PBF - Pierwsza Przygoda Reinhardta bez Reinhardta

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 15 times

Post autor: mastug » 18 marca 2017, 11:37

wybór questa pozostawiam innym mnie pasują wszystkie trzy

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 18 marca 2017, 12:28

Gorący gulasz z opasa to było to czego młody łowca potrzebował. To i jeszcze parujące przy kominku mokre onuce i nastawione ku ogniu rozmoczone stopy.

Między kolejnymi łyżkami parującego ekstraktu z bawoła, Burga zerkał na ranną kobietę.

Nigdy nie miał śmiałości do kobiet, a tam skąd pochodził, był zwykłym bękartem, którego płeć piękna omijała szerokim łukiem. Z Ardiellą jak na razie zaszedł dalej niż z jakąkolwiek inną, choć mało co a przepłacić by to siarczystym policzkiem (lub dekapitacją). Mierzył siły na zamiary, więc wiedział, że pannica jest poza jego zasięgiem. Skądinąd gdyby pomóc jej Pani mogłaby zerknąć na niego życzliwszym okiem.

- Ja se tak myślę, że dobrze zrobiliśmy przywożąc tu rannego rycerza. Kto inny pomoże mu lepiej niż kapłani? - zaczął rozmowę między kolejnymi kęsami.

- Myślałem także nad tym co dalej robić. W zasadzie mi się nigdzie nie śpieszy. Mógłbym pomóc kapłanom z tymi tam kultystami ale ... khem ... skoro pojawiła się sprawa, bądź co bądź, pilniejsza. Jak to się mówi nie cierpiąca zwłoki, przez którą to panienka Ardiela ryzykowała życie i zdrowie... To ja byłbym za tym, żeby tą sprawą zając się niezwłocznie. O ile panienka mojej to pomocy potrzebuje. I moich towarzyszy, jeżeli ci się zgodzą.
Adriella wpadła w oko półorkowi. Z chęcią zająłby się jej questem.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 18 marca 2017, 20:07

Po wszystkich zamganiach Siwy nie mogł dojść do siebie, a raczej nie pojmował tak ryzykownej postawy młodej kobiety, która zapuszkowała się i życiem chciała przepłacić za chęć pomocy.

bił od niej pewien blask, pewna siła i charyzma. Pewnie dla tego tekie występki uchodzą jej płazem. Niemniej jednka intrygowała go coraz bardziej, co jeszcze ta dzeiwczyna ukrywa jakie ma talenty? Te pytania zaprzątały mu myuśli kiedy dojadał gulasz jagnięcy z kaszą zawinięty w liście agawy.

Kiedy wrócił kapłan gwardzista ocenił jego wyraz twarzy i czekał na wieść o stanie zdrowia młodego rycerza. Kapłan kiwną głową na przywitanie wszystkich i usiadł do stołu. W komunku zwolna sączył się ogień rożswietlając izbę i wypełniając ją rozgrzewającym powietrzem.

Ciesze się Kapłanie, że młody Reinhardowy syn znajdzie opiekę w świątynie najwyższego. Jeżeli mogłbym przed wyjadem zerknąć na jego rany doświadczonym okiem sanitariusza wojennego uspokoiłoby to moje myśli i mogłbym bez wahania wyruszyć z Ardielą.

Bardzo chicałbym zjąć się też kultem który spędza Ci sen z powiek drogi kapłanie, ale widać sprawa w dworze jest tak poważna, że uznają ją powagi życia i śmierci. Pierw w dworze zabawimy a jak Katan dopomoże wrócim i kultem się zajmiem.

Spod krzaczastych brwi Siwego spoglądał błagalny wzrok, odmówił pomocy temu kto w gości go zaprosił. Miał nadzieje, że kapłan zrozumie.
Popieram quest z dziewoją. Moja maksyma to: stary człowiek i może ;)
Ostatnio zmieniony 21 marca 2017, 10:42 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 marca 2017, 21:26

Eithart pałaszował gulasz myśląc co czynić. Do gniazda Reinhardowego za bardzo ochoty nie miał wchodzić, bo fama rodziny nie zachęcała do tego. Swoje z rycerzem zrobił, pomógł wedle najlepszej wiedzy. Niechże teraz kataniccy zajmą się rannym wedle własnego uznania. Zabójców też śledzić nie chciał, bo widział już co potrafią i jak ich pocharatali, nim padli trupem. A dziewczyna i klątwa w zamku? Miał już Eithart doświadczenie, pamiętał jaka choroba go toczyła, gdy Sanna w Duviku wytruć osadę postanowiła i jakich czarnoksięskich sztuczek się ułapiła. Ale choćby historia powtórzyć się miała, choćby Ardiela podłą nekromantką się okazać miała, to etos mu nakazywał aby jej pomóc. Naiwnie myślał kapłan, ale taką wiarę wybrał. Choćby w pułapkę ich prowadziła, to musiał w nią iść.

