Strona 7 z 42

: 18 czerwca 2016, 00:07
autor: 8art
Dla Yurana nie była to pierwsza wojenna wyprawa, toteż był duzo spokojnieszy niż młodszy brat, który do tej pory więcej polował niż wojował. Nie oznaczało to, że Yuran miał całą akcję za nic. Chował jednak nuty strachu i równoczesnej ekscytacji pod maską obojętności. Szedł za bratem pozornie nonszalancko, ale był spięty. Jak zawsze, gdy wiedział, że będzie lała się krew.

Był już gotowy, do drogi. Na rzemiennym pasku dyndał jego buzdygan. Zza cholewy skórzanego buta wystawała kościana rękojeść stalowego noża. U boku miał kołczan wypełniony krótkimi bełtami. W dłoni trzymał włócznię, a imponujący arsenał wojownika uwieńczała przewieszona na plecach kompozytowa kusza. Podobnie jak brat zabrał ze sobą podany przez Eleni prowiant, jednak w przeciwieństwie do brata jego szyji nie zdobył ryngraf, zamiast tego miał wyrysowane henną na piersi duże koło poprzecinane siatką magicznych pięcio i sześciokątów, a całości dopełniał rzemyk z nawleczonymi naprzemian złotymi i czerwnymi szkalnymi paciorkami:

Złocistoczerwone barwy niezwyciężnone... - powtarzał sobie w myślach. Jak do tej pory jego totemy przyniosły mu w walce szczęście i chwałę. Wierzył, że i tym razem będzie podobnie.
Sorry panowie, ale umknęły mi ostatnie posty, bo w niewyjaśnony sposób zresetowały mi się powiadomienia o odpowiedziach w temacie. Yuran też gotowy do misji! Zabiera odpowiedni do wyprawy sprzęt i możemy ruszać.

: 19 czerwca 2016, 19:52
autor: Keth
[center]Puszcza wokół Koronapanu[/center]
Konsekwentnie odmawiając wyjaśnień bądź powołując się na słowa Antona o groźnych borsukach, wyznaczeni do pościgu mężczyźni opuścili Koronapan w ciasnym szyku, depcząc po piętach truchtającym na przedzie polańskim braciom. Na wszystkich obliczach malowało się trzymane w ryzach zaniepokojenie, ale w oczach wielu młodych ludzi błyszczała też zrozumiała ekscytacja.

Dla większości z nich zwyczajne monotonne życie w puszczańskiej osadzie przeistoczyło się znienacka w niezwykłą przygodę, groźną i wspaniałą.

Dragan i Yuran pobiegli do miejsca, w którym w żelaznej pułapce tkwiła starucha, ale w połowie drogi natknęli się znienacka na wracającego w stronę wioski Markusa. Towarzyszący mu Wegland miał szarą jak popiół twarz, a w jego oczach błyszczała gorączka sprzecznych emocji.

Za ich plecami wśród leśnej gęstwiny niósł się charakterystyczny zapach spalenizny.

- Tam już nie ma czego szukać - oznajmił Markus i niektórzy Koronapańczycy zbledli uświadamiając sobie w końcu, do czego musiało w międzyczasie dojść przy wnykach - Podejmijcie trop i odnajdźcie resztę. Raz jeszcze powtórzę, nie pozwólcie ujść im z życiem. Jeśli by do tego doszło, na pewno ściągną nam na głowy swych pobratymców. I nie zabierajcie żadnych łupów. Niech wam los sprzyja.

- I łaska Boga, ku zgubie Demiurga - odpowiedzieli zgodnie Anton i Gerard.
Ekspedycja wyruszyła. Kto zamierza wziąć na siebie odpowiedzialność za tropienie?

: 19 czerwca 2016, 23:22
autor: 8art
U mnie z Tropieniem kiepsko, ale może mój młodszy brat jako szanowany Myśliwy zna się lepiej w tym fachu.

