PBF - WARSAW 2055

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 grudnia 2018, 19:40

Galeria Groclińska, 27 lipca 2055

Kurwa jego mać!

Jeden z ochroniarzy padł z łoskotem na posadzkę jadłodajni, waląc w nią kompozytowymi elementami swego pancerza. Drugi natychmiast sięgnął po broń, z szybkością ruchów zdradzającą jeśli nie aktwyny koprocesor bojowy, to przynajmniej całkiem niezły generator adrenaliny.

Wojski zaczął coś tłumaczyć drugiemu gościowi, chociaż krew tak mocno dudniła w skroniach Krzysztofa, że dźwięk ten dosłownie managera ogłuszał. Potrząsając głową dla otrząśnięcia, biznesmen uruchomił za pomocą sprzęgu mikrokamerę wbudowaną w mechaniczne oko, zaczął nagrywać w formacie 4K zajście w knajpie.

- Panowie, panie, rozpocząłem transmisję live w trybie udostępnienia przez MyAsskickingMovie! - oznajmił podniesionym głosem spoglądając na ochroniarza okiem, którego tęczówka pulsowała teraz krwistoczerwonym blaskiem pracującej kamerki - Znajdujemy się w Galerii Groclińskiej w Warszawie, gdzie brutalny personel zaatakował bez przyczyny kontuzjowanego wojennego weterana. Do zajścia doszło w trakcie realizacji programu z serii "Ukryta cyberkamera" dla Solorz Global Media Trust. Ze względów bezpieczeństwa zmuszeni jesteśmy przerwać realizację odcinka i opuścić obiekt, ale istnieje zagrożenie, że personel ochrony również przeciwko nam użyje przemocy. Proszę śledzić rozwój wydarzeń!

Podnosząc pustą prawą rękę Ketarski ponaglił nią resztę zespołu pokazując na ruchome schody wiodące w stronę parteru.

- Ekipa, wychodzimy stąd! A pan niech pozostanie na miejscu, aby nie eskalować poczucia zagrożenia. Uprzedzałem pana, że to były specjals, trzeba było uwierzyć na słowo. Nie zamierzamy wnieść skargi na panów zachowanie, jeśli rozstaniemy się polubownie, w przeciwnym razie wyemitujemy materiał z całego zajścia w wieczornym paśmie Polsatu.
Grzecznie i z rękami na widoku, wszyscy wycofujemy się z jadłodajni...

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 03 grudnia 2018, 22:21

Galeria Groclińska, 27 lipca 2055

Dobre sobie Bartkowski, to jak wreszcie nazywa się ten super szpieg - pomyślał Lenu, ale nim zdążył wytłumaczyć dlaczego pułkownik Szukalski jest Bartkowskim, chłopaki się pobili. Bartkowski czy Wojski, vel Szukalski skopał porywczego mundurowego, a 049 narobił rabanu.

- jakie pobicie? Chłopaki dali sobie po razie! - próbował tłumaczyć. Ale broń w ręku ochraniarza i jasny komunikat o posiłki zawisł złowieszczo w powietrzu podsycany zapachem przearomatyzowanego jadła. Słysząc tłumaczenia Krzyśka wszedł na powrót w swoją rolę.

- Świetne! Manifest przeradza się w performance, brud który przywdziali dobrowolnie przypadkowi bohaterowie dokumentu, dotyka tych, którzy nimi gardzą. Wzgarda jako nosiciel społecznej choroby ubóstwa i alienacji. - Przesuwając się spokojnie tak żeby stanąć na linii strzału między Wojskim i 049, Lenu kontynuował - Posiadający zimną krew profesjonaliści, pozostają odporni na szlam ulicy, pustkę dnia następnego. - mrugnął do strażnika, spokojnie schylił się i podniósł upuszczona karteczkę. - Ci nie zostaną zapomniani, o nich usłyszycie w kolejnych odsłonach Ukrytej Cyberkamery, może ktoś chciałby zostać naszym ekspertem, poszukujemy ludzi, którzy potrafią szybko, trafnie i nieszablonowo rozwiązywać problemy. - zamachała karteczką z numerem i zaczął spokojnie się cofać w kierunku ruchomych schodów, może nawet odwrócił się i lekko pokręcił kuprem, wspomaganym idealnie skrojoną spódnicą.

- Torebka Geiger!

W miarę możliwości wycofujemy się, ale Lenu nie zapomni o swoich gratach. (ciuchy ma pod pachą, a torebkę może weźmie O.D. - będzie mu do twarzy :) ) W zależności jak zachowa się strażnik Lenu będzie jak najdłużej osłaniał kolegę swoim ciałem. Jest gotowy w sytuacji ekstremalnej użyć aikido - chwyt +3

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 grudnia 2018, 09:28

Praga, Gokuł, 27 lipca 2055

...Uprzedzałem pana, że to były specjals...

Ochroniarz numer 049 doskonale zdawał sobie sprawę, z kim ma do czynienia i właśnie to powodowało nie liche drżenie jego dłoni. Nie miał zamiaru nadmiernie ryzykować i bawić się w bohatera. Nie za tą nędzną pensję jaka co miesiąc wpływała mu na konto. Zatem zrobił to co nakazał mu przez hełm centrum ochrony Gokułu czyli został ze swoim ormiańskim towarzyszem.

- To jeszcze kurwa nie koniec... spotkamy się jeszcze... - rzucił buńczucznie jego leżący kolega, kiedy grupa oddalała się od kolorowych opustoszałych stolików.

Zaczęli zjeżdżać szklaną windą kiedy zobaczyli pierwsze ochroniarskie uniformy. Czarnych nie było wielu ale widać było, że akcja już jest prowadzona z centrum, bo sprawnie niczym polujące wilki odcinali drogi prowadzące do wewnątrz galerii, zostawiając im tylko jedną możliwą drogę ewakuacji. To jest do bramki wyjściowej galerii. Zapewne stał tam już cały kordon powitalny czarnych. Wojski odruchowo poprawił spluwę, upewniając się co do jej położenia. Czuł wyraźnie jej ciężar. To go zawsze uspokajało.

Oko Ketarskiego wychwyciło ruch ręki przyrodniego brata. Pot przeszedł mu po plecach. Jego umysł pracował na pełnych obrotach analizując możliwe zdarzenie oraz to jak mogło by to wpłynąć na jego karierę jako HR-owoca. Palce instynktownie zacisnęły się mu na chromowej poręczy windy, aż pobielały mu kłykcie.

Taka akcja w galerii, i to w sławnym Gokule. No nieźle. Kurwa jego mać! - zaklął w myślach Ketarski.

Niezwykle ciepły kobiecy głos płynący z niewidocznych głośników przerwał mu tok nerwowych myśli galopujących po głowie.

