PBF - Łuski na oczach
Moriento leży na dachu obserując strażników i analizując układ podwórza. Szukam też śladów innych strażników. Zapewne są w budynku - ruszające się swiatło pochodni/lampy za oknami?
Doszedłem zapewne do podobnych wniosków co Aldur jeśli chodzi o podpalanie od zewnatrz i możliwość dostania się do środka przy pomocy sznura i kotwiczki. Czy okna mają okiennice? Kraty? Jakaś klapa na dach?
Czy strażnicy coś popijają?
Jeśli uznam, że z miejsca w którym leżę więcej nie dojrzę, to szukam innego punktu obserwacyjnego. Po prawie godzinie zwijam się spowrotem.
Doszedłem zapewne do podobnych wniosków co Aldur jeśli chodzi o podpalanie od zewnatrz i możliwość dostania się do środka przy pomocy sznura i kotwiczki. Czy okna mają okiennice? Kraty? Jakaś klapa na dach?
Czy strażnicy coś popijają?
Jeśli uznam, że z miejsca w którym leżę więcej nie dojrzę, to szukam innego punktu obserwacyjnego. Po prawie godzinie zwijam się spowrotem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Tylna ulica faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Hariquiel bardziej przywodził na myśl cień niż żywą istotę, kiedy sunął bezszelestnie ciemną opustoszałą uliczką na tyłach faktorii handlarza rybami. Baczny wzrok elfa przenikał ciemności nocy prześlizgując się po wysokim kamiennym murze wzniesionych ze starannie ze sobą spokonych cegieł oraz wyrastającą ponad ogrodzenie bryłę samego budynku. Posiadłość Raffura tkwiła pomiędzy dwiema kamienicami, od strony tylnej ulicy obudowana murem szczelnie i dość wysoko, by przechodnie nie mogli zań zajrzeć, nawet półolbrzymi. Elf zmarkotniał uświadamiając sobie, że jedyne wejście na teren faktorii musiało się znajdować po stronie ulicy, na której myszkował teraz Goldasth, z drugiej jednak strony kamienny mur, chociaż wysoki, nie był znowu przeszkodą nie do pokonania, przynajmniej dla zwinnego z natury i niewiele ważącego elfa.
Najmita rozejrzał się podejrzliwie po ulicy, zerkając na zamknięte okiennice sąsiednich domostw i przebijającą się tu i ówdzie przez ich szczeliny poświatę zapalonych wewnątrz kaganków. Kilka ulic dalej wybuchła donośna sprzeczka zakończona dzikim wrzaskiem, który urwał się w najwyższym punkcie. Hariquiel posmętniał jeszcze bardziej uświadomiwszy sobie, że ktoś właśnie postradał sakiewkę, a może i życie.
Elf nie potrafił zmusić się do tego, by polubić Tahar-gar. Był w portowym mieście zaledwie jeden dzień, a mimo to jego odraza do mrowia mieszkańców wciśniętych w ciasną zabudowę, żyjących na własnych odpadkach, zatruwających przybrzeżne wody nie osłabła nawet odrobinę. Smak goryczy łagodziła jeno po części oczywista uroda tutejszych kobiet, Hariquiel wiedział jednak, że nie może pozwolić, aby pokusy ciała przełoniły mu prawdziwy cel przybycia do Tahar-garu.
Idąc wciąż tym samym ostrożnym krokiem elf dotarł do kolejnego zbiegu ulic, wyzierając zza rogu budynku na skrzyżowanie i odprowadzając czujnym spojrzeniem kilku rozmawiających ze sobą głośno przechodniów. W przeciwieństwie do poślednich narządów wzroku będących w dyspozycji zwykłych ludzi elfy całkiem dobrze radziły sobie z naturalnymi ciemnościami, toteż Hariquiel spostrzegł od razu, że przechodnie zdradzali zachowaniem silne alkoholowe upojenie.
Odwrócił się w miejscu wciągając w czułe nozdrza smród przepełnionego rynsztoka.
Wątek techniczny
Hariquiel przeszedł swoją ulicą z jednego jej końca na drugi natrafiając na ciągnący się wzdłuż posiadłości Raffura kamienny mur pozbawiony jakiegokolwiek zwykłego wejścia.
