[center]Calli, dom Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Szlachcic słuchał z rosnącym niedowierzaniem odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie. To będzie jeszcze trudniejsze niż myślałem... przemknęło w myślach Ehecatlema słuchając Sa. Naprawdę, co on właściwie chce osiągnąć tą bezsensowną gadką? Splótł zatem swe opalone słońcem Holis ręce na piersi odchylając się jednocześnie do tyłu mówiąc:
- Drogi Stratisie, naprawdę nie wiem, od kogo pobierałeś nauki etykiety naszego, ale powinien ci on zwrócić każdą zarobioną nakfę. - na twarzy paladyna zaczynał się malować cień irytacji. - Próbę wmówienia pozostałym tu osobom potrzeby dodatkowego finansowania z litości pominę w tym momencie milczeniem, ale proszenie o pieniądze jednego z najbogatszych i najbardziej wpływowych oroni w tym mieście nawet nie w jego obecności, lecz w mojej ktoś inny mógłby potraktować jako poważną obrazę. Wszak miałeś możliwość powiedzieć mu o tym osobiście, nieprawdaż? No dalej, pokaż mi, w jaką grę właściwie próbujesz pogrywać.
Badawczy wzrok Syna Słońca był w całości skupiony w tym momencie na złodzieju oczekując na choćby najdrobniejszy sygnał braku opanowania. Każdy z jego służby wiedział, iż najlepiej działająca prowokacja to ta, która działa subtelnie i właśnie w tym momencie młodszy brat Anharata próbował ją wykorzystać, by dowiedzieć się czegoś więcej na temat tajemniczego towarzysza.
- Wszyscy doskonale wiedzą - ciągnął dalej Aru rozglądając się po wszystkich zebranych - że wystarczyłoby akurat tę kwestię omówić ze mną na osobności i nie byłoby problemu. Ale nie martw się już dłużej - osobiście dopilnuję, by wszelkie twoje koszty poniesione w ramach tego zadania zostały zwrócone, jak słusznie przed chwilą zauważył Khem. Na Holis, czy wszyscy złodzieje pragną tylko i wyłącznie tego świecącego kruszcu? Rozumiem, że jest on powiązany z najwyższym Bogiem, aczkolwiek akurat nasz drogi muzyk nie wydaje mi się osobą zbyt uduchowioną...
- Co się natomiast tyczy twej drugiej uwagi, przyjacielu, w tej kwestii zdam się całkowicie na twoje doświadczenie. Z pewnością jest ono znacznie bogatsze w tej kwestii od mojego - sługa Holis uśmiechnął się z lekkim przekąsem na dźwięk własnych słów. Wiedział, kiedy warto posłuchać kogoś niższego pochodzenia, a każde doświadczenie teraz wydawało mu się cenne.
Paladyn zwrócił teraz swą uwagę w kierunku AjArdczyka z nieskrywaną wesołością:
- Naprawdę uważasz, drogi gospodarzu, iż twój dom jest bezpieczniejszy niż koszary moich braci? - Ehecatlem teatralnie rozejrzał się po ścianach i suficie, po czym dodał - Odważne stwierdzenie, ale być może moje amatorskie oko nie jest po prostu w stanie wypatrzeć setek alchemicznych zabezpieczeń tego miejsca, których z pewnością używasz na co dzień. Alchemiku, zawsze wydawało mi się, że ludzie twojego fachu nie tylko potrafią tworzyć niesamowite mikstury, ale również są mistrzami w ich wykorzystywaniu, w przeciwieństwie do nas, ludzi nie uzdolnionych w tym kierunku. A nikt od ciebie nie będzie lepiej wiedział, którą fiolkę najlepiej będzie wykorzystać w danym przypadku. Chcesz zatem powiedzieć, że do tej pory żyłem w błędzie? To powinno wystarczyć, by nasz czarnoskóry kolega aktywniej włączył się w działania grupy. Syn Słońca nie znosił tchórzostwa, a tym wydała mu się podszyta wypowiedź Mibampesa. Nie ważne, co będą robić, ale na dezercję ani paraliż nie mogli sobie pozwolić i młodzieniec musiał o to zadbać.
- Poza tym, głęboko wierzę, iż twoja pomoc będzie nieoceniona również przy zdobywaniu niezbędnych nam informacji.
Mezxtli z zainteresowaniem przysłuchiwał się wymianie zdań zgromadzonych osób. Nawet bawiły go te słowne przepychanki nie prowadzące, jak na razie, do żadnych konkretów. Czekał aż zgromadzeni skończą te drobne utarczki, w międzyczasie nieco prowokacyjnie bawiąc się glinianym naczynkiem z wodą.