[center]Szanowni Państwo, zapraszamy do udziału w licznych dzisiejszych eventach galerii. Informujemy, że na piątym piętrze byli państwo właśnie świadkami, co miesięcznych ćwiczeń ochrony naszej Galerii. Prosimy spokojnie dokończyć posiłek i mamy nadzieję, że się państwu podobało. Ale to nie wszystko co przygotowaliśmy dla państwa w naszej wyjątkowej ofercie na ten dzień. Proszę bacznie wypatrywać okazji i specjalnych eventowych niespodzianek. Dziękujemy za uwagę i życzymy udanego shoppingu. [/center]

- I co, teraz może będzie szkoleniowa strzelanina? - zapytał ponuro fixer.

Nikt jednak nie reagował póki jechali w dobrym kierunku i jak na razie nie stwarzali problemów. Ochroniarze czekali na właściwy moment albo...

Zjechali na parter. Kolejne namolne hologeneratory sugerujące dziesiątki następnych rzeczy jakie mogli nabyć w galerii w wyjątkowych cenach był coraz bardziej wkurwiające. Przed nimi było wyjście z galerii i bramki ochrony. Nie było tam nikogo.

Wojski poczuł niepokój. Jako stary szef ochrony wiedział, że jeszcze za jego czasów takie bramki wyposażone były nie tylko w identyfikację personalną osoby, ale także w system automatycznego porażania przechodnia. Wystarczyło znaleźć się w metalowej framudze by impuls energetyczny złożył nawet największego borga jaki by się tam znalazł. Tylko ochrona przed mikrofalami umożliwiała bezpieczne przejście, ale musiała by być w formie kombinezonu okrywającego całe ciało.
Wojski rozejrzał się. Wilki w czarnych kevlarowych uniformach coraz bardziej zaciskały obławę spychając ich na bramki. Nie wiedział kto kierował ochroną z centrali, ale ktoś miał pojęcie. Pachniało mu kimś kto dobrze znał protokół Arasaki. Nic dziwnego, Klif, Gamok, i zapewne kilka innych podobnych warszawskich galerii mogło być własnością jednej i tej samej korporacji. A nawet jeśli nie, to na pewno korzystały z ochroniarskiej czołówki, by chronić luksusowe dobra jakie oferowały klientom. Musiały korzystać.

Mały chłopiec wyrwał się matce i pobiegł za balonikiem, wprost w światło podejrzanie opustoszałej bramki, a za nim jego elegancka matka z telefonem przy uchu. Bramka rozpoznała wzorzec identyfikując osobę i... nic się nie stało.

- Teraz kurwa, wychodzimy. Teraz mówię. - warknął Wojski i nim szarpiąca matka odciągnęła niesfornego smyka ze środka bramki wszyscy przedarli się na zewnątrz.

Zatrzymali się tuż na zewnątrz wejścia do galerii. Była tam pewna rosnąca w oczach grupka osób czekająca już na wejście do Gokułu, który z niezrozumiałych przyczyn nie wpuszczał klientów. Lenu szybko szukała swojej eleganckiej parasolki. Nikt ich nie ścigał. Monolit stał za nimi, czarny i niewzruszony.

[center]Dziękujemy za zakupy.[/center]


Powiedział automatyczny uprzejmy głos, który zwykł żegnać klientów.

Krzysztof odetchnął. Ale od razu uświadomił sobie, że to przecież nie był jeszcze koniec całej draki. Gokuł miał ich dane osobowe, nagrania. To była korporacja administrująca galerią, która pewne należała do jakiegoś zagranicznego holdingu, jak wszystko w Polsce. I tak pewnie będzie tym razem, bo choć zawinił jeden ochroniarz i należało go wyjebać z roboty, to przecież ten co go przyjął tez był winien bo nie potrafił dobrze wybrać sobie ludzi. Ketraski zastanowił się co w takiej sytuacji zrobił by sam. W dwudziestym pierwszym wieku ludzkość tworzyła wirtualne rzeczywistości dla swoich potrzeb, tworzenie realu z szemranych dokumentów i lewych nagrań już dawno było opanowane do perfekcji. Było powszechne i nudne. Włamanie się do serwerów korporacji z kolei było zajebiście ryzykowne.

Teraz pewnie ich prawnicy, przygotują stosowne papiery by zrobić komuś z dupy jesień średniowiecznej Europy. -pomyślał chłodno Ketarski.

Oczywiście ktoś taki jak Wojski był poniżej zakresu ich zainteresowań. Te prawnicze pijawki szukały kogoś kto miał choć trochę kasy. Będą szukać jelenia. Ketraski z niepokojem pomyślał o swoim ulubionym koncie bankowym i karierze.

Kurwa jego mać! - Znów zaklął Krzyś.

Ostre światła samochodów i szum deszczu. Kakofonia przyjemnie znanych miejskich dźwięków dawała ochłonąć po zdarzeniach.

Obrazek

Stali pod poliwęglanowym okapem, gdzie deszcz nie sięgał ich ubrań zastanawiając się co dalej. Krzyś przypomniał sobie, że w telefonie nadal ma zawieszoną rozmowę z przełożonym wyższego szczebla karząc mu czekać aż łaskawie zacznie dalej z nim rozmawiać. Takie zachowanie w korpo świecie uchodziło za mało eleganckie, delikatnie rzecz ujmując.

Kurwa jego mać!

Ketarski zaczął grzebać w kieszeni w pilnym poszukiwaniu komórki.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 04 grudnia 2018, 13:08

Warszawa, Praga, ulica koło Gokkułu, 27 lipca 2055

Zaduch gnijacych odpadków i migotliwe przyćmione światła bocznej alejki objęły solosa w posiadanie kiedy tylko wniknął w uliczkę. Tak to Wojski, dotarł do zaułka gdzie skitrał przy śmietniku swoje fanty w postaci gnata i zapasowego magazynka. Dotarł tam dokładnie w sam raz, by zobaczyć odjeżdżające czerwone światła śmieciarki. Zabrała kontener wraz z bronią! Wojski już z odległości stwierdził, że była pełna, a to znaczyło, że gonienie jej nie miało najmniejszego sensu bo wracała na bazę. Kierowana zdalnie przez SI brązowa śmieciara była po prostu kurewsko szybka i dopasowana do zielonych świateł tak by nigdzie się nie zatrzymywać. By nie roztaczać smrodu. Wojski to wiedział bo kiedyś raz się uparł i z nią gnał. To było jak przez przypadek zabrała połówkę dobrej jeszcze flaszki. Zrobił wtedy bite dziesięć kilometrów, co było nie lada wyczynem. Pamiętał, że biegł aż go płuca zaczęły palić, a w oczy mroczki naszły. To był nie lada wyczyn wtedy. Te bite dziesięć kilosów...

To znaczy, wedle jego prywatnego liczenia było te dziesięć kilometrów. Oczywiście rzeczywisty pomiar tej odległości mógł się znacząco różnić, w stosunku do powszechnego systemu metrycznego jaki stosowała reszta świata.

- Szanuj chuja swego, bo mogłeś wylosować mniejszego...

Usłyszał Wojski który stał w środku alei zastanawiając się co począć i już wiedział, że trafił na znajomego. Koleżka spoglądał na niego z ukosa szczając koślawo na ścianę budynku. Był to Kaszkiet. Jeden z wielu kumpli z dzielni.