: 20 czerwca 2016, 14:16
autor: dretch
U mnie też kiepsko INS 4+ Survival 1 ;) - chyba wiem jak złapac zająca we wnyki xD

: 21 czerwca 2016, 13:03
autor: Jarlaxle
8art napisał(a):
U mnie z Tropieniem kiepsko, ale może mój młodszy brat jako szanowany Myśliwy zna się lepiej w tym fachu.
Chętnie potropię. U mnie INS+Survival=8

: 26 czerwca 2016, 10:30
autor: Keth
[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Mężczyźni wtopili się w gęstą puszczę niczym duchy, bo chociaż nie wszyscy z nich byli myśliwymi, niemal każdy mieszkaniec osady doskonale radził sobie w lesie. Obrany jednomyślnie za tropiciela Dragan wysunął się na sam przód grupy, myszkując badawczo wzrokiem i nadstawiając bacznie uszu. Pozostali Koronapańczycy truchtali w ślad za nim wyciągnięci w luźnym szeregu, nie czyniąc zbytecznego hałasu i niemal wcale nie rozmawiając.

Otaczała ich zieleń starego lasu, półmrok gęstniejący w miejscach, gdzie korony drzew splatały się ze sobą gałęziami, wysoka do kolan trawa na niewielkich polankach. Drobne zwierzęta umykały na pierwszy znak ludzkiej obecności, doskonale świadome zamiarów jakie na co dzień żywili wobec nich myśliwi z Koronapanu.

- On ją naprawdę spalił? Żywcem? - do uszu Werka dobiegł szept rozmawiającego z Dirkiem Szyszki - Oblał petrolem i podpalił? Człowieka?

- Mnie się nie pytaj - odszepnął Dirk - Lepiej Weglanda jak wrócimy do wioski. Wyglądał jak zjawa, taki był blady. Markusa pytał nie będę, za bardzo się kurwa boję.

- Cicho bądźcie - zasyczał Anton i obaj osadnicy umilkli jak niepyszni. Dragan zatrzymał się w miejscu, przywołał towarzyszy do siebie gestem dłoni.

- Jest ich w sumie ośmioro - oznajmił ściszonym głosem - Mężczyźni i kobiety. Zostawiają głębokie odciski podeszew, więc niosą ciężki ładunek. To znaczy, że są od nas znacznie wolniejsi. Dotąd nie robili popasu, a minęliśmy już Totemową Skałę. Myślę, że dogonimy ich przed zachodem słońca.
Rzuciłem 8k6 sprawdzając efektywność tropienia Dragana - wyniki 5, 6, 2, 2, 5, 6, 3, 4. Mamy zatem pięć sukcesów, w tym dwa triggery. Poziom testu ustawiłem na trudny (4), bo mimo wszystko to grupa ludzi, a nie stado mamutów, ale dla Dragana i tak nie stanowiło to kłopotu.

: 26 czerwca 2016, 15:43
autor: 8art
Yuran spojrzał na niebo. Słońce stało jeszcze wysoko.

Złote słońce i czerwona krew... - przezło mu przez myśl takie skojarzenie, które w dziwny sposób ukłuło Poalnina. Instynkt podpowiadał, żeby w swietle dnia zaatakować. A Yuran wierzył swym przeczuciom, które niechybnie zsyłał na niego Koronapan.

Minęli Totemową Skałę, a on i jego brat nawet jeszcze nie zdążyli się zacząć pocić nawykli do najcięższych wędrówek. Bardziej obawiał się czy tempa dotrzyma im reszta. Bo wtedy nie dojdą ich przed zmierzchem i może im przyjść walczyć w nocy, a tego Yuran wolał uniknąć.

- Dacie radę strzymać nam tempa? - spytał: - Bo ćmicy na naszych warunkach walczyć wolę, albo z zasadzki, albo w jeśli obozować będą i feur'a skrzesają.

Feur przecie też złocisto czerwony...

: 26 czerwca 2016, 22:17
autor: dretch
[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]

Błoto i listownie wbijały swoje kły w buty i onuce zebranych. Po kilku godzinnym marszu na czole Gerarda pojawiły się krople potu. Rudzielec co raz odgarniał bujną grzywę spadającą na oczy.

Na krótkiej przerwie zwołanej przez jednego z braci przykucnął w Koronapańskim przykucu bojowym, oparł ręce na kolanach i czekał na kolejny wiatr, który schłodzi mu twarz. Wykorzystał chwile wytchnienia i zagryzł kawałek suszonego mięsa, przeżuł i popił wodą. Rozglądał się z wielkim zaciekawieniem po gęstwinie, nigdy wcześniej nie był w tych okolicach. Stare buki, dęby, wierzby, sosny, topole. Każde z drzew mogło mówić swoją własną historie - czasami na niektórych poprzednia cywilizacja zostawiła ślad - tabliczki z napisem "Pomnik historii". Zawsze zastanawiało to Gerarda - co takie drzewo o tej historii mogoły powiedzieć, a może wewnątrz drzewa była ukryta wiedza?