Nie potrafił tego wytłumaczyć, ale miał przeczucie, że skradzione przedmioty znajdowały się w Calli. Wydawało mu się także, że mogły zostać schowane w przepastnych katakumbach ciągnących się pod miastem. Na potwierdzenie tej teorii, miał przeczucie, że z posiadłości Bentaresh Ammenofre lub z któregoś budynku znajdującego się pod jej władaniem prowadziło do nich tajemne przejście. Tylko jak przekonać tych kołków do moich nieracjonalnych przeczuć? I kim jest ta cała Bentaresh Ammenofre? W jego głowie tliło się mgliste wspomnienie tego nazwiska, ale pamięć nie była na tyle łaskawa by zaoferować coś więcej.
Uwagę maga przykuło teraz ciastko, które z superekspresywnym zainteresowaniem począł toczyć po stole. Już dotarł do kubeczka Ixari, już miał wyminąć go zwinnym slalomem gdy jego uszu dobiegło - Czy ktoś ma jeszcze jakieś propozycje?
- Ekhem, ekhem - postawa młodzieńca napięła się niczym struna gdy podniósł rękę zdecydowanym ruchem.
- Wpierwej, odniosę się do twego pytania szanowny Khemie. Wygląda na to, że imię Bentaresh Ammenofre nic mi nie mówi, choć moja pamięć pracuje w osobliwy sposób - w tym miejscu oczy maga skierowały się w bok i lekko do góry jakby próbował sobie coś przypomnieć - I to Xitaa Fialt'u, nie. Teraz też niczego sobie nie przypomnę.
Nie zrażony ciągnął dalej - Zdaje mnie się, że winniśmy "zbadać" posiadłość rzeczonej Bentaresh. Mam też nieprzeparte wrażenie, że zaginione przedmioty znajdują się ukryte gdzieś w Calli. Co więcej, podejrzewam, że znajdziemy wejście do podziemi gdzieś na terenie jej posiadłości lub któregoś z obiektów pozostających w jej pieczy.
- Należałoby to tylko jakoś sprytnie rozegrać, by uczynić to niepostrzeżenie...
: 16 kwietnia 2016, 12:01
autor: Sigil
[center]Calli, dom Khema, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Stratis, posiadający też kilka innych, mniej lub bardziej tajemnych imion, ze spokojem wytrzymał wzrok Syna Słońca, starając się nie okazywać emocji. Nie spodziewał się szczególnie lotnego umysłu po tym wyprażonym w skwarze poganinie, dlatego też nie zaskoczyła go jego reakcja. Choć mógłby mieć na względzie efektywność, zamiast martwić się szkłem* - pomyślał zgryźliwie.
- Drogocenny oroni - odezwał się z lekkim uśmiechem, gdy Aruan zakończył wreszcie swoją przemowę. - Nie płaci mi za to, bym odznaczał się etykietą, tylko, bym wykonał zadanie. A skoro wasz brat zechciał mi zaufać, to może i sami powinniście to przemyśleć, o Aru? Pozostawię to pod waszą dostojną rozwagę...
Przerwał na chwilę sięgając po kolejne ciastko. Zwykle nie marnował okazji do darmowego poczęstunku.
- Jestem najemnikiem, otrzymuję zapłatę za swoją pracę - odezwał się po chwili, najwyraźniej zupełnie nie wstydząc się swych pobudek. - A to znaczy, że jestem lojalny względem tego, kto płaci. Drogocenny An'harat płaci mi wystarczająco by zyskać moją całkowitą i bezwzględną lojalność. Ale nigdy nie wymagał ode mnie wydatków i nie sądzę, by wymagał i tym razem.. Więc proponuję, o szlachetny Aru, byś zechciał to zrozumieć. Ja tutaj zarabiam, a nie tracę - puścił do paladyna oko. - Poza tym mówiąc o kosztach takiego wywiadu miałem na myśli kwotę przynajmniej stu nakf. Zapewniam cię, że rzadko miewam tyle szkła w ręku.
Uśmiechnął się rozbrajająco, a następnie zamyślił na chwilę, żując ciastko. Wzrok młodego Sa przesunął się na Khema.
- Aru Ehecatlem ma rację - rzekł. - Jeśli tu zostaniecie kadi, niemal na pewno możecie oczekiwać odwiedzin owego Xitaa Fialt'u. I nie zdziwiłbym się, gdybyście później rozchorowali się srodze i zmarli przed wieczorem kolejnego dnia... Zechciejcie mieć to na uwadze.
Przełknął ostatni kawałek ciastka i popił wodą.
- I ja popieram myśl, by iść i obejrzeć wspomniane domostwo. Najpierw jednak musimy się upewnić, czy nikt nas nie śledzi. Nie znam możliwości jakie posiadacie, ale jeśli umiecie w jakiś sposób określić czy nie jesteśmy obserwowani, warto by było ich użyć - wzrok Sa spoczął na chwilę na magu, jakby złodziej od niego głownie oczekiwał odpowiedzi.
- Ja mogę się rozejrzeć - dodał po chwili. - O ile khadi Khem ma jakieś tylne wyjście z domostwa. Wychodząc przez główne drzwi z pewnością przyciągnę czyjąś uwagę.
* szkło - pieniądze w slangu. Nakfy są wszakże szklane.