Hariquiel bardziej przywodził na myśl cień niż żywą istotę, kiedy sunął bezszelestnie ciemną opustoszałą uliczką na tyłach faktorii handlarza rybami. Baczny wzrok elfa przenikał ciemności nocy prześlizgując się po wysokim kamiennym murze wzniesionych ze starannie ze sobą spokonych cegieł oraz wyrastającą ponad ogrodzenie bryłę samego budynku. Posiadłość Raffura tkwiła pomiędzy dwiema kamienicami, od strony tylnej ulicy obudowana murem szczelnie i dość wysoko, by przechodnie nie mogli zań zajrzeć, nawet półolbrzymi. Elf zmarkotniał uświadamiając sobie, że jedyne wejście na teren faktorii musiało się znajdować po stronie ulicy, na której myszkował teraz Goldasth, z drugiej jednak strony kamienny mur, chociaż wysoki, nie był znowu przeszkodą nie do pokonania, przynajmniej dla zwinnego z natury i niewiele ważącego elfa.
Najmita rozejrzał się podejrzliwie po ulicy, zerkając na zamknięte okiennice sąsiednich domostw i przebijającą się tu i ówdzie przez ich szczeliny poświatę zapalonych wewnątrz kaganków. Kilka ulic dalej wybuchła donośna sprzeczka zakończona dzikim wrzaskiem, który urwał się w najwyższym punkcie. Hariquiel posmętniał jeszcze bardziej uświadomiwszy sobie, że ktoś właśnie postradał sakiewkę, a może i życie.
Elf nie potrafił zmusić się do tego, by polubić Tahar-gar. Był w portowym mieście zaledwie jeden dzień, a mimo to jego odraza do mrowia mieszkańców wciśniętych w ciasną zabudowę, żyjących na własnych odpadkach, zatruwających przybrzeżne wody nie osłabła nawet odrobinę. Smak goryczy łagodziła jeno po części oczywista uroda tutejszych kobiet, Hariquiel wiedział jednak, że nie może pozwolić, aby pokusy ciała przełoniły mu prawdziwy cel przybycia do Tahar-garu.
Idąc wciąż tym samym ostrożnym krokiem elf dotarł do kolejnego zbiegu ulic, wyzierając zza rogu budynku na skrzyżowanie i odprowadzając czujnym spojrzeniem kilku rozmawiających ze sobą głośno przechodniów. W przeciwieństwie do poślednich narządów wzroku będących w dyspozycji zwykłych ludzi elfy całkiem dobrze radziły sobie z naturalnymi ciemnościami, toteż Hariquiel spostrzegł od razu, że przechodnie zdradzali zachowaniem silne alkoholowe upojenie.
Odwrócił się w miejscu wciągając w czułe nozdrza smród przepełnionego rynsztoka.
Wątek techniczny
Hariquiel przeszedł swoją ulicą z jednego jej końca na drugi natrafiając na ciągnący się wzdłuż posiadłości Raffura kamienny mur pozbawiony jakiegokolwiek zwykłego wejścia.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Frontowa ulica faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Wstrzymując w pozorną nieskończoność swój oddech Goldasth przesuwał się wzdłuż ścian mijanych kolejno budynków, trąc grzbietem o kiepskiej jakości tynk i brudząc sobie szarym pyłem odzienie na podobieństwo pomocnika piekarza. Czwórka strażników przy maźnicy wciąż śmiała się cicho rozprawiając o sobie tylko znanych sprawach. Krasnolud pozwolił sobie na nieme przekleństwo rzucone w ojczystym karondzie, wciąż nie mając pojęcia o tym, co stanowiło temat rozmowy kupieckich pachołków.
Zerkając pomiędzy prętami mijanej w mozolnym tempie bramy Goldasth stwierdził ku swemu głębokiemu zadowoleniu, że trzypiętrowy budynek faktorii ział czernią ze wszystkich swych okien, nie zdradzając śladu niczyjej obecności i sprawiając wrażenie zupełnie opustoszałego. Krasnolud nie dostrzegał też nigdzie pozostałych strażników prócz stojącej przy bramie czwórki, coraz bardziej ulegając optymistycznemu przekonaniu, że tuzin pachołków wzmiankowany przez tana Orresa najwyraźniej został tej nocy cudnym zbiegiem okoliczności zmniejszony do zaledwie dwóch par.