Widział jakim okiem spoglądał na niewiastę Burga i jakie zamiary wyznał. Stary gwardzista też chyba ku takiemu się skłaniał. Kapłan rzekł w końcu spokojnie:

- Jeno koniom damy spocząć i ruszym z tobą Ardielo ku zamkowi. Zdaje mi się, że to nie zwykła choroba panienkę toczy. - Eithart skrzywił się lekko przypominjąc sobie duvikańską, magiczną zarazę: - Mus i mnie kapłanowi Gorlamickiemu zło takie potępić.
No to niech Siwy i Burga w koperczaki idą do panny Ardielii. Co to za wyczyn chłopkę na sianie wyobracać. Eithart mierzy wyżej. Z panienką szlachcianką się zamknie w komnacie, co by niby czary czynić i tak ją na śpiocha wyłomota, że będzie o czym po karczmach przez dekadę opowiadać;)

Dobra, a tak na poważnie, chcę się jeszcze rozliczyć z kupcem. I jeśli się da to zakupić od katanitów trochę PM. Bądź co bądź, Katan ma dobre układy z Gorlamem, kto SoK czytał ten wie;)

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 15 times

Post autor: mastug » 18 marca 2017, 23:17

Gdy dotarli do kapliczki starzec w pokorze poczekał na dyspozycje kapłana. Gdy ten z pozostałymi udał się na strawę i spoczynek ślepiec podążył za końmi i chłopakiem który je prowadził. Wiedział, że zaproszenie nie dotyczyło żebraka, a nie chciał kłopotać gospodarza swoją obecnością. Dlatego gdy nadarzyła się okazja spytał.

- Chłopcze czy znajdzie się w stajni miejsce dla starca, żeby noc mógł przenocować? Byle kawałek suchego kąta a sen lekki mam to i koni popilnuję

Wiedział, że decyzja nie należy do świątynnego sługi, więc poczekał cierpliwie aż ten będzie miał czas i chęci pryncypała o zdanie zapytać.

Czekając oparty na kosturze, rozmyślał o wydarzeniach ostatnich dni. Dawno już nie czuł tych emocji. Zgrabiałe ręce i stare mięśnie nie nadawały się już do walki, a jednak przeżył. Znowu był o krok od śmierci ale jakimś cudem żyje. Upatrywał w tym przeznaczenia i wypełnienia woli bogów.

[center]***[/center]

Wieczorna mgła powoli przysłaniała miejsce starcia dwóch armii. Pole bitwy usłane było ciałami z których wystawały połamane drzewce, strzały i oszczepy. Ktoś jęczał, ktoś próbował się podnieść. Ale dla rannych piratów nie było już nadziei. Pomiędzy nimi chodził "rzeźnik". Każdego w którym wyczuł życie mordował w okrutny sposób. Jednak samo zadanie śmierci nie było dla niego nagrodą, nade wszystko lubił patrzeć jak płoną. Dla tych którzy nie ustali, którzy uciekali i dali się żywcem pojmać miał specjalną torturę. Każdego takiego kazał nabijać na pal a pod palem wielkie ognisko rozpalać.

Nie był to człek obłąkany jak myśleli jego podwładni. Nie chciał też sławy i zaszczytów. On jedynie zemsty szukał, bo w zemście chciał znaleźć ukojenie. Więc stał i patrzył jak płonęli, jak ich ciała trawił ogień i jak krzyczeli modły do bogów wznosząc. Tak jak ona i tak jak jego syn cierpieli, podług starej sprawiedliwej zasady.. za oko za oko.. ząb za ząb.

[center]***[/center]

Z odrętwienia wyrwał starca głos chłopaka ..
Ostatnio zmieniony 18 marca 2017, 23:54 przez mastug, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 20 marca 2017, 00:20

Quest z dziewczyną zatem, klamka zapadła trzymam was za słowo.
A zatem. Nie wybraliście bramki numer jeden to jest...
Orcus Wielki, Podgórze niedaleko Gasty, Kopalnia Tob, osmy dzień czwartego tygodnia Kosar-Rana, wieczór.