: 16 kwietnia 2016, 18:07
autor: Keth
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Khem z trudem panował nad mięśniami twarzy, chociaż dokładał starań, by jego oblicze przypominało kamienną maskę. Podjęta w akcie desperacji próba przerzucenia misji na barki pozostałych członków ekspedycji skończyła się fiaskiem - co gorsza, słuszne uwagi gości uświadomiły alchemikowi, w jak poważnym znalazł się niebezpieczeństwie. Po bardzo szybkim namyśle AjArdczyk doszedł do zupełnie odmiennego wniosku w temacie swej taktyki przetrwania.
- Doceniam zaufanie, jakie pokładanie w mych talentach, zacni przyjaciele - gospodarz pochylił nad stołem głowę w nieznacznym ukłonie - Skoro tak, nie wolno mi odmówić wam pomocy. Jeśli przeświadczeni jesteście o tym, że wejście do siedliska zła prowadzi poprzez podziemia Calli, powinniśmy czym prędzej wyruszyć w drogę. Po wschodzie słońca będzie nam znacznie trudniej przetrząsnąć siedzibę złodziei.
Spojrzenie Khema ponownie zatrzymało się na kopeshu.
- Nie mam niestety tylnego wyjścia, Stratisie - odparł po chwili na pytanie muzyka - Będziesz musiał opuścić me domostwo poprzez werandę. A wy, znacie miejsce, w którym moglibyśmy niepostrzeżenie przedostać się do tuneli?
Jeśli ktoś zaproponuje odpowiednie miejsce, rozejdźmy się czym prędzej i spotkajmy tam po upływie godziny. Im prędzej zejdziemy do katakumb, tym lepiej. Podam później MG, jaki ekwipunek zabieram ze sobą (na pewno ryczyosła, bez niego nie ruszę się z domu na krok)!
Niech go ryczyosły porwą, ten Stratis to straszny liczykrupa! Szczwany lis z tego gagatka...
- Nim przejdę do konkretów, chciałbym z tego miejsca wyrazić uznanie do twych przepysznych ciastek, szanowny Khemie - powiedział mag z ustami do połowy wypełnionymi ciastkiem, mówiąc przez to niewyraźnie - Nie wiem, czy dodałeś tam jakiegoś tajemniczego, znanego tylko tobie składnika, lecz są wyborne.
- Widzę też Stratisie, iże zasmakowały ci domowe wypieki Alchemika, tak chętnie po nie sięgasz. Tyle prawisz o nekfach, o zapłacie za swe usługi - może zamiast nich przyjąłbyś zapłatę w tych pysznych wypiekach? - rzekł Mezxtli używając swej mocy by ustawić jedno ciastko na drugim przez rzekomym muzykiem.
Młodzieniec rzucił okiem po zgromadzonych w izbie gościach obserwując ich reakcję na jego sztuczkę. Ixari trwała niewzruszona, jakby zanurzona w niebycie. Chyba rozpoznawał ten stan, podobnych rzeczy doświadczał podczas nocnym modłów do Toarais. Światło świec oświetlało jej twarz czyniąc ją trochę cieplejszą i mniej odmienną. Syn Słońca również nie zdradził za dużo emocji - zapewne widział w swym życiu nie takie rzeczy. Jedynie muzyk-specjalista miał nieco zdumiony i podejrzliwy wyraz twarzy. Ha, niech ma za swoje! Jego pazerność widać jak stąd do Xin.
Nie zważając na niski poklask ze strony zgromadzonych gości, Mezxtli ciągnął dalej wstając zza stołu:
- Rzeczecie tyle o możliwości śledzenia nas przez pachołków Bentaresh, o tym jak to mogą zasadzić się na każdego z nas gdy się rozdzielimy. Mam pomysł jak sprawdzić czy ktoś nas aktualnie nie obserwuje - powiedział mag podchodząc do jednej z szafek znajdujących się w pomieszczeniu i biorąc w dłoń stojącą na niej świecę.
- Zapewne w tym szacownym domu znajdzie się kawałek kredy lub papirus i coś do pisania? W pracowni alchemika, takie przybory wszak są nieodzowne - powiedział zwracając się do Mibampesa.
Nie zwlekając dłużej zasiadł na uprzednio zajmowanym krześle w wyprostowanej pozycji. Postawił przed sobą świecę sprawdzając czy stoi stabilnie, zamknął oczy i zanurzył się w skupieniu.
Percepcja maga niczym sfera kuli rozszerzyła się na obejście, podwórko przed mieszkaniem Khema i pobliskie domostwa. Mógł teraz wyczuć niemal wszystkie żywe istoty znajdujące się w jej zasięgu niczym pająk w wibrującej sieci życia. Rozpoznawał blade iskierki niedużych stworzeń leniwie sunących w tą i z powrotem - to muszą być ryby z pobliskiej sadzawki. Zdecydowanie duży punkt tuż za ścianą identyfikował jako kłapouchego towarzysza alchemika, zaś drobne światełka przemykające pod osłoną nocy musiały być gryzoniami. Szczególnie wyraźnie dostrzegał umysły ludzi i szeroko pojętych istot rozumnych.