Zastygając na krótką chwilę w bezruchu na wysokości bramy Goldasth podziękował boskiej przychylności za brak przechodniów na ulicy. Sami strażnicy zbyt często spozierali w płomienie maźnicy, by móc dostrzec jednocześnie niewielki ciemny kształt sunący w ospałym tempie wzdłuż budynków po przeciwnej stronie ulicy, ale każdy inny przechodzień - nawet kiepsko widzący w ciemnościach człowiek - musiałby przyczajonego w mroku krasnoluda dostrzec, a zatem i podnieść wrzask.
Maźnica okazała się niewielkim kotłem, najpewniej żeliwnym, wypełnionym mieszanką smoły, tłuszczu zwierzęcego i innych łatwopalnych substancji, ustawionym na długich żelaznych nóżkach.
Wątek techniczny
Budynek faktorii ciemny i opustoszały, widać jedynie czterech pachołków na zewnątrz. Maźnica sprawia wrażenie dość chybotliwej, gdyby jej nieco pomóc w przewróceniu się "przypadkiem". Przestrzegam przed ustawicznym pełzaniem w te i wewte po ulicy, bo faktycznie wystaczy jeden przechodzień, by ktoś zaczął głośno domagać się wyjaśnienia, czemu krasnolud na niego czyha w ciemnościach chodnika!
Wstrzymując w pozorną nieskończoność swój oddech Goldasth przesuwał się wzdłuż ścian mijanych kolejno budynków, trąc grzbietem o kiepskiej jakości tynk i brudząc sobie szarym pyłem odzienie na podobieństwo pomocnika piekarza. Czwórka strażników przy maźnicy wciąż śmiała się cicho rozprawiając o sobie tylko znanych sprawach. Krasnolud pozwolił sobie na nieme przekleństwo rzucone w ojczystym karondzie, wciąż nie mając pojęcia o tym, co stanowiło temat rozmowy kupieckich pachołków.
Zerkając pomiędzy prętami mijanej w mozolnym tempie bramy Goldasth stwierdził ku swemu głębokiemu zadowoleniu, że trzypiętrowy budynek faktorii ział czernią ze wszystkich swych okien, nie zdradzając śladu niczyjej obecności i sprawiając wrażenie zupełnie opustoszałego. Krasnolud nie dostrzegał też nigdzie pozostałych strażników prócz stojącej przy bramie czwórki, coraz bardziej ulegając optymistycznemu przekonaniu, że tuzin pachołków wzmiankowany przez tana Orresa najwyraźniej został tej nocy cudnym zbiegiem okoliczności zmniejszony do zaledwie dwóch par.
Zastygając na krótką chwilę w bezruchu na wysokości bramy Goldasth podziękował boskiej przychylności za brak przechodniów na ulicy. Sami strażnicy zbyt często spozierali w płomienie maźnicy, by móc dostrzec jednocześnie niewielki ciemny kształt sunący w ospałym tempie wzdłuż budynków po przeciwnej stronie ulicy, ale każdy inny przechodzień - nawet kiepsko widzący w ciemnościach człowiek - musiałby przyczajonego w mroku krasnoluda dostrzec, a zatem i podnieść wrzask.
Maźnica okazała się niewielkim kotłem, najpewniej żeliwnym, wypełnionym mieszanką smoły, tłuszczu zwierzęcego i innych łatwopalnych substancji, ustawionym na długich żelaznych nóżkach.
Wątek techniczny
Budynek faktorii ciemny i opustoszały, widać jedynie czterech pachołków na zewnątrz. Maźnica sprawia wrażenie dość chybotliwej, gdyby jej nieco pomóc w przewróceniu się "przypadkiem". Przestrzegam przed ustawicznym pełzaniem w te i wewte po ulicy, bo faktycznie wystaczy jeden przechodzień, by ktoś zaczął głośno domagać się wyjaśnienia, czemu krasnolud na niego czyha w ciemnościach chodnika!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Dach pobliskiego budynku, Tahar-gar, Tabadan
Moriento podrapał się odruchowo po nasadzie nosa, spoglądając na posiadłość Khaleda Raffura w zamyśleniu i rozważając gorączkowo możliwości działania najmitów. Chociaż nie był tego pewien, miał wrażenie, że w ciemnościach tylnej uliczki mignął mu na moment idący z zachowaniem sporej dyskrecji Hariquiel, jednakże jeszcze bardziej zadziwił go Goldasth, który wbrew przewidywaniom Katańczyka dosłownie wtopił się w mrok panujący na ulicy przed bramą faktorii pozostawiając za sobą niekwestionowanego znawcę skrytego poruszania się jakim musiał być elf.
