochę czasu biorąc pod uwagę objazdy w całym mieście z powodu Mardi Gras, jednak taksówkarz okazał się być dobry w swoim fachu i wkrótce z okna mercedesa widać było zapalone światło w pokoju na 1. piętrze bloku, pod którym Degenerat się zatrzymał. Po chwili zgasło, a drzwi na klatkę schodową otworzyły się ukazała się w nich postać odziana w czarną sukienkę do kolan, która podkreślała jej kobiece krągłości, dodatkowo spięte luźno wąskim, czarnym paskiem z klamrą w kształcie rozwiniętej róży - prezentem od Bertone. Na szyi zaś znajdowały się białe boa oraz naszyjnik z pereł. Całości dopełniały czarne, jedwabne rękawiczki. Na nogach czarne, niewielkie szpilki - a wszystko to kontrastowało z czerwienią jej rudych włosów. Kainita wyszedł na powitanie młodej kobiecie, pocałował ją na powitanie w rękę i zaprosił do auta, otwierając jednocześnie drzwi i pomagając jej wsiąść do środka.

Droga do posiadłości wampira była dość długa, toteż rozmowa zeszła im na tematy związane z ostatnimi wydarzeniami sceny operowej w Stanach i na świecie. Gdy dotarli na miejsce, artysta uiścił rachunek , jak zawsze z napiwkiem i udali się kawałek spacerem wzdłuż Haynes, podziwiając jednocześnie jezioro znajdujące się po ich lewej stronie.
Po zaledwie kilku minutach dotarli do bramy, gospodarz przekręcił klucz w zamku i szybko znaleźli się po drugiej stronie.

Teren był ogrodzony starym, ceglanym murem o wysokości 2 metrów. mniej więcej po środku od strony ulicy znajdowała się trochę już przyrdzewiała, stalowa brama, ale wciąż jeszcze rzucały się w oczy jej zdobienia w kształcie kwiatów róż - Ktokolwiek tu mieszkał wcześniej, bez wątpienia miał dobry gust - myślał Degenerat, gdy pierwszy raz oglądał to miejsce. Przęsła wjazdu od strony posiadłości pokryte były drewnem w taki sposób, by zasłonić wszystko w środku. Prywatność bowiem była śmiertelnie ważna dla śpiewaka.
Sama willa była obrośnięta roślinnością, która ułatwiała jej maskowanie. Choć teren przy skrzyżowaniu Haynes and Read był i tak porośnięty dużą ilością drzew, dodatkowa roślinność mogła tylko pomóc.
wzdłuż całej posiadłości rosły równo posadzone dęby, duma poprzednich właścicieli. Teraz jednak, poza nimi z zewnątrz wszystko wyglądało na zapuszczone i zaniedbane - krzewy rosły tam, gdzie tylko miały na to ochotę, a i sama trawa poczuła smak wolności sama decydując, gdzie i jakiej długości będzie rosła. Hmm, prawie jak Krzykacze pomyślał w roztargnieniu Degenerat zmierzając wraz z towarzyszką w kierunku domu.

Obrazek

Weszli do środka i od razu skierowali się wgłąb, wiedzieli bowiem, że "właściwa" część pałacyku znajduje się dalej. Dom celowo z zewnątrz wyglądał na opuszczony - był to 1 z elementów mający odwracać uwagę postronnych od tego miejsca.Wnętrze zaś było urządzone w stylu barokowym - ot taki prezent dla wampira od jego Ojca. Bertone zapalił więc świece w pomieszczeniu, w którym przyjmował gości oraz podszedł do rogu pomieszczenia, w którym stał na małym stoliku gramofon na korbkę.

Nakręcił go i położył ramię na płycie. Po kilku sekundach zaczęły się z niego wydobywać dźwięki utworu Killing Me Softly:

[youtube]https://www.youtube.com/watch?v=CAiUHV_Fs0k[/youtube]

Odwrócił się do swojego gościa, podszedł i objął ją ramionami, po czym wyszeptał do jej ucha:

- Stęskniłem się za tobą kotku - Na te słowa poczuł, jak jej ciało delikatnie zesztywniało na ułamek sekundy. Wiedział, że skoro już tu jest, to znaczy, że wygrał. Nigdy się mu nie opierała. Może to dlatego, że faktycznie kainita jej się podobał, a być może dlatego, iż po prostu liczyła na popchnięcie jej własnej kariery scenicznej. Nie było to jednak istotne w tym momencie. No, może poza popchnięciem, które istotnie miało wkrótce nastąpić, choć niekoniecznie akurat o takie jej chodziło. No dobra, w tym momencie właśnie o takie.