Reinwald był wściekły. Przez kilka chwil miotał się po swej izbie skąd przez przestrzenne okno miał widok na całą kopalnię kamienia. Setki karków pochylonych przy iście morderczej pracy przy wydobywaniu materiału przeznaczonego na budowę, nowych kaplic, na potrzeby gildi kupieckich i arystokracji Gasty. Cały rynsztok szumowin, skazańców a także tych niewinnych, zbyt surowo skazanych przez srogie i szybkie w osadzie katańskie prawo.
Władyka tego piekielnego przybytku cisnął z hukiem ciężką pancerną rękawicą o podłogę. Przyklękły na jedno kolano woj nawet nie drgnął. Wiedział, że odezwać się teraz znaczyło karku niepotrzebnie nadstawić. Stary rządził nadal żelazną ręką. Nie dalej jak tydzień temu kazał batem niewolnicę z dzieckiem batem oćwiczyć tak że zmarła.

- A to srajtek jeden! Gówniarz mi będzie wstyd robił! Mi! Panu na Tob! - czerowne lico i nabrzmiałe sznurki mięśni szyi jawnie świadczy o tym, że gołąb przyniósł jednak złe wieści.

- Zachciało się gnojowi rycerzowanie, jakby nie mógł porządnym wojem zostać jak reszta mężczyzn z naszej rodziny. Nie! Musiał postawić na swoim. honor i dworowanie, no to ma za swoje srajtek jeden - Błysk w oku padł na przyklękłego sługę.

- Wojów weźmiesz dobrych.. - mówił stary tłumiąc w sobie resztki gniewu - I ruszysz natychmiast do katańskiej świątyni na rozstajach. Właśnie mi tamtejszy kapłan gołębia przysłał, że w okolicy mój synek leży. Posztyletowały mi chłopaka, gady jedne przebrzydłe.

Ręka zgniotła z nienawiścią drobną wiadomość przesłaną przy pomocy ptaka.

- Weźmiesz też tego nieroba nekromantę, niech się do czego wkońcu przyda. Niech pociągnie za języki umarłych, musimy wiedzieć...

- Panie, wybacz moje pytanie ale czy przypadkiem nie zabroniłeś mu przeszkadzać póki tego nowego wynalazku nie sko...

- Gówno mnie wynalzak obchodzi! Gówno, słyszysz! Choćby za wszarz i siłą, z wieży wyciągnij. Niech się przewietrzy naftaliniarz, raz mu się nic nie stanie. Ruszaj! Byle wartko.

Woj nie czekał, wolał jechać. Wiedział że w kopalni zaraz łby się potoczą jeden po drugim póki staremu złość nie puści. A wtedy znowu braki siły roboczej trza będzie jakoś uzupełnić by terminów dla gildii dotrzymać.

[center]***[/center]
Nie wybraliście bramki numer dwa, czyli rytuału...
[center]Orcus Wielki, Puszcza niedaleko Gasty, Kaplica na Rozstajach, ósmy dzień czwartego tygodnia Kosar-Rana. [/center]

Chłopak zamrugał zdziwionymi oczami na ślepca. Zazwyczaj żebraków nie wpuszczano w podwoje przybytku Najwyższego.

- Tędy, chodźcie w stodole na sianie ciepło wam będzie...

Tymczasem przy kolacji było coraz to weselej. Pełne żołądki i ciepło z kominka bijące swoje zrobiły. Na raz z drzwi bocznych do sali dołączyły dwie markietanki co to ich przyjemność na trakcie mieli już poznać. Obie zapłakane. Choć tęższa starała się nieco pocieszyć koleżankę.

- Oj tam, oj tam nie płacz. Nic nie zrobim. Piniędzy nie mamy takich a że się już normalnie rozliczyć z nim nie da, to co poradzim. Trza pomyśleć...

- Ale, ale jak nie wyleczym to z czego się będziem utrzymywać. Toż choroba nas ode środka zeżre.

- Może poryzykujem i się trochę grosza nazbiera, potem wrócim i się uleczym jak należy.

- Coś ty... nawet z to zniżko to kupa piniendzy. A jak kogo w ten czas zarazisz to wiesz co będzie, batem zaćwiczą przy pręgierzu miejskim - powiedziała druga i ryknęła płaczem.

- Oj tam, oj tam, jkoś to będzie... - powiedział tęższa i przytuliła bidulę.

W tym czasie pozostali ucztowali, krasnoludy jadły za dwóch i humor powszechnie dopisywał. Po chwili pojawił się i sam kapłan. Uśmiech gospodarza na twarz przywdział i osobiście doglądał czy aby czego gościom nie zabrakło. Potem kazał jeszcze pienistego przynieść co było rzeczą o tyleż dziwną co i niepokojącą. Żadna bowiem katańska świątynia tak bez powodu podróżnych nie witała.

Kapłan rozejrzał się po twarzach oblanych już lekkim rumieńcem wynikłym z ciepła i alkoholu. Po kilku uprzejmościach uznał, w końcu że moment to dobry.