Spojrzenie mężczyzny przesuwało się po trzech kondygnacjach głównego budynku faktorii, dostrzegając w mętnym blasku światła rzucanego przez maźnicę zarysy czegoś, co mogło przypominać przymknięte okiennice na drugim i trzecim piętrze, nigdzie w zamian nie widząc śladu obecności istot innych niż czterej strażnicy przy bramie. Faktoria była ciemna i sprawiała wrażenie pustej, podobnie jak rząd zadaszonych pomieszczeń gospodarczym biegnących wzdłuż tylnego ogrodzenia.
Wątek techniczny
Nigdzie śladu innych rezydentów prócz strażników przy bramie. Faktoria wydaje się pusta. Moriento widzi sporo obiektów na terenie posiadłości umożliwiających skryte przemieszczanie się: wozy do transportu ryb, puste pudła i skrzynie. Zbyt ciemno, by rozpoznać szczegóły budowy dachu (lufcik, te sprawy).
Moriento podrapał się odruchowo po nasadzie nosa, spoglądając na posiadłość Khaleda Raffura w zamyśleniu i rozważając gorączkowo możliwości działania najmitów. Chociaż nie był tego pewien, miał wrażenie, że w ciemnościach tylnej uliczki mignął mu na moment idący z zachowaniem sporej dyskrecji Hariquiel, jednakże jeszcze bardziej zadziwił go Goldasth, który wbrew przewidywaniom Katańczyka dosłownie wtopił się w mrok panujący na ulicy przed bramą faktorii pozostawiając za sobą niekwestionowanego znawcę skrytego poruszania się jakim musiał być elf.
Spojrzenie mężczyzny przesuwało się po trzech kondygnacjach głównego budynku faktorii, dostrzegając w mętnym blasku światła rzucanego przez maźnicę zarysy czegoś, co mogło przypominać przymknięte okiennice na drugim i trzecim piętrze, nigdzie w zamian nie widząc śladu obecności istot innych niż czterej strażnicy przy bramie. Faktoria była ciemna i sprawiała wrażenie pustej, podobnie jak rząd zadaszonych pomieszczeń gospodarczym biegnących wzdłuż tylnego ogrodzenia.
Wątek techniczny
Nigdzie śladu innych rezydentów prócz strażników przy bramie. Faktoria wydaje się pusta. Moriento widzi sporo obiektów na terenie posiadłości umożliwiających skryte przemieszczanie się: wozy do transportu ryb, puste pudła i skrzynie. Zbyt ciemno, by rozpoznać szczegóły budowy dachu (lufcik, te sprawy).
Okiennice przymnknięte, czy zamknięte? Wiem, że to trudno ocenić...
Obserwuję faktorię i okolicę. Szukam możliwości wejścia na dach (wydaje się, że z ulicy przy pomocy liny nie powninno być problemu, ale może jest jakiś budynek w pobliżu z którego można to zrobić jeszcze łatwiej.
Jeśli już nic nowego nie dostrzegę, to po ok godzinie wracam na miejsce spotkania.
Obserwuję faktorię i okolicę. Szukam możliwości wejścia na dach (wydaje się, że z ulicy przy pomocy liny nie powninno być problemu, ale może jest jakiś budynek w pobliżu z którego można to zrobić jeszcze łatwiej.
Jeśli już nic nowego nie dostrzegę, to po ok godzinie wracam na miejsce spotkania.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Ze względu na nocne ciemności nie sposób dostrzec jak to właściwie jest z tymi okiennicami, musiałbyś podejść naprawdę blisko budynku, z poziomu ulicy lub sąsiednich dachów nie sposób tego dotrzec. Jeśli o wejście na teren posiadłości idzie, istnieją zasadniczo dwa rozwiązania: brama pilnowana przez strażników oraz wierzch trzymetrowego kamiennego muru w dowolnym jego punkcie.