Andrea Botticano była jego muzą. Nie pierwszą i nie ostatnią, lecz to ona w tym momencie grała u Bertone pierwsze skrzypce i miał on nadzieję na utrzymanie tego stanu jeszcze przez jakiś czas. Kto wie, może z czasem jej faktycznie pomogę? A może nawet uda się ją wprowadzić do Rodziny, jeśli jej talent okaże się wystarczająco dobry? Trzeba będzie nad tym chwilę popracować po tej sprawie Księcia. Dla Toreadora zwykłe pożywienie się było wyjątkową ostatecznością. Delektował się chwilami uniesienia, pieszcząc ciało swej kochanki i otrzymując to samo w zamian. Mieli jeszcze trochę czasu i czas ten postanowili wykorzystać możliwie pracowicie.
Sam akt zdobycia vitae był momentem kulminacyjnym całego spotkania, po czym gospodarz zalizał ranę na szyi, przykrył nieprzytomną jeszcze z ekstazy Andreę, po czym sam udał się do innej części domu i ponownie skorzystał z komórki. Po dłuższej chwili usłyszał w słuchawce mocny, tubalny głos:

- Czy naprawdę musisz dzwonić akurat teraz? Wiesz, jaka jest pora? - W wypowiedzi dało się wyczuć zniecierpliwienie.

- Wiem, Ojcze, ale sprawa jest nagła. Będę się streszczał - dzisiejszej nocy ja i 3 innych zostaliśmy zaatakowani przez nieznanych sprawców próbujących nas porwać. Były to ghule poruszające się vanem. Szczur sprawdza jego numery. Według Marcela odpowiedzialny jest za to niejaki Carter, dowódca New Orlean Special Task Force, który zaczął polować na członków Rodziny. Czy masz jakieś dojścia w policji, by można było coś na jego temat znaleźć i wykorzystać?
Miałem wkleić zdjęcie gramofonu, ale ciągle mi jakieś dziwne cusie sie dzieją, więc odpuściłem
Ostatnio zmieniony 19 kwietnia 2016, 15:04 przez zmarly, łącznie zmieniany 1 raz.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 22 kwietnia 2016, 21:12

Nowy Orlean, Zaćmienie, luty 1994

- Wiem, Ojcze, ale sprawa jest nagła. Będę się streszczał - dzisiejszej nocy ja i 3 innych zostaliśmy zaatakowani przez nieznanych sprawców próbujących nas porwać. Były to ghule poruszające się vanem. Szczur sprawdza jego numery. Według Marcela odpowiedzialny jest za to niejaki Carter, dowódca New Orlean Special Task Force, który zaczął polować na członków Rodziny. Czy masz jakieś dojścia w policji, by można było coś na jego temat znaleźć i wykorzystać?

- Silvio rozumiem, że kolejny raz dopadł cię stres, bo ktoś użył broni palnej. Szczerze współczuję ci ciężkich przeżyć, ale na wszystkie muzy tego świata nie jestem już twoim terapeutą. Jutro wylatuję do Paryża na bal organizowany przez Francis'a Villon. Nawet nie waż się do mnie dzwonić. Dobrej nocy Silvio i powodzenia, postaraj się nie zawieść zaufania Księcia - zakończył rozmowę Stwórca.

[center]*** [/center]
Noc skończyła się dla wszystkich spokojnie. Jednak zanim zamknęli swoje powieki przed ich oczami pojawiały się wydarzenia z ostatnich godzin. Po pierwszych minutach wspomnienia o napadzie na koterię zostały zastąpione przez spotkanie z Księciem, które jak się okazało, wywarło na Nieumarłych o wiele większe wrażenie. Czuli, że tej nocy nie będą spać spokojnie.

Ojciec pojechał spotkać się z Księciem Paryża, a reputacja Silvia mogła drastycznie spaść, gdyby informacja o tym, że Książę Marcel wyrzucił go z Nowego Orleanu mogła pójść w świat. Toreador wiedział, że mało kto szukałby prawdziwego powodu dla którego się to stało. Pozostali członkowie klanu Róży wykorzystaliby tą wpadkę bezbłędnie. Plotki i ploteczki mogłyby zniszczyć jego karierę, a wiedział że obecnie nie ma dużego wsparcia w Stwórcy oraz innych sojuszników.

Richard w przypadku porażki mógłby zapomnieć o swoich wpływach jakie miał w Nowym Orleanie. Zdawał sobie sprawę, że był zbyt młody, by pozwolić sobie na publiczne wyrzucenie z miasta. To byłby olbrzymi cios w jego pozycję jaką miał w klanie. Kto chciałby robić interesy z facetem, którego wyrzucono z miasta? Młody Ventrue nie musiał długo myśleć, by pojąć że naprawa takiego błędu zajęłaby sporo lat. Ucieczka do nowego miasta i tłumaczenie innemu Księciu dlaczego chce się osiedlić w nowym miejscu zawsze było dość kłopotliwe. Zbyt dużo niewygodnych pytań i trudnych odpowiedzi, czekało na nowym terenie.

Nicholas nie miał zamiaru opuszczać Nowego Orleanu. Nikt tutaj nie interesował się jego sprawami i nikt o niego pytał. To nie była wielka metropolia typu Nowy York, gdzie trudno o odrobinę prywatności, jeżeli chodzi o klan Tremere. Wizja najazdu Sabatu na Nowy Orlean także była czymś dalece odległym. Sebastian jako Regent pozwalał na dużo większą swobodę w działaniu, co dla młodego Czarodzieja było na wagę złota. Będąc w innym mieście służyłby jako nic nie znaczący pomocnik utrzymujący czystość i porządek w Fundacji. Tutaj było wszystko czego potrzebował, a mógł stracić w dwa tygodnie.

