Praga, Gokuł, 27 lipca 2055
...Uprzedzałem pana, że to były specjals...
Ochroniarz numer 049 doskonale zdawał sobie sprawę, z kim ma do czynienia i właśnie to powodowało nie liche drżenie jego dłoni. Nie miał zamiaru nadmiernie ryzykować i bawić się w bohatera. Nie za tą nędzną pensję jaka co miesiąc wpływała mu na konto. Zatem zrobił to co nakazał mu przez hełm centrum ochrony Gokułu czyli został ze swoim ormiańskim towarzyszem.
- To jeszcze kurwa nie koniec... spotkamy się jeszcze... - rzucił buńczucznie jego leżący kolega, kiedy grupa oddalała się od kolorowych opustoszałych stolików.
Zaczęli zjeżdżać szklaną windą kiedy zobaczyli pierwsze ochroniarskie uniformy. Czarnych nie było wielu ale widać było, że akcja już jest prowadzona z centrum, bo sprawnie niczym polujące wilki odcinali drogi prowadzące do wewnątrz galerii, zostawiając im tylko jedną możliwą drogę ewakuacji. To jest do bramki wyjściowej galerii. Zapewne stał tam już cały kordon powitalny czarnych. Wojski odruchowo poprawił spluwę, upewniając się co do jej położenia. Czuł wyraźnie jej ciężar. To go zawsze uspokajało.
Oko Ketarskiego wychwyciło ruch ręki przyrodniego brata. Pot przeszedł mu po plecach. Jego umysł pracował na pełnych obrotach analizując możliwe zdarzenie oraz to jak mogło by to wpłynąć na jego karierę jako HR-owoca. Palce instynktownie zacisnęły się mu na chromowej poręczy windy, aż pobielały mu kłykcie.
Taka akcja w galerii, i to w sławnym Gokule. No nieźle. Kurwa jego mać! - zaklął w myślach Ketarski.
Niezwykle ciepły kobiecy głos płynący z niewidocznych głośników przerwał mu tok nerwowych myśli galopujących po głowie.
[center]Szanowni Państwo, zapraszamy do udziału w licznych dzisiejszych eventach galerii. Informujemy, że na piątym piętrze byli państwo właśnie świadkami, co miesięcznych ćwiczeń ochrony naszej Galerii. Prosimy spokojnie dokończyć posiłek i mamy nadzieję, że się państwu podobało. Ale to nie wszystko co przygotowaliśmy dla państwa w naszej wyjątkowej ofercie na ten dzień. Proszę bacznie wypatrywać okazji i specjalnych eventowych niespodzianek. Dziękujemy za uwagę i życzymy udanego shoppingu. [/center]
- I co, teraz może będzie szkoleniowa strzelanina? - zapytał ponuro fixer.
Nikt jednak nie reagował póki jechali w dobrym kierunku i jak na razie nie stwarzali problemów. Ochroniarze czekali na właściwy moment albo...
Zjechali na parter. Kolejne namolne hologeneratory sugerujące dziesiątki następnych rzeczy jakie mogli nabyć w galerii w wyjątkowych cenach był coraz bardziej wkurwiające. Przed nimi było wyjście z galerii i bramki ochrony. Nie było tam nikogo.
Wojski poczuł niepokój. Jako stary szef ochrony wiedział, że jeszcze za jego czasów takie bramki wyposażone były nie tylko w identyfikację personalną osoby, ale także w system automatycznego porażania przechodnia. Wystarczyło znaleźć się w metalowej framudze by impuls energetyczny złożył nawet największego borga jaki by się tam znalazł. Tylko ochrona przed mikrofalami umożliwiała bezpieczne przejście, ale musiała by być w formie kombinezonu okrywającego całe ciało.
Wojski rozejrzał się. Wilki w czarnych kevlarowych uniformach coraz bardziej zaciskały obławę spychając ich na bramki. Nie wiedział kto kierował ochroną z centrali, ale ktoś miał pojęcie. Pachniało mu kimś kto dobrze znał protokół Arasaki. Nic dziwnego, Klif, Gamok, i zapewne kilka innych podobnych warszawskich galerii mogło być własnością jednej i tej samej korporacji. A nawet jeśli nie, to na pewno korzystały z ochroniarskiej czołówki, by chronić luksusowe dobra jakie oferowały klientom. Musiały korzystać.
Mały chłopiec wyrwał się matce i pobiegł za balonikiem, wprost w światło podejrzanie opustoszałej bramki, a za nim jego elegancka matka z telefonem przy uchu. Bramka rozpoznała wzorzec identyfikując osobę i... nic się nie stało.
- Teraz kurwa, wychodzimy. Teraz mówię. - warknął Wojski i nim szarpiąca matka odciągnęła niesfornego smyka ze środka bramki wszyscy przedarli się na zewnątrz.
Zatrzymali się tuż na zewnątrz wejścia do galerii. Była tam pewna rosnąca w oczach grupka osób czekająca już na wejście do Gokułu, który z niezrozumiałych przyczyn nie wpuszczał klientów. Lenu szybko szukała swojej eleganckiej parasolki. Nikt ich nie ścigał. Monolit stał za nimi, czarny i niewzruszony.
[center]Dziękujemy za zakupy.[/center]
Powiedział automatyczny uprzejmy głos, który zwykł żegnać klientów.
Krzysztof odetchnął. Ale od razu uświadomił sobie, że to przecież nie był jeszcze koniec całej draki. Gokuł miał ich dane osobowe, nagrania. To była korporacja administrująca galerią, która pewne należała do jakiegoś zagranicznego holdingu, jak wszystko w Polsce. I tak pewnie będzie tym razem, bo choć zawinił jeden ochroniarz i należało go wyjebać z roboty, to przecież ten co go przyjął tez był winien bo nie potrafił dobrze wybrać sobie ludzi. Ketraski zastanowił się co w takiej sytuacji zrobił by sam. W dwudziestym pierwszym wieku ludzkość tworzyła wirtualne rzeczywistości dla swoich potrzeb, tworzenie realu z szemranych dokumentów i lewych nagrań już dawno było opanowane do perfekcji. Było powszechne i nudne. Włamanie się do serwerów korporacji z kolei było zajebiście ryzykowne.
Teraz pewnie ich prawnicy, przygotują stosowne papiery by zrobić komuś z dupy jesień średniowiecznej Europy. -pomyślał chłodno Ketarski.
Oczywiście ktoś taki jak Wojski był poniżej zakresu ich zainteresowań. Te prawnicze pijawki szukały kogoś kto miał choć trochę kasy. Będą szukać jelenia. Ketraski z niepokojem pomyślał o swoim ulubionym koncie bankowym i karierze.
Kurwa jego mać! - Znów zaklął Krzyś.
Ostre światła samochodów i szum deszczu. Kakofonia przyjemnie znanych miejskich dźwięków dawała ochłonąć po zdarzeniach.
Stali pod poliwęglanowym okapem, gdzie deszcz nie sięgał ich ubrań zastanawiając się co dalej. Krzyś przypomniał sobie, że w telefonie nadal ma zawieszoną rozmowę z przełożonym wyższego szczebla karząc mu czekać aż łaskawie zacznie dalej z nim rozmawiać. Takie zachowanie w korpo świecie uchodziło za mało eleganckie, delikatnie rzecz ujmując.
Kurwa jego mać!
Ketarski zaczął grzebać w kieszeni w pilnym poszukiwaniu komórki.