PBF - Czarne złoto
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Vein wstał i otrzepał ubranie.
- Pierwszy raz go na oczy widzę. Jego i tę dziewkę co to niby jej brat coś złego spotkało. Od razu widać, że coś coś z nim nie tak, pewnikiem gorączka frontowa. Omamy albo halucynacyje go dręczą - wyjaśniał Rogan
- Podziękować wam muszę, bo by mi jeszcze łeb rozwalił, a wraz rano jako eskorta jadę. Uczciwie pracuje i kłopoty omijam - załgał nieco na koniec.
- Pierwszy raz go na oczy widzę. Jego i tę dziewkę co to niby jej brat coś złego spotkało. Od razu widać, że coś coś z nim nie tak, pewnikiem gorączka frontowa. Omamy albo halucynacyje go dręczą - wyjaśniał Rogan
- Podziękować wam muszę, bo by mi jeszcze łeb rozwalił, a wraz rano jako eskorta jadę. Uczciwie pracuje i kłopoty omijam - załgał nieco na koniec.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"
Wiszący w żelaznym uścisku rycerza strzelec przestał w końcu podrygiwać, wbił w zamian otwarte szeroko oczy w twarz przyglądającego mu się zakonnika. Trzej pozostali żołnierze zbliżyli się niepewnie do stolika Grzmocicieli, trzymając ręce na widoku i dokładając zauważalnych starań o to, by nikt przypadkiem nie posądził ich o złe zamiary.
- Nie wiem, co w niego wstąpiło... - zaczął jeden z nich, ale trzymający napastnika rycerz przerwał mu władczym ruchem wolnej ręki. Panika gości ustąpiła niemal całkowicie, wszyscy w zamian poczęli się kupić wokół miejsca bójki chcąc zobaczyć, co się jeszcze wydarzy.
- Okrzyknąłeś tego człowieka mordercą - powiedział pierwszy rycerz, głosem niskim i poważnym równie głęboko jak wyraz jego szarych oczu - Podniosłeś na niego rękę w zemście za krzywdę tamtej niewiasty.
- Ale ja nie mam brata, panie, ja jedna z sześciu sióstr - odezwała się pracująca w tawernie dziewczyna, chowająca się przezornie za plecami Longwortha - Pierwszy raz w życiu go widzę, jak i tego dżentelmena na podłodze.
- To morderca - wybełkotał nieskładnie pijany zamachowiec - Zabił jej brata!
- Skąd ci to przyszło na myśl? - dociekał dalej rycerz, najwyraźniej nie mając najmniejszego kłopotu z utrzymaniem ważącego przecież swoje młodego żołnierza w powietrzu. Obserwujący go z ostrożnego dystansu Vain nie mógł nie spostrzec opinanych kolczą koszulką potężnych barów morrowiańskiego służbity, sugerujących wrodzoną krzepę.
- Głos mi powiedział - wycharczał strzelec, któremu najwyraźniej zaczynało brakować tchu - Głos śpiewający... w mojej głowie...
- Biedak postradał zmysły! - zakrzyknęła jakaś pielgrzymka o wyglądzie statecznej mieszczki, składając ręce do modlitwy - Musiał ci on tak wiele wycierpieć na wojnie, że do reszty rozum mu odebrało!
- Trza go oddać w ręce mnichów, którzy leczą choroby na umyśle - dodał trzymający kobietę pod ramię równie stateczny jegomość - I modlić się o to, by Morrow go ocalił przed szaleństwem.
Dwaj zakonni rycerze obejrzeli się na siebie wymieniając nieme spojrzenia i przyglądający się im Bancroft nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że w oczach obu pojawił się jakiś znaczący błysk.
Wiszący w żelaznym uścisku rycerza strzelec przestał w końcu podrygiwać, wbił w zamian otwarte szeroko oczy w twarz przyglądającego mu się zakonnika. Trzej pozostali żołnierze zbliżyli się niepewnie do stolika Grzmocicieli, trzymając ręce na widoku i dokładając zauważalnych starań o to, by nikt przypadkiem nie posądził ich o złe zamiary.
- Nie wiem, co w niego wstąpiło... - zaczął jeden z nich, ale trzymający napastnika rycerz przerwał mu władczym ruchem wolnej ręki. Panika gości ustąpiła niemal całkowicie, wszyscy w zamian poczęli się kupić wokół miejsca bójki chcąc zobaczyć, co się jeszcze wydarzy.
