PBF - Droga do... nikąd
-
Run Habas Ne
- Reactions:
- Posty: 401
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 05:53
Nim jeszcze pada na ziemie kle w niebogłosy i wyzywa wszystkich bogów od góry do dołu i od dołu do góry, że też jego cholerna tarcza pewnie nadal na plecach wisi, a jego przeklęte tarczownicze szkolenie nic mu nie dało i że tego z piekła rodem artefaktycznego sztyletu nie mógł dosięgnąć przed atakiem, bo przecie jego miecz to za krótki na taki oręż i że nie przygotował się zbyt długo do zadania ciosu i że może jeszcze tarcza nie zatrzymała ni krzty ognia z kuli, a i że przeciwnik z nożem tak ogromnie biegły i szybki że od skacze jak suseł i pewnie jeszcze na ogon mu depnął..
I tak oto kolejny bohater z szałem bitewnym w trybie "on" wita bogów pękającymi plecami.
I tak oto kolejny bohater z szałem bitewnym w trybie "on" wita bogów pękającymi plecami.
Dura lex sed lex
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Osz!!! na bogów!!! w złości gomchemik rzuca masakryczny czar - żrąca plama tym razem na pól orka który to jednego towarzyszy być może zabił.
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
Dla wyjasnienia RHN - kula ognia zgodnie z opisem czaru jest eksplozja rzucana w punkt, a nie lecacym pociskiem jak w innych systemach. Ustalenia z innymi MG nie sa tu dla mnie wiazace. Tarcza ci nie pomoze. Choc w opisie czaru tego nie ma i tak uwzglednilem wyparowania twojej skory, wiec gdybym rozliczal czysto mechanicznie (jako np. szkody od temperatury przy wciagnietym w pluca ogniu) obrazenia bylyby jeszcze wieksze.
Sztylet zostal rzucony, a nie zostales nim pchniety w walce. Twoj przeciwnik nie wszedl w zasieg twojej broni, a jego wyzsza SZ pozwolila na wykonanie ataku z dystansu zanim miales szanse go dopasc. Wyrzucona 100 (dicelog) na odpornosc na iluzje spowodowala, ze nie widziales tego sztyletu, wiec nie miales nawet na co reagowac. Tarcza jako przeszkoda byla uwzgledniona, ale o wykorzystaniu tarczownika nie moze byc mowy - nie bardzo masz jak sie aktywnie bronic przed czyms, czego istnienienia nawet nie podejrzewasz.
A propos wyparowan - wysoka bieglosc przeciwnika daje duze obrazenia, wiec i rana byla powazna nawet po uwzglednieniu wyparowan.
Twoja specjalna zdolnosc takze nie zadzialala ze wzgledu na pechowy rzut kostka - wszysko jest na dicelogu. Pech na kostkach + upierdliwie konsekwentny MG.
Zreszta nie miej do mnie pretensji - sam zadeklarowales i specjalnie to podkreslales, ze lecisz jako pierwszy, wiec nie dziw sie, ze ciebie wlasnie wszyscy zaatkaowali. Na razie zyjesz (choc w agonii) i ten stan przez najblizszych kilka rund sie raczej nie zmieni... a co bedzie potem - czas pokaze.
Zdecydowaliscie sie na konfrontacje bez jakiejkolwiek proby zorientowania sie kto jest kim, wiec efekt jest na razie mizerny.
Sztylet zostal rzucony, a nie zostales nim pchniety w walce. Twoj przeciwnik nie wszedl w zasieg twojej broni, a jego wyzsza SZ pozwolila na wykonanie ataku z dystansu zanim miales szanse go dopasc. Wyrzucona 100 (dicelog) na odpornosc na iluzje spowodowala, ze nie widziales tego sztyletu, wiec nie miales nawet na co reagowac. Tarcza jako przeszkoda byla uwzgledniona, ale o wykorzystaniu tarczownika nie moze byc mowy - nie bardzo masz jak sie aktywnie bronic przed czyms, czego istnienienia nawet nie podejrzewasz.