Bradley nawet nie chciał myśleć, że nie podoła zadaniu. Wiedział, że jak wyleci z miasta to będzie dla niego totalna katastrofa. Tak wiele informacji do zdobycia, tyle rzeczy do zrobienia, to wszystko nie mogło zostać zaprzepaszczone. Podejrzewał, że Marcel zrobił z nich swoją drużynę łowiecką i doskonale wiedział co robi. Nie dziwiło go, że Księciem był akurat Ventrue. To co zaprezentował Arystokrata w swojej rezydencji było dla Szczura czystą polityczną manipulacyjną zagrywką. W niecałe piętnaście minut zjednoczył czterech niewiele znających się indywiduów pod jednym sztandarem, gotowych na jego jeden rozkaz.

[center]***[/center]
Do klubu dotarli bez kłopotów. Karnawał trwał w najlepsze, dając do zrozumienia że ludzie w dzień podobnie jak Nieumarli śpią, by w nocy rozpocząć nowe życie. W Zaćmieniu powalili się prawie równocześnie. Byli pierwszymi gośćmi i mogli cieszyć się prywatnością. Na stolikach jak zwykle leżały świeże gazety oraz kilka wydrukowanych wybranych artykułów z renomowanych miesięczników.
Przed spotkaniem pożywiliście się i macie pełny poziom krwi. Za przespaną noc odzyskujecie 1 Punkt Siły Woli.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 kwietnia 2016, 21:53

Nowy Orlean, Zaćmienie, luty 1994

Bradley czuł się wspaniale się tego wieczoru. Połączenie krwi jakiej wczoraj zakosztował i tętnic z jakich ją pił, owocowała w żyłach Nosferatu pozytywnymi fluidami ekstazy i szczęścia, wprawiając kainitę w dobry nastrój. O nie, to nie było tak, żeby Westwood miał zwykle spuszczony nos na kwintę i postawę smutnego pedała. Zawsze był optymistą i miał dobry humor, ale dziś był wyjątkowym Happy Jesusem. Gdy tylko upewnił się, że w Zaćmieniu nie ma nikogo niepożądanego dla oczu Spokrewnionych, przywdział swój naturalny wygląd, uśmiechając się od ucha do ucha. Dziś też nie był już odświętnie ubrany tak jak zeszłej nocy, także jego stare bojówki i dziurawy sweter jednoznacznie mówiąc znać swoim zapachem, jaką drogą zjawił się tu Nosferatu. Ale dziś był tak zadowolony, że umył dłonie a nawet nie omieszkał otrzepać martensów, zrzucając z podeszw depozyt z resztek ludzkiej przemiany materii.

-Witam panów, wszystko ok? U mnie super, normalnie żyję w amerykańskim śnie. - przywitał się z członkami koterii Marcela z nieschodzącym z twarzy uśmiechem: - Mam dla was parę newsów, w tym jeden normalnie na pierwszą stronę. Ale dobra, od początku, breaking newsa zostawię na koniec, ok?

Nosferatu rozwalił się w fotelu, a jego gwałtowny ruch jedynie jedynie rozwiał ewentualne wątpliwości tych, którzy jeszcze mieli nadzieję, że odór ścieku jest jedynie wynikiem małej awarii w klubowej toalecie.

-No co się tak odsuwacie? Przecież was nie pogryzę. Zresztą jak chcecie. Do rzeczy, bo czas goni nas. Będę musiał wpaść na komendę i odstawić małą szopkę, bo bez laboratorium i techników z prawdziwego zdarzenia niewiele mogę powiedzieć o kulkach jakie przytulili Nick i Richard. Zwykła amunicja, kompletnie nic szczególnego. Van też okazał się ślepym zaułkiem. Skradziony z NYC, także dupa. Pani i pan z zaułka reż jeszcze są owiani nimbem tajemnicy. A Carter generalnie nie istnieje. Nie ma gościa. No ale jak wiadomo nie ma takiej rury, której nie kożna odetkać... Ej, czujecie? Coś kanałem jedzie, a ja tu o zatkanych rurach... Nieważne. Wiecie kim był Doran? - zapytał ściszonym głosem Westwood: - Napewno wiecie, ale przypomne oczywiste: Poprzednim księciem Nowego Orleanu i tak się przypadkowo zupełnie składa, że Robert Carter, super duper tajny członek NOSTF, łowca czarownic, to ghul ex księciunia. Opadły kopary co?

Nosferatu przestał na chwilę gadać pozwalając przełknąć kainitom ciężar rewelacji, która niosła ze sobą daleko idące reperkusje, bo trudno było uznwać, że Marcel nie wiedział kim był Carter i z kim był związany. Pytaniem było, czy podesłał kainitom rzeczywisty trop, czy tylko postanowił przy okazji załatwić slugę Dorana, rękoma ślepych młodziaków. A jeśli Carter czy Doran za tym stali, to co nimi kierowało? jaki w tym interes mieli jego klanowi bracia. Może to był element wojny Matuzalemów? Ale żeby cokolwiek zrozumieć w Jihadzie trzeba było mieć co najmniej kilkaset lat, o ile w ogóle Jihad nie był jedynie wymysłem Starszych, którzy traszyli nim Ancilliae i młodszych niczym dziadkowie Babą Jagą (choć Westwood dobrze wiedział, że w konkretnym przypadku Baby Jagi tkwiło ziarno prawdy).