Wejście na dach faktorii - do ocenienia już z pozimu wewnętrznego dziedzińca.
Ze względu na nocne ciemności nie sposób dostrzec jak to właściwie jest z tymi okiennicami, musiałbyś podejść naprawdę blisko budynku, z poziomu ulicy lub sąsiednich dachów nie sposób tego dotrzec. Jeśli o wejście na teren posiadłości idzie, istnieją zasadniczo dwa rozwiązania: brama pilnowana przez strażników oraz wierzch trzymetrowego kamiennego muru w dowolnym jego punkcie.
Wejście na dach faktorii - do ocenienia już z pozimu wewnętrznego dziedzińca.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Nie widać zabezpieczeń na szczycie muru, prawdopodobnie to faktycznie sama wysokość ma zniechęcać do włamań (podobnie jak przeznaczenie faktorii: kto chciałby kraść księgi kupieckie dotyczące obrotu rybami?).
I masz rację, budynek faktorii nie styka się w żadnym miejscu bezpośrednio z ogrodzeniem zewnętrznym.
Nie widać zabezpieczeń na szczycie muru, prawdopodobnie to faktycznie sama wysokość ma zniechęcać do włamań (podobnie jak przeznaczenie faktorii: kto chciałby kraść księgi kupieckie dotyczące obrotu rybami?).
I masz rację, budynek faktorii nie styka się w żadnym miejscu bezpośrednio z ogrodzeniem zewnętrznym.
Heh... zatem wracam z rekonesansu na wyznaczone miejsce ukrycia beczułek, czekam na towarzyszy.
Jak wracają stwierdzam że ogólnie śmierdzi mi ta cała wędzarnia, dziwnie wygląda. Jeśli są tylko ci przy bramie to mamy wyjątkowego farta albo pecha bo trzeba by sprawdzić czy inne łapsy nie kryją się (śpią) w budynku faktorii czy jakiejś przybudówce. Niby umowa przewiduje że mamy z nich ryb nie robić, nie wędzić, to trzeba ich znaleźć i wyciągnąć jakoś na zewnątrz. I może wywiedzieć ( tu zadanie dla upijaczy) czy nie dojdą zmiennicy czy też uzupełnienie.
Gdyby była drabina czy jakaś lina (chyba jej nikt nie ma lub nie zauważył) można by leźć przez mur, w przeciwnym wypadku pozostaje czekać na sforsowanie bramy przez zespół "frontowy" lub tzw. krzesełko (ja Hariquiel'a) ale raczej jeden tylko wskoczy (trochę za krótki jestem żeby doskoczyć).
Jak wracają stwierdzam że ogólnie śmierdzi mi ta cała wędzarnia, dziwnie wygląda. Jeśli są tylko ci przy bramie to mamy wyjątkowego farta albo pecha bo trzeba by sprawdzić czy inne łapsy nie kryją się (śpią) w budynku faktorii czy jakiejś przybudówce. Niby umowa przewiduje że mamy z nich ryb nie robić, nie wędzić, to trzeba ich znaleźć i wyciągnąć jakoś na zewnątrz. I może wywiedzieć ( tu zadanie dla upijaczy) czy nie dojdą zmiennicy czy też uzupełnienie.
Gdyby była drabina czy jakaś lina (chyba jej nikt nie ma lub nie zauważył) można by leźć przez mur, w przeciwnym wypadku pozostaje czekać na sforsowanie bramy przez zespół "frontowy" lub tzw. krzesełko (ja Hariquiel'a) ale raczej jeden tylko wskoczy (trochę za krótki jestem żeby doskoczyć).
Rozumiem, że wymieniamy się naszymi spostrzerzeniami...
- Panowie, Jest tak... (relacjonuję). Trudno coś mówić na pewno, ale nie dostrzegłem żadnych śladów strażników innych niż ta czwórka na podwórcu. Jak dla mnie to cała sprawa jest dość prosta. Albo możemy dalej próbować ich spić, albo wspiąć się po prostu od tyłu po linie (tu poklepuję plecak). W końcu nie musimy nic kraść, a tylko podłożyć ogień i zwinąć się spowrotem. Nie jestem pewnien, czy musimy narażać się na konfrontację z pachołkami... Co myślicie?