Wyrwał się z niemej mantry i po kilku godzinach w końcu przemówił - na szczęście młody anabaptysta zwilżył gardło to też zabrzmiał tak jak oczekiwał.

- Können my umschiffen ich? Tak aby zaatakować o świcie? Kiedy będą das Lechpsy spali? Wykorzystajmy przewagę tego co gaben na Pan - nasza wiarę wszak przekazuje: kto rano wstaje temu Bóg sam daje.

Starał się mówić cicho, ale tak aby wszyscy mieli szanse go usłyszeć.
Können - możemy
umschiffen - okrążyć
gaben - dawać

: 27 czerwca 2016, 14:59
autor: Keth
[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Po kilku godzinach forsownego marszu wzmożony wysiłek zaczął doskwierać większości grupy. Nie wszyscy Koronapańczycy nawykli do tak długich pościgów, toteż Dragan i Yuran pozostawili swoich druhów nieco w tyle, nawet na chwilę nie tracąc czujności. Przebijające się przez liściastą kopułę puszczy promienie słońca zaczęły w końcu słabnąć, tracić na swej złocistej intensywności. Wypełzający spod poskręcanych masywnych korzeni mrok gęstniał, zarośla zaczynały nabierać niepokojących kształtów przywodząc na myśl czające się pośród roślinności zastygłe w bezruchu leśne potwory.

Dragan pierwszy zorientował się, że pościg dobiegł końca. Na widok jego uniesionej w umówiony wcześniej sposób ręki wszyscy pozostali Koronapańczycy padli jak jeden mąż na brzuchu, zniknęli pośród traw, paproci i kęp jeżyn. Nikodemus i Gerard podczołgali się do polańskich braci, unieśli nieco głowy rozglądając się bacznie wokół siebie.

- Co tam? - wyszeptał ledwie słyszalnie młody sędzia - Zobaczyliście coś?

- Słyszałem ludzkie głosy - odpowiedział równie cicho Dragan - Zza tego wzniesienia. I czuć zapach dymu? Czujecie?

Yuran skinął twierdząco głową, Nikodemus i Gerard wymienili między sobą nieco skonfundowane spojrzenia.

- Nigdzie żadnych strażników? - upewnił się anabaptysta - Żadnych czujek?

- W tej ćmicy trudno mieć pewność - syknął nieco rozdrażniony Dragan - Ale raczej nikt nas nie zoczył.

Nikodemus przeciągnął wzrokiem po lesistym wzniesieniu, u którego podstawy leżeli skryci w gąszczu osadnicy. Prawa ręka sędziego poruszała się bezwiednie, dotykając na przemian uchwytu przytroczonego do plecaka młota i aluminiowego chwytaka myśliwskiego łuku.

- Po prawej stronie płynie jakiś strumień - zauważył - Paprocie tam gęściejsze, ułatwią skradanie.

- Ale wąsko będzie, a może być też grząsko - pokręcił głową Yuran - Przynajmniej część z nas winna wspiąć się na wzniesienie, stamtąd przyjrzeć się bacznie tamtym, a dopiero potem decydować, co i jak. Tylko biada temu, który hałasu narobi...
Pościg dobiegł końca. Zbiegowie najpewniej szykują się do nocnego popasu. Odgradza Was od nich lesiste wzniesienie obiegane z jednej strony strumieniem, toteż nikogo jeszcze nie zauważyliście, ale co jakiś czas do Waszych uszu dobiegają czyjeś spokojne głosy. I co teraz?

: 28 czerwca 2016, 15:09
autor: Jarlaxle
Na pohybel lechpsim synom! dwd;

Na górę powinien zakraść się najcichszy z nas (moje AGI+Stealth=4) i policzyć grupę.
Jeśli będzie ich tylu, ilu Dragan naliczył ze śladów, to będzie znak, że nie ma straży.
Wówczas można by strzelców wysłać na wzgórze, a silnorękich wysłać dookoła z jednej lub nawet z dwóch stron.