- No to jak... - klepnął się po kolanach spoglądając po biesiadnikach - Namyśliliście się? Pojedziecie mi to zbiegowisko w lesie rozgonić? Żeby to gdzie indziej czynili niż na Starym Pogorzelisku to bym się nie śpieszył, a tak... Sami rozumiecie, miejsce to ponure... - przechylił się konspiracyjnie jakby sekret jaki zdradzał i ciszej mówił dalej - Za Najświętszego Katana stracono tam masę osób, tych wiecie co z Gasty przyszli. Potem Ojciec Orków zabitych spalić kazał. Mowę płomienną z głazu co koło naszej świątyni stoi odprawił i wojsku na Gastę kazał uderzyć. Sami wiec rozumiecie jakiego to ja tutaj artefaktu doglądam. Leży on od wieków w miejscu gdzie stał, kiedy Najjaśniejszy z niego przemówić raczył. A te dziwaki w lesie, w jego bezpośredniej bliskości śpiewy i potańcówki na cmentarzysku pokaranych sobie urządzają. W takim miejscu hulanki. To się nie godzi przecie!Toć każdy wie, że nie wszystek duch tam leży spokojnie aż do dzisiaj...

Uspokoiwszy się nieco, zapytał raz jeszcze.

- To co, pojedziecie synkowie?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 21 marca 2017, 10:54

Drogi gospodarzu! Chcemy od kultu włości Katańskie wyzwolić. Wszak wiara rozpala nasze serca, niegodzi się aby herezje w miejscach taki odczyniać.

Wstał aby nabrać powagi i dobrze przemyśleć kolejne słowa. Wiedział, że stąpa na kruchym lodzie, woła jednak nie zostac wyrzucony przez gospodarza.

Pani Ardiela życiem swym zapąłcić chciała w zamian za pomoc. Widać to, że sprawa wagi życia i śmierci - powtórzył. Chcem z nią udać się i widzę iż mój druh Burga również. Jednak ręcze słowem żeto jedno kilka dni zwłoki i wrócim tu z się z kultem rozprawić, o ileś skłonny kilka dni przeczekać?
Obyśmy z hukiem nie wylecieli z świątyni Katana - myślę, że słowo powrotu wystarczy aby gospodarza uspokoić.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 22 marca 2017, 23:50

Stary ork poruszył wargami jakby chciał coś powiedzieć ale nie bardzo wiedział co. Wyglądał jakby nie był przyzwyczajon, że mu kto odmawia.

Zacisnął obie dłonie w pięści i wstał z siłą od stołu.

- Dobrze... - wysapał z trudem panując nad sobą. - Skoro tak... Wam to się nie dziwię. - spojrzał na Eitharta. - Rzęście innej wiary niźli ja i wolno czynić wam co się spodoba. Ale że wy za kawałkiem zadka w blasze lecieć łacniej chcecie, niźli za Katanem się stawić... - cmoknął z przyganą patrząc na półroka. - Toż to przeciw swemu stawać, jakoby.

Rzucił z ukosa spojrzenie, tyleż niebezpieczne co bystre Ardieli i ruszył do swych komnat. Tego wieczora nic już więcej biesadnikom nie podano.

Gdy tylko kapłan wyszedł dziewczyna ze łzami szczęścia przypadła do nóg Siwego.

-Ja... ja... strasznie wam dziękuję, aż nie wiem co powiedzieć... Tak mi teraz w sercu radośnie. Ja... i nie wiem jeszcze jak dług spłacić ale jakoś go wam spłacę.

Słysząc to, stojąca najbliższej drzwi murwa przestała pocieszać swoją towaryszkę. Wzięła się pod boki i powoli wyszła na środek pomieszczenia, Nabrała tchu w swoje solidne piersi...

- Znowu ona... - jęknął krasnoludzi kupiec w porę zauważywszy grozę owej sylwetki.

- Więc to tak... - Zaczęła powoli markietantka, niczym nie pilnowany wóz który nagle, na górce luzu złapał i zaraz się toczył coraz szybciej w dół będzie. - My tu jak jakie głupie oczy wypłakujemy a wystarczy po zwyczajowemu chłopom zapłacić by się za robotę wzięli. Czemu nie gadacie o co idzie, przecie byśmy się i my dogadały jak i ona.

Po twarzach w pomieszczeniu przeleciał cień zrozumienia, tylko Ardiela zdawała się w dziewczęcej naiwności nie pojmować o co idzie.

- Słuchajta chłopy jak załatwita ten cały obrzędówek co na cmentarniku biesiaduje to będzieta mieli gratis. Wszystkie. A ty już nie rycz, w mojej to głowie jest by za tę przysługę w agitacji na rzecz Najwyższego kapłan nam z ceny zszedł całkiem. Choć powiem ci co i jak zrobim... - szarpnęła drugą dziewkę, bowiem noclegownia kobiet gdzie indziej była.

