Oczyszczalnia ścieków, poziom -6
Obwiązana w pasie liną i asekurowana przez walczących z wymiotami towarzyszy, Trzyłapka wróciła ostrożnie na na śliski serwisowy pomost przylegający do zatkanego odpływu, ściskając palcami swój ubrudzony tu i ówdzie krwią łom. Świeże wspomnienie wyskakującego ze ścieku stwora nie dawało jej spokoju, toteż zwężone w szparki oczy mutantki co chwila śledziły uważnie bulgoczącą powierzchnię zbiornika.
Nic nie zdradzało ukrytej obecności innego rybozwierza, toteż nie tracąc czujności Trzyłapka zaczęła gmerać łomem w zaskorupiałych odchodach, drugą ręką świecąc sobie latarką, trzecią zaś trzymając się jednego z prętów kratownicy.
Atakowane z dziką zajadłością, ekskrementy zaczęły w końcu ulegać posępnej sile mutantki, ześlizgując się z powrotem w otchłań spienionego zbiornika.
- Dobrze ci idzie - wycharczał Zadzior, zaciskający palce jednej dłoni na skrzydełkach swego nosa i spazmatycznie łapiący powietrze ustami - Dalej, sprężaj się!
Niezadowolona z obcesowego ponaglania, Trzyłapka wydała z siebie niski pomruk, zrodzony gdzieś w głębi jej przepastnej gardzieli i półzwierzęcy w swym złowrogim brzmieniu. Zmieniając uchwyt dłoni na łomie mutantka wraziła narzędzie w śmierdzącą niemiłosiernie breję, odrywając od skorupy kolejny jej kawał.
Zadzior i Blizna stali najbliżej Trzyłapki, ale przez wzgląd na kiepskie oświetlenie nawet oni nie zrozumieli w pierwszej chwili, co takiego właściwie się stało. Ogromna mutantka znieruchomiała, a potem cofnęła się od kratownicy niczym oparzona, wymachując gwałtownie wszystkimi trzema rękami.
- Co jest?! - krzyknęła przestraszona Blizna, podświadomie spodziewając się ataku następnych rybostworów - Co?!
- Poczuliście to?! - wychrypiała z nutą nieudawanego lęku Trzyłapka - Czy wy też to poczuliście?!
Nie wiem, co właściwie o tym sądzicie, ale Trzyłapka sprawia wrażenie autentycznie przestraszonej!