Obrazek

- Masz tu twoje graty. - powiedział fumfel wyciągając upieprzoną ciudrachę z Biedronki w której kształcie Wojski od razy wymacał przyjemny kształt izraelskiego pistoletu. Niczego nie brakowało.

- Manager mówi do mnie, patrzaj jakiś nowy się nam po rewirze szwęda no to ja patrzę a tam ty coś przy kontenerku majstrujesz. Jak twoje to ja nie ruszam normalnie, ale jak podjechał metalowczak to se myślę zabezpieczę towar, żebyś start nie miał. To się pewno odwdzięczysz jak należy.

Za Kaszkietem faktycznie był ktoś jeszcze, kogo nie rozpoznawał. Wojski przełączył oko na tryb low light by się dokładnie przyjrzeć. Drugi z wolnych duchów tego miasta ubrany był w niemodny już garnitur. Miał kapelusz z rondem na głowie, a w ręce okropnie zniszczoną aktówkę. Wyglądał jak korpo szczur, który wyszedł z biura. Bo tak w istocie było. Cztery lata temu. Choć nikt bardzo nie wiedział dlaczego zrobił taką życiową woltę, kierująca go na ulice w opary wódy i zapach miejskich odpadów. W wolność. W jednym z oczodołów ziała czarna dziura, po wydłubanym cyberoku które zapewne zastawił za kolejną flaszkę. Miał zmęczoną twarz i w przeciwieństwie do Kaszkieta, bił od niego jakiś wyczuwalny smutek.

- Masz ładne cyberoko, Kentachi? - zapytał cichutko tamten.

Kaszkiet podszedł bliżej do Wojskiego, stając twarzą w twarz z wyższym o głowę ochroniarzem.

- Bartuś... a nie miał byś ty jakiego piątaka na "chleb nasz powszedni"? - W oczach Kaszkieta paliła się desperacja. Wojski znał to uczucie z autopsji, bardziej niż by chciał przyznać.
Co porabia reszta? Ktoś poszedł do śmietnika z Wojskim?
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 04 grudnia 2018, 20:45

Galeria Groclińska, 27 lipca 2055

Odwracając się twarzą w stronę drzwi galerii, Ketarski przycisnął plecy do ściany przystanku. Wiedział, że w okolicy grasowały gangi młodocianych złodziejaszków, najczęściej boosterów szukających funduszy na nową działkę Mózgotrzepa albo innej aktualnie popularnej używki. Ustawiwszy się w bezpiecznej pozycji i obserwując kątem oka oddalonych o kilkanaście metrów towarzyszy, biznesmen uruchomił myślą swojego sprzęgniętego smartfona.

Wznów połączenie Roman Dyndała. Rozłączone? Połącz ponownie.

Manager Prepaku wręcz kipiał od nadmiaru złych emocji. Zajścia w hotelu wydały mu się teraz mniejszym z dwóch problemów, w przeciwieństwie do obarczonego potencjalnie kosztownymi konsekwencjami wybryku Wojskiego w galerii.

- Panie dyrektorze, z tej strony Ketarski. Bardzo przepraszam za przerwanie rozmowy. Czy zgodnie z moją prośbą rozmawiamy na obustronnie szyfrowanym paśmie?

- Mhmm...

- Świetnie, dziękuję. Jak już wspomniałem, Molisade Adobe przyleciał do Polski. Odwiedziliśmy go w hotelu na Pradze. Prawdopodobnie to przemiły człowiek, ale nie zdołaliśmy wejść w głębszą konwersację. Zresztą domyślam się, że już pan to wie. Pan Adobe został zaproszony do współpracy przez drugą delegację naszej firmy, w sposób wykluczający odmowę tejże współpracy. Czy to oznacza, że mogę uznać zadanie za wykonane i autoryzować wypłatę wynagrodzenia kontraktorów?

- Chce pan uznać zadanie za zakończone?

Kilka sekund w bezruchu, ze spojrzeniem wbitym w mokre od deszczu czarne szkła handlowego monolitu.

- Miałem na myśli to, że pan Adobe został zabrany z hotelu przez drugą ekipę Prepaku Polska. W dodatku w znacznie bardziej komfortowych warunkach, bo odleciał z dachu hotelu aerodyną w naszych firmowych kolorach. Przyznam szczerze, że żałuję, iż zarząd nie zechciał udostępnić tej aerodyny moim współpracownikom. Gdybyście państwo zostawili nam do końca swobodę działania, pan Adobe przyjechałby do firmy w sposób dyskretny i bezpieczny. Obyłoby się bez wybuchów granatów w hotelu, bez przypadkowych ofiar i co najważniejsze, bez prywatnych nagrań, na których można zobaczyć naszą AVkę odlatującą z miejsca czegoś, co media mogą uznać pochopnie za akt terroru. Jedno z takich nagrań udało mi się zabezpieczyć, ale nie mam pojęcia, ilu świadków nakręciło dalsze. Zresztą nieważne, zarząd najpewniej wziął to pod uwagę planując równoległą operację przejęcia obiektu, prawda?

- Panie Ketarski... takie akcje nie są w stylu naszej firmy. My nie jesteśmy Militech. Handlujemy prepakiem na litość boską. Ktoś najwyraźniej zrobił nam koło pióra, podszywając się pod naszą markę. Proszę pozbyć się nagrań, wszystkich. Ostatnie czego chcemy to mieć problem z prasą. Czy jest pan na sto procent pewny, że mają Molisabe?
Zanim rzucę na PW serią dalszych pytań, poproszę o wstępną reakcję mojego przełożonego. Mam nadzieję, że nas pochwali i dołoży premię!
Ostatnio zmieniony 04 grudnia 2018, 22:59 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 04 grudnia 2018, 20:58

Praga, przed Gokuł, 27 lipca 2055


https://www.youtube.com/watch?v=PuyJmLI5waI


Wyszli, w mokrą przestrzeń, pełną przechodniów poganianych ulicznym szumem ostatnich godzin przed weekendem. Każdej krzykliwej reklamie odpowiadała jej zniekształcona przez stojącą na podłożu wodę, siostra. Jak twarze na reprodukcjach holenderskich artystów straszących nu w dzieciństwie ze ścian domu dziadków.

Schowany przed bogactwem metali ciężkich zaklętych w drobinach mżawki pod uliczną wiatą Lenu wolną ręką sprawdził smarta.

Dobra dziewczyny zostańcie w lobby.

Jednocześnie nie patrząc na kolegów nawijał.


- Świetnie, osiągnęliśmy nie lada sukces. Udało się nam wejść i wyjść z Gokuła w stanie nienaruszonym. - sfotografował kartkę z numerem i wrzucił do torebki, gdzie dzielna kartka, teraz już dowód przekroczenia kompetencji przez ochronę galerii, znalazła urocze towarzystwo, rozgniecionych pigułek, prezerwatywy, złamanej szminki koloru przejrzałego granatu... - panie Wojski, a może Bartkowski? Należy się nam jakieś...- zobaczył, że kolega już pobiegł w kierunku zaułka w którym był przed ich wejściem do Gokuła- ..wyjaśnienia. -A ten co? Jakiś rytuał, czy mu pęcherz szwankuje? - spytał O.D., bo Krzysiek nawijał obok przez telefon.