Tak czy owak nagle znaleźli się pośrodku politycznej awantury. Może próby odzyskania władzy, może próby dyskredytacji, może czegoś innego. Za dużo może... Przydałyby się jakieś konkrety, choć Bradey obstawiał, że sprawa byłą jak cebula, odkrywając jedną wartwę napotkają następną. Tylko ile wartw musieli zedrzeć i dokąd ich to zaprowadzi?

W świetle tego co już wiedział Westwood, potrzeba było prześwietlić jednostkę NOSTF i Westwood był w stanie podjąć się tego ryzykownego zadania, tym bardziej, że i tak chciał w najbliższym czasie wejść na teren komendy i zlecić laborantom analizę balistyczną kul.

-No chyba nie musze wyjaśniać co to oznacza? Myśleliśmy, że wdepnęliśmy w małą kupę, a tymczasem wrypaliśmy się w w zatkany ściekiem kanał, którego odetkanie może się nam odbić bardzo gównianą czkawką. Tak jak mówiłem, kim jest Doran nie muszę mówić?
Nosfer jeszcze nie wie zbyt wiele o poprzednim księciu Orleanu, ale cicho liczy, że oczywistym pytaniem pociągnie za język tego, co może już coś wie.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 23 kwietnia 2016, 22:30

Nowy Orlean; Willa Bertone, luty 1994

- ...Dobrej nocy Silvio i powodzenia, postaraj się nie zawieść zaufania Księcia.

- Ale... - nim Toreador dokończył tworzone naprędce zdanie, odpowiedział mu tylko trzask odkładanej słuchawki. Szlag! Nie chcę wracać z pustymi rękoma, wszyscy pomyślą, że jestem bezużyteczny! Irytację kainity wzmagała świadomość, iż w zasadzie na tę chwilę i tak był traktowany w ten sposób. Wyglądało na to, że będzie musiał uchylić koterii rąbka tajemnicy ze sposobów własnej pracy, choć tego nie znosił.

-No nic, może po przespanym dniu coś mi przyjdzie do głowy - rzekł sam do siebie kładąc się do pomalowanej na czarno trumny w ukrytym pomieszczeniu w piwnicy własnego domostwa.

[center]* * *[/center]

Nowy Orlean, Zaćmienie, luty 1994

Słuchając Bradley'a Degenerat zastanawiał się, czy bardziej odrzuca go od Szczura jego pycha przewijająca się w sposobie wypowiedzi, czy wygląd i smród, jaki wokół siebie roztaczał. Wyjątkowo jednak postanowił nie zgłębiać źródla tych myśli w obawie przez ubrudzeniem posadzki w Zaćmieniu.

- Niestety mnie nie udało się wczorajszej nocy niczego ciekawego dowiedzieć. Lecz ze swojej strony mogę zaoferować mały fortel, panowie - Toreador rozejrzał się po twarzach zgromadzonych na miejscu - Wymaga on wprawdzie nieco przygotowań i zdobycia najpierw pewnej dozy informacji, ale może się nam opłacić.
Jeśli uda nam się w jakiś sposób dowiedzieć - tutaj wampir spojrzał uważnie w stronę Nosferatu - kto realnie jest powiązany z byłym Księciem lub samym Carterem, myślę, że będziemy w stanie go przekonać do współpracy. Co wy na to?

Najważniejsze to chwytliwa przynęta. Zupełnie jak na plakatach reklamujących jego występy. Degenerat miał nadzieję, że rybki połkną haczyk, zwłaszcza, że nagroda była kusząca. A jeśli wszystko pójdzie z jego planem, obędzie się bez 1 kropli krwi.

Dla MG
Spoiler!
Co moja postać wie o Doranie? Jakies pochodzenie, historia, cokolwiek?
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 kwietnia 2016, 14:01

Klub Zaćmienie; Nowy Orlean; luty 1994

- Jak chce to potrafi nawet i Szczura udawać. Dziecięco naiwnego ale potrafi... - pomyślał Bradly słysząc słowa degenerata. Westwood ucieszył się, że ktoś inny niż on wyszedł z inicjatywą. Oznaczało to bowiem, że nie będzie musiał samemu się wszystkim zajmować. Nosferatu myślał o pomyśle Toreadora w zupełnie innych kategoriach. Chciał wiedzieć, kto może być wciąż poplecznikiem Dorana, głównie po to by nie nadepnąć na czyiś bolący odcisk, a "śledztwo" zlecone przez Marcela i tory na jakie je kierował mogło się wielu nie podobać. Zdawał sobie sprawę, że przekonywanie do współpracy to naiwne marzenie. Poplecznicy Dorana (o ile w ogóle to on krył się za wszystkim) byli z innej ligi. To byli zapewne Primogeni, Strategoi'e, Regenci lub inne wampiry o proporcjonalnie wysokim statusie i wieku. Zbyt grube ryby dla koterii. Zapewne nawet zbyt grube aby płotki zorientowały się czy została zeżarte przez szczupaka czy coś innego.