A propos wyparowan - wysoka bieglosc przeciwnika daje duze obrazenia, wiec i rana byla powazna nawet po uwzglednieniu wyparowan.
Twoja specjalna zdolnosc takze nie zadzialala ze wzgledu na pechowy rzut kostka - wszysko jest na dicelogu. Pech na kostkach + upierdliwie konsekwentny MG.
Zreszta nie miej do mnie pretensji - sam zadeklarowales i specjalnie to podkreslales, ze lecisz jako pierwszy, wiec nie dziw sie, ze ciebie wlasnie wszyscy zaatkaowali. Na razie zyjesz (choc w agonii) i ten stan przez najblizszych kilka rund sie raczej nie zmieni... a co bedzie potem - czas pokaze.
Zdecydowaliscie sie na konfrontacje bez jakiejkolwiek proby zorientowania sie kto jest kim, wiec efekt jest na razie mizerny.
-
Run Habas Ne
- Reactions:
- Posty: 401
- Rejestracja: 04 sierpnia 2009, 05:53
No cóż. Nie ja na pierwszo poziomowych bohaterów rzucam kulami ognia i wysoce biegłymi zabójcami.
Nie wiem czemu pechowa odp. na iluzję - jeśli był to iluzyjny sztylet to go przecież nie widziałem więc nie powinien zadziałać; zaś jeśli był to zwykły sztylet to chyba powinna liczyć mi się tarcza i tarczownik - coś w stylu lepszego zasłonięcia/zastawienia się tarczą(?)
Nie wnikam w końcu plan sytuacyjny nieco się zmienił i pojawił się do wglądu zupełnie później.
Jak już wcześniej zauwarzyłem, nawet rzuty jakie wykonujesz są chaotyczne, więc nie dziw się że ciężko się w tym połapać.
Pozdrawiam resztę walczących - niechaj ziemia lekką wam będzie.
Nie wiem czemu pechowa odp. na iluzję - jeśli był to iluzyjny sztylet to go przecież nie widziałem więc nie powinien zadziałać; zaś jeśli był to zwykły sztylet to chyba powinna liczyć mi się tarcza i tarczownik - coś w stylu lepszego zasłonięcia/zastawienia się tarczą(?)
Nie wnikam w końcu plan sytuacyjny nieco się zmienił i pojawił się do wglądu zupełnie później.
Jak już wcześniej zauwarzyłem, nawet rzuty jakie wykonujesz są chaotyczne, więc nie dziw się że ciężko się w tym połapać.
Pozdrawiam resztę walczących - niechaj ziemia lekką wam będzie.
Dura lex sed lex
@ araven - walka toczy się praktycznie nad leżącym reptilionem. Szansa na to, że ktoś będzie mógł mu w tej chwili pomóc jest nikła. Oczywiście w następnej rundzie wszystko może się zmienić jeśli walka przeniesie się o kilka metrów.
Ściganego nadal nie widzisz, wieć możesz mówić najwyżej w ogólnym kierunku chmury ciemności.
Ściganego nadal nie widzisz, wieć możesz mówić najwyżej w ogólnym kierunku chmury ciemności.
Krzyki rannych towarzyszy brzmia jeszcze w waszych uszach. Przechodnie w panice uciekaja byle dalej od walki. Choc szala zwyciestwa zaczyna przechylac sie na strone wrogow trzeba walczyc do upadlego. Nie pora na rozpacz.
Jeden z lowców, ów mag - mieszaniec, w którego zylach plynie ludzka i orkowa krew wypowiada kilka slów i wspazuje palcem na Aravena. Z jego dloni wylatuje mroczny pocisk, ktory niechybnie godzi we wskazana ofiare. Jego ludzki towarzysz wyrzuca z siebie dluzsza litanie i wokol biegnacego do walki Vadera rozblyska eksploznja mrocznej energii. Uruk czuje przenikliwe zimno, które zdaje sie siegac az do szpiku kosci. Nie zwalnia to jednak jego szarzy. Na widok padajacego reptiliona z jego usta wydziera sie przenikliwy okrzyk. Zacieta determinacja wykrzywia jego twarz.