Jeszcze przez dłuższy czas Ardiela nie przestawał dziękować za okazaną chęć niesienia pomocy jej jaśnie panience. Krasnoludy się pożegnały, ich dalsza droga w inną stronę wiodła. Potem, z wolna głosy w refektarzu powoli milkły, w miarę jak kolejni spać się kładli.


[center]***[/center]

Orcus Wielki, Puszcza niedaleko Gasty, gdzies w puszczy, ósmy dzień czwartego tygodnia Kosar-Rana, koło północy.

Hef miał dość. Sam nie dawał rady wozu wypchnąć z bagna w jakie wpadli. Cyrkowy wóz ważył nie mało, zwłaszcza klatka na niedźwiedzia była ciężarem. Choć teraz pusta.

- Nic to... - mruknął zdyszany kiedy po kolejnym napięciu całych sił mięśni wóz nawet nie drgnął. - Mus nam do ranka czekać. Wtenczas na powrót mnie w niedźwiedzia przemieni a wtedy jak szaprnę to od razy pójdzie. Nie frasujcie się przeto. - Zakończył wesoło.

Jednak stary zabójca nic nie powiedział tym razem. Hef miał wrażenie coś w starym pękło. Odkąd Feral zginął wczoraj, stary się zmienił jakby w środku. Nie dziwota. Feral był dla niego niczym syn. Miał zostać szefem tej komórki zabójców. To miał być kiedyś jego wóz cyrkowy i cały ten majdan, a teraz... Szef szykował go już od młodości. Od kiedy znalazł go jako sierotę na ulicach Gasty. Związał się. Nie powinien, sentyment to była rzecz zła w tym fachu, Hef dobrze o tym wiedział. Miał tylko nadzieję, że ta sprawa nie stała się teraz sprawą osobistą. Nadzieja była jednak nader nikła. Stary cyrkowiec przerwał ciszę.

- Jak się rankiem zmienisz, to tropić ich będziesz. Rozumiesz? Dalej, za mostkiem kilka dróg się odgałęzia, pójdziemy ich śladem gdziekolwiek poszli.

Hef przytaknął. Chłód w słowach starego był dużo gorszy niż wówczas dwa miesiące temu, kiedy stracili połykacza ognia. Hefa przeszły ciarki po plecach. Wiedział co ten ton oznacza.


[center]***[/center]

Orcus Wielki, Puszcza niedaleko Gasty, Kaplica na Rozstajach, dziewiąty dzień czwartego tygodnia Kosar-Rana.

Nazajutrz jak się pakowali w stajni jeno ślepiec stał. Wrota w ostrokoliku otaczającym zgrabne katańską kapliczkę otworzyli sami. Nie żegnał ich nikt. Wyjeżdżając spostrzegli niedaleko dużego buku wielki płaski głaz otoczony białym płotkiem przyrobionym w kwiaty. To na nim tysiące lat temu stał ponoć sam Katan i głosił mowę przed ostatecznym uderzeniem na Gastę. Podobno.
Burga odwrócił wzrok, jakoś mu ciężko było tego dnia na duszy. I sam nie wiedział z czego to się wzięło. Czy z tego, co kapłan wczoraj powiedział, czy z tego że dziewczyna do Siwego się śmiała i z nim rozmawiała. Jakby to on był bohaterem tylko. Półork kopnął gniewnie kamień leżący na drodze. Ten poturlał się w dół drożyny na końcu której już było widać małą wieś i zgrabny kasztelik.

Wędrowcy zatrzymali się na chwilę podziwiając widok sielskiej wioski skrytej w puszczańskiej gęstwinie. Chłopstwo tłumnie wylazło na główną ulice dziwnych gości zobaczyć. Co niechybnie świadczyło, że strach przed obcymi rzadko w tym miejscu gościł i że okolica spokojna być musiała. Kiedy wjechali w wieś wzbudzili powszechne zdziwienie. Nie bano się ich jednak. Coraz to bowiem który z chłopów pokazywał palcem na Ardielę, dziwieniu nie było końca.

Naraz któryś z młodszych chłopaków pędem do kasztelu się puścił. Dobiegając do wrót zakrzyknął parę razy:

- Rządco, rządco! Ardiela wróciła! Zbroja się znalazła!

Goście powoli dojechali do wrót kaszteliku. Bramy jednak nie rozwarto. W niewielkich drzwiczkach we wrotach umieszczonych stanęła wąsata postać w długiej sukmanie. Był to człowiek nieco tylko straszy od Siwego. Bystro obejrzał każdego podpierając się pięściami pod boki, gdzie przy pasie dyndał krótki mieczyk.

