: 05 kwietnia 2016, 18:08
Zabytkowy cmentarz, niedziela 28 lutego 2016
Ordycz przyjrzał się bardzo uważnie trzem uszkodzonym przez wandali grobowcom, dokumentując wszystko swoim fotograficznym aparatem. Wszystkie miejsca spoczynku potraktowano w bezceremonialny sposób ciężkim narzędziem, roztrzaskano grube kamienne płyty umożliwiające wejście do niewielkich, klaustrofobicznie ciasnych krypt położonych około półtora metra pod powierzchnią gruntu.
- Myślałem, że trumny ustawia się w takich grobowcach na katafalkach - zauważył dziennikarz stając na pokrytej grubą warstwą kurzu posadzce krypty - Czy to nie standard? Albo wandale je ukradli?
- Właściciele zostali pochowani pod pańskimi stopami - zawołał z zewnątrz proboszcz, który pozostał przy zejściu do grobowca. Jego opór przed zapuszczeniem się we wnętrze starego grobowca powodowany był czysto praktycznymi względami: panująca w środku ciasnota uniemożliwiała wizytę dwóch osób jednocześnie bez odcięcia dopływu do wnętrza dziennego światła.
- Posadzki to grube kamienne płyty, trumny są pod nimi. We wszystkich trzech przypadkach wewnątrz nie odkryliśmy żadnych śladów uszkodzeń. Ktoś roztrzaskał wejścia za pomocą młota, tylko tyle i aż tyle. Do szczątków pod posadzką nie próbowano się dobierać.
Ordycz podrapał się w zadumie po nosie, myśląc przy tym intensywnie. Obstawiając za wersją wandalizmu w wykonaniu nacjonalistów spodziewałby się w grobowcu obraźliwych sloganów, określonej symboliki naniesionej na ściany za pomocą farby w aerozolu. W przypadku kradzieży, być może na zlecenie kolekcjonerów chcących wejść w posiadanie cennych przedwojennych precjozów, sprawcy nie poprzestaliby na rozbiciu płyt wejściowych, tylko wyciągnęliby trumny, a te we wszystkich grobowcach pozostały nietknięte.
Dziennikarz poświęcił poprzedniej nocy dłuższą chwilę poszukiwaniom informacji na temat osób pochowanych w uszkodzonych kryptach, ale wyszukiwarka szczerze go w tym przypadku rozczarowała. Jedynie linki, na jakie natrafiły, kierowały do zdawkowych wpisów w Wikipedii traktujących o rodzie Dornitzów jako staroniemieckiej familii osiadłej od dawna w okolicach Kolbergu i czerpiącej zyski z dzierżaw ziemi rolnej oraz handlu surowym bursztynem.
Ordycz przyjrzał się bardzo uważnie trzem uszkodzonym przez wandali grobowcom, dokumentując wszystko swoim fotograficznym aparatem. Wszystkie miejsca spoczynku potraktowano w bezceremonialny sposób ciężkim narzędziem, roztrzaskano grube kamienne płyty umożliwiające wejście do niewielkich, klaustrofobicznie ciasnych krypt położonych około półtora metra pod powierzchnią gruntu.
- Myślałem, że trumny ustawia się w takich grobowcach na katafalkach - zauważył dziennikarz stając na pokrytej grubą warstwą kurzu posadzce krypty - Czy to nie standard? Albo wandale je ukradli?
- Właściciele zostali pochowani pod pańskimi stopami - zawołał z zewnątrz proboszcz, który pozostał przy zejściu do grobowca. Jego opór przed zapuszczeniem się we wnętrze starego grobowca powodowany był czysto praktycznymi względami: panująca w środku ciasnota uniemożliwiała wizytę dwóch osób jednocześnie bez odcięcia dopływu do wnętrza dziennego światła.
- Posadzki to grube kamienne płyty, trumny są pod nimi. We wszystkich trzech przypadkach wewnątrz nie odkryliśmy żadnych śladów uszkodzeń. Ktoś roztrzaskał wejścia za pomocą młota, tylko tyle i aż tyle. Do szczątków pod posadzką nie próbowano się dobierać.
Ordycz podrapał się w zadumie po nosie, myśląc przy tym intensywnie. Obstawiając za wersją wandalizmu w wykonaniu nacjonalistów spodziewałby się w grobowcu obraźliwych sloganów, określonej symboliki naniesionej na ściany za pomocą farby w aerozolu. W przypadku kradzieży, być może na zlecenie kolekcjonerów chcących wejść w posiadanie cennych przedwojennych precjozów, sprawcy nie poprzestaliby na rozbiciu płyt wejściowych, tylko wyciągnęliby trumny, a te we wszystkich grobowcach pozostały nietknięte.
Dziennikarz poświęcił poprzedniej nocy dłuższą chwilę poszukiwaniom informacji na temat osób pochowanych w uszkodzonych kryptach, ale wyszukiwarka szczerze go w tym przypadku rozczarowała. Jedynie linki, na jakie natrafiły, kierowały do zdawkowych wpisów w Wikipedii traktujących o rodzie Dornitzów jako staroniemieckiej familii osiadłej od dawna w okolicach Kolbergu i czerpiącej zyski z dzierżaw ziemi rolnej oraz handlu surowym bursztynem.
Coś tu nie gra, nie pasuje... o co może chodzić w tych aktach wandalizmu?