W miejsce umierajacego Isamlshynisa do walki doskakuje Araven. Blyska stal i zaczyna sie smiertelny taniec ostrzy. Pierwszy uderza 'lowca', Araven odsuwa się o krok i unika ciosu, a ułamek skundy później kontruje blyskawicznym wypadem, ktory jednak tez nie trafa celu. Wymiana ciosow trwa, zabojca uderza zdradliwie niczym kobra, jednak Araven nie daje sie zaskoczyc. Jego seria zwodow i pozorowanych ciosow myli w koncu przeciwnika i dosiegaja go dwa szybkie pchniecia z lewaka. Z rany bryzga struga czerwonej posoki, a ranny człowiek wali sie bez czucia w pyl ulicy. Araven obraca sie ku kolejnemu przeciwnikowi. Ten jednak zajety jest walka z Barthem, ktory zdazyl w koncu wojsc do zwarcia. Gniewny okrzyk wyrywa sie z ust uruka, gdy ork wywija mlynca szabla atakujac szarzujacego rycerza. Jego pierwszy cios chybia, jednak kolejny trafia juz w tana Vadera. Krwawa pręga rysuje sie na jego piersi, nie zmienia to jednak pewnosci z jaka jego ramie wywija bronia. Potezny cios niemal dekapituje przeciwnika. Cialo kolejnego z 'lowcow' pada w agonalnych drgawkach. Deliad w biegu wyciągnął broń i niemal dopadł swego przeciwnika. Widząc jednak jak obaj zabójcy padają bez przytomności kontynuował swój bieg. Krótka chwila dezorientacji, gdy mrok zakrył jego wzrok jednak to tylko kilka kroków i już wynurzył się po drugiej stronie zasłony.
W tym czasie z ciemnej chmury wynurzyl sie juz mag, ktorego scigali wasi przeciwnicy. Ponownie nalozony mial ow maskujacy czar, ktory czynil go tak trudnym do spostrzezenia. Teraz chwile rozejrzal sie oceniajac sytuacje i widzac korzystny rozwoj wydarzen zaczal tkac czar (oczywiście przy okazji spowodowało to przerwanie owego maskującego go czaru). Jego glos unosil sie niczym fala i gdy wskazal na wroga, tego ogarnal krag mrocznego ognia. Czar ten podobny byl do tego, ktorym potraktowany zostal tan Vader, jednak po sile zaklecia widac, ze rzucajaca go osoba jest bardziej biegla w swym kunszcie, niz wasz przeciwnik. Ludzki mag, ktory byl celem zaklecia z trudem utrzymal sie na nogach. Kolejna plama kwasu stworzona przez gnomiego alchemika Forge Prime'a przekroczyla juz jego wytrzymalosc i z okrzykiem bolu zwalil sie na ulice - wpierw na kolana, a potem wymiotujac obficie padl bez przytomnosci.
Z waszych przesladowcow na nogach pozostajue juz tylko elf, ktory z przerazeniem patrzy na pogrom swoich kamratow i w pospiechu zaczyna inkantowac jakies zaklecie...
W tym czasie w głebi ulicy pojawia się patrol straży miejsciej zwabiony krzykami i magiczną kanonadą. Są oni na razie dość daleko od was (ponad 100m), ale po chwili wahania, ponaglani okrzykami dowodcy zaczynają biec w tym kierunku. Z tej odleglości, gdy cały czas uciekają od was spanikowani gapie - trudno wam dokładnie powiedzieć ilu ich jest. 4? 6? 8? może więcej?
Jeden z lowców, ów mag - mieszaniec, w którego zylach plynie ludzka i orkowa krew wypowiada kilka slów i wspazuje palcem na Aravena. Z jego dloni wylatuje mroczny pocisk, ktory niechybnie godzi we wskazana ofiare. Jego ludzki towarzysz wyrzuca z siebie dluzsza litanie i wokol biegnacego do walki Vadera rozblyska eksploznja mrocznej energii. Uruk czuje przenikliwe zimno, które zdaje sie siegac az do szpiku kosci. Nie zwalnia to jednak jego szarzy. Na widok padajacego reptiliona z jego usta wydziera sie przenikliwy okrzyk. Zacieta determinacja wykrzywia jego twarz.