Po dłuższej chwili spędzonej w tym stanie ciało maga wykonało wdech, ten zaś otworzył szeroko oczy spoglądając na zgromadzonych.
Spoiler!
Użyłem sondy myślowej, co takiego udało mi się dostrzec?
Spoiler!
Taka mała poprawka Sondy Myślowej, bo źle Ci w pierwszym poście opisałam jej działanie - MezXtli jest wstanie wyczuć istoty patronatów tych tylko elementów, które sam ma - więc nie wyczuje ptaków i cykad raczej. A poza tym, czuje po prostu obecność i poziom inteligencji istoty - więc nie jest w stanie stwierdzić za tą pomocą tożsamości, wieku i płci osoby, prócz tego, że jest to człowiek, bestia, zwierzę np. ryczyosioł (lub inna istota tej wielkości), ryba - mniejsze, lub większe obdarzone energią danego żywiołu. MezXtli wyczuje więc niewielkie przejawy życia (wielkości ryby), gdzieś 10 metrów na południe od miejsca, w którym siedzi. Od strony budynków znajdujących się naprzeciwko domu alchemika, i wyżej - na wyższym tarasie wyczuje jakiegoś człowieka. Wyczuje również jakieś dwie osoby na południe od domu alchemika. I jeszcze kogoś, kto przechodzi pobliską ulicą. Popraw jeśli możesz więc te cykady, ptaki i staruszkę.
Jak być może zauważyliście, Mezxtli zachowuje się ostatnio nieco inaczej. Młodzieniec doznał ostatnio przemiany, która tchnęła życie w jego rachityczną postać!
Zajęło kilka chwil, by mag mógł na powrót zharmonizować się z bezpośrednio otaczającą go rzeczywistością, a wrażenia odbioru innych istot zatarły się w napływie bodźców. Omiatając wzrokiem zebranych przemówił:
- Oto co dostrzegłem wewnętrznymi oczami mego umysłu: w najbliższym otoczeniu odczuwam obecność co najmniej kilku osób. Dwójka ludzi znajduje się od strony budynku vis-a-vis domostwa kadi Khema, z czego jedna przebywa na tarasie. Kolejne zaś 2 postacie znajdują się na południe od wejścia do mieszkania oraz jedna osoba, zapewne przechodzień, przemierza pobliską ulicą.
- Za zasadne uważam dyskretne sprawdzenie czy aby nie są to szpiedzy Xitaa Fialt'u lub osoby pragnące nam zaszkodzić. Mam nawet-li pomysł jak tego dokonać.
- Wpierw, kadi Mibampesie - rzekł młodzieniec zwracając się do alchemika - jest może w tym domu okno lub jakieś sekretne wyjście pozwalające niepostrzeżenie wydostać się na zewnątrz? Przydałaby się mi też kreda lub tusz jakowyś, o który pytałem przed chwilą.
Kontynuując dalej swoje przemówienie, Mezxtli skierował się do muzyka:
- W realizacji dalszej części mego planu przyda mi się pomoc naszego grajka od brudnej roboty. Mam nadzieje Stratisie, że w zamian nie zażądasz ode mnie szkatuły złota czy srebra.
MG, mogę prosić o poglądową, odręczną mapkę podwórka/obejścia domu Khema?
Spoiler!
[center][/center]
* Okno znajduje się w dobudówce domu alchemika.
: 17 kwietnia 2016, 19:53
autor: Keth
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Khem przeprosił swych gości ruchem dłoni i przeszedł czym prędzej do wykutego w skale laboratorium. Przyświecając sobie zabraną z kuchni świecą bez trudu znalazł poszukiwaną metalową skrzyneczkę, przełożył ją na stół wykorzystywany do preparowania eliksirów.
Na jednym z wieszaków obok stołu wisiał skórzany pas z mnóstwem naszytych na niego zamykanych kieszonek. Nie bez powodu wszystkie one pokrywały się niemal idealnie z rozmiarami szklanych fiolek rozstawionych wszędzie wokół na półkach i regałach laboratorium.
Rozpinając guziczki niektórych kieszonek alchemik przełożył do nich wyciągnięte ze skrzyneczki fiolki, potem trzymając pas ostrożnie w rękach zabrał go z powrotem do przedniej części domostwa.
Ten pas to uprząż zakładana na zewnętrzne odzienie, pozwalająca na szybki dostęp do przenoszonych mikstur. W kieszonki wkładam eliksir uzdrowienia, eliksir siły, eliksir mocy ziemi oraz dwie mikstury błyskawicznej eksplozji. Oprócz tego zabieram kopesh, zapalniczkę, szarpie do ewentualnych opatrunków, Broszę Magicznej Tarczy i oczywiście wzmocnione ubranie.