- Gdzieś ty do diaska była dziewczyno! I kto ci do licha pozwolił zabrać zbroję z pańskiego? Czy ci na rozum do końca już padło. Hę? I kogo do diaska z sobą prowadzisz?

- Wybaczcie, wybaczcie rządco. Musiałam. Zraz wam wszystko opowiem. Bohaterów przyprowadziłam w dom. Zaraz się sami przedstawią. Ale to szlachetni ludzie wielce. A ten to nawet uprzejmość uczynił i mnie włócznią przebił... - Szczebiotała radośnie dziewczyna pokazując zabandażowane ramię. - Ale nie żeby bardzo głęboko... - dodała ostrożniej widząc jak rządca rusza nerwowo wąsem i czerwienieje na twarzy.
Do piątku może być czas na wpisy?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
mastug
Reactions:
Posty: 1708
Rejestracja: 03 grudnia 2009, 23:24
Has thanked: 22 times
Been thanked: 15 times

Post autor: mastug » 23 marca 2017, 00:48

-Nie sróżcie się panie rządco na białogłowę -starzec odezwał się z drugiego rzędu - Ona w dobrej intencji obecnych tu dzielnych mężów sprowadziła.

Po czym zrobił pół kroku do przodu aby rozmówcy pokazać swoje oblicze.

-Podle słów Ardieli jej pani pomocy potrzebuje. Toteż miejcie na względzie panie włodarzu, że niezwykłą odwagą i poświęceniem się wykazała. Z narażeniem własnego życia ratunku dla pani tego zamku szukała. Za tą sprawę walczyła i swoją krew przelała. Tylko z woli Gorlama jeszcze żyje , bo syn Asteriusza odważnych i prawych od śmierci chroni. A tylko boskie przeznaczenie mogło ją od śmierci ocalić bo z doświadczonym i zaprawionym w boju adwersarzem walczyć jej przyszło.

-Skoro sami bogowie jej sprzyjają to i my maluczcy także musim , dlatego tu jesteśmy. A żeby tego było mało sam kapłan Gorlama jest z nami. Przeto zamiast gniewem nas witać , popatrzcie na nas łaskawym okiem i opowiedzcie co z panią tego dworu? Czy w czas przybyliśmy?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 marca 2017, 14:48

Eithart jechał przez wieś uśmiechając się do miejscowych. Pogłaskał jedengo ze smarkaczy, który biegł przy jego koniu, bo przybycie obcych nie lada sensację wzbudziło i zanteresowanie mieszkańców. Ale w duszy nie śmiał się, jeno troski różne go żarły.

Tu pewnikiem trzeba będzie głowy wytężać, aby szlachcinakę od złego uchronić, ale kto wie, może i jako w Duviku, przyjdzie przeciw złu z mieczem w dłoni stanąć - pomyślał Gorlamita, schodząc z wierzchowca. Pełen obaw był, bo niemal pewność miał iż niewiasta złożona niemocą, nie z naturalnych przyczyn w takim stanie jest.

Ślepiec już wyłuszczył sprawę rządcy i kapłan musiał przyznać, że stary gładko gada, tonem raczej kogo kto świata w życiu doświadczył.

Mus im się będzie po kasztelu rozejrzeć i chorą szlachciankę zobaczyć.
Czy Eithart w końcu dostał jakieś złoto od kupca i czy udało mu się zakupić PM?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 23 marca 2017, 15:36

Łowcę biegł poprzez las przepatrując teren. Tu przesadził przez kłodę, tam doskoczył do drzewa. Rozglądał się i nasłuchiwał. W końcu przysiadł patrząc jak daleko między drzewami migają konie idące traktem.

Półork walnął pięścią w omszałą korę. Był na siebie zły. Wczoraj przy wieczerzy zatkało go. Chciał coś powiedzieć, jakoś ująć się za sprawą pięknej pannicy, ale nic nie wykrztusił. Siwy załatwi sprawę. Tyle, że to mógł być on i się Adrieli przypodobać. Teraz już jednak po wszystkim. Rozlane mleko nad którym nie ma co ronić łez.

Konie zaczęły się do niego zbliżać więc ruszył biegiem dalej.

Bieg go uspokajał, choć natrętne myśli o kobiecie nie dawały mu spokoju. Żeż na wszystkie demony, co go tak nagle wzięło. Urok jakiś czy co. Jeszcze na dodatek nie mógł wymyślić nic ciekawego, żeby zacząć z nią rozmowę. Gdy jechał przy niej jego wzrok cały czas kierował się ku niej. Musiał się pilnować coby cały czas się na nią nie patrzeć. Nic to. Siwy wiedział o co chodzi. Uśmiechał się kącikami ust. Co było robić, trzeba było wyrwać się na zwiad. Tu w lesie przynajmniej miał zajęcie.