W miejsce umierajacego Isamlshynisa do walki doskakuje Araven. Blyska stal i zaczyna sie smiertelny taniec ostrzy. Pierwszy uderza 'lowca', Araven odsuwa się o krok i unika ciosu, a ułamek skundy później kontruje blyskawicznym wypadem, ktory jednak tez nie trafa celu. Wymiana ciosow trwa, zabojca uderza zdradliwie niczym kobra, jednak Araven nie daje sie zaskoczyc. Jego seria zwodow i pozorowanych ciosow myli w koncu przeciwnika i dosiegaja go dwa szybkie pchniecia z lewaka. Z rany bryzga struga czerwonej posoki, a ranny człowiek wali sie bez czucia w pyl ulicy. Araven obraca sie ku kolejnemu przeciwnikowi. Ten jednak zajety jest walka z Barthem, ktory zdazyl w koncu wojsc do zwarcia. Gniewny okrzyk wyrywa sie z ust uruka, gdy ork wywija mlynca szabla atakujac szarzujacego rycerza. Jego pierwszy cios chybia, jednak kolejny trafia juz w tana Vadera. Krwawa pręga rysuje sie na jego piersi, nie zmienia to jednak pewnosci z jaka jego ramie wywija bronia. Potezny cios niemal dekapituje przeciwnika. Cialo kolejnego z 'lowcow' pada w agonalnych drgawkach. Deliad w biegu wyciągnął broń i niemal dopadł swego przeciwnika. Widząc jednak jak obaj zabójcy padają bez przytomności kontynuował swój bieg. Krótka chwila dezorientacji, gdy mrok zakrył jego wzrok jednak to tylko kilka kroków i już wynurzył się po drugiej stronie zasłony.
W tym czasie z ciemnej chmury wynurzyl sie juz mag, ktorego scigali wasi przeciwnicy. Ponownie nalozony mial ow maskujacy czar, ktory czynil go tak trudnym do spostrzezenia. Teraz chwile rozejrzal sie oceniajac sytuacje i widzac korzystny rozwoj wydarzen zaczal tkac czar (oczywiście przy okazji spowodowało to przerwanie owego maskującego go czaru). Jego glos unosil sie niczym fala i gdy wskazal na wroga, tego ogarnal krag mrocznego ognia. Czar ten podobny byl do tego, ktorym potraktowany zostal tan Vader, jednak po sile zaklecia widac, ze rzucajaca go osoba jest bardziej biegla w swym kunszcie, niz wasz przeciwnik. Ludzki mag, ktory byl celem zaklecia z trudem utrzymal sie na nogach. Kolejna plama kwasu stworzona przez gnomiego alchemika Forge Prime'a przekroczyla juz jego wytrzymalosc i z okrzykiem bolu zwalil sie na ulice - wpierw na kolana, a potem wymiotujac obficie padl bez przytomnosci.
Z waszych przesladowcow na nogach pozostajue juz tylko elf, ktory z przerazeniem patrzy na pogrom swoich kamratow i w pospiechu zaczyna inkantowac jakies zaklecie...
W tym czasie w głebi ulicy pojawia się patrol straży miejsciej zwabiony krzykami i magiczną kanonadą. Są oni na razie dość daleko od was (ponad 100m), ale po chwili wahania, ponaglani okrzykami dowodcy zaczynają biec w tym kierunku. Z tej odleglości, gdy cały czas uciekają od was spanikowani gapie - trudno wam dokładnie powiedzieć ilu ich jest. 4? 6? 8? może więcej?