Wstał, rozłożył parasol i poszedł podglądać co w tajemniczym zaułku wyczynia kolega, spodziewając się nawet koreańskiej floty podwodnej. Ku nu zdziwieniu ten rozmawiał spokojnie z człowiekiem ulicy, zasuszonym, pogodzonym z losem, z kimś jeszcze, cieniem. Ewidentnie nie chodziło o pęcherz Wojskiego, Lenu odetchną z ulgą, bo kłopoty z pęcherzem oznaczały degradacje organizmu, a ten tam okaz miał wyjątkowo odporny organizm, można było go uratować. Był to więc jakiś rytuał ludzi ulicy, nie powinien im przeszkadzać. Spokojnie wycofał się z powrotem w stronę wiaty, jeszcze raz czy dwa odwrócił głowę.
Sorrka, wkleiła się cała płyta Otomo, chodziło o pierwszy utwór.
Ostatnio zmieniony 04 grudnia 2018, 21:08 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 04 grudnia 2018, 23:36

Warszawa, Praga, ulica koło Gokkułu, 27 lipca 2055

Bartkowski nie mógł przejść obojętnie obok niedoli bliźnich, a już szczególnie takich, którzy mu pomogli. Mogli olać, albo zabrać siatkę. Dobrze wiedzieli co było w środku i jaką ma wartość. Każdy szanujący się człowiek ulicy potrafił przeliczyć zawartość siatki na gramy alkoholu i wcale nie byłoby tego mało. Solo włożył ręce do kieszeni brudnych spodni i zrobił słonika. W dłoniach zostało mu jedenaście złotych i pięćdziesiąt siedem groszy. Całkiem niemało jak na jednego, ale tutaj to wychodziła tylko ćwiartka na trzech.

- To wszystko co mam mistrzowie złoci. Jest wasze. - oddał ostatnie pieniądze w ręce Kaszkieta: - Jeszcze wam się jakoś godnie zrewanżuje panowie, słowo honoru.

Całą trójka ruszyła bez słowa w znanej dobrze marszrucie. Po drugiej stronie zaułka był prowadzony przez Wietnamczyków bar z noodlami. Ale to była tylko fasada, bowiem ulica zaopatrywała się tam w nieakcyzowany alkohol w bardzo przystępnych cenach. Fakt, że czasem się po nim ślepnęło, ale dla kogoś takiego jak Wojski z cyberoptyką nie była to żadna niedogodność.

Wong, czy Pong, a może to był Ping-Pong bez słowa wziął od smutnego w niemodnym garniturze pieniądze i wręczył małą butelkę po Coli, pełną mętnego płynu. Do kompletu dołożył ryżowy kubeczek. On wiedział, że pewne zasady obowiązywały na ulicy i trio nie będzie piło jak zwierzęta - z gwinta. Wojski bezwolnie przełknął ślinę wiedząc dobrze ile precentów kryje się w niepozornej butelce.

Wrócili bez słowa do zaułka. Kaszkiet wlał jedną trzecią zawartości butelki i oddał z nabożną czcią w zaczynające się trząść ręcę Wojskiego:

- Jak mówi tradycja, pierwszy w gardło dobrodzieja naszego...

Bartkowski kulturalnie podziekował za wyróżnienie i honor, po czym przechylił zawarotść kubeczka czując jak alkohol rozgrzewa przełyk. Orgazm... To była ulga jak poranny szczoch... Poczuł, że znów jest królem życia.

- Ja pierdolę, ambrozja po prostu... - cmoknął zadowolony. Cały świat oddalił się od niego. Gokkuł, Adobe... Wszystko przestało mieć znaczenie. Prawie wszystko. O jednym nie zapomniał. Jego przyrodni brat czekał kilka metrów stąd.

A chuj tam! Jak kocha to poczeka. Spieniężę peemkę, to pomelanżujemy do jutra co najmniej - pomyślał. Kaszkiet i Korporacyjny dokończyli tymczasem flaszkę i kiwnęli do Bartkowskiego:

- Idziesz z nami. Chyba się coś na Gokkule działo i pewnie trochę wysępimy...

No kurwa pewnie, że idę. Zresztą nie będziemy nic sępić. Mam w reklamówie z biedrony tyle dobra, że ja pierdolę... - przeszło mu przez myśl, ale znów w myslach stanął mu Krzysiu. Potrzebował przyrodniego brata. Wojski z ogromnym, wręcz nieludzkim trudem odpowiedział:

- Sorry panowie. Mam honorową sprawę do załatwienia. Muszę iść. Do następnego...

Mężczyźni ze zrozumieniem pokiwali głowami. Bartek był Wojskim, który pewnie w dodatku miał do wykonania w domenie jakąś sekretną i niebezpieczną misję. Może trzeba było przetrzepać paru meneli z Grochowa? Odbić swojego człowieka z meliny na Saskiej Kępie? Woleli nie wnikać w szczegóły. Wojski z bronią maszynową, to nie były przelewki. Kaszkiet podszedł do Bartkowskiego i objął go męsku, tak jakby miał go widzieć ostatni raz w życiu:

- Rozumiemy Bartuś. Nic nie mów, tajemnica. Powodzenia.

Wojski z krwawiącym sercem i łzami w oczach odszedł od swoich powlókł się do obcych, czekających na ulicy.
Ostatnio zmieniony 04 grudnia 2018, 23:46 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 05 grudnia 2018, 16:06

Galeria Groclińska, 27 lipca 2055

- Zapewniam, że usunę wszystkie nagrania, do których zdobędę dostęp - manager HR łgał jak pies, doskonale poruszając się po grząskim terenie prawdy, półprawdy i gówno prawdy - Muszę założyć, że tamci zabrali Adobe. Czarnoskóry mężczyzna z paszportem Mozambiku. Ilu turystów z tego kraju kręci się każdego dnia po Warszawie? Bądźmy realistami, prawdopodobieństwo pomylenia go z kimś innym jest zerowe.

- Skoro jest pan pewien że go zabrali, pana misja jest skończona. Może pan wracać do bazy.

Kilka sekund milczenia, miękki szelest kropli gęstej cieczy spadających z dusznego nieba.

- Panie dyrektorze, nie chciałbym kwestionować pańskiego zdania, ale czy istnieje przynajmniej minimalne ryzyko braku jednomyślności zarządu wobec tej akcji? - Ketarski tkwił w bezruchu pod przystankiem, myśląc intensywnie nad dobrym rozegraniem wrażliwej rozmowy - Już panu tłumaczę, dlaczego. Mieliśmy dzisiaj włamanie do wewnętrznego systemu informatycznego. Oczywiście już pana o tym poinformowano, ale zapewne bez szczegółów. A sprawy mają się tak, że ktoś wszedł w moje dane systemowe logując się z wnętrza naszej centrali i to w sposób uniemożliwiający ochronie jego identyfikację. Mnie to śmierdzi kretem wewnątrz firmy. Co więcej, wcale nie jest łatwo od ręki załatwić sobie aerodynę w naszych kolorach, przemalowanie maszyny też zajmuje trochę czasu. Tak, panie dyrektorze, nadal jestem zdania, że ktoś w zarządzie postanowił grać inaczej niż reszta drużyny.