Wkrótce dotarli do wioski a następnie przed zamek. Teraz miał swój moment. Trzeba się jakoś z dobrej strony pokazać.

- Takoż zarządco... hmmmm. Przybyli my coby pomóc
- mruknął pierwej głośno, a następnie coraz ciszej półork.

No to po ptakach, ale żem palnął. Skarci się w myślach ork.

- To może ja zajmę się końmi ...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 23 marca 2017, 23:42

Rządca minę miał nietęgą, jednak w myśli coś zważył, wąsami poruszał i z wolna powiedział.

- Konie i ekwipunek wasz każę do gospody zaprowadzić, a wy panowie możecie się zobaczyć z naszą jaśnie panienką. Powiedzcie jeno kogo mam ja zapowiedzieć. Widzę, że wyznawca Asteriusza się miedzy wami znajduje. Co zaś się tyczy waszej broni to trza ją tu przy wejściu odźwiernemu wojowi zostawić, takie są u nas prawa przy wjeździe do kaszteliku.

Ardiela zmarszczyła brwi wyraźnie zdziwiona.

- A od kiedy to, takie prawa?

- Od zawsze, tylkoś nie pamiętała. Marsz oddać zbroję jeno już! - Warknął wyraźnie poirytowany.

Złożywszy broń długą weszli na dziedziniec. Kasztel był średniej wielkości. Stanowił go dwa piętrowe budynki połączone z jednej strony palisadą z bramą, przez którą weszli do wnętrza z drugiej zaś strony rzędem murowanych gospodarczych pomieszczeń.

Jak tylko weszli do środka, przy boku rządcy pojawiło się dwóch licho wyglądających włóczników zbrojnych w dębowe pawęże i w przeszywanice odzianych. Korowód ruszył do wnętrza jednego z kaszteli. Ardiela pochód wyprzedziła nie wytrzymawszy.

Ciemno było w środku kasztelu i wilgocią wiało. Znać było z razu, że lata świetności budowla za sobą już miała.

Weszli na piętro do sali przyjęć gości. Sala była przestronna ale zaciemniona, przez stare zasłony lambrekiny z trudem światło wpadało. W jednej części sali stało drewniane siedzisko obłożone skórami. Nad nim zaś wisiała przywiązana pasami gadzia czaszka o nielichych rozmiarach.

W kącie przy jednej z zasłon stała młoda dziewczyna, ubrana na czarno o smutkiem przepełnionych oczach. Przy niej w zbroi klęczała Ardiela.

- ...i oni pomogą ci moja Pani, obiecali... - mówiła nieskładnie dziewczyna w zbroi.

- Pani goście do ciebie - rzucił niechętnie rządca.

- "Gdy serce pęknie na mróz, Jak w zimie buki pękają, Połóżcie mnie na wóz, Niech jedzie furka pejzażu..." - pozwiedzała cicho szlachcianka i zwróciła smutnę oczęta na wchodzących.

[center]Obrazek[/center]

- Ratujcie ją, ratujcie bo mi pani moja ukochana na serce zejdzie! - ryknęła płaczem Ardiela.
Nie było bardziej przyzwoitej grafiiki, wybaczcie. Musicie ją oczyma wyobraźni uniewinnić.
Spoiler!
Wychodzi mi tak. Za cały majdan zabójców z podziałem na czterech ( Siwy, Eithart oraz Krasnolud) po 9 sztuk złota. Burga pas z ośmioma nożami i 5 szt złota. Wszystkie monety na poświadczonym przez krasnoluda z gildii papierze, do odbioru w najbliższej placówce gildii, na okaziciela. Brodacz nie ma takiej gotówki by wypłacić od razu. Poza tym po jednej sztuce złota, w pieniążku. Eithart dodatkowo sztukę złota za leczenie co wydaje się fair biorąc pod uwagę fakt iż nie używał na ochroniarzu magi.
Zapomniałem o tym PM na śmierć i musimy zrobić to technicznie. Kapłan Katana podczas biesiady, nim zgęstniał nastrój, oddał PM Eithartowi jaki spożytkował na leczenie młodego rycerza. Nalegał. Przyjmie tez glejt kupiecki jeśli Eithart będzie chciał dokupić PM.

Pozostają tylko podejrzane filoki i mazidła, których kupiec nie chce. Za duże ryzyko, ze to coś lewego, a gdyby mu to przy przeszukaniu na wjeździe do miasta znaleźli na wozie to po kupieckim patencie.

Rzeczy do podziału:
1. Cztery flakoniki, zamknięte, w środku dziwna lekko płynna substancja, Ktoś otwiera?
2. Dwie porcje czarnej mazi w zawiniątkach, zapach i wygląd jak to co było na ich nożach.
3. Dwie porcje zioła, zapach jak to które było nad paleniskiem.

