Stary ork poruszył wargami jakby chciał coś powiedzieć ale nie bardzo wiedział co. Wyglądał jakby nie był przyzwyczajon, że mu kto odmawia.
Zacisnął obie dłonie w pięści i wstał z siłą od stołu.
- Dobrze... - wysapał z trudem panując nad sobą. - Skoro tak... Wam to się nie dziwię. - spojrzał na Eitharta. - Rzęście innej wiary niźli ja i wolno czynić wam co się spodoba. Ale że wy za kawałkiem zadka w blasze lecieć łacniej chcecie, niźli za Katanem się stawić... - cmoknął z przyganą patrząc na półroka. - Toż to przeciw swemu stawać, jakoby.
Rzucił z ukosa spojrzenie, tyleż niebezpieczne co bystre Ardieli i ruszył do swych komnat. Tego wieczora nic już więcej biesadnikom nie podano.
Gdy tylko kapłan wyszedł dziewczyna ze łzami szczęścia przypadła do nóg Siwego.
-Ja... ja... strasznie wam dziękuję, aż nie wiem co powiedzieć... Tak mi teraz w sercu radośnie. Ja... i nie wiem jeszcze jak dług spłacić ale jakoś go wam spłacę.
Słysząc to, stojąca najbliższej drzwi murwa przestała pocieszać swoją towaryszkę. Wzięła się pod boki i powoli wyszła na środek pomieszczenia, Nabrała tchu w swoje solidne piersi...
- Znowu ona... - jęknął krasnoludzi kupiec w porę zauważywszy grozę owej sylwetki.
- Więc to tak... - Zaczęła powoli markietantka, niczym nie pilnowany wóz który nagle, na górce luzu złapał i zaraz się toczył coraz szybciej w dół będzie. - My tu jak jakie głupie oczy wypłakujemy a wystarczy po zwyczajowemu chłopom zapłacić by się za robotę wzięli. Czemu nie gadacie o co idzie, przecie byśmy się i my dogadały jak i ona.
Po twarzach w pomieszczeniu przeleciał cień zrozumienia, tylko Ardiela zdawała się w dziewczęcej naiwności nie pojmować o co idzie.
- Słuchajta chłopy jak załatwita ten cały obrzędówek co na cmentarniku biesiaduje to będzieta mieli gratis. Wszystkie. A ty już nie rycz, w mojej to głowie jest by za tę przysługę w agitacji na rzecz Najwyższego kapłan nam z ceny zszedł całkiem. Choć powiem ci co i jak zrobim... - szarpnęła drugą dziewkę, bowiem noclegownia kobiet gdzie indziej była.
Jeszcze przez dłuższy czas Ardiela nie przestawał dziękować za okazaną chęć niesienia pomocy jej jaśnie panience. Krasnoludy się pożegnały, ich dalsza droga w inną stronę wiodła. Potem, z wolna głosy w refektarzu powoli milkły, w miarę jak kolejni spać się kładli.
[center]***[/center]
Orcus Wielki, Puszcza niedaleko Gasty, gdzies w puszczy, ósmy dzień czwartego tygodnia Kosar-Rana, koło północy.
Hef miał dość. Sam nie dawał rady wozu wypchnąć z bagna w jakie wpadli. Cyrkowy wóz ważył nie mało, zwłaszcza klatka na niedźwiedzia była ciężarem. Choć teraz pusta.
- Nic to... - mruknął zdyszany kiedy po kolejnym napięciu całych sił mięśni wóz nawet nie drgnął. - Mus nam do ranka czekać. Wtenczas na powrót mnie w niedźwiedzia przemieni a wtedy jak szaprnę to od razy pójdzie. Nie frasujcie się przeto. - Zakończył wesoło.