- Okrzyknąłeś tego człowieka mordercą - powiedział pierwszy rycerz, głosem niskim i poważnym równie głęboko jak wyraz jego szarych oczu - Podniosłeś na niego rękę w zemście za krzywdę tamtej niewiasty.
- Ale ja nie mam brata, panie, ja jedna z sześciu sióstr - odezwała się pracująca w tawernie dziewczyna, chowająca się przezornie za plecami Longwortha - Pierwszy raz w życiu go widzę, jak i tego dżentelmena na podłodze.
- To morderca - wybełkotał nieskładnie pijany zamachowiec - Zabił jej brata!
- Skąd ci to przyszło na myśl? - dociekał dalej rycerz, najwyraźniej nie mając najmniejszego kłopotu z utrzymaniem ważącego przecież swoje młodego żołnierza w powietrzu. Obserwujący go z ostrożnego dystansu Vain nie mógł nie spostrzec opinanych kolczą koszulką potężnych barów morrowiańskiego służbity, sugerujących wrodzoną krzepę.
- Głos mi powiedział - wycharczał strzelec, któremu najwyraźniej zaczynało brakować tchu - Głos śpiewający... w mojej głowie...
- Biedak postradał zmysły! - zakrzyknęła jakaś pielgrzymka o wyglądzie statecznej mieszczki, składając ręce do modlitwy - Musiał ci on tak wiele wycierpieć na wojnie, że do reszty rozum mu odebrało!
- Trza go oddać w ręce mnichów, którzy leczą choroby na umyśle - dodał trzymający kobietę pod ramię równie stateczny jegomość - I modlić się o to, by Morrow go ocalił przed szaleństwem.
Dwaj zakonni rycerze obejrzeli się na siebie wymieniając nieme spojrzenia i przyglądający się im Bancroft nie potrafił się oprzeć wrażeniu, że w oczach obu pojawił się jakiś znaczący błysk.
Sytuacja wygląda na opanowaną...
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Słyszycie rycerze, co dziewka gada, że brata nie ma ino siostry. Od razu widać, że wojak gada od rzeczy i trza mu jakiej mikstury podać na pomyślunku poprawienie, albo jakich modlitw nad nim odprawić, bo przecie żaden poczciwy człek głosów głwoie nie słyszy.
Trzeci ostrożnie zbliżył się do kawalera mieczowego, trzymającego obłąkanego żołnierza i nieco cichszym tonem dodał:
- A jakby Panom jaki przewodnik po mieście potrzebny był, albo jakakolwiek pomoc, to znajcież moje dobre morrowiańskie serce. Pomogę jak potrafię. Wołają na mnie Trzeci, jak tylko na Ostrowie spytacie, to zaraz mnie najdziecie, bo przecież stróżami porządku tam jesteśmy i biednych ludzi ode złego chronimy.
Wątek techniczny
Trochę dobrego PR nigdy nie zaszkodzi:)
Trzeci ostrożnie zbliżył się do kawalera mieczowego, trzymającego obłąkanego żołnierza i nieco cichszym tonem dodał:
- A jakby Panom jaki przewodnik po mieście potrzebny był, albo jakakolwiek pomoc, to znajcież moje dobre morrowiańskie serce. Pomogę jak potrafię. Wołają na mnie Trzeci, jak tylko na Ostrowie spytacie, to zaraz mnie najdziecie, bo przecież stróżami porządku tam jesteśmy i biednych ludzi ode złego chronimy.
Wątek techniczny
Trochę dobrego PR nigdy nie zaszkodzi:)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"
Kościelni rycerze skończyli popatrywać na siebie znacząco, przenieśli wzrok z powrotem na krewkiego brańca. Opuszczony na podłogę żołnierz westchnął ciężko i otworzył usta, wtedy jednak służbita Kościoła, który go wcześniej pochwycił błyskawicznym ruchem zdzielił nieszczęśnika pięścią prosto w skroń. Wojak stracił w ułamku chwili świadomość i byłby upadł na stolik Grzmocicieli, gdyby nie drugi rycerz. Ten pochwycił nieprzytomnego strzelca i ułożył go na podłodze ze zdumiewającą delikatnością.