- Świetny pomysł Silvio. Myślisz niemal jak rasowy Nosferatu. - poklepał Toreadora po plecach, który teraz powinien chyba poczuć się dumny. Taka pochwała z ust Szczura, to nie było byle co.

- Dowiedzenie się kto jest za kim w Nowym Orleanie byłoby super sprawą, szczególnie jeśli chodzi o nasze własne bezpieczeństwo, natomiast trochę wstrzymałbym konie z tym całym przekonywaniem do współpracy. Za wysokie progi na młodziaków nogi, że tak powiem. Do fraucymeru Dorana zaliczali się pewno zbyt duzi gracze. Zmanipulowaliby nas tak jak Marcel i nawet byśmy się nie zorientowali kiedy się to stało. Pomijając wszystko, nie mam zamiaru zrobić nawet krztyny więcej niż potrzeba. Pamiętajmy, że mamy jedynie dowiedzieć się kto za wszystkim stoi (a jeśli trop z Carterem jest prawdziwy, to Marcel doskonale wie o kogo chodzi). Zdobywanie sojuszników w imieniu księcia, ferowanie zaocznych wyroków i ich egzekucja nie wchodzi w zakres "polecenia służbowego" jakie dostaliśmy.
Czy zniknięcie Lawrence Meeksa nie zgrywa się czasowo z abdykacją Dorana, bo jako gracz tego nie wiem. Nosferstu oewnie się orientuje, a nie chce snuć sobie teorii, które mają nikłe lub żadne poparcie w faktach

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 24 kwietnia 2016, 19:49

Klub "Zaćmienie", druga noc dochodzenia

Nicholas siedział na skórzanej sofie z założonym jedna na drugą nogami, rozparty wygodnie i głęboko zamyślony nad słowami towarzyszy. Rewelacje Bradleya głęboko Tremere poruszyły, bo udowodniły znienacka dużo głębsze drugie dno dochodzenia. Łowca wampirów związany z Inkwizycją był śmiertelnikiem niebezpiecznym i nieobliczalnym, ale łowca mający za sobą służbę krwi u samego księcia miasta stawał się przeciwnikiem dziesięciokrotnie groźniejszym od inkwizytora. Ogrom wiedzy Cartera musiał być porażający.

Lokalizacja Elizjów, kryjówki wielu Spokrewnionych, układy i powiązania, tożsamość innych ghuli. Nawet jeśli Marcel dokonał po swej sukcesji generalnej czystki wśród popleczników Dorana, ghul jego poprzednika miał wiele punktów zaczepienia w swej wojnie przeciwko kainitom. Co więcej, znając słabości i obyczaje Spokrewnionych z łatwością mógł ich wyszukiwać w Nowym Orleanie.

Egzystujący dotąd w przeświadczeniu o swym względnym bezpieczeństwie Bertrand wyobraził sobie natychmiast uśmiech tryumfu na obliczu Cartera słyszącego o dziwnym Nowojorczyku mieszkającym w mieszkaniu o zamurowanych oknach.

Oczywiście Marcel musiał o tym wiedzieć. Musiał mieć pełną wiedzę na temat osoby Cartera i jego możliwości działania. Pierwszym kluczem do rozwiązania tej zagadki był zatem Doran. Kim był poprzedni Książę, w jakich okolicznościach stracił władzę? Czy umarł Śmiercią Ostateczną, a Carter mścił go w akcie zemsty? Czy może krył się w cieniach na obrzeżach Nowego Jorku wykorzystując ghula do swoich gier?
Nicholas nie wie niczego o Doranie. Będzie się starał pozyskać jak najwięcej informacji na temat tej postaci, najpierw od członków koterii, następnie od innych członków Piramidy w mieście.

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 26 kwietnia 2016, 07:59

[center]Klub Zaćmienie, druga noc śledztwa, Mardi Gras - luty 1994[/center]

Przekroczywszy białe drzwi Zaćmienia, Richard zastał tam już pozostałych członków koterii. Poza nimi, nie zauważał w klubie nikogo, co poprawiło jego i tak dobry nastrój - Wreszcie nie ma tych cholernych Brujahów, będzie można w spokoju omówić our business. Przytłumione światło rozlewające się aksamitem po drewnianych wykończeniach i gustownych meblach oraz przytulna atmosfera klubu zawsze działała na niego kojąco. W powietrzu dawało się wyczuć delikatną woń palonych cygar, z nieśmiało przebijającym się nieznanym wątkiem.

Ventrue niósł ze sobą średniej wielkości srebrną reklamówkę z dużym, niebieskim napisem NOKIA. Zbliżając się do części dla gentlemenów spostrzegł, że Nosferatu przebywa w swej naturalnej postaci. Nastrój Richarda spadł do poziomu "umiarkowany dobry", wciąż jednak mieszcząc się w dodatniej części skali. Mógłby chociaż zachowywać pozory, god damn it. Jesteśmy przecież w miejscu publicznym...