Jednak stary zabójca nic nie powiedział tym razem. Hef miał wrażenie coś w starym pękło. Odkąd Feral zginął wczoraj, stary się zmienił jakby w środku. Nie dziwota. Feral był dla niego niczym syn. Miał zostać szefem tej komórki zabójców. To miał być kiedyś jego wóz cyrkowy i cały ten majdan, a teraz... Szef szykował go już od młodości. Od kiedy znalazł go jako sierotę na ulicach Gasty. Związał się. Nie powinien, sentyment to była rzecz zła w tym fachu, Hef dobrze o tym wiedział. Miał tylko nadzieję, że ta sprawa nie stała się teraz sprawą osobistą. Nadzieja była jednak nader nikła. Stary cyrkowiec przerwał ciszę.
- Jak się rankiem zmienisz, to tropić ich będziesz. Rozumiesz? Dalej, za mostkiem kilka dróg się odgałęzia, pójdziemy ich śladem gdziekolwiek poszli.
Hef przytaknął. Chłód w słowach starego był dużo gorszy niż wówczas dwa miesiące temu, kiedy stracili połykacza ognia. Hefa przeszły ciarki po plecach. Wiedział co ten ton oznacza.
[center]***[/center]
Orcus Wielki, Puszcza niedaleko Gasty, Kaplica na Rozstajach, dziewiąty dzień czwartego tygodnia Kosar-Rana.
Nazajutrz jak się pakowali w stajni jeno ślepiec stał. Wrota w ostrokoliku otaczającym zgrabne katańską kapliczkę otworzyli sami. Nie żegnał ich nikt. Wyjeżdżając spostrzegli niedaleko dużego buku wielki płaski głaz otoczony białym płotkiem przyrobionym w kwiaty. To na nim tysiące lat temu stał ponoć sam Katan i głosił mowę przed ostatecznym uderzeniem na Gastę. Podobno.
Burga odwrócił wzrok, jakoś mu ciężko było tego dnia na duszy. I sam nie wiedział z czego to się wzięło. Czy z tego, co kapłan wczoraj powiedział, czy z tego że dziewczyna do Siwego się śmiała i z nim rozmawiała. Jakby to on był bohaterem tylko. Półork kopnął gniewnie kamień leżący na drodze. Ten poturlał się w dół drożyny na końcu której już było widać małą wieś i zgrabny kasztelik.
Wędrowcy zatrzymali się na chwilę podziwiając widok sielskiej wioski skrytej w puszczańskiej gęstwinie. Chłopstwo tłumnie wylazło na główną ulice dziwnych gości zobaczyć. Co niechybnie świadczyło, że strach przed obcymi rzadko w tym miejscu gościł i że okolica spokojna być musiała. Kiedy wjechali w wieś wzbudzili powszechne zdziwienie. Nie bano się ich jednak. Coraz to bowiem który z chłopów pokazywał palcem na Ardielę, dziwieniu nie było końca.
Naraz któryś z młodszych chłopaków pędem do kasztelu się puścił. Dobiegając do wrót zakrzyknął parę razy:
- Rządco, rządco! Ardiela wróciła! Zbroja się znalazła!
Goście powoli dojechali do wrót kaszteliku. Bramy jednak nie rozwarto. W niewielkich drzwiczkach we wrotach umieszczonych stanęła wąsata postać w długiej sukmanie. Był to człowiek nieco tylko straszy od Siwego. Bystro obejrzał każdego podpierając się pięściami pod boki, gdzie przy pasie dyndał krótki mieczyk.
- Gdzieś ty do diaska była dziewczyno! I kto ci do licha pozwolił zabrać zbroję z pańskiego? Czy ci na rozum do końca już padło. Hę? I kogo do diaska z sobą prowadzisz?
- Wybaczcie, wybaczcie rządco. Musiałam. Zraz wam wszystko opowiem. Bohaterów przyprowadziłam w dom. Zaraz się sami przedstawią. Ale to szlachetni ludzie wielce. A ten to nawet uprzejmość uczynił i mnie włócznią przebił... - Szczebiotała radośnie dziewczyna pokazując zabandażowane ramię. - Ale nie żeby bardzo głęboko... - dodała ostrożniej widząc jak rządca rusza nerwowo wąsem i czerwienieje na twarzy.
Do piątku może być czas na wpisy?