: 19 kwietnia 2016, 11:02
autor: Sigil
[center]Calli, wieczór, mieszkanie Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
- A czemu miałbym? - Sa spojrzał lekko zaskoczony na maga. - Przecież poprzednio mówiłem o szkle potrzebnym mi, by opłacić informatorów. Chyba nie oczekiwaliście, że wyłożę na to z własnej kieszeni? Swoją zapłatę dostaję od szlachetnego oroni. No chyba - uśmiechnął się rozbrajająco. - że chcecie, panie, wspomóc ubogiego artystę.
Puścił do Mezxtlia oko, lecz po chwili spoważniał.
- Dobra, rzeknijcie mi, czego wam potrzeba. Przejdźmy do działania. Czas ucieka.
: 19 kwietnia 2016, 23:24
autor: Mystic
[center]Calli, wieczór, mieszkanie Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Mezxtli skoncentrował swój wzrok na płomieniu stojącej na stole świecy. Poczuł jak energia ognia przepływa przez jego nadi jednocześnie oczyszczając umysł. Myśli stały się bardziej klarowne, wola zaś skoncentrowana.
Zwracając się do Stratisa rzekł:
- Wejdę teraz w pewien rodzaj transu i opuszczę swoje ciało gdzieś na granicy rzeczywistości i świata snów. Mimo to będziesz mógł dostrzec blady zarys mej postaci, choć bariery materii nie będą już dla mnie takim ograniczeniem jak co dzień. Podążysz za mną skryty w cieniu i wskażę ci gdzie znajdują się potencjalni szpiedzy, ty zaś zweryfikujesz czy są nimi naprawdę.
Stratis spojrzał na niego i przez chwilę wyglądał, jakby nie do końca wiedział co powiedzieć.
- Yhm... - wydusił z siebie wreszcie. - Wiecie, panie, ja jestem złodziejem, a nie zabójcą. Jasne, mogę się do nich podkraść, ale co później? Jednemu jeszcze może i był dał radę, ale jeśli będzie ich więcej? Albo okażą się lepsi w walce? Wtedy wolałbym mieć obok siebie kogoś, kto też się w niej dobrze odnajduje...
Poszukał spojrzeniem Syna Słońca. I choć z zasady nie był w stanie ścierpieć tego rodzaju towarzystwa, musiał przyznać, że teraz wydało mu się ono nad wyraz atrakcyjne.
Młody mag zdał sobie sprawę, że dość niefortunnie ujął w słowa część zadania należącą do złodzieja. Ale tak po prawdzie, to chciałbym aby ktoś zajął się tymi rzezimieszkami.
Zmieszany, nieco zachrypłym głosem wydobył z siebie:
- Wybacz Stratisie, nie to miałem na myśli... Jednak, jeżeli będzie tam jakiś szpieg lub kultysta Ciemności, to co z nim zrobimy? Na co cały nasz zwiad, jeżeli tylko poznamy kto jest kim i co tam robi?
Złodziej zamyślił się na chwilę:
- Jeśli będziecie w stanie wtedy zawiadomić czcigodnego Syna Słońca, który jest z nami, to myślę, że już on powinien coś z tym zrobić - odezwał się wreszcie. - W końcu chyba należy to do obowiązków tego świętego wojownika... Ja mogę zrobić zwiad, przyjrzeć się komuś... Ale wolałbym nie mieszać się w mokrą robotę jeśli nie muszę...
- Tak uczyńmy. Gdy któraś z osób będzie wydawać ci się podejrzana, wtedy dasz mi znak, a ja wrócę do mieszkania po szacownego Ehecatlema - odparł Mezxtli.
Złodziej wyraźnie rozluźnił się słysząc te słowa i odetchnął z ulgą.
- Ano, to rozumna decyzja. Dobra, khadi Khemie, zechcielibyście udostępnić mi jakieś dyskretne okno?
Obaj bohaterowie ustalają między sobą kilka gestów niosących informacje: "niebezpieczeństwo!", "uciekaj", "potrzebna pomoc", oraz ilość podejrzanych osób.
Mextil: rysuje Srebrny Run Snów (1 Energii) a następnie używa zdolności OoBE (1 Energii).
Stratis: zatruwa sztylet, rzuca czar: Cienisty Płaszcz (1 Energii) i wychodzi przez okno. Następnie idzie się rozejrzeć po okolicy, tam gdzie wskaże mu mag.
Post pisany wspólnie z Sigilem.
: 20 kwietnia 2016, 12:01
autor: Sigil
[center]Calli, wieczór, mieszkanie Alchemika, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Czekając na odpowiedź alchemika, złodziej wydobył zza pasa sztylet oraz niewielką fiolkę, po czym ostrożnie umieścił jej zawartość w rowku na broni. Poczynania młodego Sa obserwowały trzy zaskoczone lekko pary oczu. Czwarta para, należąca do maga, zwrócona była już ku płaszczyźnie ducha, gdy Mezxtli zapadał w trans, opuszczając swe ciało fizyczne.