Przez tłumek gapiów przebiegł niespokojny pomruk, z ust kilku kobiet wydobyły się ściszone jęki. Trzej pozostali żołnierze oniemieli widząc, w jak bezceremonialny sposób został potraktowany ich nierozważny towarzysz.
- Ty, podejdź tutaj, a żwawo - rycerz, który ułożył na podłodze nieprzytomnego żołnierza przywołał do siebie jednego z pozostałych szeregowców - Posłuchaj mnie uważnie. Zabierzecie teraz swego druha do koszar, bez chwili zwłoki. Wezwiecie do niego felczera, któremu opowiecie, co mu się przydarzyło. Jednocześnie wezwiecie waszego kapelana, jeśli takiego macie. Macie?
- Tak, mamy - przytaknął natychmiast żołnierz, przezornie trzymając się od Rycerza Proroka na kilka kroków.
- W takim razie przekażesz mu, że brat Bryson Murdoch z komandorii Rycerzy Proroka w Divinium podejrzewa u tego tu biedaka influencję. To bardzo ważne, zapamiętasz? Influencję.
- Znaczy się, influencję? - wyraz twarzy żołnierza świadczył dobitnie o tym, że człowiek ów nie miał pojęcia, o czym zakonny rycerz mówi - A co to?
- Nadmierna ciekawość grozi uszczerbkiem na zdrowiu i życiu - wygłosił napominającym tonem drugi z rycerzy, oglądając się jednocześnie w stronę dziewcząt w strojach kelnerek - Poproście tutaj właściciela tego szacownego przybytku.
- To ja - oznajmił natychmiast korpulentny mężczyzna w średnim wieku, dostatnio odziany i nerwowo tarmoszący rękawy swego kubraka - Raczcie wybaczyć, czcigodni, że ów nieszczęśnik zakłócił wam odpoczynek. Dałbym wiele, żeby to odwrócić...
- Nie twoja to wina, poczciwcze, nie twoja - brat Murdoch uciął wypowiedź właściciela tawerny jednym ruchem ręki, po czym obejrzał się w stronę stojących tuż obok Grzmocicieli - Powiadasz, że jak cię zwą? Trzcinka? Skoroś taki skory do pomocy, zaiste zaraz nam się przydasz. A ci tutaj to twoi druhowie? Pobożni ludzie, prawi morrowianie?
Kościelni rycerze skończyli popatrywać na siebie znacząco, przenieśli wzrok z powrotem na krewkiego brańca. Opuszczony na podłogę żołnierz westchnął ciężko i otworzył usta, wtedy jednak służbita Kościoła, który go wcześniej pochwycił błyskawicznym ruchem zdzielił nieszczęśnika pięścią prosto w skroń. Wojak stracił w ułamku chwili świadomość i byłby upadł na stolik Grzmocicieli, gdyby nie drugi rycerz. Ten pochwycił nieprzytomnego strzelca i ułożył go na podłodze ze zdumiewającą delikatnością.
Przez tłumek gapiów przebiegł niespokojny pomruk, z ust kilku kobiet wydobyły się ściszone jęki. Trzej pozostali żołnierze oniemieli widząc, w jak bezceremonialny sposób został potraktowany ich nierozważny towarzysz.
- Ty, podejdź tutaj, a żwawo - rycerz, który ułożył na podłodze nieprzytomnego żołnierza przywołał do siebie jednego z pozostałych szeregowców - Posłuchaj mnie uważnie. Zabierzecie teraz swego druha do koszar, bez chwili zwłoki. Wezwiecie do niego felczera, któremu opowiecie, co mu się przydarzyło. Jednocześnie wezwiecie waszego kapelana, jeśli takiego macie. Macie?
- Tak, mamy - przytaknął natychmiast żołnierz, przezornie trzymając się od Rycerza Proroka na kilka kroków.
- W takim razie przekażesz mu, że brat Bryson Murdoch z komandorii Rycerzy Proroka w Divinium podejrzewa u tego tu biedaka influencję. To bardzo ważne, zapamiętasz? Influencję.
- Znaczy się, influencję? - wyraz twarzy żołnierza świadczył dobitnie o tym, że człowiek ów nie miał pojęcia, o czym zakonny rycerz mówi - A co to?