Odpowiedziała mu dłuższa cisza.

- Takie sugestie są... niebezpieczne, zwłaszcza przez telefon ale nie możemy ich przecież całkowicie wykluczyć.

- Jeśli jest pan zdecydowany nadal szukać Adobe, mój zespół jest do pańskiej dyspozycji, panie dyrektorze, niemniej... będę potrzebował pańskiego wsparcia. Do Warszawy przyjechał jeden z naszych ludzi z Krakowa, Chrzanowski, też z działu HR. Przeczucie podpowiada mi, że maczał w tym palce i jeśli to jednak nie rozłam w zarządzie, to może Chrzanowski pracuje dla konkurencji. Im bardziej o tym myślę, tym bardziej utrwalam się w takim przekonaniu. Może pan użyć swoich dyskretnych kontaktów, żeby go prześwietlić? I sprawdzić, dlaczego ochrona Prepaku bez uzgodnienia ze mną zablokowała salę konferencyjną, z której operował mój team? Ktoś od samego początku rzuca mi kłody pod nogi, a więc to musi być ktoś, kto chce panu zrobić pod górkę, panie dyrektorze.

- Wygląda na to, że dalsze poszukiwania nie miałby sensu jeśli go zabrano, prawda? Kwestie wewnętrzne w offisie biorę na siebie. Proszę się tym nie niepokoić. Gdzie pan jest? Mogę wysłać po pana transport...
Na koniec mam jeszcze jedną prośbę, ale najpierw muszę usłyszeć, co dyrektor Dyndała myśli na temat moich wcześniejszych przemyśleń...
Ostatnio zmieniony 05 grudnia 2018, 20:49 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 05 grudnia 2018, 23:56

Warszawa, Praga, ulica koło Gokkułu, 27 lipca 2055

Oglądnął się jeszcze raz, zanim stracił ich z widoku, siedzący zasuszony wstał, ruszyli, w trzech, Lenu wrócił się kilka kroków, wyciągnął ciało, szyję, szli krokiem lekkim jak dusze do nieba. Ale Lenu nie dojrzał dokąd odeszli, usłyszał tylko - Ej!!!~- głos dał chyba Berhar. Stojący na środku ulicy chłopak w obcisłej spódnicy, miał stać się łupem ulicznego grabieżcy na elektrycznej hulajnodze. A właściwie nie nu, co jego torebka. Zobaczył kontem oka mknącego wprost na niego chuligana. Lenu w ułamku sekundy przyjął pozycję, upuścił kuferek, ciuchy Wojskiego wylądowały w kałuży, wolną ręką złożył parasol, wystawiając się na toksyczny opad. Torebkę chwycił mocno lewą ręką, a złożonym silikonowym parasolem, niczym końskim chwostem, wypalił w twarz szarżującego na hulajnodze złodzieja, co definitywnie przerwało jego podróż, runął w kałuże w tej samej nanosekundzie, w której w jej siostrze wylądowały ciuchy Wojskiego. Wtedy poczuł szarpnięcie za kurczowo trzymana torebkę, słusznie było nie trzymać za pasek, ten by puścił. Nu odwrócił się do napastnika, ale wtedy szarpanie ustało, a niedoszły złodziej uciekał przez plac niczym mistrz olimpijski. Przy Lenu stał O.D. Wywrócony hulajgonista próbował porwać swój pojazd, ale krok Berhara wystarczył by go porzucił i uciekł na wzór kolegi.

- Dzięki - wydusił Lenu zbierając swoje rzeczy w deszczu. W dupie miał już parasol, makijaż beznadziejnie się rozmył, chciało nu się płakać. Pod wiatą rzucił ubrania na glebę, a raczej synto-gabro, usiadł na kuferku i otworzył na kolanach jajko.

48% baterii

Stworzywszy sobie prowizoryczne biuro, popatrzył na O.D. - Gdzieś musiał się podziać. Rzuć coś, na co ci ta hulajnoga, na pewno kradziona. Jakie bazy przeszukiwać?

Henryk musi coś jeść, może sklepy zoologiczne.

Sprawdził sklepy zoologiczne w okolicy, gdzie by poszedł. Odpalił wiadomości, żeby dowiedzieć się co wyciekło do mediów z wydarzeń na Pradze. Drugie mieszkanie, czy ktoś się zgłosił?

Do czarnej- Czy jesteście z ochroną, tą która pilnowała was na piętrze?

Jednocześnie do O.D. - Nasz bohater gdzieś nawiał z kolegami, na mój gust ma problem z alko. Tylko nie wiem czy pije za dużo, czy za mało.

Telefon do wdowy po promotorze.
- Dzień doby. Mi też miło panią słyszeć. Proszę wybaczyć pomyślałem o pani i mężu i nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zadzwonić. W taki dzień jak dziś świętowaliśmy u państwa doktorat Adobe. Mi też go brakuje.
Obdzwoni Lenu wszystkie możliwe kontakty, robiąc podobne sugestie, może ktoś się wygada, że widział Molisabe.

Czego dowie się z wiadomości? Co powiedzą nu bazy sklepów zoologicznych, tam z pewnością łatwo się włamać. Przechowalnie zwierząt. Uczelnia.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 grudnia 2018, 21:45

Galeria Groclińska, 27 lipca 2055

Myśl człowieku, myśl!

- Dziękuję, panie dyrektorze, ale nie będę panu zawracał głowy - odpowiedział w końcu Ketarski przerywając coraz bardziej krępującą ciszę w eterze - Wrócę do firmy na piechotę. Długie spacery pomagają mi się odprężyć, przemyśleć różne sprawy. A chwilowo mam bardzo dużo do przemyślenia. Dziękuję panu za rozmowę i do zobaczenia.

Manager rozłączył się nie czekając na odpowiedź przełożonego, co w korporacyjnej etykiecie powszechnie uchodziło za niesłychany nietakt, ale co w tej nietypowej sytuacji miało za zadanie podkreślić wielki dyskomfort pracownika. Rozmowa przebiegła całkowicie nie po myśli biznesmena, rujnując w jednej chwili budowany misternie w głowie plan.

- Zabieramy się stąd - Krzysztof zbliżył się do grupki czekających na niego kompanów, wymienił porozumiewawcze spojrzenie z dziwnie zmarkotniałym Wojskim - Robota skończona, trzeba to oblać.

Widząc zbliżający się do przystanku pojazd Ketarski uniósł w jego stronę rękę. Była to popularna w tej części miasta riksza Ubera, zbudowana z taniego plastiku i nieprzemakalnej folii, ciągnięta przez parę wyposażonych w importowane z Bangladeszu cybernogi Hindusów.