- Mówiłem, że nie jestem zabójcą - odparł Stratis, podnosząc głowę w odpowiedzi na niezwerbalizowane pytanie, które zawisło nagle w izbie. - Ale jeśli będzie gorąco, to nie chcę, by któryś z tych parszywych synów Mroku dotknął mnie, zanim zdążę go położyć.*
- I jeszcze jedno, zanim wyruszymy...
Złodziej położył na ławie prawą rękę i odczekał chwilę. Nie minęło kilka uderzeń serca, gdy w szerokim rękawie ukazała się płaska głowa, niewielkiego szafranowego węża. Gad wystawił drżąca, czerwoną kreseczkę języka i przez chwilę uważnie badał otoczenie. Zebrani przy stole zmartwieli na moment, rozpoznając żararakę - jeden z najbardziej jadowitych gatunków na kontynencie. Sa uśmiechnął się lekko i dokończył:
- To jest Sophia. Sophia jest moją przyjaciółką. Pomyślałem, że przedstawię wam ją, nim ktoś w przypływie fantazji trzaśnie ją maczugą lub wysadzi jakąś magiczną miksturą... Nie musicie się martwić. Nic wam nie zrobi. No chyba, że spróbujecie ją pogłaskać...
Tak jak deklarowałem wychodzę przez okno.
* Kultyści Ciemności mają dość paskudną opinię i wierzy się, że ich dotyk rozprzestrzenia choroby, szaleństwo i klątwy.
: 20 kwietnia 2016, 21:14
autor: Zin-Carla
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Ixari siedziała w milczeniu ważąc słowa i gesty swych towarzyszy. Lata spędzone w świątyni Pani Mądrości upływały jej w milczeniu i teraz prowadzenie jakiejkolwiek dysputy zdawało jej się dziwnym i nienaturalnym. Tyle słów na raz wypowiadanych przez jej towarzyszy zdawało się być niepotrzebną utratą energii. Nie minęło kilka minut a była już zmęczona ich towarzystwem. Niektórych przepychanek słownych nie rozumiała zupełnie... Słuchała więc i postanowiła odpowiadać tylko zapytana.
Tak też się stało.
- Zwoje, które szukamy opisują magiczne przedmioty. - odpowiedziała beznamiętnym, pustym głosem, który wydał się dźwięczącym echem ciemności. - Znajdowały się w miedzianym, oznaczonym tematycznie tubusie - kontynuowała. - Z jednego z końców tubusu zwieszał się zdobny frędzel turkusowej barwy. Same zwoje są zrobione z papirusu - zawierają informacje przepisane z innych, starszych dzieł o inskrypcji ,,Mic ixtlli calhuan".
Zebrani słuchali kiwając głowami lecz gdy wypowiedziała ostatnie słowa, odpowiedział jej tylko rząd oczu o wzroku podobnym do ryczyosła, który kopał w boksie.
- "O mocy rzeczy ukrytych i tajemnych: czyli traktat o działaniu magicznych przedmiotów, artefaktów i ich zabezpieczeniu"- odparła, uświadamiając zebranych i ponownie pogrążyła się w ciszy.
Na widok żararaki wstrzymała na chwilę oddech... lecz nie dla tego, że wystraszyła się jej obecności. Wiedziała, że to jadowity mały zdrajca... ale bardziej zaskoczyło ją, że Stratis ją nosi. Nie było to coś zwyczajnego. Kim był ten młodzieniec? Mierzyła go z pod kaptura wzrokiem w zastanowieniu... Czuła, że ukrywa przed drużyną nawet więcej niż im się wydaje...
: 20 kwietnia 2016, 21:44
autor: Keth
[center]Domostwo Khema, 14 Pani Trzcin[/center]
Poproszony przez maga o kredę Khem zdjął z jednej z półek rzeczony przedmiot, ale niemal natychmiast upuścił go pod nogi zdjęty grozą na widok pupilka Stratisa.
- Mnumbi mi świadkiem, że nawet się do niej nie zbliżę - oświadczył z pełnym przekonaniem w głosie - I wolałbym, abyś starał się zbyt blisko do mnie nie podchodzić, jeśli masz przy sobie to zwierzę. O wypadki nietrudno, zwłaszcza w ciemnych tunelach.
Przywołując na oblicze minę człowieka, na którym wysuwający się z czyjegoś rękawa wąż nie robi wrażenia, alchemik podał magowi kredę i wycofał się pozornie nonszalanckim krokiem za stół. Jego spojrzenie przeskakiwało z postaci Stratisa na Mezxtliego.
- Szpiedzy szpiegami, ale nie folgujcie sobie proszę za bardzo z robieniem sztyletami - poprosił stanowczym tonem - Mieszkam od dawna w tym kwartale i chwalę sobie sąsiadów. Nie chciałbym, żebyście któregoś z nich przez przypadek skrzywdzili.
Daję kredę magowi. MG wrzuciła już mapkę mojego domostwa. Czekam cierpliwie na usunięcie potencjalnych szpiegów.