- Nadmierna ciekawość grozi uszczerbkiem na zdrowiu i życiu - wygłosił napominającym tonem drugi z rycerzy, oglądając się jednocześnie w stronę dziewcząt w strojach kelnerek - Poproście tutaj właściciela tego szacownego przybytku.
- To ja - oznajmił natychmiast korpulentny mężczyzna w średnim wieku, dostatnio odziany i nerwowo tarmoszący rękawy swego kubraka - Raczcie wybaczyć, czcigodni, że ów nieszczęśnik zakłócił wam odpoczynek. Dałbym wiele, żeby to odwrócić...
- Nie twoja to wina, poczciwcze, nie twoja - brat Murdoch uciął wypowiedź właściciela tawerny jednym ruchem ręki, po czym obejrzał się w stronę stojących tuż obok Grzmocicieli - Powiadasz, że jak cię zwą? Trzcinka? Skoroś taki skory do pomocy, zaiste zaraz nam się przydasz. A ci tutaj to twoi druhowie? Pobożni ludzie, prawi morrowianie?
Murdoch zwraca się do Strykera, rzecz jasna...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rycerze Proroka (oryg. Knights of Prophet)
"Rycerze Proroka to jeden z kilku paramilitarnych zakonów służących Kościołowi Morrowa, najbardziej liczny z nich wszystkich oraz ściśle powiązany z caspiańskim Sancteum. Inne kościelne zakony rycerskie służą sprawie Kościoła, ale jednocześnie są silnie powiązane ze strukturami władzy swych krajów i ich armiami. Rycerzom Proroka nie zabrania się co prawda bronienia granic własnego kraju, wszelako każdy z nich złożył śluby strzeżenia nadrzędnego interesu Kościoła. Większość członków zakonu przystępuje do służby z powołania, chociaż znane są przypadki, kiedy członkostwo jest nadawane wyjątkowo zasłużonym świeckim obrońcom wiary. Rycerze Proroka często wysyłani są w obszary działań wojennych z misją strzeżenia morrowiańskich świątyń, gdzie muszą pozostawać frakcją neutralną bez względu na charakter toczonych wokół nich walk. Siedziba zakonu znajduje się w Sancteum w Caspii, ale duże domy zakonne istnieją również w Wysokiej Bramie i Cerylu" - fragment dodatku "Kings, Nations and Gods".
A spotkani w Clockers Cove bracia strzegą bezpieczeństwa pielgrzymów na szlaku wiodącym do Divinium.
"Rycerze Proroka to jeden z kilku paramilitarnych zakonów służących Kościołowi Morrowa, najbardziej liczny z nich wszystkich oraz ściśle powiązany z caspiańskim Sancteum. Inne kościelne zakony rycerskie służą sprawie Kościoła, ale jednocześnie są silnie powiązane ze strukturami władzy swych krajów i ich armiami. Rycerzom Proroka nie zabrania się co prawda bronienia granic własnego kraju, wszelako każdy z nich złożył śluby strzeżenia nadrzędnego interesu Kościoła. Większość członków zakonu przystępuje do służby z powołania, chociaż znane są przypadki, kiedy członkostwo jest nadawane wyjątkowo zasłużonym świeckim obrońcom wiary. Rycerze Proroka często wysyłani są w obszary działań wojennych z misją strzeżenia morrowiańskich świątyń, gdzie muszą pozostawać frakcją neutralną bez względu na charakter toczonych wokół nich walk. Siedziba zakonu znajduje się w Sancteum w Caspii, ale duże domy zakonne istnieją również w Wysokiej Bramie i Cerylu" - fragment dodatku "Kings, Nations and Gods".
A spotkani w Clockers Cove bracia strzegą bezpieczeństwa pielgrzymów na szlaku wiodącym do Divinium.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Napisze najszybciej jak sie da:
Edit:
Stryker ugryzł się w język słysząc jak Murdoch go przyzywa go w dodatku, pewnie celowo przekręcając jego miano. Deklarując pomoc chodziło mu o bliżej niesprecyzowaną przyszłość i niezoobowiązującą ofertę, a tymczasem wielki jak dąb chłop wziął sobie dosłownie słowa Nataniela. Stryker nie pokazał po sobie nagłego zafrasowania:
- Trzeci panie Bronson. - Stryker wyprostował się dumnie i z ze starnnie ukrywaną złośliwością celowo przekręcił imię rycerza: - Trzeci panie. My wszyscy Morrowa wierni wyznawcy. W czym zatem możemy przysłużyć się Panie Murdoch?