- Hello gentlemen, przybyła dostawa postępu i nowoczesności - rzekł Ventrue stawiając torbę z telefonami na stoliku - załatwiłem łączność, świeżutkie Nokie 232. Numery są zarejestrowane na fikcyjną firmę znajomego, także bądźcie spokojni o swoją prywatność.

[center]Obrazek[/center]

- Mam nadzieję, że potraficie się tym obsługiwać... - mówiąc to Richard przemknął wzrokiem po zebranych. Wizja nauki obsługi telefonu nie nastrajała go pozytywnie. - Hmm, wait a second, coś tu zdechło?

Silny odór dotarł do nozdrzy Richarda. Urwał swoją wypowiedź wpół zdania rozglądając się wkoło w poszukiwaniu źródła smrodu. Tym razem mina młodego Arystokraty zrzedła, a nastrój spadł do rangi "fatalny". Bez większego trudu jak przyczynę zepsucia atmosfery wytypował Bradleya. Sytuację pogarszał fakt, że tamten zdawał się być zadowolony tak ze swojego wyglądu, jak i z "zepsucia" które roztaczał wokół siebie.

Z kwaśną miną i przekąsem w głosie dodał: Widzę, że na nasz następny meeting będę też musiał załatwić mydło...

Po chwili podszedł do okna i uchylił je, stamtąd przysłuchując się wieściom zebranym przez kainitów.
Resztę działania opiszę w następnym poście

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 kwietnia 2016, 14:59

Klub Zaćmienie; Nowy Orlean; luty 1994

Nosferatu sprawnie składał telefon, jakby plastikowe urządzenie było naturalnym przedłużeniem jego ciała.

- Po co od razu takie czarnowidztwo Richardzie? - spytał ironicznie Bradley, zdając sobie z przytyku o mydle. Ani jednak myślał przejmować się roztaczanym odorem zepsucia, z którego w zasadzie był sadystycznie dumny. Szybko skontrował, rozwijając myśl, jaką zaczął swoim podchwytliwym pytaniem:

- Nie sądzę aby nieprzychylni naszemu śledztwu kainici byli zainteresowani twoją dupą. A napewno nie podczas naszego meetingu. Zresztą sugerowałem trzymać się od nich z daleka. Ale jak tak bardzo przejmujesz odpowiednim nawilżeniem, to już lepiej przynieś dobry lubrykator lub choćby wazelinę. Zapewniam cię, że to decydowanie lepsze niż mydło.

Potem płynnie przeszedł do instrukcji obsługi telefonu, skacząc palcami po kalwiaturze:

- Nokia 232. Najnowszy model. Super sprawa. Tu jest menu, tak wybieracie numery, możecie je zapisać w książce adresowej, ok? A jak wpiszecie ten kod to uzyskacie dostęp do menu wewnętrznego, które pozwoli wam wyczytać informacje takie jak np numer anteny z jakiej korzysta komórka, a nawet dzwonić za free. Bułka z masłem, nie?

Mystic
Reactions:
Posty: 155
Rejestracja: 31 stycznia 2016, 16:36

Post autor: Mystic » 28 kwietnia 2016, 20:36

[center]Klub Zaćmienie, druga noc śledztwa, Mardi Gras - luty 1994[/center]

Rewelacje długiego monologu Bradleya odwróciły uwagę Ventrue od nieznośnego odoru unoszącego się w salce i skierowały ją ku kwestiom znacznie bardziej ważkim. W jednym na pewno ma rację - wdepnęliśmy w większy shit niż przypuszczałem. W tym świetle, wcześniejsze zadanie było jak bułka z masłem - pomyślał z przekąsem Richard.

Fakt, sprawa śmierdziała znacznie bardziej niż na samym początku, ledwie noc temu. Ventrue niejasno wyczuwał, że zostali wplątani w intrygę o wiele większej skali niż mógł to sobie teraz wyobrazić. Wiedział, że tylko od ich sprytu i sprawności zależy czy wyjdą z tej eskapady cało. Cholerny Marcel! - zaklął w myślach - ten sukinkot na pewno wie w co nas pakuje. Cokolwiek to jest, należy ostrożnie rozgrywać tą partię. Wydarzenia mogą się różnie potoczyć...

- Słuchaj, wiem niewiele więcej o tym kim był Doran i jaka jest jego historia, ponad to co już powiedziałeś. Wiem, za to, że sprawa wygląda jak gruby szwindel i musimy have our eyes wide open.

- Za to ty Silvio - zrobił pauzę Richard - spiłeś jakiegoś upalonego crackiem ćpuna? Sam pomysł, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o tym z kim trzymał Doran lub Carter jest pretty cool, ale to żeby próbować przekonywać ich do cooperation, szczególnie ludzi powiązanych z Carterem, to już jakiś totalny zjazd. Słuchałeś cały dzień romskich pieśni puszczanych od tyłu, że taki idea zrodził się w twojej głowie?