Tak jak postanowili, tak też zaczęli działać. MezXtli ułożył się na wskazanej przez alchemika leżance i rozluźnił. Strzępy myśli przez chwilę tylko wibrowały w umyśle, aby rozpłynąć się jak poranna mgła nad uśpioną rzeką. Całe napięcie mięśni zniknęło. Po chwili miał wrażenie, jakby jego ciało opadało, co raz niżej, co raz cięższe. Specyficzne zimno przeniknęło jego stopy i dłonie sięgając aż do czubka głowy. Odczuł jak zimny powiew szarpie jego istotą, wyciągając ją w górę, ponad fizyczną powłokę mięsa i kości. Oczom zebranych ukazała się przejrzysta i delikatnie wibrująca energią sylwetka maga. Mężczyzna spojrzał porozumiewawczo na Stratisa i skierował swoje kroki ku części domostwa wskazanej przez alchemika.
Okno wychodzące na krótki zaułek przy północnej stronie domu, znajdowało się w niedużym pomieszczenie stanowiącym nad wyraz wypełniony składzik. Ah-saa-brax, podążając za magiem, minął całe wieże różnych pojemników, skrzyń i bukłaków, których kształty zlewał się ze sobą w ciemności upodabniając pokoik do specyficznej, organicznej budowy Calli. Po chwili złodziej znalazł się przy oknie. Wydostanie się na zewnątrz domostwa nie zajęło więcej niż wypowiedzenie wszystkich imion pośledniejszego AjArdczyka. Otoczenie było dość ciche nie licząc jednostajnego odgłosu, który zbliżał się od północnej strony. Dźwięk okazał się być stukotem kół przerywanym przez głębokie ryki bardzo niezadowolonego zwierzęcia. Na raz ze stajni odpowiedział podobny ryk należącego do alchemika Smolucha. Ah-saa-brax przylgnął do ceglanej ściany i wyjrzał za załom. Odczekał pewien czas, a gdy kupiec w raz z wozem wypełnionym towarami i kapryśnym stworzeniem znalazł się już wystarczająco daleko, przemknął pośród cieni.
W tą chmurną, bezgwiezdną noc jedyne światło biło od przytwierdzonych do lic budynków kryształów. Ciemność zacierała kształty, granice między poszczególnymi elementami otoczenia a nawet sylwetką samego Stratisa, którego czujne w tej chwili oczy maga nie raz nie dostrzegały mimo, iż doskonale zdawał sobie sprawę z jego obecności. Sprawdzili więc otoczenie domu. Budynki na południu okazały się być kolejnymi domostwami rozświetlonymi wewnątrz blaskiem kryształów oraz cichymi rozmowami mieszkańców. Gdzieś zza monstrualnej bryły budynku dochodziły delikatne pluski wody. Mag zwrócił więc swe oczy ku położonym ponad rezydencją alchemika tarasom. Otaczała je dość bujna roślinność. Niewyraźne sylwety drzew łączyły się z czernią nocnego nieba i splatały się ze sobą okrywając położone powyżej płaszczyzny płaszczem gęstej ciemności. Wiedział jednak, że ktoś tam jest. Wyczuł przecież wcześniej drżenie tego umysłu - jakiegoś człowieka. Wtedy dojrzał nikły kształt. Postać była niemalże niewidoczna zza pnia, za którym się skryła...
Ah-saa-brax: test Zw. (65) + Krycie się (14) + 10 (bonus z zaklęcia) = 89; rzut 06! Ah-saa-brax niemalże wtapia się w otoczenie!
Test Per. (32) + Obserwacja (14) + 10 (bonus za znajomość położenia osób - Sonda Myślowa) = 56; rzut 42. Test zdany, z jednym przebiciem. To za mało, by ujrzeć ukrytą osobę. Złodziej póki co nie dostrzega nic szczególnego.
MezXtli:
test Per. (38) + Obserwacja (9) + 20 (bonus za użycie Sondy Myślowej) = 67; rzut 05 (krytyczny sukces)! Mag dostrzega, że istotnie ktoś jest na tarasie naprzeciwległego budynku. Gdyby nie użycie zaklęcia, pewnie mag nie zwróciłby uwagi na tą postać, której kontury niemalże zlewały się z cieniami i otaczającą, porastającą taras roślinnością (i wszystko byłoby dobrze gdyby nie poruszyła się niefortunnie i to akurat w momencie, gdy mag obserwował taras). Nieznajomy jest jakimś dość wysokim mężczyzną z rasy Lenja'kare ubranym na sposób wyżej urodzonego siwja, nie rzucającym się jednak w oczy swym wyglądem. Nie ma żadnej większej broni przy sobie.