Edit:
Stryker ugryzł się w język słysząc jak Murdoch go przyzywa go w dodatku, pewnie celowo przekręcając jego miano. Deklarując pomoc chodziło mu o bliżej niesprecyzowaną przyszłość i niezoobowiązującą ofertę, a tymczasem wielki jak dąb chłop wziął sobie dosłownie słowa Nataniela. Stryker nie pokazał po sobie nagłego zafrasowania:
- Trzeci panie Bronson. - Stryker wyprostował się dumnie i z ze starnnie ukrywaną złośliwością celowo przekręcił imię rycerza: - Trzeci panie. My wszyscy Morrowa wierni wyznawcy. W czym zatem możemy przysłużyć się Panie Murdoch?
Ostatnio zmieniony 04 lutego 2014, 20:45 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rogan Vain skinął skwapliwe głową, potwierdzając swoją pobożność.
- My wszystek wierni morrowianie. Takich jak my to ze świecą szukać - zapewnił człowiek z mokradeł i dodał z lekkim wahaniem - a jeżeli można zapytać... Oczywiście nie z płochej i pogardy godnej ciekawości, a ino dla swojego i innych prawych ludzi bezpieczeństwa... Czy ta influenza bywa zaraźliwa? Bo, jak tak, to jak ją leczyć? Jeszcze by tego brakowało, żebym toczył pianę z ust jak jakiś wściekły pies, a w głowie podszepty Żmija słyszał. Twu, twu !!! - spluną na odczynienie uroku Vain.
- My wszystek wierni morrowianie. Takich jak my to ze świecą szukać - zapewnił człowiek z mokradeł i dodał z lekkim wahaniem - a jeżeli można zapytać... Oczywiście nie z płochej i pogardy godnej ciekawości, a ino dla swojego i innych prawych ludzi bezpieczeństwa... Czy ta influenza bywa zaraźliwa? Bo, jak tak, to jak ją leczyć? Jeszcze by tego brakowało, żebym toczył pianę z ust jak jakiś wściekły pies, a w głowie podszepty Żmija słyszał. Twu, twu !!! - spluną na odczynienie uroku Vain.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Trzeci machnął ręką starając się zbyć kamrata. Uśmiechając się pobłażliwie do Murdocha i starając się wyglądać jak ktoś o stuprocentowej konfidencji czymże jest wspomniana influencja:
- Nie słuchajcież go Panie Murdoch. On tak zawsze gada bez składu. Przecie każdy uczony wie, że influencja zaraźliwa nie jest... Jest? - dodał niepewnie po chwili widząc zmieniającą się minę Brysona z której ciężko było cokolwiek wyczutać: - Morrowie racz zdrowiem tego biedaka...
- Nie słuchajcież go Panie Murdoch. On tak zawsze gada bez składu. Przecie każdy uczony wie, że influencja zaraźliwa nie jest... Jest? - dodał niepewnie po chwili widząc zmieniającą się minę Brysona z której ciężko było cokolwiek wyczutać: - Morrowie racz zdrowiem tego biedaka...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"
Drugi z rycerzy, wciąż jeszcze nieznany Grzmocicielom z nazwiska, obejrzał się ponad ramieniem na ciekawskich gapiów i uniósł lekko w górę rękę wskazując nią na pobliskie ławy.
- Raczcie spocząć, dobrzy ludzie, wróćcie do swej strawy, albowiem wszystko już dobrze i nikt was nie ukrzywdzi - oznajmił tonem na poły dobrotliwym, na poły zaś dość zdecydowanym, by wszyscy w mig pojęli, że do rzeczonych stołów nie tyle mogą wrócić, co muszą.
- Niechaj was Morrow i wniebowzięty Markus mają w swej opiece - dodał brat Murdoch żegnając kiwnięciem ręki trzech wynoszących swego wciąż nieprzytomnego druha żołnierzy. Przy stoliku Grzmocicieli pozostała koniec końców szajka z Małego Ostrowu oraz wciąż niespokojny właściciel tawerny, spozierający bacznie to na Rycerzy Proroka, to na nieznanych mu dżentelmenów.
- To pierwszy taki przypadek, kiedy człek tu pijący wpada w podobny gniew? - zapytał go Murdoch ściszając jednocześnie głos.