- Jedziemy do Chinatown - polecił wsiadając do środka i spoglądając z wysokości niewygodnego plastikowego fotelika na obu kierowców.

- Która czajna, psze pan? - spytał jeden z nich odwracając głowę o sto osiemdziesiąt stopni na przegubowym karku.

- Duża, na Wawrze - Ketarski obejrzał się na kończących wsiadanie towarzyszy, moszczących się na równie niewygodnych krzesełkach w tylnej części rikszy.
Jedziemy w zapewniające większą anonimowość miejsce, gdzie ustalimy dalszy plan działania!

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 07 grudnia 2018, 15:46

Praga, pod Gokułem, 27 lipca 2055

Lenu odczytał wiadomość od Czarnej z ulgą stwierdzając, że jest w tłumie na parterze i że wygląda na to, że nic jej nie grozi. Kątem oka rejestrował jak poziom baterii w jego jajku topniej z minuty na minutę, kiedy przeszukiwał bazy danych. W jednym oknie komputera szperał po bazach w drugim zaś starał się oglądać transmisję z niedawnych zdarzeń na Pradze. Emitował to jakiś podrzędny podcast z wiadomościami live, na znanej platformie internetowej służącej do oglądania filmików. Zainteresowanie w sieci było raczej słabe, tak jak analiza zdarzenia wykonana przez domorosłego podcastera. Temat nie był jednak nośny, ponieważ nie było ofiar śmiertelnych.

Lenu skończył przeglądanie baz danych sklepów dla zwierzą ale nic nie znalazł ciekawego. Drugie mieszkanie też okazało się drogą do nikąd. W necie nadal stało ogłoszenie że jest ono do wynajęcia. Powoli zabrał się za obdzwanianie wszystkich osób, które mogły mieć kontakt z Molisabe. Przykucnięty pod bruntno brązowym od smogu okapem, zaczął od numeru do żony promotora.

- Dzień doby. Mi też miło panią słyszeć. Proszę wybaczyć pomyślałem o pani i mężu i nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zadzwonić. W taki dzień jak dziś świętowaliśmy u państwa doktorat Adobe. Mi też go brakuje...

- ....To bardzo miłe, że ktoś wspomina mojego byłego męża.... ale proszę tu nie dzwonić więcej, chcę sobie oszczędzić tamtego bólu, kiedy jakiś gangster... Jak on mi to mógł zrobić, i to z tą młoda suką!... Przepraszam, nie chcę do tego wracać, do widzenia...

Gwizd zatrzymującej się taksówki i chluśnięcie drobin wody przywołało Lenu do świata spoza telefonu. Delikatne drobiny wody obryzgały jej eleganckie niegdyś wdzianko. Lenu poczuł jak z trudem twarz opanowuj płacz. Zaczął zbierać swe rzeczy, z rozmytym przez deszcz makijażem, z oczami w których szkliły się pierwsze łzy. Przykucnięty, z rozłożonym lapkiem mając za okap jedynie płytę z poliwęganu, ze łzami w oczach wyglądał jak żałosne stworzonko. Tak przynajmniej widział sam siebie w kałużach obok brudnej wody płynącej do miejskiego rynsztoka.

- Na brzegu rzeki... usiadłam i płakałam... - powiedziała czarnowłosa nieznajoma, przykucając naprzeciwko Lenu. Gładkie smukłe rajstopy idealnie przylegające do nóg kończyły się dobrze leżącymi szpilkami. Dopasowana do ciała sukienka skryta pod przezroczystym płaszczem połyskiwała subtelną czerwienią, tak jak usta nieznajomej.

Obrazek

- Nie martw się skarbie. Trudno nawet rodzinie zrozumieć, zaakceptować to kim teraz jesteś. To nie łatwe na początku twojej drogi, ale z czasem zrozumieją. - Pomalowany na ten sam kolor co usta, hybrydowy paznokieć delikatnie uniósł podbródek Lenu. Ich oczy się spotkały. W rysach twarzy mieszał się misz masz elementów kobiecych i męskich zatartych przez liczne operacje plastyczne. Spokój i siła biła od nieznajomego. A także subtelny zapach drogich perfum złożony głównie z wanilii i nuty bergamotki.

- Czy to twój alfons? Czy on potraktował cię źle skarbie? - zapytała nieco męskim głosem czarnowłosa nieznajoma, spoglądając obok, na przestępującego z nogi na nogę fixera. Jej wzrok nie wyrażał zaniepokojenia barczystą sylwetką Berghasta, który przecież powinien budzić niepokój z racji swego wyglądu. Na twarzy obcej malował się za to skrywany gniew, który tylko czekał by się uwolnić.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 07 grudnia 2018, 23:29

Praga, pod Gokułem, 27 lipca 2055

https://www.youtube.com/watch?v=g7gutsi ... i1uT4#t=89

Obrazek


Tak przyjacielski gest, współczucie, choć może programowana empatia powinny wydać się podejrzane, ale Lenu tak bardzo tego potrzebował, ludzkiego odruchu, ciepłego głosu, z rozkoszą uległ czarowi, choć ten mógł być tylko iluzją, był nią na jawie nie virtualu.

- płakałem, a łzy spłynęły wodami rzek do morza, targane wichrami tworzyły fale, karmiły ocean, który gniewem uderzał w mych wrogów.

Spojrzała w twarz kobiety, uważne oko dostrzegło gdzie dokonano korekty, bardzo sprawnie i nu wiedziała, że Lenu wie, mimo to się nie speszyła, więcej wykazała inicjatywę. To był rozczulające. A jak wiele rozczulających rzeczy przydarzyło się wam w 2055? Jak wielu jest na ulicach rycerzy?

Twarz Lenu rozbłysła. To musiał być wyjątkowy dzień bo po wtóry raz przywołała na obliczę anielski uśmiech, prawdziwą radość, towar bardzie deficytowy niż kobalt, uran, nikiel, informacje, wszystko.

- Masz płatek - nieznajoma wróżka otworzyła torebkę i podała nu płatek do demakijażu. Bez makijażu Lenu nie wyglądał już tak zadziornie. - Dziękuję. Ten alfons jest świetny, ale nie jest mój, myślisz że powinnam sobie takiego sprawić? Pomógł mi, chcieli mnie okraść chuligani. Płakałam bo zgubiłam dziś przyjaciela, kogoś szczególnego - dotknąwszy dłoni nieznajomej, patrząc w oko swej rycerce - Skąd wiedziałaś? Rozmazałam się, widać? Wiedziałam, że jak te kalmary się rozmyją będzie katastrofa. Jestem głupia, powinnam używać syntetyków jak tanie cybery. - ujęła w dłonie podbródek kobiety i ucałowała ostrożnie kącik jej ust. - To była urocza kolacja wróżko, ale muszę już jechać. Wiesz, po północy oni zmienią się w myszy - wskazała na kolegów - reszta się nie zmieni, jest wystarczająco beznadziejna. Kochałem cię przez chwilę, ale kopciuszk ucieka. - Lenu dał nieznajomej chwilę, - znajdź mnie w verite.