- Panowie, Jest tak... (relacjonuję). Trudno coś mówić na pewno, ale nie dostrzegłem żadnych śladów strażników innych niż ta czwórka na podwórcu. Jak dla mnie to cała sprawa jest dość prosta. Albo możemy dalej próbować ich spić, albo wspiąć się po prostu od tyłu po linie (tu poklepuję plecak). W końcu nie musimy nic kraść, a tylko podłożyć ogień i zwinąć się spowrotem. Nie jestem pewnien, czy musimy narażać się na konfrontację z pachołkami... Co myślicie?
- Z tyłu jest tylko mur.. - rzekł zawierdziony Hariquiel - na jego szczycie żadnych drutów nie widać, więc rzeczywiście można go sforsować, jednak nie udało się zajrzeć za niego, więc nie mam pojęcia co jest pod murem i może to być dość ryzykowne, jeśli narobimy hałasu to będziemy mieli problem. - urwał krótko elf - chicałem podejść do muru i zerknąc do niego albo wspiąć się na przeciwległy budynek żeby zajrzeć, jednak w okiennicach jeszcze płomyk prześwituje, więc być może ktoś z okna nas zobaczyć, dlatego raczej trzymałbym się pierwszego planu, z tyłu za wiele osób usłyszeć nas może a choć krzyki w oddali słychać różne i wydają się nie budzić one niepokoju miejscowych, to jednak mogą być wyczuleni na inne dźwięki... - chciał już skończyć Hariquiel, ale w ostatniej chwili, jakby coś mu się przypomniało - z tyłu magazynu są liczne ciemne uliczki i podejrzany element się tam kręci, jakby pijani nie byli, zawsze mogą zauważyć, że ktoś przez mur przechodzi.
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wątek techniczny
Hariquiel rzecz jasna nie widział, co jest po drugiej stronie tylnego muru, ale Moriento z racji punktu obserwacyjnego na dachu jak najbardziej - otóż są tam przylegające do muru niskie pomieszczenia gospodarcze. Opcja pokonania muru na bazie "siodełka" wydaje się jak najbardziej dostępna, lina z kotwiczką też może pomóc...
Inna sprawa, że nie wiecie, czy możecie bezgranicznie wierzyć w zapewnienia Orresa o całonocnym braku zainteresowania straży miejskiej tym kwartałem, więc lepiej byłoby się pośpieszyć, bo a nuż jakiś służbista zaainteresuje się dziwnym poleceniem zwierzchników?
Hariquiel rzecz jasna nie widział, co jest po drugiej stronie tylnego muru, ale Moriento z racji punktu obserwacyjnego na dachu jak najbardziej - otóż są tam przylegające do muru niskie pomieszczenia gospodarcze. Opcja pokonania muru na bazie "siodełka" wydaje się jak najbardziej dostępna, lina z kotwiczką też może pomóc...
Inna sprawa, że nie wiecie, czy możecie bezgranicznie wierzyć w zapewnienia Orresa o całonocnym braku zainteresowania straży miejskiej tym kwartałem, więc lepiej byłoby się pośpieszyć, bo a nuż jakiś służbista zaainteresuje się dziwnym poleceniem zwierzchników?
Właśnie dlatego działałbym szybko, bo ostrożność ostrożnością, ale mijający czas nie jest naszym sprzymierzeńcem.
Działałbym też we wspomniany wcześniej sposób - straż, przechodnie, światło w oknach.. właściwie wystarczy dźwięk kotwiczki uderzającej o mur by ktoś mógłby się zainteresować - rozboje mogą być tu częste, takie rzeczy nie..
Działałbym też we wspomniany wcześniej sposób - straż, przechodnie, światło w oknach.. właściwie wystarczy dźwięk kotwiczki uderzającej o mur by ktoś mógłby się zainteresować - rozboje mogą być tu częste, takie rzeczy nie..
Nemo Me Impune Lacessit..
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zbieg ulic opodal faktorii, Tahar-gar, Tabadan
Najmici spotkali się w umówionym wcześniej miejscu, kucając pod oferującym głęboki cień zadaszeniem kamienicy i wodząc czujnym wzrokiem po pobliskich uliczkach. Umorusany drobinami tynku krasnolud sapnął z ulgą dostrzegając wciśnięte w kąt zadaszenia beczułki z winem, czekające na jego powrót w nienaruszonym stanie. Nie czekając na relacje towarzyszy brodaty rębajło podważył ostrzem wieko jednej z beczułek, po czym wsypał do środka całą zawartość otrzymanego od Jeruda Orresa nasennego proszku.