Jak nie wykażecie zainteresowania podziałem tym gratami uznam, że się zbiły, zgubiły, zamoczyły bądź przepadły.

Aha jeszcze jedno. Dzielny ślepiec otrzymuje całe 60 szt srebra za obudzenie w szopinie, co i tak krasnoludowi wydało się aż nadto lekką ręką oddanym majątkiem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 24 marca 2017, 09:16

Półork stanął w drugim szeregu nie pchając się prze oczy lepszym od siebie. Unikając wpatrywania się w panią na zamku poczynił jednak pewne spostrzeżenia. Czy ta kobieta mówiła do nich czy też może recytowała sobie jakowyś wiersz?

Coś mu zaczęło świtać w głowie. Żyjąc w wielodzietnej rodzinie miał też siostry. Tak starsze jak i młodsze. Jedna rzecz mu przyszła do głowy. Kiedyś podglądał siostry siedzące nad jeziorem wraz z koleżankami. Poniekąd liczył, że pójdą się wykąpać, ale się przeliczył. Podsłuchał za to farmazony jakie wygadywały. Jedna z nich podkochiwała się w synu kowala, tamtej jednak upatrzył sobie piersiastą córkę szkutnika. Sara bo tak się nazywała płaczliwe dziewcze, też biadoliła, że nie ma dla niej ratunku, że umiera z miłości, że jak nie ten to żadem. Burga zbytnio się nie przysłuchiwał, bo go nie interesowały boleści niewieściego serca teraz jednak gdy to jego zaczynał kłuć pod mostkiem i uciskać na pierś wzbudzając niczym nie sprowokowane westchnienia jakoś od razu mu się to przypomniało.

Czyżby było tak, że tani (tanini, tanka - nie wiem jak ten tytuł odmieniać) zapałała gorącym uczuciem go kogoś, kto nie jest dla niej odpowiednią partią, a rodzice zakazali takowych amorów. Czyż żaląc się swej służce nie mówiła, że spokój jej przyniosą odmęty zimnej wody lub jak teraz o pękaniu serca na mrozie. Być może ktoś ją odrzucił?

Burga czekał przestępując z nogi na nogę, aż ktoś wreszcie zacznie rozmowę.

Awatar użytkownika
dretch
Reactions:
Posty: 661
Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 1 time
Been thanked: 7 times

Post autor: dretch » 24 marca 2017, 10:01

Droga Pani, ukłonił sie nisko Siwy.
Z daleka pochodzę, lecz po świecie chodzem już wiele wiosen i zim. Nie jedno widziałżem, różne drążące choroby moim oczom się ukazywały przez te wszystkie lata. W służbie armii Katana był jako kusznik i chirurg.

Podniósł zacisniętą pięść w kierunku czoła, wyrażając gest wiary. Jednak wprawa żołdaka dalej go nie opuściła i wyglądało to bardziej jak salutowanie.

Jeżeli miłościwy Pan i Pani pozwolą zbadam i byc może poradze coś na choroby cielesne - rzucił szybko okiem na towarzyszy, a wszczegołności na Ardielę uśmiechająć się jakoby do niej.

Jednak jeżeli to z duchem związane udręczenie moje ręcę na nic nie poradzą - ponownie spoważniał wypowiadając te słowa.
Jeżeli się zgodza przeprowadzę badania, reszta może uczestniczyć. Zalezy mi na pomocnej dłoni. Może to być Burga lub Kapłan. Reszta niech rozpyta od kiedy Pani się tak zachowuje, może zdobęda jakieś wskazówki.

Do MG
Spoiler!
Wykorzystam zioła zabójców - te do uśpienia abyśmy mogli sprawdzić każe zakamarki tanównej ;). Zioła znam jako zielarz.

- rozpalimy w kominku w osobnym pomieszczeniu, poprosze o kadzidło i węgla drzewnego.
W kadzidle zakopce zioła. Obecnym nakaże zawiązać usta i nos szmatami aby się nie poddać działaniu. Następnie dymem Panią uracze aby się w sen udała. Wtedy przejdę do obdukcji.

Ze skarbu jeżeli nikt nie przeszkodzi zabieram:
1. Cztery flakoniki, zamknięte, w środku dziwna lekko płynna substancja, Ktoś otwiera?
3. Dwie porcje zioła, zapach jak to które było nad paleniskiem.
Ostatnio zmieniony 24 marca 2017, 10:11 przez dretch, łącznie zmieniany 1 raz.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071

**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353

--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 24 marca 2017, 10:46

Do MG
Spoiler!
Z łupów chciałem także pas z ukrytym ostrzem.

ODPOWIEDZ