Wsiadł za towarzyszami do rikszy. Zamknął jajko. Zamarł z wzrokiem w pusty ekran smatrfona.
Verite to klub gdzie ma jutro wystąpić Lenu, choć w obecnej sytuacji stoi to pod znakiem ? w sumie w wieczór powinien zgarnąć 125 pln. plus napiwki
Ostatnio zmieniony 07 grudnia 2018, 23:46 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 grudnia 2018, 14:54

Chinatown, 27 lipca 2055

Północna część dawnej dzielnicy Wawer już dawno temu uległa zakusom azjatyckich biznesmenów, przede wszystkim obywateli Państwa Środka masowo osiedlających się w Europie od lat trzydziestych bieżącego stulecia. Dzięki ich napływowi w Warszawie powstała rozległa dzielnica Chinatown, trzeszcząca w szwach od bezliku knajpek, rzeźni, pralni, warsztatów rzemieślniczych, licencjonowanych salonów gier i pokątnych szulerni, miniaturowych klitek mieszkalnych, składów egzotycznych towarów oraz palarni zalegalizowanego nad Wisłą opium. Urzędnicy metropolitalni już dawno dali sobie spokój z próbami zinwentaryzowania cudzoziemskiej populacji Chinatown, upadły nawet pomysły posłów ONR sugerujące przymusowe wszczepanie wszystkim Azjatom miniaturowych chipów identyfikacyjnych pozwalających na śledzenie ich w czasie rzeczywistym. Chinatown prócz swej kulturowej egzotyki rysowało się na mapie Warszawy również innym kształtem: niewyraźną plamą nachodzących na siebie stref braku zasięgu, generowanych przez nielegalne, ale powszechnie dostępne miniaturowe szumidła mające zapewnić bezpieczeństwo prowadzenia interesów potężnej chińskiej mafii. Próba zapanowania nad tym żywiołem jawiła się ratuszowi oczywistym fiaskiem, stąd też dzielnica od dawna cieszyła się sporą niepisaną autonomią, kończącą się na południu i wschodzie na murze, za którym lśniły blaskiem szklane kopuły ogrodów botanicznych przeznaczonych dla bogatych mieszkańców stolicy.

Chinatown kipiało życiem bez względu na porę dnia i nocy. Oprócz charakterystycznego hałasu ulicznych rozmów prowadzonych w językach kantońskim i mandaryńskim, przez nieprzeliczonych turystów uważanych wręcz za trwale wryty w Warszawę element miejskiego folku, uszy przechodniów i mieszkańców atakowały dźwięki płynących z głośników i ekranów telebimów reklam skierowanych do obywateli Wietnamu, Laosu i Kambodży, tworzących pomniejsze grupy etniczne w zdominowanej przez Chińczyków dzielnicy.

Ketarski polecił Hindusom, aby ci zatrzymali rikszę przy jednej z małych knajpek, pachnących palmowym olejem, ostrymi przyprawami i prepakiem w stu różnych wariantach smakowych. Wcisnąwszy się w wąską zatłoczoną przestrzeń pełną krzykliwych rozmów, kłębów tytoniu i stukotu ciskanych o lakierowane blaty kostek, pracownicy koncernu usiedli przy jednym z nielicznych wolnych stolików.

- Poczekajcie na nas, zamówię po puszce elektrolitów i zagrychę - powiedział biznesmen spoglądając znacząco na Berghara i Wojskiego - Lenu mi pomoże wybrać coś dobrego, zna się na tym. Niedługo wracamy.

Ująwszy Lenu po ramię manager pociągnął współpracownika w kierunku urządzonego w sąsiedniej salce bufetu, przeciskając się poprzez morze ludzkich ciał. Technik nie miał sprzęgu smartfonu, dlatego Krzysztof nie mógł sobie pozwolić na dyskretną i bardzo szybką rozmowę w formacie cyfrowym po szynie neuroprocesora. Pozostawała metoda tradycyjna, w tłocznym i głośnym barze raczej mało praktyczna.

- Dyrektor Dyndała polecił zakończyć zadanie - oznajmił biznesmen przysuwając usta do prawego ucha Lenu - Uważa, że skoro konkurencyjna ekipa przejęła rzekomego Adobe, nie mamy już nic więcej do roboty. Nie podoba mi się ta decyzja. Mam wrażenie, że w zarządzie toczy się jakaś gra, która nas może kosztować głowy. Ta rozpierducha w hotelu na Pradze nie przejdzie bez zauważenia, trafi do mediów. Jeśli ktoś powiąże to z Prepakiem, firmie najłatwiej będzie zrobić kozła ofiarnego właśnie z nas. Potrzebuję jakiegoś asa w rękawie, ukrytej karty przetargowej. To dlatego zamierzam znaleźć prawdziwego Molisade, a ty mi w tym pomożesz, bo to twój swojak. Zgadza się?
Na razie chcę pogadać z Lenu. To przyjaciel/ka Adobe, więc ma prywatne motywy, by do mnie dołączyć. Mam też pytanie do Denvera - jak widzisz w najbliższym czasie swoją aktywność w sesji? Chciałbyś, żeby Twój bohater wszedł na 100% w akcję czy wolisz go trzymać jako przystawkę na uboczu jak do tej pory? Pytam ze względów taktycznych, bo jeśli za chwilę wdrożymy w życie plan poszukiwań i podzielimy się obowiązkami, będziemy musieli grać bardziej aktywnie (co oznacza - uwaga - tempo na poziomie co najmniej jednego posta dziennie), inaczej gra będzie siadała. Jeśli miałoby to być zbyt szybkie, znajdę dla Berghara jakieś zadanie, które nie będzie powiązane całkowicie z głównym nurtem fabuły i gdzie zmniejszona aktywność nie będzie stopowała reszty drużyny.

Awatar użytkownika
Nanatar
Reactions:
Posty: 641
Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 11:38
Lokalizacja: Kraków
Has thanked: 155 times
Been thanked: 116 times

Post autor: Nanatar » 08 grudnia 2018, 20:33

Chinatown, 27 lipca 2055

https://www.youtube.com/watch?v=wvCILJjTlnI

Chwilę jeszcze tkwił ze wzrokiem martwo zawieszonym na lustrzanym teraz wyświetlaczu smartfona. Wpatrzony w własną twarz, dostał tak wiele, a wciąż czuł się tylko połowiczny, jak bardzo połowiczni, ćwiartkowi, a może procentowi byli obsługujący ich hindusi. Ciekawe jak narzekali na swój los, kiedy kończyli pracę, czy kiedyś ją kończyli? A może spali, a nogi same ich niosły.

Z zawieszenia wyrwał nu dopiero sygnał przychodzącej wiadomości, lustro zniknęło zstąpione zdjęciem liścienia i komentarzem 1 nieprzeczytana wiadomość. Wciągnął duży haust powietrza i za raz tego pożałował, kwaśny pot mieszał się z alkoholem na różnym stopniu strawienia. Spojrzał na monitor na przegubie ręki. Umieszczony pod skórą mały wyświetlacz, dyskretny i elegancki, w połączeniu z setkami mikroczipów w podniebieniu, nosie i na języku bezbłędnie opowiadał o każdej drobinie chemicznej substancji w promieniu kilku metrów. Lepiej, analizował zmiany w składzie potu, podpowiadał o nastrojach i podnieceniu. Krzysiek był podniecony, ale zestresowany, O.D. spokojny, Bartek zaś w świetnym humorze.