Korzystając z chwili przerwy przed spodziewaną walką Dragan zatruje kilka strzał, na wypadek, gdyby wróg nie podjąl walki i chciał uciekać.

: 28 czerwca 2016, 16:30
autor: namakemono
To jest też chyba dobry moment, żeby się zastanowić nad opcjami. Później na naradę może być za gorąco. Mimo, że jestem mocno przekonany o słuszności obrony naszej osady przed zewnętrznymi zagrożeniami choćby i najbardziej bezwzględnymi środkami, to musimy pomyśleć, co możemy tam zobaczyć i jaki to może mieć na nas wpływ. Panowie, jak się zachowamy, jeśli w grupie będą kobiety i dzieci? Nawet jeśli wszyscy będą chorzy, to jak się zapatrujecie na zabijanie niemowląt? Jeśli tacy z nas twardziele, to zabiajamy wszystkich bez słowa, czy najpierw próbujemy ich przepytać? Jeśli jest ich rzeczywiście ośmioro, to może udać się ich otoczyć i wysłać negocjatora. Innymi słowy: ślepe posłuszeństwo czy próba ustalenia powodów naszej misji?

: 28 czerwca 2016, 21:58
autor: dretch
/EVILS/ Czekam zatem na raport łowczego. Dołączam do grupy atakującej od dołu, w krzakach przed samym atakiem zostawię plecak, wezmę miecz i pistolet, strzelam jedynie do uciekających celów, bądź w ostateczności. Przed wyjściem pytam tylko na jaki znak atakujemy? Lechpsy?

: 29 czerwca 2016, 18:03
autor: el009
Przesłuchać możemy też ostatniego żywego, teraz mamy po swojej stronie element zaskoczenia, potem będą się spodziewali ataku.
Oni też nie postawili na negocjacje a na kradzież, dewastację i sabotaż. Werk nie potrzebuje dalszych dowodów winy.
Jeśli dojdzie do ataku to wybiorę się z grupą szturmową ale będę trzymał się drugiej linii i starał położyć celnym strzałem jednego lub dwóch typów stanowiących największe zagrożenie. Zakładam, że ta grupka to nie będą same zakapiory. Do kobiet i dzieci nie planuje strzelać ale raczej z oszczędności niż litości. W Koronapanie nie mamy chyba młyna prochowego a importowane naboje są diabelnie drogie.

: 29 czerwca 2016, 18:37
autor: Keth
[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]
Prowadzone szeptem rozmowy dobiegły końca po krótkiej chwili. Propozycja Dragana wszystkim zdała się najlepsza, toteż znużeni długim pościgiem osadnicy zalegli wśród gęstych draw i paproci nadstawiając bacznie uszu i rozglądając się ostrożnie wokół siebie. Chociaż nigdzie nie dostrzegali śladu zbiegów, któryś z obcych mógł znienacka stanąć na szczycie wzniesienia i dojrzeć pościg pozbawiając Koronapańczyków przewagi wynikającej z czynnika zaskoczenia.

Adrenalina kipiała w żyłach wszystkich mężczyzn. Nawykli do życia w odosobnionej puszczańskiej sadybie, na co dzień nie mieli zbyt wielu sposobności do kontaktów z obcymi. Wizyty w Zielonej Grocie nie bywały częste i ograniczały się zazwyczaj do wymiany handlowej, jeszcze rzadziej mieszkańcy osady zawierali znajomości z mówiącymi tylko po borkańsku jehammedanami z Osmanu. Wizyta w pełnym cudów Wrocławiu sprzed dwóch lat wciąż żyła szaleńczymi wspomnieniami w myślach tych kilku szczęśliwców, którzy mogli wówczas towarzyszyć Markusowi i Richterowi.