- Tak, czcigodny - przytaknął właściciel - My tu bardzo dbamy o porządek i reputację.
- Podaliście im przed chwilą nową kolejkę? I niechaj zgadnę, piwo ze świeżo otwartej beczki? - dopytywał Murdoch.
- A skąd to wam wiadomo? - zdumiał się gospodarz - A prawda to, pierwsza z partii, com ją dzisiaj w porcie kupił, od kupca z Merciru.
Murdoch i jego towarzysz ponownie wymienili znaczące spojrzenia.
- Gdzie trzymacie trunki, w piwniczce? - zapytał drugi z rycerzy oglądając się jednocześnie na siedzących przy stołach klientów.
- Tak, czcigodny - odrzekł z pełną niezrozumienia miną właściciel tawerny - A czemu...
- Zabroń podawać ludziom piwa z tej partii, a nas prowadź czym prędzej do składu - polecił Murdoch - A wy ze mną, jeśli łaska, skoroście się z pomocą napraszali. Morrow mi świadkiem, zaraz przyjdzie wam wyświadczyć temu poczciwcowi dobry uczynek.
Drugi z rycerzy, wciąż jeszcze nieznany Grzmocicielom z nazwiska, obejrzał się ponad ramieniem na ciekawskich gapiów i uniósł lekko w górę rękę wskazując nią na pobliskie ławy.
- Raczcie spocząć, dobrzy ludzie, wróćcie do swej strawy, albowiem wszystko już dobrze i nikt was nie ukrzywdzi - oznajmił tonem na poły dobrotliwym, na poły zaś dość zdecydowanym, by wszyscy w mig pojęli, że do rzeczonych stołów nie tyle mogą wrócić, co muszą.
- Niechaj was Morrow i wniebowzięty Markus mają w swej opiece - dodał brat Murdoch żegnając kiwnięciem ręki trzech wynoszących swego wciąż nieprzytomnego druha żołnierzy. Przy stoliku Grzmocicieli pozostała koniec końców szajka z Małego Ostrowu oraz wciąż niespokojny właściciel tawerny, spozierający bacznie to na Rycerzy Proroka, to na nieznanych mu dżentelmenów.
- To pierwszy taki przypadek, kiedy człek tu pijący wpada w podobny gniew? - zapytał go Murdoch ściszając jednocześnie głos.
- Tak, czcigodny - przytaknął właściciel - My tu bardzo dbamy o porządek i reputację.
- Podaliście im przed chwilą nową kolejkę? I niechaj zgadnę, piwo ze świeżo otwartej beczki? - dopytywał Murdoch.
- A skąd to wam wiadomo? - zdumiał się gospodarz - A prawda to, pierwsza z partii, com ją dzisiaj w porcie kupił, od kupca z Merciru.
Murdoch i jego towarzysz ponownie wymienili znaczące spojrzenia.
- Gdzie trzymacie trunki, w piwniczce? - zapytał drugi z rycerzy oglądając się jednocześnie na siedzących przy stołach klientów.
- Tak, czcigodny - odrzekł z pełną niezrozumienia miną właściciel tawerny - A czemu...
- Zabroń podawać ludziom piwa z tej partii, a nas prowadź czym prędzej do składu - polecił Murdoch - A wy ze mną, jeśli łaska, skoroście się z pomocą napraszali. Morrow mi świadkiem, zaraz przyjdzie wam wyświadczyć temu poczciwcowi dobry uczynek.
Zaintrygowani?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Strykera nieco przeraziła myśl, że Grzmociciele zostaną królikami doświadczalnymi pijącymi trefne piwo. Nie chciał jednak wyjść na tchórza, szczególnie przy tak wielkiej publice:
- No jasne że idziemy, moje słowo nie wiatr nie ulatuje. - głośno przytaknął, zaraz dodając aby dowieść nieprzeciętnego intelektu: - Skoro twierdzicie, że piwo skażone influencją, to prawda musi być. Nam żadne wapory influencji nie straszne Panie Murdoch.
- No jasne że idziemy, moje słowo nie wiatr nie ulatuje. - głośno przytaknął, zaraz dodając aby dowieść nieprzeciętnego intelektu: - Skoro twierdzicie, że piwo skażone influencją, to prawda musi być. Nam żadne wapory influencji nie straszne Panie Murdoch.