Przecisnąwszy się przez niewielkie okno w składziku alchemika, Mezxtli znalazł się w klaustrofobicznej przestrzeni stanowiącej swoiste preludium prawdziwego podwórka. Wystarczyło kilka kroków by opuścić tą matnię wzniesioną z kamienia i wypłynąć na cieniste ścieżki dziedzińca. Mag, mimo iż był ledwie widoczny, nie zamierzał ryzykować nadmiernej ekspozycji swego widmowego ciała, dlatego też ostrożnie poruszał się po tonącym w ciemności ogrodzie wykorzystując cienie i plamy mroku. Umysł skupiony i jasny, trans stabilny - odnotował w głowie.
Noc była bezgwiezdna, zaś niebo zasnute chmurami, co bardzo ułatwiało zadanie wszelkim szpiegom i zbirom. Na jego tle ledwie majaczyły się kontury palm rosnących w podwórzu. Mezxtli pamiętał, że gdzieś w okolicy dachu naprzeciwległego budynku wyczuwał obecność iskry ludzkiego umysłu. Jego widmowy wzrok wzniósł się w tamtą stronę w nadziei, że może uda mu się wypatrzyć coś w tym mroku. Wtem, zrządzeniem losu, dostrzegł delikatny ruch w cieniu rzucanym przez porastającą taras roślinność. Teraz był już pewien, że uprzednio odkryty osobnik wciąż się tam znajduje!
Mag skierował swe kroki w kierunku ukrytego w cieniu Stratisa. Właściwie, było to bardziej jak ruchu statku na wodzie, który przepływa przez rzeczywistość niczym przez toń. Jednocześnie doświadczenie tak prawdziwe i dotykające jego ducha, z drugiej zaś strony tak nierealne... Chciał podejść na tyle blisko, by tamten mógł dostrzec znak dawany ręką oraz pokazać mu w którą stronę ma się udać.
: 23 kwietnia 2016, 12:36
autor: Sigil
[center]Calli, okolice domu Alchemika, wieczór, 14 Pani Trzcin (Xa'xaru), 1599 Eonu Ilaxoul[/center]
Złodziej skinął lekko głową, na znak iż dostrzegł sygnały przekazywane mu przez widmową postać maga. Następnie, cicho niczym duch przekradł się pod ścianą, kryjąc się w cieniach, rzucanych przez rosnące na wyższym tarasie paprocie. Wykorzystując plamę mroku, zalegającą obok nieaktywnego klejnotu magicznego, przemknął przez ulicę i przylgnął do ściany przeciwnego budynku. Znieruchomiał na kilka chwil, upewniając się, że nikt go nie dostrzegł. Sylwetka Sa, otoczona cienistym zaklęciem, praktycznie stapiała się z nocą, będąc nie do odróżnienia od pokrytej ciemną mozaiką ściany.
Taras, na którym znajdował się ukryty obserwator znajdował się nad jego głową. Ah-saa-brax przeszedł kilka kroków w prawo, uważnie badając powierzchnię pobliskiego muru. Wreszcie wybrał miejsce, które wydało mu się zadowalające i podciągnął się na zdobiony szkłem gzyms. Ostrożnie i cicho, niczym jaguar zamieszkujący wiecznie zieloną dżungle Neufu, ją wspinać się po ścianie. Dotarcie na górę nie zajęło mu więcej, niż kilkanaście uderzeń serca.
[center][/center]
Przyklęknął i rozejrzał się bacznie, korzystając z osłony krzewu migdałowca, rosnącego nieopodal w szerokiej donicy. Przyczajony nieopodal, podejrzany typ, najwyraźniej niczego nie zauważył, stojąc dalej przy pobliskim drzewie. Z tej odległości złodziej mógł zauważyć zarys jego szczupłej sylwetki. Zamrugał przestawiając się na Infrawizję i świat zmienił barwy, rozświetlając się tysiącem odcieni czerwieni i pomarańczu. Teraz widział wyraźnie sylwetkę tamtego człowieka, pulsującą rytmem życia i ciepłem krwi. Wycofał się nieco, w głąb tarasu, omijając padające z okien plamy światła i zachodząc obcego od tyłu. Napiął na chwilę mięśnie i poczuł, jak zwinięty na ramieniu wąż ożywił się i podniósł głowę, gotów do ataku. Zrobił kolejne trzy kroki, stając tuż za Lenja'kare i przyłożył mu do gardła sztylet, nasączony jadem Sophii...
- Na twoim miejscu - rzekł cicho. - Nawet bym nie drgnął... Ten sztylet nie jest twym jedynym problemem. Tuż nad twoim karkiem znajdują się kły żararaki. Wierzę, że wiesz, co to znaczy... Radzę więc nie wykonywać nerwowych ruchów... Moja przyjaciółka mogłaby się zdenerwować.
Sophia zasyczała cicho, prostując się na ramieniu Sa. Kły, ostre, niczym ociekające jadem igły, błysnęły w mroku nocy...
Jeśli gość próbuje sięgnąć po broń czy np. rzucić zaklęcie to Sophia go zaatakuje. Ja też (ręka przy gardle - będę działał w zwarciu). Generalnie będę się starał jednak zrobić tak, by go zaprowadzić do domu Khema i by tam go ktoś przesłuchał.