Perspektywa spotkania z nieznajomymi ludźmi byłaby sama w sobie ekscytująca, gdyby nie świadomość tego, co swym ziomkom nakazał Markus. Mieli odszukać zbiegów, a potem zabić ich bez względu na okoliczności, co w przypadku niektórych osadników budziło głębokie wątpliwości. Większość z nich nigdy wcześniej nie zabiła człowieka. Polowali regularnie, mając na sumieniu wiele dzików i jeleni, lecz przelanie krwi zwierzęcia było czymś zupełnie innym niż odebranie życia rozumnej istocie. Błyszczące w oczach mężczyzn podniecenie kontrastowało z wyrytym w twarzach zaniepokojeniem, z ułożonymi w wyrazie zwątpienia ustami czy nerwowym drżeniem dłoni. Wszyscy mieli w pamięci to, co stało się przy pułapce na dziki, chociaż nikt z członków ekspedycji tego nie widział - Markus, spokojny opanowany i roztropny przywódca Koronapanu spalił tam żywcem nieznajomą kobietę!

Niektórym osadnikom wciąż nie mieściło się to do końca w głowach.

Pełznąc w górę wzniesienia na podobieństwo człekokształtnej żaby, Dragan dotarł do miejsca, z którego mógł przyjrzeć się przeciwnej stronie wzgórza. Przyczajony wśród zarośli, niemal zniknął pośród gęstych roślin i towarzysze mogli wypatrzyć jego zastygłą w bezruchu sylwetkę tylko dlatego, że cały czas śledzili skradającego się w górę druha wzrokiem.
Dragan udał się samotnie na przeszpiegi, reszta czeka na wieści u podstawy wzniesienia. Opis zwiadu w osobnym wpisie, tutaj chciałbym tylko napomknąć, że dla niektórych z Was cele misji są naprawdę moralnym dylematem. Koronapan to nie zbiorowisko degeneratów i wyrzutków, to kierująca się wysoką etyką społeczność, gdzie na co dzień nie przejawia się zrozumienia dla złych uczynków. Niepokój moralny w obliczu nieuniknionej rzezi jest zatem jak najbardziej na miejscu. Pamiętajcie o swoim człowieczeństwie, panowie! Powiem więcej, pomyślcie, że gracie w Wampira!

: 01 lipca 2016, 20:19
autor: el009
[center]Puszcza na wschód od Koronapanu[/center]

Bayer sprawdził zamek zmodyfikowanego karabinu. Wynik był taki sam, jak podczas dwudziestu poprzednich kontroli w ciągu ostatniej godziny. W niewielkim magazynku spoczywały cztery ładunki w grubych łuskach z czerwonego plastiku. Cały jego zapas amunicji. Nie zbroił się, bo życie w Koronapanie nie obfitowało w niebezpieczeństwa.

To był właściwie powód, dla którego zrezygnował z pogoni za pryzami na szlaku i osiadł tu na stałe. Miał już dość życia w ciągłym napięciu i bezustannego oglądania się przez ramię. Samotny Złomiarz zawsze był łatwym celem i wielu spośród jego znajomych wylądowało w przydrożnych zaroślach z poderżniętym gardłem z powodu kilku wartościowych drobiazgów. Werk miał tego dość i kiedy kilka lat temu przypadek zaprowadził go tak daleko na wschód po prostu zrezygnował z dalszych poszukiwań. I aż do dziś był z tej decyzji zadowolony.

Społeczność Koronapanu, początkowo nieufna, szybko doceniła jego zdolności. Miał tu dach nad głową, pełną miskę i poczucie bezpieczeństwa. Dużo więcej, niż przez kilka wcześniejszych lat. Spokój osady zburzyło pojawienie się obcych. Werk byłby w stanie zrozumieć kradzież zapasów, ale celowe uszkodzenie jego maszynerii było czystą złośliwością. Jakkolwiek mechanik brzydził się mordowaniem dzieci, to jeśli taka była cena przywrócenia spokoju w wiosce to był gotów ją zapłacić. Jeżeli szabrownicy teraz uniknęliby kary, to z pewnością wróciliby wkrótce w większej sile by palić, gwałcić i rabować. I gdyby Werk przypadkiem przeżył ten kataklizm to musiałby znów tułać się po świecie na co nie miał najmniejszej ochoty.

Dobrze naoliwiony zamek szczęknął ledwie słyszalnie. Decyzja została podjęta, wszyscy intruzi musieli zginąć. Wszyscy co do jednego. Tylko w ten sposób można było zagwarantować bezpieczeństwo Koronapanu.
Myślę że Werk widział świat poza wioską i wie, że nie jest on przyjazny. Będzie unikał zabijania dzieci, ale pozostałych zastrzeli raczej bez wyrzutów sumienia.