Ostatnio zmieniony 24 września 2011, 17:57 przez tzeentch, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Szlachcic rzucił okiem na zbliżających się gwardzistów i stwierdził, że raczej nie ma zbyt wiele sensu negocjowanie ze strażnikami w sytuacji gdy w agonii znajdują się towarszysze. Sam zapewne jako szlachcic łatwo wywinąłby się z takiej jatki, ale dla reptiliona i elfa mogłoby zabraknąć czasu aby wyrwać ich ze szponów śmierci. Wrzsanął do oberżysty o konia i podniósł leżącego Isamlshynisa. W głowie szybko układał plan w miarę bezpiecznego przedostania się do najbliższej w miarę przyjaznej świątyni, gdzie "dobrzy ludzie" za "drobną" opłatą dokonaliby stosownych zabiegów celem uratowania konających towarzyszy...
-
dretch
- Reactions:
- Posty: 661
- Rejestracja: 07 czerwca 2010, 13:24
- Lokalizacja: Kraków
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 7 times
Orzesz, doskakuje do leżącego towarzysza, w geście dobrej, przyjaźni, ściągam kawał ubrania i staram się tamować krwotok. Wołając do najbliższej stojącej na nogach osoby -
Ziele grama! prędko bo on skona!!
Ziele grama! prędko bo on skona!!
Rudzielec z Koronapan o imieniu Gerard (Anabaptysta, Borka)
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
http://www.degenesis.com/character-en/i ... a6aa74c071
**
ECO - Stra?nik miejski Ostrogaru
http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=353
--
Je?eli pad?e?, szybko wsta?, bo jeszcze Ci dokopi?.
Elficki mag, który tak zacięcie raził was ogistymi eksplozjami na widok rzezi swoich kompanów w pośpiechu zaczął inkantować zaklęcie. Nim ktokolwiek zdążył się do niego zblizyć... po prostu zniknął...
Araven rozejrzał się nieco zagubiony w sytuacji nie wiedząc co dalej czynić. Dwóch towarzyszy leżało dogorywających w pyle, przechodnie co sił w nogach uciekali, za to w waszym kierunku pędzi kilkuosobowy patrol straży, co sił w płucach dmiąc w sygnałowe gwizdki, aby ściągnąć posiłki.
Barth klnąc pod nosem na ironię historii doskoczył do leżącego reptiliona. Ciałem mężnego wojownika wstrząsały agonalne drgawki. Barth stękając z wysiłku podniósł ciało towarzysza, rozejrzał się dookoła błędnym wzrokiem krzycząc o pomoc - Konia, dajcie konia! Trza do ratować, bo zemrze nam tu niechybnie! Gdzie ten karczmarz niecnota! Konia, powiadam! - Z ust reptiliona na ulicę ciekła gęsta struga ciemnej krwi... Kończyny bezwładnie zwisały ciągnięte do ziemi przez swój ciężar. Na lewej ręce błyszczała okrwawaiona bransoleta w kształcie węża zjadającego własny ogon.
Forge skoczył pomagać leżącemu w pobliżu Amrasowi. - Zielę grama! prędko bo on skona! - Leżąca postać faktycznie przedstawiała sobą pożałowania godny widok. Dymiące, wręcz żarzące się jeszcze resztki ubrania okrywały Armasa wstążkami dymu.
Deliad na widok znikającego elfa odwrócił się do maga, który wyszedł z ciemnej chmury. Ten rozglądał się po pobojowisku oceniając sytuację. Gdy stwierdził, że żaden z widocznych łowców nie stoi już na włsnych nogach na jego usta wypełzł uśmieszek satysfakcji. Szybko jednak zmienił się w grymas wściekłości, gdy poczuł czubek noża Deliada na swym gardle. Druid wyszarpnął z jego dłoni amulet. Nim Deliad wykręcił jego rękę za plecy mag wysyczał jeszcze przez zęby - Klucza i tak nie dostaniecie. Choćbyście się zesrali, to go nie znajdziecie.
Straż biegnie w waszym kierunku, potrwa to jeszcze może 2-3 rundy nim się do was zbliżą. Na wołania Bartha o konia na razie nikt nie reaguje.