- Tyłem biegnie kamienny mur, wzdłuż całej posiadłości - powtórzył Hariquiel - Nie wiem jeno, co jest zaraz za nim, nie próbowałem się wspinać, coby mnie kto nie zoczył.
- Jakieś zagrody są, a zadaszone szopy - wyjaśnił Moriento pokazując palcem na dach kamienicy, gdzie spędził sporo czasu - Z góry człek więcej widzi. Szopy wprost do ogrodzenia przylegają, tedy jeśliby wleźć tamtędy od tylnej uliczki, od razu byśmy na ich dach przeskoczyli, a potem na dziedziniec między jakoweś pudła, a skrzynie na ryby. Noc ciemna, mało możliwe, coby nas kto zoczył.
- Prócz tych czterech strażników nikogo więcej tam nie widać - dodał Aldur, który w przeciwieństwie do czającego się w mroku Goldastha przeszedł frontową ulicą udając zaaferowanego własnymi sprawa przechodnia, odprowadzony znudzonymi spojrzeniami pachołków Raffura. Drwal podobnie jak krasnolud miał okazję przyjrzeć się kątem oka ich nabijanym mosiężnymi guzami skórzniom i przypasanym do boków szablom, nabrał też przekonania, że w razie potrzeby władni oni byli obrotnie tymi szablami machać - Wyraźniście się nudzą, bo cały czas jeno sprośne krotochwile im w łebach, a obrażanie nawzajem czci swoich matek. Sama faktoria się zdawa pusta, jeno z parteru ogień trudno będzie podłożyć, bo u ziemi murowana jest, a drewniane ściany poczynają się dopiero od pierwszego piętra.
Wątek techniczny
Pora zdefiniować ostateczny plan, panowie najmici...
Najmici spotkali się w umówionym wcześniej miejscu, kucając pod oferującym głęboki cień zadaszeniem kamienicy i wodząc czujnym wzrokiem po pobliskich uliczkach. Umorusany drobinami tynku krasnolud sapnął z ulgą dostrzegając wciśnięte w kąt zadaszenia beczułki z winem, czekające na jego powrót w nienaruszonym stanie. Nie czekając na relacje towarzyszy brodaty rębajło podważył ostrzem wieko jednej z beczułek, po czym wsypał do środka całą zawartość otrzymanego od Jeruda Orresa nasennego proszku.
- Tyłem biegnie kamienny mur, wzdłuż całej posiadłości - powtórzył Hariquiel - Nie wiem jeno, co jest zaraz za nim, nie próbowałem się wspinać, coby mnie kto nie zoczył.
- Jakieś zagrody są, a zadaszone szopy - wyjaśnił Moriento pokazując palcem na dach kamienicy, gdzie spędził sporo czasu - Z góry człek więcej widzi. Szopy wprost do ogrodzenia przylegają, tedy jeśliby wleźć tamtędy od tylnej uliczki, od razu byśmy na ich dach przeskoczyli, a potem na dziedziniec między jakoweś pudła, a skrzynie na ryby. Noc ciemna, mało możliwe, coby nas kto zoczył.
- Prócz tych czterech strażników nikogo więcej tam nie widać - dodał Aldur, który w przeciwieństwie do czającego się w mroku Goldastha przeszedł frontową ulicą udając zaaferowanego własnymi sprawa przechodnia, odprowadzony znudzonymi spojrzeniami pachołków Raffura. Drwal podobnie jak krasnolud miał okazję przyjrzeć się kątem oka ich nabijanym mosiężnymi guzami skórzniom i przypasanym do boków szablom, nabrał też przekonania, że w razie potrzeby władni oni byli obrotnie tymi szablami machać - Wyraźniście się nudzą, bo cały czas jeno sprośne krotochwile im w łebach, a obrażanie nawzajem czci swoich matek. Sama faktoria się zdawa pusta, jeno z parteru ogień trudno będzie podłożyć, bo u ziemi murowana jest, a drewniane ściany poczynają się dopiero od pierwszego piętra.
Wątek techniczny
Pora zdefiniować ostateczny plan, panowie najmici...