- Widzę, że celebracja z kolegami się udała Wojski. Z czego was ulepili chłopy, że jeszcze od tego nie oślepliście? Proszę ubrania się już uprały, może teraz nie będziesz się nimi brzydził - podał mokre, bo skąpane w kałuży ciuchy Wojskiemu. - Zrób z nimi co chcesz, mi już to wisi, tak jak tobie to co razem robimy.

Obrazek

Lenu pozbył się uciążliwych ciuchów i poczuł się jakby lżejszy, wtedy właśnie riksza zatrzymała się i grupa wysiadła witana ciepłą kakofonią chińskiej dzielnicy. To miejsce wolne było od uprzedzeń, rasowych, etykiety, jakości wszczepów. Ale skoro dozwolone i przyzwolone było wszystko, był też bardzo niebezpiecznie.

Ledwo rozsiedli się przy kolejnym tego dnia tandetnym stoliku, Ketarski złapał Lenu za ramię i odciągnął na bok. W pierwszym odruchu Lenu miał nadzieję, że Krzysiek jest trochę przynajmniej zazdrosny, o nieznajomą, o ubrania dla Wojskiego, o to że Berhar jest świetnym alfonsem, a o nim nie było dotąd mowy. Niestety, nie chodziło o nic osobistego, myśli Krzyśka wciąż skupiały się dookoła pracy. Faceci są naprawdę beznadziejni - pomyślał nu - nie działają żadne subtelne znaki, trzeba im ściągnąć portki, żeby zrozumieli, że ktoś ich lubi.

Wysłuchując przełożonego, Lenu wyjął maleńki różowy spray do włosów, zmienił kolor kilkoma sprawnymi psiknięciami. Farba była tania i syntetyczna, nie groziło jej zatem zmycie przez deszcz. Bez makijażu czuł się nieco obnażony, założył więc okulary w stylu retro, za którymi mógł się ukryć.

Obrazek

- I musieliśmy tu jechać, żeby o tym pogadać? Słuchaj Krzysiek, tak chcę znaleźć Molisabe, ale nie jestem już pewien swych pobudek. Czym dłużej wkręcam się w tą sprawę tym więcej rzeczy wydaje się, że było tylko szaradą. Do rzeczy. Dobry ruch z Dyndałom, dziewczyny wyszły z konferencyjnej i czekają w lobby, tak jakbyśmy odpuścili. Ale jak będziemy urządzać sobie wycieczki po mieście stracimy nadrobiony czas. Nikt nie zrobi z nas kozłów, mamy nagranie z AV-ką, mamy numer strażnika zapisany dla mnie na kartce. Zbieram okruszki. Co do Adobe, to mam wrażenie, że nie był do końca ze mną szczery. Więcej osób spodziewało się jego przylotu, a mnie użył tylko jako zasłony dymnej. Nie jestem nawet pewien czy przywiózł ze sobą patyczaka, czy przyleciał do Warszawy żeby zdobyć jakieś informacje. - to ostatnie musiało wprawić Ketarskiego w zakłopotanie - to oczywiście tylko hipoteza, ale załóżmy że wcale niczego nie odkrył u owada, przyleciał po niedokończoną pracę profesora Zielińskiego, ta zaś jest ukryta w pracach jago studentów.

Lenu opowiadał Krzyśkowi o uzyskanych informacjach i nowych domysłach, kiedy zadzwonił telefon. Oddzwaniał Staszek.

- Czekaj, to zajmie trzy minuty, obejrzyj sobie nagranie z Pragi. - odebrał


- Cześć tu Len...

- No się ma! - przerwał mu od razu wesoły głos w słuchawce - Kopę lat, co u ciebie brachu!

- Zmieniłem płeć.

- ...Eeeee... to... super... - odpowiedział głos w telefonie a wesoły tembr przemienił się w wyraźne niezdecydowanie.

- Słuchaj, powiem wprost nie dzwonił do ciebie ostatnio Molisabe?

- Niee... ale nie zdziwiłbym się gdyby tak się stało.

- Dlaczego?

- No.. najpierw jego była dziewczyna dzwoniła, nie dalej jak wczoraj, teraz ty więc... Co wy tam jakiś zlot robicie czy co. Jakby co, to pisze się na wódę, ale tylko na dużą... - powiedział Staszek odzyskując wesołość.

- Poczekaj, jaka jego była dziewczyna, co chciała?

- No.... Elka Makowska.. Znasz ją, byli przecież z parą na studiach. Nie mów że nie pamiętasz imienia byłej swojego najlepszego kumpla. Szukała notatek z wykładu od naszego promotora, no wiesz... Straszna kicha, że go rozpruli... rok temu na Pradze słyszałeś, nie?

- Praga jest niebezpieczna Stachu, niepotrzebnie się tam włóczył, ale szkoda dla nauki. Elka, nie pamiętałem, może już wtedy bardziej lubiłem Molisabe i wiesz nie chciałem jej pamiętać. Wyparcie. Ale to jakaś sucz była, nie wierzę, że jej nie przeleciałeś i zdaje że nasz RIP profesor też miał do niej słabość. - postanowił zablefować Lenu - wyślij mi jej numer to ci na najbliższą wódeczkę przyprowadzę tę ścierę za włosy, chyba, że już jej obiecałeś te notatki i sam ją przyprowadzisz lisku. I wódeczka koniecznie, ale uważaj bo mam dla ciebie zawodnika jeśli dalej masz mocną głowę. A gdzie ty teraz mieszkasz stary?

- Na Bielanach, może wpadniesz? Już ci ślę esemeskiem numereczek kolego... znaczy koleżanko... eee... znaczy.... już wysyłam.

Telefon Lenu zadrżał oznajmiając przyjęcie smsa.
- zdaje się, ze jeszcze więcej osób chciało spotkać Molisabe.
Zrelacjonuję Krzyśkowi wszystko czego dowiedział się Lenu do tej pory.


Keth posta codziennie to Ci nie obiecuję bo mamy jeszcze błogosławioną, a od czwartku będę pracował ciągiem do świąt i oczywiście nie po osiem godzin. Ale wal jakie tam masz pomysły, bo wielce jestem ciekaw.
Ostatnio zmieniony 08 grudnia 2018, 21:24 przez Nanatar, łącznie zmieniany 1 raz.

Denver
Reactions:
Posty: 1660
Rejestracja: 14 stycznia 2010, 11:26

Post autor: Denver » 09 grudnia 2018, 19:06

jak wiemy Fixer raczej nie jest pierwszoliniowy - staram się być aktywny tam, gdzie widzę do tego okazję.
Jeden post dziennie - dam radę
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy

ODPOWIEDZ