Araven rozejrzał się nieco zagubiony w sytuacji nie wiedząc co dalej czynić. Dwóch towarzyszy leżało dogorywających w pyle, przechodnie co sił w nogach uciekali, za to w waszym kierunku pędzi kilkuosobowy patrol straży, co sił w płucach dmiąc w sygnałowe gwizdki, aby ściągnąć posiłki.
Barth klnąc pod nosem na ironię historii doskoczył do leżącego reptiliona. Ciałem mężnego wojownika wstrząsały agonalne drgawki. Barth stękając z wysiłku podniósł ciało towarzysza, rozejrzał się dookoła błędnym wzrokiem krzycząc o pomoc - Konia, dajcie konia! Trza do ratować, bo zemrze nam tu niechybnie! Gdzie ten karczmarz niecnota! Konia, powiadam! - Z ust reptiliona na ulicę ciekła gęsta struga ciemnej krwi... Kończyny bezwładnie zwisały ciągnięte do ziemi przez swój ciężar. Na lewej ręce błyszczała okrwawaiona bransoleta w kształcie węża zjadającego własny ogon.
Forge skoczył pomagać leżącemu w pobliżu Amrasowi. - Zielę grama! prędko bo on skona! - Leżąca postać faktycznie przedstawiała sobą pożałowania godny widok. Dymiące, wręcz żarzące się jeszcze resztki ubrania okrywały Armasa wstążkami dymu.
Deliad na widok znikającego elfa odwrócił się do maga, który wyszedł z ciemnej chmury. Ten rozglądał się po pobojowisku oceniając sytuację. Gdy stwierdził, że żaden z widocznych łowców nie stoi już na włsnych nogach na jego usta wypełzł uśmieszek satysfakcji. Szybko jednak zmienił się w grymas wściekłości, gdy poczuł czubek noża Deliada na swym gardle. Druid wyszarpnął z jego dłoni amulet. Nim Deliad wykręcił jego rękę za plecy mag wysyczał jeszcze przez zęby - Klucza i tak nie dostaniecie. Choćbyście się zesrali, to go nie znajdziecie.
Straż biegnie w waszym kierunku, potrwa to jeszcze może 2-3 rundy nim się do was zbliżą. Na wołania Bartha o konia na razie nikt nie reaguje.
Ostatnio zmieniony 02 października 2011, 22:20 przez tzeentch, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Deliadzie przestań grozić magowi, podaję ziele grama alchemikowi, (mam 3 porcje), teraz dwie, chowam broń. Krzyczę by wszyscy schowali broń, by nie prowokowac nadbiegającej straży. Rzucam do maga kim jesteś, nie chcemy zadnego klucza. pomoglismy Ci ot tak, bo np. ja nie lubie jak 5-ciu typow atakuje jednego... Nastepnie obracam sie w strone straży pokazuje że nie mam broni, staram sie zachować spokój. Dobrze, że jesteście panowie strażnicy, szkoda, że te oprychy zwiały.
Ostatnio zmieniony 02 października 2011, 21:22 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Przez ciemne sprawki tego maga prawie zginęło dwóch naszych kompanów. Nie odpuszczę póki nie dowiem się co się tutaj dzieje. A on to wie. Jak widziałeś Aravenie po dobroci nie chciał współpracować. Czas na inne sposoby. A tym czasem musimy zabierać naszych i się stąd zabierać. Zbytnio pasujemy na kozłów ofiarnych tego całego zamieszania...
- Barth gdzie tu jest w pobliżu jakaś karczma gdzie moglibyśmy przeczekać tą ruchawkę, opatrzyć rannych i pokonwersować z tym tu magiem?
Staram się zmotywować towarzyszy do pośpiechu. Amulet maga chowam do wewnętrznej kieszeni płaszcza.
- Barth gdzie tu jest w pobliżu jakaś karczma gdzie moglibyśmy przeczekać tą ruchawkę, opatrzyć rannych i pokonwersować z tym tu magiem?
Staram się zmotywować towarzyszy do pośpiechu. Amulet maga chowam do wewnętrznej kieszeni płaszcza.