- Uff - odsapnął Richard - będziesz potrzebował jakiejś pomocy Bradley? Pod warunkiem, że się umyjesz of course.

zmarly
Reactions:
Posty: 239
Rejestracja: 10 maja 2015, 20:56

Post autor: zmarly » 29 kwietnia 2016, 21:36

[center]Klub Zaćmienie, druga noc śledztwa, Mardi Gras - luty 1994[/center]

O, następny telefon do kolekcji, jak miło - Silvio uruchomił urządzenie, by sprawdzić, czy działa i czy numery pozostałych są w kontaktach, po czym schował nowy nabytek do kieszeni.

- Dobry pomysł z tymi telefonami, podoba mi się. I tak, mniej więcej wiem, jak się takim sprzętem posługiwać. - Cholera, te szczury faktycznie są biegłe w technologii. Nic to, trzeba było współpracować i tak, choć Toreador podejrzewał, że Nosferatu będzie mógł ich po cichu obserwować, postanowił zatem nie używać tego urządzenia do innych celów niż aktualne zadanie. I chciał się go jednocześnie jak najszybciej pozbyć z tego właśnie powodu.

Złośliwa uwaga Ventrue nie zrobiła na nim wielkiego wrażenia. Nie był to pierwszy raz, gdy Arystokrata próbował być złośliwy w jego obecności:

- Richard, mam do ciebie tylko jedną prośbę, ok? Zanim zaczniesz cokolwiek komentować, postaraj się proszę poczekać, aż wszystkie fakty trafią na stół. Zdaje się, że chyba całkiem niedawno już dostaliśmy lekcję z tym związaną, prawda? A poza tym nie każdy ma tak sztywne metody działania, jak wy. A jak już przy kooperacji jesteśmy, to wydaje mi się, że kto jak kto, ale z nas wszystkich to akurat ty powinieneś wiedzieć najlepiej, że to jest możliwe, prawda? No chyba, że nie czujesz się na siłach... - Degenerat puścił oczko do kolegi przy stole.

- Najpierw musimy się dowiedzieć, kto może mieć pożądane przez nas informacje. Ale muszą one być w 100% pewne, mamy tylko jedną szansę. Druga część planu to zorganizowanie występu i wysłanie zaproszeń do konkretnych osób, które chcemy tam zobaczyć. Jeśli stworzymy odpowiednią otoczkę i sytuację, nasz cel może się tam pojawić. A wtedy wystarczy dać mu zaproszenie za kulisy i wtedy działam ja. Jeśli natomiast mi się to sztuka nie uda, mamy jeszcze naszego śmierdzącego groszem korpokolegę, który, jak sądzę, potrafi być bardziej przekonujący ode mnie - Bertone wysilił się na fałszywą skromność, by skłonić kainitę do swojego planu dając mu istotną rolę. Jeśli zaś plany A oraz B zawiodą... cóż, czekam na inne propozycje. Jeśli natomiast zgadzamy się co do mojej propozycji, to musimy zdać się na umiejętność pozyskiwania informacji przez Bradley'a. - nieumarły zrobił pauzę czekając na reakcje pozostałych.
---

If history is to change, let it change! If the world is to be destroyed, so be it! If my fate is to be destroyed... I must simply laugh.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 30 kwietnia 2016, 16:20

Klub Zaćmienie, druga noc śledztwa, Mardi Gras - luty 1994

Zasadniczo Bradley musiał się umyć. Nie po to, żeby umilić życie kainitom, bo to akurat kompletnie wisiało Nosferatowi. Jeśli tylko chciał wprowadzić swój śmiały plan w życie, to umycia się wymagały drobiazgowe przygotowania. Potrzebowałby też Silvia, jego tzw attention to detail, które mogło okazać się kluczowe. Przygotowania musiałyby też objąć nieco social hackingu, ale to było domeną Westwooda.

- W zasadzie to Silvio mógłby się okazać bardzo pomocny. - Nosferatu objął ramieniem zdegustowanego Toreadora: - Chcę się dostać następnego wieczoru na teren Komendy Głównej aby zlecić szczegółową analizę balistyczną i zrobić mały rekonesans w siedzibie NOSTF. Ktoś z takim pedantycznym okiem jak Degenerat mógłby oddać nieocenione przysługi i nie mówię tego po złośliwości. To raczej komplement.

Westwood nie zdradził czy chciał wejść na teren policji solo czy w duecie, ale potrafił sobie wyobrazić, jakie przerażenie mogła wywołać w Silvio sugestia wejścia w paszczę lwa.

