6 Katesh 608 OR, tawerna "Winny Cycek"
Kościelni rycerze skończyli popatrywać na siebie znacząco, przenieśli wzrok z powrotem na krewkiego brańca. Opuszczony na podłogę żołnierz westchnął ciężko i otworzył usta, wtedy jednak służbita Kościoła, który go wcześniej pochwycił błyskawicznym ruchem zdzielił nieszczęśnika pięścią prosto w skroń. Wojak stracił w ułamku chwili świadomość i byłby upadł na stolik Grzmocicieli, gdyby nie drugi rycerz. Ten pochwycił nieprzytomnego strzelca i ułożył go na podłodze ze zdumiewającą delikatnością.
Przez tłumek gapiów przebiegł niespokojny pomruk, z ust kilku kobiet wydobyły się ściszone jęki. Trzej pozostali żołnierze oniemieli widząc, w jak bezceremonialny sposób został potraktowany ich nierozważny towarzysz.
- Ty, podejdź tutaj, a żwawo - rycerz, który ułożył na podłodze nieprzytomnego żołnierza przywołał do siebie jednego z pozostałych szeregowców - Posłuchaj mnie uważnie. Zabierzecie teraz swego druha do koszar, bez chwili zwłoki. Wezwiecie do niego felczera, któremu opowiecie, co mu się przydarzyło. Jednocześnie wezwiecie waszego kapelana, jeśli takiego macie. Macie?
- Tak, mamy - przytaknął natychmiast żołnierz, przezornie trzymając się od Rycerza Proroka na kilka kroków.
- W takim razie przekażesz mu, że brat Bryson Murdoch z komandorii Rycerzy Proroka w Divinium podejrzewa u tego tu biedaka influencję. To bardzo ważne, zapamiętasz? Influencję.
- Znaczy się, influencję? - wyraz twarzy żołnierza świadczył dobitnie o tym, że człowiek ów nie miał pojęcia, o czym zakonny rycerz mówi - A co to?
- Nadmierna ciekawość grozi uszczerbkiem na zdrowiu i życiu - wygłosił napominającym tonem drugi z rycerzy, oglądając się jednocześnie w stronę dziewcząt w strojach kelnerek - Poproście tutaj właściciela tego szacownego przybytku.
- To ja - oznajmił natychmiast korpulentny mężczyzna w średnim wieku, dostatnio odziany i nerwowo tarmoszący rękawy swego kubraka - Raczcie wybaczyć, czcigodni, że ów nieszczęśnik zakłócił wam odpoczynek. Dałbym wiele, żeby to odwrócić...
- Nie twoja to wina, poczciwcze, nie twoja - brat Murdoch uciął wypowiedź właściciela tawerny jednym ruchem ręki, po czym obejrzał się w stronę stojących tuż obok Grzmocicieli - Powiadasz, że jak cię zwą? Trzcinka? Skoroś taki skory do pomocy, zaiste zaraz nam się przydasz. A ci tutaj to twoi druhowie? Pobożni ludzie, prawi morrowianie?
Murdoch zwraca się do Strykera, rzecz jasna...