- Chyba mogę na ciebie liczyć? - spytał poważnie.
Ok. Podaje plan Westwooda w technicznym, żeby nie przedłużać:

1. Wziasc pod obserwacje komende. Sprawdzić jak się nazywa stróż na wejściówce itp.
2. Wyczaic wczesniej jak wyglada komendandt. Sprawdzić za wczasu rózne nagrania video, jak się zachowuje, jak mówi itp.
3. Poczekac az wyjdzie z roboty.
4. Przywdziac jego maske lacznie z jego strojem. Tu bardza ważna rola dla Silvio, który krytycznym okiem oceniłby jakość maski.
5. Wejsc "na Jana" na komende pod pozorem ze sie czegos zapomnialo, powiedzieć Hello Jim do portiera itp. Potem do laboratorium powiedziec technikom zeby "mi tu cos na szybko sprawdzili".
7. w miedzyczasie isc do piwnicy i poszukac siedziby nostf. Ewentualnie zhackować kompa komendanta.
8. Wrócić po rezulatty badań. Bradley powinien wiedzieć ile czasu zajmie analiza. Potem wyjść sobie spokojnie. Przez cały czas ktoś musiałby mieć komende na oku na wypadek, jeśli prawdziwy komendant nie wróciłby naprawdę do budynku.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 30 kwietnia 2016, 18:06

Klub Zaćmienie, druga noc śledztwa

Plan Bradleya robił wrażenie, szczególnie swą zauchwałością. Nicholas przez dłuższą chwilę rozważał go w zadumie, z każdą minutą zyskując na przeświadczeniu, że Nosferatu był na wskroś szalony - mimo to propozycja infiltracji matecznika wroga miała spore szanse powodzenia, bo Westwood zdążył już dowieść swej biegłości w małpowaniu naśladowanych przez siebie ofiar. Zasadniczo jedyne ryzyko niosła za sobą możliwość zdemaskowania go przez prawdziwego oficera policji, bo gdyby do tego doszło, koteria naruszyłaby jeden z podstawowych zakazów Maskarady.

Bertrand nie wątpił, że gniew Marcela spadłby wówczas na głowy wszystkich uwikłanych w sprawę Cartera Spokrewnionych, a nie tylko Szczura.

Wymiana kąśliwych komentarzy przy stolika nabierała iście lawinowego tempa. Jak na razie głównym celem werbalnych ataków był Nosferatu, czemu zresztą sam był winien przez wzgląd na powrót do naturalnej postaci. Widok potwornego oblicza grał Tremere na nerwach, ale Nicholas starał się nie podążać śladem Richarda i Silvia - Westwood mimo odrażającego wyglądu był cennym sprzymierzeńcem i gdyby Bertrand zdołał go umiejętnie zmanipulować, zyskałby wartościowego informatora w szeregach Nosferatów.

- Pojadę z wami na komendę, jeśli nie macie nic przeciwko - oznajmił przerywając w końcu swe milczenie - Przypilnuję wejścia, żeby komendant przypadkiem was nie przyłapał na mistyfikację. Zanim jednak omówimy szczegóły tego rekonesansu, pogadajmy o czymś innym. Ciągle nie wiemy praktycznie niczego o Doranie. Nie róbcie takich min, do pokera się nie nadajecie. Widzę, że nie macie o dawnym Księciu nic do powiedzenia. Musimy się dowiedzieć wszystkiego na jego temat, przede wszystkim na temat relacji z Marcelem. Nie wierzę, żeby w mieście nie było Spokrewnionych znających okoliczności sukcesji tytułu. Ktoś wam przychodzi na myśl?
Pozyskanie wiedzy na temat Dorana to dla Bertranda priorytet - pozwoli ona rzucić więcej światła na motywy działania Cartera. Pytanie nie tylko do współgraczy, ale i MG: kto może nam w tym temacie pomóc? Przecież muszą być w Orleanie jakieś wampity, które posiadają potrzebne nam informacje!
OD MG:
W Orleanie na pewno są wampiry które wiedzą więcej na temat Dorana. Jednak wiecie, że nikt za darmo się tą wiedzą nie podzieli i trzeba mieć coś na wymianę. W waszej ocenie klan Nosferatu i Ventrue na pewno wiedzą najwięcej. Jeżeli ktoś będzie chciał spotkać się z innymi wampirami, które na stałe mieszkają w Orleanie to proszę o PW. Wtedy odpiszę kogo wasza postać zna i gdzie ewentualnie szukać danej osoby. Zaznaczam, że każdy z was przynależy do innego klanu i macie różne "znajomości".
Proszę o deklaracje (tych którzy jeszcze tego nie zrobili) na PW o tym kto idzie z Bradleyem na komisariat i co konkretnie będzie tam robił.
Ostatnio zmieniony 08 maja 2016, 13:46 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 maja 2016, 14:31

Na komisariat chcialbym wejsc samemu, zeby nie zostawic tropu wiodacego do koterii. Dlatego nosfer kategorycznie sprzeciwi sie udzialowi innych kainitow w inwigilacji komendy.

Chyba ze...
Spoiler!
Czy moja zdolność False Reflection też będzie działać na inne wampiry będące pod wpływem Maski 1000 Twarzy? Czy będą na nagraniach widnieć normalnie pod swoimi twarzami? W pierwszym przypadku mógłbym kogoś wziąść ze sobą. Potrzebowałbym tylko kolejnej wiarygodnej osoby z komendy, która mogłaby wejść z "komendantem".

Oczywiście chce się spotkać z ziomkami z klanu jeszcze tej samej nocy.
Spoiler!
Niewidoczność zadziała na nagrania, ale dodatkowe osoby zwiększą ST testu o + 1.
Ostatnio zmieniony 08 maja 2016, 16:28 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